KE zapowiada likwidację "króla Europy". To wina Tuska?

Ostatnia aktualizacja: 14.09.2017 18:33
Szef KE zaproponował likwidację stanowiska przewodniczącego RE. - Krajobraz europejski byłby bardziej czytelny i zrozumiały, gdyby statek Europa był prowadzony przez jednego kapitana - oświadczył Jean-Claude Juncker. Czy tylko dlatego Bruksela chce skasować urząd „prezydenta UE”?
Donald Tusk
Donald TuskFoto: Archiwum PAP/AA/ABACA

Jednym z najważniejszych założeń podpisanego w grudniu 2007 roku tzw. traktatu lizbońskiego było ustanowienie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Urząd ten, potocznie określany również „prezydentem UE”, a niekiedy nawet jej „królem” miał zdaniem euroentuzjastów pogłębić integrację i upodobnić Wspólnotę do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Problem w tym, że przewodniczący Rady Europejskiej nie posiadał tak rozległych kompetencji jak prezydent USA, i ze względu na różnorodność polityczną Starego Kontynentu nigdy nie mógł być, i nie był głosem całej Unii, co szybko zauważyła reszta świata.

Jeden przebłysk Tuska

Zgodnie z zapisami Traktatu Lizbońskiego do zadań szefa Rady Europejskiej należy reprezentowanie UE na zewnątrz w sprawach dotyczących wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz kierowanie pracami Rady Europejskiej. Jak to wygląda w praktyce? Kiedy prezydent USA czy Rosji chce porozmawiać z kimś ważnym w Europie, to dzwoni do niemieckiej kanclerz lub prezydenta Francji. Natomiast „kierowanie” pracami Rady Europejskiej w rzeczywistości ograniczało się do czystego „administrowania” polegającego na dogadywaniu terminu spotkań. Tak dzieje się zwłaszcza od czasu, gdy urząd sprawuje Donald Tusk. Jego poprzednik, w jakiś sposób zaznaczał jednak swoją obecność.

- Herman van Rompuy był bardzo aktywny w trakcie kryzysu finansowego strefy euro. Włączał się w dyskusje między państwami, rozmawiał nie tylko w tej, ale i innych sprawach – tłumaczy prof. Piotr Wawrzyk z Katedry Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem eksperta Donald Tusk znacznie odstaje od swojego poprzednika. – Obecny szef RE miał jeden przebłysk aktywności, gdy negocjował porozumienie miedzy Grecją, a Niemcami, a poza tym jego działania ograniczały się do funkcji czysto administracyjnych – uważa rozmówca portalu PolskieRadio.pl.

PiS i Kukiz'15 "za"

To właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość postuluje pomysł likwidacji stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej. O pomyśle tym zrobiło się głośno pod koniec lutego za sprawą wywiadu, jaki europoseł PiS, prof. Zdzisław Krasnodębski udzielił portalowi PolskieRadio.pl. – W naszej ocenie kompetencje przewodniczącego Rady Europejskiej są dublowane z zadaniami, jakie wykonuje państwo sprawujące prezydencję – powiedział wtedy polityk PiS. I dodał, że należy zrezygnować z tej funkcji.

Potrzebę usunięcia funkcji szefa RE dostrzegają również politycy Kukiz’15. - Pomysł likwidacji stanowiska wielkiego woźnego Europy, bo w takich kategoriach należy patrzeć na przewodniczącego Rady Europejskiej, jest uzasadniony. W rzeczywistości jest to figura czysto fasadowa – mówi portalowi PolskieRadio.pl Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15. W jego ocenie stanowisko szefa RE zostało stworzone w odpowiedzi na słowa jednego z prezydentów USA, który stwierdził, że jak dzwoni do Europy, to nie wie do kogo. – Unia chciała mieć quasi prezydenta. Szef RE nie ma jednak decyzyjnych kompetencji, a jego rola ogranicza się do prowadzenia posiedzenia Rady. Jestem przekonany, że Unia poradziłaby sobie bez tego stanowiska – komentuje poseł Ruchu Kukiza.

"Tusk pogrzebał ten urząd"

- Nie wiadomo było, czym jest tak naprawdę przewodniczący RE. Teoretycznie to szef jednej z najważniejszych instytucji w Unii Europejskie, ale tak naprawdę niewiele ma on do powiedzenia i w praktyce odgrywa rolę sekretarza niż prezydenta – komentuje prof. Wawrzyk. W jego ocenie, zwłaszcza Donald Tusk został sprowadzony do roli czysto technicznej.

- Obecny przewodniczący nie lubi się wybijać, robi zdecydowanie mniej niż powinien, swoją postawą pokazał, że stanowisko to nie jest potrzebne. Można powiedzieć, że Tusk pogrzebał ten urząd – ocenia ekspert UW. Podobnie uważa Arkadiusz Mularczyk poseł PiS z sejmowej komisji spraw zagranicznych.

- Pomysł likwidacji szefa RE odbieram jednoznacznie. Donald Tusk nie sprawdził się na powierzonym mu stanowisku i przestał być potrzebny w Unii Europejskiej, dlatego straci stanowisko. Jego czas w UE minął, co pokazuje, że zmierza ona w dobrym kierunku – mówi portalowi PolskieRadio.pl Mularczyk.

Kto zastąpi szefa RE?

Europejscy dygnitarze proponują, aby kompetencje przewodniczącego RE zostały przekazane szefowi KE. PiS przekonuje, że należy pójść jeszcze dalej. - Uważamy, że trzeba zrezygnować z tej funkcji i wrócić do koncepcji prezydencji sprawowanej kolejno przez państwa członkowskie, na zasadach jakie obowiązywały w przeszłości – mówił portalowi PolskieRadio.pl

Z kolei prof. Wawrzyk uważa, że przekazanie kompetencji szefa RE, przewodniczącemu KE wzmocniłoby tę funkcję. – Otrzymałby ogromny mandat i konkretne kompetencje. Komisja Europejska sprawuje w UE realną władzę i ma wpływ na rzeczywiste procesy. Gdyby jeszcze jej przewodniczący otrzymał kompetencje szefa RE, to wtedy można by mówić o prezydencie Unii – dodaje ekspert UW.

- Michał Fabisiak, PolskieRadio.pl

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak