Wikipedia niedostępna w Turcji. Ankara tłumaczy przyczynę blokady

Ostatnia aktualizacja: 30.04.2017 16:33
Turecka państwowa agencja ds. telekomunikacji i internetu poinformowała w niedzielę, że przyczyną zablokowania w kraju dostępu do Wikipedii jest zamieszczanie przez tę internetową encyklopedię treści sugerujących, że Turcja wspiera terroryzm.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Johann Dréo/Flickr

"Mimo podejmowanych (przez nas) starań treści błędnie informujące, że Turcja wspiera organizacje terrorystyczne, nie zostały usunięte" - przekazała agencja na Twitterze. Ponieważ nie jest możliwe usunięcie tylko wybranych treści, zablokowany został dostęp do całej platformy - dodano.

mid-epa059128151200.jpg
Turcja po referendum. "To jest sułtanat bez tronu"

Turecki urząd zażądał od Wikipedii "zrobienia tego, co konieczne" ze wskazanymi treściami. Nie sprecyzował, o jakie treści chodzi. Władze w Ankarze zablokowały wszystkie wersje językowe Wikipedii w sobotę. Dostęp do nich był zablokowany także w niedzielę.

O blokadzie poinformowała w sobotę organizacja monitorująca sieć Turkey Blocks, według której odcięcie tureckim użytkownikom dostępu do internetowej encyklopedii nie nastąpiło na mocy nakazu sądowego. Według tej organizacji, a także tureckich mediów, administracyjne działania w tej sprawie musi w najbliższych dniach zatwierdzić wymiar sprawiedliwości.

Artykuły opublikowane w anglo- i niemieckojęzycznej wersji Wikipedii o Turcji i tureckim prezydencie Recepie Tayyipie Erdoganie zawierały m.in. krytyczną ocenę ustaw antyterrorystycznych wprowadzonych w tym kraju oraz przyjętej w niedawnym referendum reformy konstytucyjnej, która znacząco zwiększy uprawnienia głowy państwa kosztem rządu i parlamentu; informowano także o naciskach wywieranych przez władze na media i opozycję.

fc

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Organizacja Turkey Blocks: tureckie władze zablokowały dostęp do Wikipedii

Ostatnia aktualizacja: 29.04.2017 20:14
Według krytyków rządu jest to kolejny krok w dławieniu wolności słowa w sieci.
rozwiń zwiń