"Relacje USA z Rosją mogą zostać sparaliżowane". Wysłannik ds. Ukrainy ostrzega

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2017 13:08
Wysłannik USA ds. Ukrainy Kurt Volker powiedział, że administracja Donalda Trumpa "poważnie rozważa" możliwość zmiany dotychczasowej strategii wobec tego konfliktu i dostarczenie tzw. śmiercionośnej broni Ukrainie. Powiedział, że siły separatystów pod kontrolą i rozkazami Rosji regularnie ostrzeliwują obserwatorów, monitorujących przestrzeganie zawieszenia broni.
Ukraińskie wojska w Donbasie
Ukraińskie wojska w DonbasieFoto: Shutterstock.com

NASZ WYWIAD
ah5.jpg
SZEF MISJI OBWE NA UKRAINIE: KONFLIKT BLISKI ESKALACJI, MISJA JEST ZASTRASZANA

Relacje między Stanami Zjednoczonymi i Rosją zostaną sparaliżowane, jeśli nie znajdzie się rozwiązanie dla konfliktu zbrojnego w Donbasie - ocenił w opublikowanej w poniedziałek rozmowie z "Financial Timesem" specjalny wysłannik USA ds. Ukrainy Kurt Volker.

- Relacje między Rosją i USA są ważne, ale będą sparaliżowane przez problem na Ukrainie - powiedział amerykański wysłannik. Ostrzegł, że Rosja "będzie musiała zdecydować", czy zamierza przestrzegać mińskich porozumień pokojowych i wycofać swoje siły ze wschodniej Ukrainy.

"Konflikt będzie się zaogniał, jeśli czegoś nie zrobimy"

Władze w Waszyngtonie rozważają też, czy dostarczyć rządowi w Kijowie broni defensywnej, o którą tamtejsze władze od dawna zabiegają, by móc skuteczniej bronić się przed rosyjską agresją. - W tej sprawie nie zapadła jeszcze decyzja, ale na bardzo wysokich szczeblach jest to bardzo poważnie rozważane - powiedział Volker, zaznaczając, że "to musi być oczywiście decyzja prezydenta".

USA "podnoszą temat" konfliktu na Ukrainie ze względu na to, że sprawa ta zdążyła już "spaść z pierwszych stron gazet" - podkreślił wysłannik. Jak dodał, "narasta poczucie, że sam konflikt się zaognia i będzie się zaogniał, jeśli czegoś nie zrobimy".

"Rosja nie zważa na międzynarodowy koszt"

Kurt Volker, były ambasador USA przy NATO w lipcu mianowany na specjalnego wysłannika USA ds. Ukrainy, ocenił po niedawnych rozmowach z doradcą prezydenta Rosji Władisławem Surkowem, że Rosja wydaje się gotowa na trwanie przy status quo, mimo że "to jej nie służy".

- Rosja ponosi na arenie międzynarodowej koszt swojej obecności w Donbasie, zarówno pod względem sankcji, jak i politycznym. Z biegiem czasu ta sytuacja będzie się tylko pogarszać - ocenił na łamach "FT".

Volker zapowiedział, że amerykańskie sankcje wobec Rosji w związku z aneksją Krymu pozostaną w mocy, dopóki Moskwa nie zwróci półwyspu Ukrainie.

Ocenił, że Kreml, który liczył, że nowa administracja USA zajmie bardziej ugodowe stanowisko w sprawie Ukrainy dla dobra relacji z Rosją, był "prawdopodobnie zaskoczony" zarówno determinacją samej Ukrainy, jak i transatlantycką jednością w sprawie antyrosyjskich sankcji. Rosja chciała też "sprawdzić, jak mocne" jest to wspólne stanowisko po wyborach prezydenckich w USA i Francji. - Ale nic się nie zmieniło, więc (Rosjanie ) będą musieli wziąć to pod uwagę - podkreślił Volker.

Porozumienia mińskie bez efektów

Amerykański wysłannik, który w lipcu udał się na front walk w Donbasie, określił panującą tam sytuację jako "gorący konflikt", w którym siły separatystów "pod rozkazami i kontrolą Rosji" regularnie ostrzeliwują obserwatorów monitorujących przestrzeganie zawieszenia broni i utrudniają im pracę.

Powołując się na rozmowy z przedstawicielami władz Ukrainy, Rosji i UE, Volker powiedział, że wszyscy zgadzają się, iż realizacja mińskich porozumień pokojowych "zmierza donikąd".

Jak dodał, USA próbują "nadać rozpęd procesowi (pokojowemu)", ale główna odpowiedzialność za przełamanie impasu spoczywa na Moskwie, która "musi wycofać swoje siły" ze wschodniej Ukrainy.

PAP/agkm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ukraina: prorosyjskie siły zerwały rozejm kilkanaście razy, ranni żołnierze

Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017 11:53
W Donbasie prorosyjscy separatyści kilkanaście razy zerwali tzw. "szkolne zawieszenie broni” w pierwszym dniu jego obowiązywania. Przerwanie ognia miało obowiązywać w związku ze zbliżającym się początkiem roku szkolnego.
rozwiń zwiń