NATO testuje cierpliwość Gruzji. Za słowami nie poszły czyny

Ostatnia aktualizacja: 17.07.2016 09:50
Ze szczytu NATO w Warszawie Gruzini nie wracali do domu rozczarowani - nie dlatego, że zostali hojnie obdarowani na drogę, lecz dlatego, że niewiele się po podróży do Warszawy spodziewali.
Flaga NATO
Flaga NATOFoto: flickr/NATO Summit Wales 2014/(CC BY-NC-ND 2.0

- Po tylu latach oczekiwania, pochwałach i zachętach do dalszych wysiłków nikt poważnie w Gruzji nie liczył, że akurat w Warszawie zostaniemy oficjalnie zaproszeni do wstąpienia do NATO – mówi prof. Tejmuraz Papaskiri, dziekan wydziału historii najnowszej z tbiliskiego uniwersytetu im. Iwane Dżawachiszwilego. – Nie mieliśmy wielkich oczekiwań, wybierając się do Warszawy, więc i nie wracamy z niej rozczarowani.

Odległa obietnica

Chęć wstąpienia do NATO Gruzja zgłosiła już w latach 90., gdy rządził nią Eduard Szewardnadze (1995-2003). Za panowania jego następcy, najbardziej prozachodniego z dotychczasowych gruzińskich przywódców, Micheila Saakaszwilego (2004-2013), w specjalnym referendum w 2008 r. trzy czwarte Gruzinów opowiedziało się za przystąpieniem do NATO, a na szczycie NATO w tym samym roku w Bukareszcie przywódcy Zachodu obiecali Gruzji, że pewnego dnia zostanie przyjęta do Sojuszu.

Jednak wkrótce potem w zbuntowanej gruzińskiej prowincji Osetia Południowa (Kreml wspierał jej secesję) doszło do kilkudniowej gruzińsko-rosyjskiej wojny, a rosyjskie wojska najechały na Gruzję. Po przegranym konflikcie Gruzja ostatecznie utraciła kontrolę nie tylko nad Osetią Południową, ale też nad drugą zbuntowaną prowincją, Abchazją, a ich samozwańcze niepodległości uznała oficjalnie Rosja. Zachód, dotąd wspierający Gruzję w jej marszu ku Europie, w obawie przed eskalacją konfliktu z Moskwą zaczął unikać oficjalnych zobowiązań wobec Tbilisi.

Pochwały i słowa otuchy


Czytaj więcej
liczy.jpg
”Gruzja liczy na silne wsparcie Polski na szczycie NATO”

Na szczytach NATO w Chicago w 2012 r. i w walijskim Newport w 2014 r. nie przedstawiono Gruzji oczekiwanej przez nią oficjalnej listy warunków (tzw. MAP - Membership Action Plan), po których spełnieniu aspirujące do członkostwa państwo zostaje przyjęte do Sojuszu. Gruzini nie otrzymali jej też w Warszawie; znów wracali do Tbilisi chwaleni za wdrażane reformy w wojsku i postępy w demokracji, z obietnicami większej pomocy wojskowej, żegnani słowami otuchy, że nadejdzie dzień, gdy zostaną przyjęci do NATO.

- Nie wydaje mi się, żeby miało do tego dojść w najbliższych latach. NATO, a zwłaszcza Niemcy i Francja, są przeciwne, by Sojusz angażował się w kolejnych problematycznych regionach, a za taki uznawany jest przez nie Kaukaz – mówi Wojciech Górecki, analityk z warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich, znawca Kaukazu, pisarz i były dyplomata.

Koniunktura nie sprzyja

- Oczywiście gdyby miało dojść do eskalacji konfrontacji między Zachodem i Rosją, NATO, potrzebując wtedy każdego możliwego sojusznika, zaprosi do Sojuszu i Gruzinów, ale póki co daje im do zrozumienia, że muszą się zadowolić zacieśnieniem współpracy wojskowej, wspólnymi ćwiczeniami, politycznym poparciem oraz pochwałami, jak to wzorowo wypełniają wszystkie stawiane im przez Zachód zadania i warunki - dodaje.

- I trudno było się czegokolwiek więcej spodziewać. Wiemy w Gruzji, że to, czy i kiedy zostaniemy przyjęci do NATO, zależy nie od naszej do tego gotowości, ale politycznej koniunktury na świecie, a ta nam nie sprzyja – mówi prof. Papaskiri.


Czytaj więcej
mamyto.jpg
Po szczycie NATO w Warszawie. "Mamy to, o co walczyliśmy"

- Znów nas się nachwalono, ale też znów kazano nam uzbroić się w cierpliwość. Rozumiemy to, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy na przykład za cztery lata, po kolejnym szczycie NATO, znów wracali do domu z niczym. Celem Gruzji jest Zachód i w tym kierunku chcemy zmierzać, ale jeśli niczego więcej nie otrzymamy, pojawi się rozczarowanie i wątpliwości, że w zamian za nasze starania i ofiary otrzymujemy tylko kolejne pochwały i obiecanki. Taki stan rzeczy już dziś wpływa na wewnętrzną sytuację polityczną w Gruzji, a w przyszłości wpłynie jeszcze bardziej - podkreśla.

Rosja już nie taka zła

Jeszcze kilka lat temu jawne opowiedzenie się przez którąś z partii politycznych za sojuszem z Rosją było w Tbilisi równoznaczne z politycznym samobójstwem. - Dzisiaj głoszenie haseł o potrzebie ułożenia stosunków z Rosją przewyższającej (potrzebę) integracji z Zachodem nie jest już uznawane za herezję – mówi Górecki. Podkreśla, że narastające rozczarowanie Gruzinów Zachodem wiąże się też m.in. z niechęcią Zachodu (głównie Francji i Niemiec, ale też Włoch i krajów Beneluksu), by mimo spełnienia przez Gruzinów warunków umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską zwolnić ich z obowiązku wizowego w podróżach do Europy. Decyzję w tej sprawie UE przełożyła z wiosny na jesień i nie ma pewności, że będzie ona dla Gruzinów korzystna.

- Ludzi to wszystko drażni i zniechęca do Zachodu, co powoduje, że łatwiej trafiają do nich argumenty jawnie prorosyjskich partii takich jak Sojusz Patriotów czy Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja, kierowany przez byłą przewodniczącą parlamentu Nino Burdżanadze (w 2003 r. była jednym z trojga przywódców rewolucji róż, która obaliła Szewardnadzego), przekonujących, że Zachód w sprawie Gruzji nie kiwnie palcem i dlatego sama powinna zadbać o dobre sąsiedztwo z Rosją – mówi prof. Papaskiri. Według jego szacunków prorosyjski elektorat stanowi dziś w Gruzji około jednej piątej wyborców.

Górecki podkreśla rolę, jaką w budowaniu niechętnych Zachodowi nastrojów odgrywa odwołująca się do konserwatyzmu i tradycjonalizmu gruzińska Cerkiew prawosławna, związana blisko z Cerkwią rosyjską, która nie uznaje np. niezależności Cerkwi abchaskiej.

Prof. Papaskiri zaznacza zaś, że obecnie znaczną część prorosyjskiego elektoratu w Gruzji zagospodarowuje rządząca od 2012 r. w Tbilisi partia Gruzińskie Marzenie, głosząca potrzebę marszu na Zachód, ale też oglądająca się na Wschód.

PAP

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jens Stoltenberg: Gruzja poczyniła wielki postęp na drodze ku członkostwu w NATO. "Doczekamy się cudu"

Ostatnia aktualizacja: 09.07.2016 21:17
- Uznajemy, że Gruzja poczyniła wielki postęp na drodze ku członkostwu - to wyraźnie zaznaczyliśmy też w naszym oświadczeniu. Ponownie potwierdzamy decyzje podjęte w Bukareszcie - powiedział sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego na sobotniej konferencji prasowej.
rozwiń zwiń