Grupa Wyszehradzka przeciwna relokacji uchodźców. "Wypowiedzi komisarza są nieporozumieniem"

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2017 17:53
Kraje Grupy Wyszehradzkiej ponownie sprzeciwiły się unijnemu mechanizmowi rozdziału uchodźców. Chodzi o umowę, jaką ministrowie spraw wewnętrznych Unii Europejskiej zawarli we wrześniu 2015 roku.
Audio
  • Kraje V4 nie po raz pierwszy sprzeciwiają się przyjmowaniu uchodźców. Relacja Wojciecha Cegielskiego (IAR)
Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski - Beata Szydło (2P), Czech - Bohuslav Sobotka (2L), Węgier - Viktor Orban (L) i Słowacji - Robert Fico (P) po konferencji prasowej po spotkaniu w KPRM
Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski - Beata Szydło (2P), Czech - Bohuslav Sobotka (2L), Węgier - Viktor Orban (L) i Słowacji - Robert Fico (P) po konferencji prasowej po spotkaniu w KPRMFoto: PAP/Rafał Guz

160 tysięcy uciekinierów, którzy wówczas byli na terenie Grecji i Włoch miało zostać rozlokowanych w poszczególnych państwach Unii. Jak dotąd, udało się rozmieścić jedynie 15 tysięcy osób, a kilka dni temu unijny komisarz do spraw migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa Dimitris Avramopoulos powtórzył, że Bruksela ma narzędzia, by zmusić kraje Unii do spełnienia podjętych wcześniej zobowiązań. Według danych z Komisji Europejskiej, Polska i Węgry nie przyjęły jak dotąd żadnego uchodźcy z unijnej puli, Czechy przyjęły 12 osób, a Słowacja 16.

Na konferencji po spotkaniu premierów państw Grupy Wyszehradzkiej premier Beata Szydło mówiła, że takie wypowiedzi to szantaż. - My mówimy jasno, że polityka migracyjna, która do tej pory została przyjęta w Unii Europejskiej nie sprawdziła się i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. Wypowiedzi komisarza i wypowiedzi ministrów z różnych państw Unii Europejskiej, którzy próbują narzucić taki dyktat i taki szantaż są nieporozumieniem - dodała Szydło.

"Z radością witam fakt, że w Europie zaczynamy zbliżać się do mądrych decyzji w tej sprawie"

Słowacki premier Robert Fico także mówił o szantażu i apelował, aby nie obcinać unijnych funduszy krajom, które nie chcą przyjmować uchodźców. Taką możliwość sugerowała niedawno Francja. - Zdecydowanie nie zgadzamy się z tym, aby stanowiska niektórych krajów Unii Europejskiej wobec migracji łączyć z tym, jakie korzyści te kraje będą miały w polityce spójności - mówił Fico.

Z kolei premier Węgier Viktor Orban twierdzi, że coraz więcej krajów europejskich przychyla się do negatywnej opinii Grupy Wyszehradzkiej na temat relokacji uchodźców. - Z radością witam fakt, że w Europie zaczynamy zbliżać się do mądrych decyzji w tej sprawie. Węgry zamknęły już wszystkie małe furtki prawne. Jesteśmy też gotowi na wypadek, gdyby Turcja zerwała umowę migracyjną z Unią - podkreślił szef węgierskiego rządu.

"Potwierdziliśmy, że nie zgadzamy się na obowiązkowy rozdział uciekinierów"

Premier Czech Bohuslav Sobotka mówił w Warszawie, że wszystkie cztery kraje sprzeciwiają się obowiązkowemu rozdziałowi uchodźców. - Jestem zadowolony, że mamy wspólne stanowisko Grupy Wyszehradzkiej, jeśli chodzi o obowiązkowe kwoty relokacji uchodźców. Potwierdziliśmy, że nie zgadzamy się na obowiązkowy rozdział uciekinierów - zadeklarował Sobotka.

Według decyzji ministrów spraw wewnętrznych z 2015 roku, kraje unijne mają dwa lata na wywiązanie się z obietnic czyli na przyjęcie 160 tysięcy uchodźców. Termin ten mija za pół roku. Komisja Europejska zapowiada, że dopiero wtedy będzie zastanawiać się nad ewentualnymi konsekwencjami wobec krajów członkowskich Unii.

Do tej pory najwięcej uchodźców przyjęły Niemcy, Francja i Holandia. 

dcz

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Grupa Wyszehradzka razem ws. reformy UE

Ostatnia aktualizacja: 02.03.2017 21:23
Kraje Grupy Wyszehradzkiej przyjęły wspólną deklarację w sprawie reformy Unii Europejskiej. Polska, Czechy, Węgry i Słowacja przedstawią ją wspólnie na marcowym szczycie Unii w Rzymie – zadeklarowała premier Beata Szydło po spotkaniu z szefami rządów Grupy. W Polskim Radiu 24 o przyszłości UE i współpracy Grupy Wyszehradzkiej mówili Małgorzata Bonikowska z Centrum Studiów Międzynarodowych i Dominik Hejj, politolog. 
rozwiń zwiń