Wiadomości

Strajk generalny w Belgii. Paraliż komunikacyjny, zamknięte szpitale i szkoły

15.12.2014 13:56
Stoi ruch na drodze, torach i w powietrzu. W Belgii trwa strajk generalny przeciwko polityce oszczędnościowej rządu. Kraj został kompletnie sparaliżowany.
Stoi ruch na drodze, torach i w powietrzu. W Belgii trwa strajk generalny przeciwko polityce oszczędnościowej rządu. Kraj został kompletnie sparaliżowany
Stoi ruch na drodze, torach i w powietrzu. W Belgii trwa strajk generalny przeciwko polityce oszczędnościowej rządu. Kraj został kompletnie sparaliżowanyFoto: PAP/EPA/JULIEN WARNAND
Posłuchaj
00'59 Belgia sparaliżowana przez strajk generalny - relacja Magdaleny Skajewskiej (IAR)
Strajk generalny w Belgii
Strajk generalny w Belgii

Oficjalnie strajk rozpoczął się o godz. 22 w niedzielę. Belgowie sprzeciwiają się planom oszczędnościowym rządu premiera Charlesa Michela. Dotyczy to m.in. podniesienia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat, począwszy od 2030 roku. Wstrzymania indeksacji płac i świadczeń, obniżenia dodatków na dzieci oraz podniesienia kosztów energii i transportu publicznego.

Ponieważ do strajku przyłączyli się belgijscy kontrolerzy ruchu lotniczego, przestrzeń powietrzna tego kraju została zamknięta na 24 godziny, czyli do 22. w poniedziałek. Rzeczniczka brukselskiego lotniska Florence Mulls powiedziała, że odwołano około 600 lotów. Zakłócenia te dotknęły około 50 tys. pasażerów.

"Podróżni są ofiarami tej akcji"

Linie lotnicze Brussels Airlines poinformowały, że z powodu zamknięcia na 24 godziny przestrzeni powietrznej, przewoźnik zmuszony został odwołać wszystkie swoje loty w czasie trwania strajku. Jak informuje, pasażerowie, których loty zostały anulowane, mogą zmienić rezerwację lub wystąpić o zwrot kosztów biletu.

- Wyrażamy głęboki żal, że po raz kolejny, to podróżni są ofiarami tej akcji - powiedział prezes Brussels Airlines Bernard Gustin. Linie szacują, że z powodu poniedziałkowego strajku jej straty wyniosą ok. 5 mln euro.

W poniedziałek rano nie jeździły także pociągi belgijskich kolei SNCB - powiedział rzecznik kolei Thierry Ney dziennikowi "La Libre Belgique". Firma obawia się, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie przez cały poniedziałek. We Flandrii nie wyjechał od godz. 5.30 żaden autobus i tramwaj - podało przedsiębiorstwo transportu publicznego De Lijn.

Do Belgii nie dojeżdżają też pociągi Eurostar (przewoźnik kolejowy obsługuje szybkie połączenia między Londynem, Paryżem i Brukselą) oraz Thalys (obsługuje połączenia kolejowe między Francją a Belgią, Holandią i Niemcami). Trasy pociągów tych przewoźników kończą się w Lille, na północy Francji.

Wyludnione ulice

W całej Belgii pozamykane są sklepy oraz placówki publiczne, takie jak poczta, szkoły, czy sądy. Ograniczony jest też wywóz śmieci. W strajku uczestniczą również strażnicy więzienia Lantin. Do niezbędnego minimum ograniczono pracę w szpitalach. Porty w Antwerpii, Gandawie i Zeebrugge mają przestój, podobnie, jak wiele fabryk z sektora publicznego.

Kierowcy w całym kraju muszą się liczyć z utrudnieniami z powodu pikiet związkowców na wjazdach z autostrad, rondach czy na najważniejszych ulicach. W samej Brukseli nie jeżdżą autobusy brukselskiego przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej - STIB oraz tramwaje. Nie kursuje metro. Ulice Brukseli wydają się być wyludnione.

Strajki dotknęły też siedziby instytucji Unii Europejskiej, gdzie w poniedziałek nie pracują stołówki. Z powodu oczekiwanych zakłóceń już w niedzielę do Brukseli musieli przyjechać ministrowie spraw zagranicznych oraz ministrowie rolnictwa państw UE na zaplanowane na poniedziałek spotkania Rady UE.

Kilkunastu związkowców pikietowało na rondzie Schumana w centrum dzielnicy instytucji UE, posilając się kiełbaską z grilla. - Żądamy, aby ten rząd wycofał się z pomysłu podwyższenia nam wieku emerytalnego do 67 lat. Już teraz jest nam trudno wytrzymać w niektórych zawodach do 65. roku, a oni jeszcze chcą nam dołożyć kolejne dwa lata - powiedział uczestnik pikiety, Pierre. Jego koleżanka dodała, że jako sprzedawczyni w supermarkecie zarabia bardzo mało, a rząd chce jeszcze odebrać dodatki na dzieci. - Ja mam trójkę dzieci i dla mnie są to ogromne koszty, a teraz chcą mi zabrać dodatki. Nie zgadzam się na to - oświadczyła.

Sekretarz związku zawodowego CSC Marie-Helene Ska cytowana przez gazetę "Le Soir" powiedziała, że "dzisiejsza akcja jest sukcesem". - Gdziekolwiek pójdę, widzę silną determinację. Ale też coraz większą frustrację - pracownicy czują, że nie są słuchani. Nadszedł czas, by to zmienić - powiedziała.

youtube.com

Poniedziałkowy strajk jest jednym z kolejnych trwających od listopada protestów w Belgii.

Charles Michel stoi na czele rządu, w którego skład weszły trzy partie flamandzkie: nacjonaliści z Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA), chrześcijańscy demokraci z CD&V, liberałowie z OpenVLD oraz jedyna partia frankofońska - Ruch Reformatorski (MR). Tuż przed zaprzysiężeniem gabinetu Michel powiedział, że w koalicji zawarte zostało porozumienie w sprawie ram budżetowych, co pozwoli zrównoważyć budżet Belgii w 2018 roku.

Ostatnio duże demonstracje przeciw polityce rządu Belgii miały miejsce w grudniu 2011 i w lutym 2013 roku. Wówczas przyciągnęły kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów.

Szanse na porozumienie między związkowcami a władzą są jednak na razie nikłe.

Czytaj też<<<Wielka demonstracja w Brukseli. Na ulice wyszło ponad 100 tys. osób>>>

IAR,PAP,kh

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Starcia w Brukseli. Związkowcy kontra policja

04.04.2014 17:06
Koniec zaciskania pasa! To główne hasło manifestacji związkowców. Zdaniem organizatorów wzięło w niej udział 50 tysięcy osób z całej Europy, w tym grupa około 400 Polaków.
Organizatorzy twierdzą, że w manifestacji wzięło udział około 50 tysięcy związkowców z całej Europy
Organizatorzy twierdzą, że w manifestacji wzięło udział około 50 tysięcy związkowców z całej EuropyFoto: EPA/JULIEN WARNAND
Posłuchaj
01'06 Związki zawodowe manifestowały w Brukseli. Relacja Magdaleny Skajewskiej (IAR)

- Domagamy się zaprzestania cięć w środkach przeznaczanych na inwestycje, bo one przecież tworzą nowe miejsca pracy. Potrzebne są nakłady na innowacyjność, by pracodawcy nie konkurowali ze sobą wyłącznie kosztami pracy - podkreślił wiceszef Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Jerzy Wielgus, który uczestniczył w manifestacji.

Demonstracja w Brukseli była częścią kampanii "Nowa droga do Europy”. Nieprzypadkowo odbyła się niecałe dwa miesiące przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Związkowcy wzywają kandydatów do odrzucenia wszelkich prób dalszej polityki cięć. - Każdy rozumie, że jest kryzys, ale nie można kryzysu odbijać kosztem najuboższej części społeczeństwa. Chcemy, żeby się wszystkim żyło lepiej - powiedział Zbigniew Tomasik , jeden z członków NSZZ ”Solidarność”.

W trakcie protestów doszło do starć z policją, która użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego, by ochronić siedzibę Komisji Europejskiej. Demonstranci rzucali w kierunku policjantów fragmentami płyt chodnikowych i butelkami.

Nie ma informacji o liczbie rannych.

W stolicy Belgii manifestowali między innymi działacze związkowi z Niemiec, Francji, Holandii i Litwy. Żądali "więcej socjalnej Europy". Nieśli transparenty z napisami: "Polityka zaciskania pasa równa się bieda", "Europa dla pracowników, nie dla trojki".
Tak zwana trojka to przedstawiciele Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Europejskiego Banku Centralnego, którzy nadzorują realizację reform w krajach objętych programami pomocowymi, m.in. w Grecji.
Protestujący domagali się, by politycy zaproponowali nową drogę dla Europy i porzucili politykę oszczędności, która zakłada cięcia wydatków publicznych, co - ich zdaniem - przyczynia się do wzrostu bezrobocia, zwłaszcza wśród ludzi młodych.
- Działania na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy powinny być dla UE absolutnym priorytetem, bo bezrobocie to obecnie jeden z podstawowych problemów we wszystkich krajach członkowskich - twierdzi wiceszef Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Jerzy Wielgus.
W manifeście Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych podkreślono, że obecne działania KE i Rady UE osłabiają tradycyjny europejski "model socjalny" zrównoważonego rozwoju gospodarczego i zagrażają mu.
Związkowcy żądają też gwarancji, że wolność gospodarcza nie będzie mieć pierwszeństwa przed prawami społecznymi, bardziej sprawiedliwej polityki podatkowej, w tym bardziej stanowczych działań przeciwko nadużyciom podatkowym. Domagają się także większej przejrzystości w ramach instytucji europejskich.

IAR/PAP/asop

Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH

Czytaj także

Strajk pilotów Lufthansy. Ogromne utrudnienia na europejskim niebie

20.10.2014 17:03
Kolejny strajk pilotów niemieckich linii lotniczych Lufthansa, ogłoszony przez związek zawodowy Cockpit, rozpoczął się w poniedziałek o godz. 13 i objął rejsy na krótkich i średnich dystansach. Piloci występują w obronie swych przywilejów emerytalnych.
Obecny strajk to już dziewiąta od końca sierpnia akcja protestacyjna w Lufthansie
Obecny strajk to już dziewiąta od końca sierpnia akcja protestacyjna w LufthansieFoto: PAP/EPA/ARMIN WEIGEL
Posłuchaj
00'17 Rzecznik lotniska im. Fryderyka Chopina w Warszawie Przemysław Przybylski o utrudnienia związanych ze strajkiem pilotów Lufthansy (IAR)

Wzmacniając naciski na władze Lufthansy Cockpit ogłosił niespodziewanie w poniedziałek rano, że następnego dnia do strajku przystąpią też piloci obsługujący loty na długich trasach; ich akcja protestacyjna potrwa do północy. Strajk pilotów latających na krótkich i długich dystansach również potrwa do północy we wtorek i spowoduje zakłócenia 2150 rejsów i dotknie 200 tys. pasażerów. Aby złagodzić skutki strajku Lufthansa planuje uruchomić 700 lotów zastępczych.

Obecny strajk to już dziewiąta od końca sierpnia akcja protestu w Lufthansie przeciwko planom zmiany warunków wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Związkowcy domagają się utrzymania dotychczasowych zasad wypłacania pilotom świadczeń przedemerytalnych, z których zaczynają korzystać przeciętnie w wieku 59 lat. Pracodawca chce natomiast stopniowo podnieść ten próg do średnio 61 lat. Obowiązujące obecnie przepisy pozwalają pilotom największego niemieckiego przewoźnika na odejście z zawodu już w wieku 55 lat.

Lufthansa wdraża program restrukturyzacji koncernu przewidujący między innymi drastyczne obniżenie kosztów. Sprawa dotyczy pilotów samej Lufthansy, jak również jej spółek córek: Lufthansa-Cargo i Germanwings.

Odwołane loty do Niemiec

W poniedziałek w związku ze strajkiem pilotów linii Lufthansa na lotnisku Chopina w Warszawie odwołano część lotów do Niemiec. Rzecznik portu lotniczego Przemysław Przybylski powiedział IAR, że pasażerowie, którzy mają wykupione bilety na podróż niemieckimi liniami lotniczymi, powinni kontaktować się z przewoźnikiem - on zdecyduje o zmianie rezerwacji lub zwrocie pieniędzy.

''PAP/IAR/aj

Czytaj także

Wielka demonstracja w Brukseli. Na ulice wyszło ponad 100 tys. osób

06.11.2014 22:00
Biorący udział w demonstracji chcieli zaprotestować m.in. przeciwko planom oszczędnościowym nowego rządu Belgii. Doszło do starć z policją.
Pod koniec demonstracji doszło do starć między protestującymi i policją
Pod koniec demonstracji doszło do starć między protestującymi i policjąFoto: PAP/EPA/JULIEN WARNAND
Posłuchaj
00'36 Starcia w Brukseli podczas protestu przeciwko oszczędnościom. Relacja Magdaleny Skajewskiej z Brukseli (IAR)

Demonstracja przeciwko centroprawicowemu gabinetowi premiera Charlesa Michela, który stanął na czele belgijskiego rządu 11 października, została zorganizowana przez trzy belgijskie związki zawodowe - chadecki CSC, socjalistyczny FGTB i liberalny CGSLB.

Protestujący sprzeciwiają się planom dotyczących m.in. podniesienia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat. Nie podoba się im również, że od 2015 roku płace i świadczenia społeczne nie mają być jak co roku indeksowane, co przyczyni się do wzrostu kosztów utrzymania.
Manifestujący są też przeciwni planom przewidującym niższe dodatki na dziecko, droższą edukację i opiekę nad dziećmi, a także droższy transport publiczny i wyższe ceny energii.
"Zła pogoda dla Brukseli"
Protest rozpoczął się przed dworcem kolejowym Gare de Nord, jednym z największym w mieście. Następnie demonstranci przeszli przez centrum miasta do dworca południowego Gare de Midi.
Protestujący nieśli transparenty z hasłami: "Ciężkie czasy dla pracowników, zła pogoda dla Belgii", "Praca do 67 lat - nie ma mowy". Jeden z uczestników był przebrany za klauna i trzymał napis: "Jestem smutnym klaunem, żyję w biedzie, a bogaci dzięki kryzysowi stają się bogatsi".
Starcia z policją rozpoczęły się pod koniec demonstracji. Jak podał belgijski Czerwony Krzyż, lekarze musieli interweniować ponad 30 razy, ponad 20 osób zostało przewiezionych do szpitala. Wśród rannych są zarówno policjanci jak i protestujący.
x-news.pl, BE VTM

Fot.
Fot. PAP/EPA/JULIEN WARNAND

Według organizatorów w czwartkowej demonstracji udział wzięło ponad 120 tys. ludzi, a według źródeł w policji, na które powołuje się dziennik "Le Soir", było ich ponad 100 tys. Jak podała agencja AFP, belgijskie koleje sprzedały ponad 80 tys. zniżkowych biletów, aby zachęcić do udziału w manifestacji.
Protesty mają potrwać do 15 grudnia. Na ten dzień zapowiedziano strajk generalny. Rząd zaprosił do siebie na rozmowy przedstawicieli związków zawodowych. Związkowcy przyjęli zaproszenie, podkreślając, że nigdy nie odmawiali dialogu.
Porozumienie w sprawie budżetu
Charles Michel stoi na czele rządu, w którego skład weszły trzy partie flamandzkie: nacjonaliści z Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA), chrześcijańscy demokraci z CD&V, liberałowie z OpenVLD oraz jedyna partia frankofońska - Ruch Reformatorski (MR).
Tuż przed zaprzysiężeniem gabinetu Michel powiedział, że w koalicji zawarte zostało porozumienie w sprawie ram budżetowych, co pozwoli zrównoważyć budżet Belgii w 2018 roku.
Ostatnio duże demonstracje przeciw decyzjom polityki rządowej Belgii miały miejsce w grudniu 2011 roku i w lutym 2013 roku. Wówczas przyciągnęły kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>
IAR, PAP, kk

 

''