Wiadomości

Kornel Morawiecki: powstało centrum ścigania zbrodniarzy komunistycznych

12.12.2015 18:49
Marszałek senior, poseł Ruchu Kukiz'15 Kornel Morawiecki poinformował na konferencji o powołaniu Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich.
Kornel Morawiecki z Ruchu Kukiz15  i prezes Komitetu Katyńskiego Andrzej Melak
Kornel Morawiecki z Ruchu Kukiz'15 i prezes Komitetu Katyńskiego Andrzej MelakFoto: PAP/Marcin Obara

Jak tłumaczył, celem Centrum ma być ujawnianie oraz stawianie przed sądem osób odpowiedzialnych ze zbrodnie popełnione przez służby państwowe w okresie PRL; zwłaszcza osób, które - jak mówił - nadal pełnią funkcje publiczne. Zapowiedział także powstanie portalu internetowego, na którym będzie można zgłaszać takie przypadki.

Zobacz serwis specjalny - Historia >>>

- Marzyło nam się, że będzie Polska niepodległa i jest Polska niepodległa. I teraz przed nami prostsze zadanie: żeby ona była praworządna, to znaczy, żeby bandyci, zbrodniarze, przestępcy nie kierowali głównymi organami państwa, żeby rozliczyć system, żeby nikt się nie chwalił, że był w PZPR i był dumny z tego, że był komunistą. To trzeba po prostu zakończyć - powiedział na konferencji prasowej Morawiecki, który jest honorowym przewodniczącym komitetu.

Nawiązując do przypadającej na niedzielę 34. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, mówił, że działalność Centrum nie będzie ograniczać się jedynie do ujawniania odpowiedzialnych za zbrodnie okresu stalinowskiego. - Nie chodzi nam tyko o zbrodnie stalinowskie, ale chodzi nam o to, żeby również tą czarną kartę historii lat osiemdziesiątych, stanu wojennego, to uderzenie w naród, w Solidarność, też żeby rozliczyć, oczyścić - informował.

Jak poinformowano na konferencji, w sobotę wieczorem w Warszawie pod domem Władysława Ciastonia, który w okresie stanu wojennego pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych i szefa SB, ma odbyć się wiec środowisk patriotycznych związanych z Centrum.

PAP, to

Komentarze2
aby dodać komentarz
Sortuj: od najnowszegood najstarszego
anpolade2015-12-13 07:26 Zgłoś
A może lepiej ścigać aktualnych zbrodniarzy tych już po upadku socjalizmu. Tylu patriotów nam zamordowano z powodów politycznych i polityczno-kryminalnych, że warto chyba wyjaśnić te wszystkie zbrodnie.
wittar2015-12-12 22:56 Zgłoś
Kpina, tworzenie posad dla rodziny i znajomych. Widac Kukiz "utargował" jakiś ochłap dla swoich...Moze przejmą prokuratorskie kompetencje IPN? Ciekawe kto za chwile przejmie akta IPN... Zglaszam do wiadomosci Centrum osobę prok. Piotrowskiego, biorącego czynny udział w zbrodniczej orgamizacji i mógł dokonywac czynow zbrodniczych...co nalezy sprawdzic i udowodnić

Czytaj także

Poznański Czerwiec - największa masakra w historii PRL

28.06.2015 06:01
W czerwcu 1956 roku na ulice Poznania wysłano około 8. tysięcy żołnierzy, 300 czołgów, kilkadziesiąt transporterów opancerzonych i samoloty.
Manifestacja na ul. Armii Czerwonej (obecnie Święty Marcin)
Manifestacja na ul. Armii Czerwonej (obecnie Święty Marcin) Foto: Wikipedia CC/autor nieznany
Posłuchaj
00'11 Przemówienie premiera Józefa Cyrankiewicza (PR, 29.06.1956)
00'28 Wypowiedź Stanisława Matyi, (zm. w 1985 r.) nieformalnego przywódcy Poznańskiego Czerwca. Matyja był stolarzem w wagonowni Wydziału W-3, gdy robotnicy wyszli na ulicę wraz z sygnałem fabrycznej syreny, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie
00'18 Pisarz Egon Naganowski (zm. w 2000 r.), ranny w wypadkach czerwcowych, wspomina noc z 28 na 29 czerwca i atmosferę solidarności wśród protestujących
więcej

28 czerwca 1956 robotnicy w poznańskich Zakładach im. Stalina (obecnie im. Hipolita Cegielskiego) rozpoczęli strajk generalny, który przerodził się w wielotysięczną manifestację, a następnie w walki uliczne.

O godzinie 6.30 zakładowe syreny dały znak do rozpoczęcia protestu. Robotnicy opuścili zakład i w zwartym pochodzie ruszyli pod siedziby Miejskiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Do protestujących przyłączali się pracownicy innych zakładów. Demonstranci śpiewali po drodze hymn narodowy, "Rotę" i pieśni religijne, między innymi "Boże, coś Polskę" z frazą "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie". Pojawiły się biało-czerwone sztandary i transparenty z hasłami ekonomicznymi np. "Żądamy podwyżki płac", "Chcemy chleba", czy "Jesteśmy głodni", "My chcemy wolności", czy "Precz z czerwoną burżuazją".

Zobacz serwis specjalny - Czerwiec 1956 >>>

Zgromadzony o godzinie 9. na placu Józefa Stalina (obecnie Adama Mickiewicza) tłum liczył około 100 tysięcy osób. Delegacja manifestantów spotkała się z przewodniczącym Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Franciszkiem Frąckowiakiem i zażądała przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza lub I sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba. Następnie delegacja spotkała się z sekretarzem propagandy KW PZPR Wincentym Kraśką, gdzie ponowiła wcześniejsze żądania. Kraśko próbował przemówić do tłumu, ale ludzie nie chcieli słuchać partyjnej nowomowy.

Wkrótce zaczęto plądrować budynki władz, manifestanci wkroczyli do gmachu MRN i KW PZPR. Pozrywano czerwone sztandary i wywieszono hasła protestacyjne. W tłumie rozeszła się nieprawdziwa plotka o aresztowaniu robotniczej delegacji. Część protestujących ruszyła pod więzienie przy ulicy Młyńskiej, żeby uwolnić rzekomo aresztowanych robotników. Po wtargnięciu do więzienia zdobyto około 80 jednostek broni i amunicji.

W tym czasie inna grupa robotników ruszyła na ulicę Jan Kochanowskiego, gdzie mieścił się gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Manifestanci zostali oblani wodą z hydrantów, na co odpowiedzieli kamieniami. Około 10.40 z okien Urzędu Bezpieczeństwa padły pierwsze strzały. Rozpoczęła się wymiana ognia, a wkrótce walki objęły całe miasto. Robotnicy używali butelek z benzyną oraz broni zdobytej w więzieniu i na posterunkach MO, w sumie około 200 sztuk broni.

Do tłumienia demonstracji postanowiono użyć wojska. Władze wprowadziły blokadę telekomunikacyjną miasta i godzinę policyjną między 21.00 a 4 rano.

29 czerwca wieczorem premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie radiowe, w którym padła między innymi słynna groźba, że "każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie".

Pojedyncze walki w mieście trwały jaszcze 30 czerwca rano.

Brakuje dokładnych danych co do ofiar. W dawniejszej literaturze przedmiotu podawano liczbę 73 lub 74. Najnowsze badania mówią o 57 ofiarach, a pion śledczy IPN podaje liczbę 58. Najmłodszą ofiarą buntu był Romek Strzałkowski, który miał zaledwie 13 lat.

pd/mk

Czytaj także

Cmentarz Bródnowski w Warszawie miejscem pochówku ofiar komunizmu. Wstrząsające odkrycie IPN

03.07.2015 16:26
- Dotychczas odnaleźliśmy szczątki sześciu więźniów, z których co najmniej dwóch nosi ślady po tak zwanej katyńskiej metodzie uśmiercania, czyli strzałem w potylicę. Wśród tych szczątków znaleźliśmy także jedną trumienkę ze zwłokami dziecka - zdradził prof. Krzysztof Szwagrzyk, który kieruje pracami Zespołu Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN na warszawskim Cmentarzu Bródnowskim.
Zespół Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN prowadzi prace poszukiwawcze na terenie kwatery 45N Cmentarza Bródnowskiego
Zespół Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN prowadzi prace poszukiwawcze na terenie kwatery 45N Cmentarza BródnowskiegoFoto: PAP/Bartłomiej Zborowski

Prace poszukiwawcze na Cmentarzu Bródnowskim rozpoczęły się w środę na terenie kwatery 45N znajdującej się przy murze cmentarnym od strony ul. Rzeszowskiej. Jak ocenia prof. Krzysztof Szwagrzyk, na terenie poszukiwań pochowano co najmniej 33 skazanych na podstawie wyroków sądów komunistycznych. Było to w 1946 roku.

- Godzinę temu przy jednym z więźniów odnaleźliśmy szczoteczkę do zębów, na której umieszczone jest imię, nazwisko i pseudonim. To szczególny dla nas rodzaj sytuacji, kiedy mamy dane człowieka, którego poszukiwaliśmy, ponieważ jest to jeden ze straconych w 1946 roku - relacjonuje prof. Szwagrzyk.

Treść napisu na jednej stronie szczoteczki głosi: "Kazimiera Adamkiewicz, Dęblin, ul. Lipowa 35. Cela śmierci". - Z drugiej strony znajduje się pseudonim "Świt" i napis "Dęblin, AK Orlik" czyli oddział "Orlika" oraz nazwisko i imię Kęska Zygmunt, a także data 8 marca 1946 - opowiada szef zespołu poszukiwawczego.

Zygmunt Kęska pseudonim Świt był żołnierzem Armii Krajowej i powojennego podziemia niepodległościowego.

Serwis Polskiego Radia - "Żołnierze Wyklęci" >>>

- To absolutnie niezwykle znalezisko, wszyscy jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Wszystkie odnalezione szczątki, poza tymi należącymi do dziecka, zostały pochowane bezpośrednio w ziemi, bez butów, na płytkiej głębokości około 70 cm. Byli jednak w jakiejś odzieży, o czym świadczą guziki, które również znaleźliśmy. Szczątki są bardzo dobrze zachowane, co będzie pomocne przy badaniach medyczno-sądowych - mówił prof. Szwagrzyk.

Prace na Cmentarzu Bródnowskim powinny zakończyć się w ciągu dwóch-trzech dni.

- Udało nam się już przebadać cały teren. Pracujemy od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora, stąd wyjątkowe tempo działań i możliwość zakończenia ich znacznie szybciej niż sądziliśmy. Wiemy jednak, że prace będą musiały być kontynuowane, bowiem na środku odnalezionego rzędu pochówków więziennych jest współczesna zabudowa z lat 90. i trzeba znaleźć sposób, by znajdujące się poniżej szczątki także wydobyć - dodał szef zespołu poszukiwawczego.

IPN ocenia, że warszawski Cmentarz Bródnowski jest trzecim "jeżeli chodzi o wagę" po tzw. Łączce na Wojskowych Powązkach i Cmentarzu na Służewie miejscem, gdzie w latach 40. XX w. chowano ofiary terroru komunistycznego.

PAP/asop

Czytaj także

Lista Milczanowskiego odtajniona. A na niej nazwiska tajnych współpracowników SB

29.10.2015 14:44
Ta lista pokazuje kto zachował się przyzwoicie - mówi Zbigniew Girzyński. Poseł i historyk upublicznił sześć tomów dokumentów, przygotowanych w 1991 roku w Urzędzie Ochrony Państwa pod kierownictwem Andrzeja Milczanowskiego.
Listę nazwisk można znaleźć na profilu facebookowym Zbigniewa Girzyńskiego
Listę nazwisk można znaleźć na profilu facebookowym Zbigniewa GirzyńskiegoFoto: screen/facebook
Posłuchaj
00'24 Zbigniew Girzyński o liście Andrzeja Milczanowskiego (IAR)
00'19 Andrzej Milczanowski: upublicznienie listy nazwisk jest nieprawidłowe (IAR)
00'27 Doktor Rafał Leśkiewicz o liście Milczanowskiego (IAR)
więcej

Zbigniew Girzyński wyjaśnia w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że listę otrzymał od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i ma ona przede wszystkim znaczenie historyczne, ponieważ dotyczy okresu sprzed 1989 roku, czyli czasów PRL-u.

Poseł przypomina, że Andrzej Milczanowski stworzył listę składającą się z 7 tysięcy nazwisk, osób ubiegających się w 1991 roku o mandaty posłów i senatorów. Girzyński zamieścił w internecie tylko nazwiska osób, które zostały posłami i senatorami, pozostałe dokumenty znajdują się w zbiorze ogólnym Instytutu Pamięci Narodowej. Polityk podkreśla, że zapoznając się z tą listą, można się dowiedzieć kto zachował się w sposób "godny i właściwy, jeżeli służba bezpieczeństwa go nachodziła, a kto uległ i poszedł na współpracę".

Zobacz serwis historyczny Polskiego Radia >>>

Zbigniew Girzyński przypomina, że wśród parlamentarzystów z 1991 roku część miała za sobą współpracę z komunistycznymi służbami. Takich osób, zdaniem posła, była spora grupa, a w 1992 roku zostały one ujawnione w wyniku lustracji jakiej dokonał Antoni Macierewicz. Girzyński dodaje, że jeśli chodzi o zawartość, to na obu listach powtarzają się nazwiska tajnych współpracowników.

Zbigniew Girzyński wyjaśnia, że niektóre osoby są opisane jako tajni współpracownicy, inni jako kandydaci na takich, są też figuranci, zabezpieczenia i kontakty operacyjne, a także rozpracowywani przez służby. Poseł podkreśla, że część osób, które znalazły się na liście Milczanowskiego i mają za sobą epizod współpracy z PRL-owskimi służbami, wciąż funkcjonuje w życiu polityczno-społecznym.

Milczanowski negatywnie o ujawnieniu listy

Andrzej Milczanowski za nieprawidłowe uważa upublicznienie listy nazwisk z 1991 roku przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Zbigniewa Girzyńskiego.

Były szef UOP tłumaczy, że polecił stworzyć taki dokument dla wewnętrznych potrzeb Urzędu, bez jakiegokolwiek zamiaru przekazywania go komukolwiek na "zewnątrz".

Podkreśla, że stworzenie listy wynikało z potrzeby zabezpieczenia państwa. Jego zdaniem, szef Urzędu Ochrony Państwa, musi wiedzieć kto z osób kandydujących do parlamentu współpracował lub nie z tajnymi służbami PRL-u, "trzeba wiedzieć z kim się ma do czynienia, jeśli się odpowiada za bezpieczeństwo państwa" - zakończył.

Zdaniem Andrzeja Milczanowskiego, ujawnione dokumenty mają wartość historyczną i nie będą miały wpływu na obecną sytuację polityczną.

"Źródło wiedzy historycznej"

Doktor Rafał Leśkiewicz, dyrektor Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN uważa, że lista Andrzeja Milczanowskiego to ważne źródło wiedzy historycznej.

Rafał Leśkiewicz wyjaśnia, że dokumenty przekazane przez ABW mają wartość przede wszystkim historyczną. Są "urobkiem" kwerendy zrobionej w 1991 roku w archiwach służby bezpieczeństwa i są zestawieniem danych o poszczególnych osobach w oparciu o akta bezpieki.

Rafał Leśkiewicz uważa, że lista Milczanowskiego to szczególna gratka dla archiwistów i historyków. Po pierwsze - wyjaśnia dyrektor - można zweryfikować informacje, które znalazły się w tym opracowaniu z dokumentami, które trafiły do IPN po 2000 roku. Historycy, dodaje Leśkiewicz, badający czasy PRL-u, rozpracowania środowisk opozycyjnych, na podstawie tej listy będą mogli znacznie poszerzyć swoja wiedzę.

Zdaniem dyrektora Leśkiewicza, lista Milczanowskiego nie powinna mieć wpływu na obecną sytuację społeczno-polityczną. W jego opinii, przede wszystkim te informacje dotyczą faktów co najmniej sprzed 25 lat. Ponadto, nie ma w nich danych wrażliwych, treści intymnych czy materiałów kompromitujących i dlatego nie można tego zbioru traktować jako części rozliczania przeszłości.

IAR, to