Dziecko zmarło, bo lekarze nie rozpoznali zagrożenia ciąży? Ruszył proces

Ostatnia aktualizacja: 14.03.2017 12:45
Przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu ruszył proces dwóch lekarzy i położnej, oskarżonych w sprawie pacjentki, u której w Sosnowieckim Szpitalu Miejskim w porę nie rozpoznano zagrożenia ciąży; dziecko urodziło się martwe.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Pixabay.com

Przeciwko tym osobom rodzice dziecka oraz ich pełnomocniczka skierowali do sądu subsydiarny akt oskarżenia, zarzucając im nieumyślne narażenie na utratę zdrowia i życia - zarówno dziecka, jak i ich matki. Prokuratura nie znalazła podstaw, by przedstawić im zarzuty i w tej części umorzyła sprawę - stąd subsydiarny akt oskarżenia sporządzony przez rodziców. Prokuratura oskarżyła natomiast w tej sprawie dwie inne osoby - lekarza i położną. Ich proces toczy się od września 2015 r.

Pełnomocniczka pokrzywdzonych mec. Joanna Jagiełłowicz-Bąkiewicz odczytała akt oskarżenia. Wcześniej sąd oddalił wniosek obrony o wyłączenie jawności rozprawy.

"To dla nas krok milowy"

Jesienią 2012 r. u Eweliny Bednarskiej w sosnowieckim szpitalu nie rozpoznano w porę zagrożenia ciąży i nie wykonano sugerowanych przez lekarza prowadzącego badań w kierunku zatrucia ciążowego; kobietę wypisano ze szpitala. Po kilku dniach trafiła tam znowu w poważnym stanie. Chłopczyk przyszedł na świat martwy 5 listopada 2012 r. Osoby, które zasiadły na ławie oskarżonych, zajmowały się matką przed i w trakcie porodu.

- Wszystkie osoby, wobec których od początku domagaliśmy się sprawiedliwości są objęte w różnej skali zarzutami karnymi. To dla nas krok milowy - powiedział tuż przed rozpoczęciem procesu ojciec zmarłego dziecka Michał Bednarski.

W 2015 r. sosnowiecka prokuratura oskarżyła jednego z lekarzy, który przyjmował pacjentkę w izbie przyjęć, gdy ta zgłosiła się do szpitala z rozpoczętą akcją porodową – o narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Położna została oskarżona o podrobienie dokumentu dotyczącego hospitalizacji matki dziecka.

Szereg uchybień

Według opinii biegłych w toku hospitalizacji doszło do szeregu uchybień. Śledczy uznali, że materiał dowodowy dawał postawy do przedstawienia zarzutów tylko jednemu z lekarzy i położnej. Prokuratura nie znalazła podstaw do przypisania lekarzowi zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka - pod takim kątem także badano tę sprawę.

Zarówno rodzice zmarłego dziecka, jak ich pełnomocniczka są przekonani, że odpowiedzialność za śmierć dziecka spoczywa nie tylko na tych dwóch osobach. Ich doniesienie dotyczyło dwóch innych położnych i trzech lekarzy.

Po umorzeniu ich wątku śledztwa postanowili sformułować subsydiarny akt oskarżenia. Może go wnieść pokrzywdzony w sprawach ściganych z oskarżenia publicznego w sytuacji, gdy dwukrotnie odmówi tego prokurator (po wykorzystaniu drogi zażalenia sądowego). W takiej sytuacji pokrzywdzony staje się oskarżycielem.

Oskarżyciele chcą, by w trakcie procesu opinię w tej sprawie sporządzili biegli z Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku. - W mojej ocenie opinia, na podstawie której prokurator umorzył postępowanie względem tych osób nie jest pełnowartościowym dowodem i nie wyjaśniła wszystkich kluczowych kwestii - powiedziała pełnomocniczka Bednarskich mec. Joanna Jagiełłowicz-Bąkiewicz. Jak dodała, niewykluczone, że prokuratura przystąpi do sprawy, która właśnie się rozpoczęła.

Sąd lekarski

Po tragedii rodziców, w sosnowieckim szpitalu od obowiązków kierowniczych został odsunięty szef oddziału ginekologiczno-położniczego, w związku z zastrzeżeniami co do prawidłowości funkcjonowania oddziału. Jak wyjaśniali przedstawiciele kierownictwa placówki, podstawą tej decyzji były wnioski sformułowane przez rzecznika praw pacjenta, który zainteresował się sprawą po monitach rodziców dziecka w resorcie zdrowia. Wcześniej zastrzeżenia do sposobu funkcjonowania oddziału miał ekspert z zakresu położnictwa.

Rzecznik praw pacjenta uznał, że szpital naruszył prawo pacjentki do informacji oraz do dokumentacji medycznej. Wniósł m.in. o pouczenie personelu o obowiązujących przepisach i wyciągnięcie sankcji wobec osób winnych naruszenia praw pacjenta.

W kolejnym piśmie, opierając się na opinii specjalisty z zakresu ginekologii i położnictwa prof. Krzysztofa Preisa rzecznik stwierdził, że naruszenie praw pacjenta miało szerszy zakres i dotyczyło także samych świadczeń medycznych. W konkluzji swej opinii prof. Preis wskazał na "szereg uchybień w nowoczesnym prowadzeniu całej ciąży i opiece perinatalnej".

Profesor wyraził przekonanie, że ciężarnej nie zapewniono dostępu do pełnych świadczeń medycznych zgodnych ze współczesną wiedzą położniczą. Opiekę nad pacjentką określił jako "fatalną", "anachroniczną". Zaznaczył zarazem, że ze względu na brak dostatecznych informacji nie sposób wskazać związku przyczynowego pomiędzy tą opieką a zgonem dziecka.

Pokrzywdzeni chcą także dochodzić swych praw na drodze cywilnej. Na razie skierowali tzw. zawezwanie do próby ugodowej – zarówno do szpitala, jak i osób, które odpowiadają przed sądem. Nikt się na to nie zgodził, wkrótce do sądu trafi pozew.

Niezależnie od sprawy karnej i roszczeń cywilnych sprawą okoliczności śmierci dziecka zajął się też - w postępowaniu dyscyplinarnym - sąd lekarski. Stanęło przed nim trzech ginekologów sosnowieckiej placówki. Jak powiedziała mec. Jagiełłowicz-Bąkiewicz, sąd uznał prawomocnie wszystkich lekarzy za winnych uchybień.

kh

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Tragiczny poród w Starachowicach. Minister zdrowia: nie było błędu medycznego

Ostatnia aktualizacja: 17.11.2016 12:27
Wszystko wskazuje na to, że w szpitalu w Starachowicach, gdzie pacjentka urodziła na podłodze jednej z sal martwe dziecko, nie popełniono błędu medycznego; zabrakło serca, empatii i komunikacji - powiedział w czwartek minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.
rozwiń zwiń