X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

W samolocie działał system TAWS i był włączony

23.04.2010
W samolocie, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem działał pokładowy system ostrzegania przed przeszkodami TAWS. Poinformowała o tym agencja Interfax, powołując się na źródło w Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym. Według niego, zgodnie z danymi otrzymanymi z czarnych skrzynek - system ten był włączony.

TAWS (Terrain Awareness and Warning System) działa na podstawie danych z wysokościomierza, barometru oraz GPS i cyfrowych map kuli ziemskiej. Ostrzega pilotów przed zbliżaniem się do przeszkód, takich jak wysokie maszty czy wierzchołki gór lub gdy po prostu leci zbyt nisko. W słuchawkach pilota rozlega się wówczas alarm i polecenie: "Ciągnij w górę". System montowany jest w samolotach od 1990 roku i - jak twierdzą amerykańscy piloci - jest praktycznie niezawodny. Wypadki, których przyczyną było na przykład zahaczenie o jakiś maszt lub zbyt niski lot, jeśli TAWS działa poprawnie, już się nie zdarzają. Może to oznaczać, że w TU-154, który rozbił się pod Smoleńskiem, system ten działał nieprawidłowo.

W Moskwie osiągnięto porozumienie dotyczące wspólnego badania przez polskich i rosyjskich specjalistów systemów ostrzegania przed przeszkodami i nawigacji satelitarnej - obu amerykańskiej produkcji.

Poinformowano również, że wszelkie prace techników komisji na miejscu katastrofy i na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku zostały zakończone. Wszyscy członkowie komisji przybyli już do Moskwy.

ag, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Moskwa: pokazać na obchodach Stalina, czy nie?

W rosyjskich mediach dominującym tematem są niedzielne obchody 65. rocznicy zwycięstwa w drugiej wojnie światowej.

Gazety zwracają uwagę na rozmach przedsięwzięcia i kontrowersje jakie towarzyszyły przygotowaniom do obchodów.

Dziennik "Kommiersant" pisze, że w wojskowej defiladzie weźmie udział 11 tysięcy żołnierzy w tym wojskowi z Polski i innych państw. Pokaz ma obserwować z trybun honorowych 25 zagranicznych przywódców.

Gazeta zwróciła uwagę na wczorajszy wywiad prezydenta Dmitrija Miedwiediewa dla dziennika "Izwiestia" w którym rosyjski przywódca nawiązując do mordu polskich oficerów w Katyniu przyznał, że Moskwa dopuszczała się fałszowania historii.

Gazeta "Komsomolskaja Prawda" pisze, że przed obchodami w rosyjskich elitach rozgorzały dyskusje. Dotyczyły one tego czy można wykorzystywać portrety Józefa Stalina do dekoracji świątecznych? Weterani byli za - a środowiska demokratyczne przeciwko temu. Zdecydowano, że oficjalnie porterty nie będą wywieszane. Jednak jutro rosyjskie kanały obowiązkowo pokazą historyczną defiladę zwycięstwa z 1945 roku. I tam będzie widoczny Józef Stalin.

kg,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)



 

Czytaj także

Zaufany prokurator Putina

Śledztwo w sprawie katastrofy na lotnisku w Smoleńsku prowadzi rosyjska prokuratura pod nadzorem prokuratora generalnego Rosji, Jurija Czajki. Polski rząd, z Donaldem Tuskiem na czele, wielokrotnie wyrażał zaufanie do pracy rosyjskich prokuratorów i wyników ich śledztwa. Nie wszyscy w Polsce podzielają tę opinię – pisze w „Rzeczpospolitej”, prawnik Stefan Hambura.

Stefan Hambura poskreśla, że zaufanie do rosyjskiego prokuratora podważają prowadzone przez niego śledztwa. Czajka zajmował się najgłośniejszymi w Rosji sprawami: zamordowanej dziennikarki, Anny Politkowkiej, zamordowanego byłego funkcjonariusza FSB, Aleksandra Litwinienki czy Michaiła Chodorkowskiego, szefa Jukosu, który za publiczne krytykowanie Putina, trafił do więzienia.

Rosja to nie demokracja

Stefan Hambura powołuje się na wydaną w 2007 roku książkę Margarety Mommsen i Angeliki Nussberger „Das System Putin. Gelenkte Demokratie und politische Justiz in Russland” („System Putina. Sterowana demokracja i polityczny wymiar sprawiedliwości w Rosji”). Autorki nie pozostawiają złudzeń co do stanu wymiaru sprawiedliwości w dzisiejszej Rosji, podkreślają, że rządzi w nim korupcja, jest on upolityczniony i stanowi narzędzie w zwalczaniu opozycji oraz niezależnych mediów. Zdaniem Mommsen i Nussberger, Putin od początku uważał prokuratorów za swoją prawą rękę w administracji.  Czajkę, z funkcji ministra sprawiedliwości, na prokuratora generalnego powołał właśnie Władimir Putin.

Jak podkreśla Hambura, Czajka jest człowiekiem Putina, a jego kariera i działalność są ściśle powiązane z urzędującym premierem i systemem politycznym dzisiejszej Rosji. A nie jest to system demokratyczny.

Jak podkreśla Hambura, Czajka jest człowiekiem Putina, a jego kariera i działalność są ściśle powiązane z urzędującym premierem i systemem politycznym dzisiejszej Rosji. A nie jest to system demokratyczny. Zresztą jako minister sprawiedliwości, a później prokurator generalny, Czajka sam ten system współtworzył.

Sprawy (nie)wyjaśnione

Za kadencji Czajki najgłośniejsza stała się sprawa Michaiła Chodorkowskiego i kierowanego przez niego koncernu Jukos.

Chodorkowski popadł w konflikt z Putinem, gdyż otwarcie krytykował jego politykę. W październiku 2003 r. został aresztowany i oskarżony o oszustwa podatkowe, korupcję i inne przewinienia. Majątek Jukosu został zajęty pod zarzutem niezapłaconych podatków (które okazały się wyższe od wartości całego koncernu), a następnie przejęty przez firmę sterowaną z Kremla.

 

Inną znaną sprawą jest morderstwo Anny Politkowskiej 7 października 2006 r., czyli w dniu urodzin Putina. Ta znana dziennikarka również krytykowała jego politykę i rosyjskie zbrodnie w Czeczenii. Śledztwo w sprawie zabójstwa Politkowskiej osobiście nadzorował Czajka. Do dziś sprawa, według zagranicznych komentatorów, nie została wyjaśniona.

Czajka prowadził również śledztwo w sprawie Aleksandra Litwinienki. Rezultat tego śledztwa był zupełnie inny niż postępowania prowadzonego przez Scotland Yard, a kozłem ofiarnym rosyjskiej prokuratury stał się bliski współpracownik Chodorowskiego.

Obarczyć polskiego pilota

Stefan Hambura, pisze, że w kontekście prowadzonych przez Czajkę śledztw, zaufanie, jakim rząd Donalda Tuska obdarza nadzorowane przez niego organa, które prowadzą dochodzenie w sprawie katastrofy w Smoleńsku, wydaje się niezrozumiałe. Tym bardziej że nie można wykluczyć, iż w interesie sprawujących władzę w Rosji leży to, by winą za katastrofę obarczyć polskiego pilota, a najlepiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dlatego, by wykluczyć wszelkie wątpliwości co do rzetelności ustaleń rosyjskiego śledztwa, konieczne jest jego przeprowadzenie przez międzynarodową komisję – pisze Hambura.

Stefan Hambura jest prawnikiem, absolwentem Wydziału Prawa na Uniwersytecie Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität w Bonn. Obecnie prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie

rk, na podst. rp.pl

Czytaj także

MAK: w kabinie pilotów były osoby postronne

Przyczyną katastrofy smoleńskiej nie był akt terrorystyczny, nie było pożaru, wybuchu, awarii sprzętu technicznego – takie są wstępne wnioski z badań ekspertów MAK, Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Ustalono też, że drzwi do kokpitu były otwarte, w kabinie były osoby postronne.

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy przedstawił wstępne wyniki badania tragedii pod Smoleńskiem. Prezentowała je szefowa MAK Tatiana Anodina i szef komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow.

Komisja techniczna MAK stwierdziła, że silniki pracowały do momentu zderzenia z ziemią. System TAWS był włączony,  działał, przekazywał informacje potrzebne załodze. Funkcjonował także system GNSS. Załoga otrzymała wszystkie dane, także o zapasowych lotniskach: m.in. od personelu w Mińsku, Smoleńsku, od załogi Jaka-40, który wcześniej lądował w Smoleńsku.

Dziennikarze dowiedzieli się, że przez większą część lotu maszyna była kierowana przez pilota automatycznego. Wyłączono go dopiero 5 sekund przed katastrofą. Załoga otrzymała informację o złych warunkach pogodowych. Pilot mimo to postanowił lądować, ale do dziś nie wiadomo, dlaczego.  Z ustaleń wynika, że 18 sekund przed wypadkiem wskaźniki pokazały, iż samolot należy wyprowadzić w górę. Dlaczego tego załoga nie zrobiła, nadal nie wiemy.

Postronne osoby w kabinie pilotów

Anodina przekazała, że MAK zbadał czarne skrzynki i inne nagrania, w tym rozmowy z z wieżą. „Praca była utrudniona w tym sensie, że były otwarte drzwi kokpitu. By oczyścić tło od szumów trzeba było zastosować specjalną aparaturę” – mówiła na konferencji prasowej w Moskwie szefowa MAK. Ze strony polskiej w konferencji uczestniczył szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich

Udało się wyodrębnić głosy pilotów i je zidentyfikować.  Stwierdzono przy tym, że w kabinie były też osoby postronne.

Zidentyfikowano głos jednej z osób spoza załogi. „Jeśli chodzi o głos drugi, praca jeszcze trwa” – zaznaczyła szefowa MAK. Poinformowała, że w celu identyfikacji innych głosów postronnych wystąpiono do polskiego MSZ o nagrania audio.

MAK o wywieraniu wpływu

„Jeśli chodzi o wywieranie wpływu, ta kwestia musi być zbadana. Jednak ma to duże znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy”  – powiedziała Anodina – pytana  o tę sprawę przez dziennikarzy.

Z kolei Edmund Klich wyjaśniał, że głos tej osoby zarejestrowano w kabinie 16-20 minut przed zderzeniem z ziemią, stąd nie wydaje mu się by osoba ta miała wpływ na przebieg wypadków.

Jak mówił Edmund Klich, pilot musiał sam zdecydować, czy wybrać lotnisko zapasowe. Mówił, że na podstawie głosów psycholog będzie badał poziom stresu pilotów. „Może to wyjaśni dlaczego nie skorzystali z lotniska zapasowego” – zastanawiał się.

Wg słów Edmunda Klicha prowadzona przez telefon satelitarny rozmowa prezydenta z pokładu samolotu  nie dotyczyła niczego związanego z lotem. System satelitarny nie mógł wpływać na sprzęt zainstalowany w Tu 154M – twierdzi MAK.

Załoga miała informacje o złej pogodzie

Komisja zaznaczała, że ustalenia MAK nie powinny był traktowane jako analiza przyczyn ani wskazanie winnych. Jak mówił Aleksiej Morozow, szef komisji ustalającej przyczyny katastrofy,  załoga nie raz była informowana że warunki pogodowe były złe  – przez personel  w Mińsku, Smoleńsku, przez załogę Jaka 40.  Jednak zgodnie z prośbą załogi podjęto próbę lądowania w Smoleńsku.  Morozow nie odpowiedział wprost na pytanie, czy personel lotniska mógł je zamknąć.

  • Przed lotem załoga otrzymała dane o pogodzie i prognozach dotyczących lotniska wylotu, lotnisk zapasowych i prognozę pogody trasy przelotu. Danych o faktycznym stanie pogody i prognozach na lotnisku „Siewiernyj” załoga nie posiadała. Nie miała  również aktualnych danych aeronawigacyjnych dotyczących lotniska smoleńskiego - stwierdził MAK.

    W raporcie MAK napisano, że około 27 minut przed katastrofą Mińsk przekazał, że na docelowym lotnisku jest mgła  i widoczność wynosi  400 m. Po nawiązaniu bezpośredniego kontaktu z lotniskiem w  Smoleńsku załogę dwa razy informowano, że na lotnisku jest mgła, widoczność wynosi 400 m i nie ma warunków dla przyjęcia samolotów.  Mniej więcej w tym samym czasie, tj. około 16 minut przed katastrofą, załoga Jaka -40 powiadomiła kolegów z TU 154 o widoczności 400 metrów i wertykalnej widoczności 50 m.

    Około 11 minut przed katastrofę załoga Jaka poinformowała również, że rosyjski Ił próbował wylądować, ale odleciał na zapasowe lotnisko.  4 minuty przed katastrofą załoga Jaka ostrzegła, że ocenia widoczność na 200 metrów.

    Załoga Tu-154 podjęła próbę lądowania.  Pierwsze zderzenie samolotu z przeszkodą nastąpiło 1100 metrów od pasa, 40 metrów na lewo od kursu  lądowania.  Trzecie uderzenie z brzozą – lewym skrzydłem - doprowadziło do rozpadu samolotu – nastąpiło 260 m od pierwszego zderzenia.

    Czas od uderzenia w brzozę do momentu upadku na ziemię  (samolot był przewrócony podczas uderzenia w ziemię) trwało około 5-6 sekund.  Dokładny czas katastrofy to 08.41.06 czasu polskiego.

    Na pasażerów działało przeciążenie 100g, nikt nie miał szansy przeżycia w takich warunkach.
    Około 13 minut po katastrofie funkcjonariusze zabezpieczali   miejsce upadku samoloty – brało w tej akcji udział 180 funkcjonariuszy, 16 pojazdów.

    Morozow przyznał, że wąwóz przed lotniskiem mógł mieć wpływ na wyniki wysokościomierza radiowego. Sprawa jest badana. 

    Załoga przygotowana?

    Ustalono też, że wylot z Okęcia nastąpił z opóźnieniem 27 minut.  Załoga nie przechodziła regularnych szkoleń na symulatorze; była skompletowana kilka dni przed lotem.  Na lotnisku w Smoleńsku działały potrzebne systemy, od marca przeprowadzano trzykrotne przeglądy.

    Klich przyznał, że to, czy załoga była przygotowana do lotu, jest przedmiotem badań.

    Dziennikarze pytali, czy w kabinie podczas lotu mogą przebywać osoby postronne. Anodina poinformowała, że  przepisach rosyjskich i innych państw zapisane jest, że w kabinie nie mogą się znajdować osoby nie związane z realizacją zadania lotniczego. Edmund Klich sprostował jednak, że te procedury nie obowiązują w polskich samolotach państwowych czy wojskowych – jedynie w cywilnych.

    Zalecenia MAK po katastrofie

    MAK sformułował już trzy zalecenia po katastrofie Tu-154 - poinformował członek komitetu Aleksy Morozow. Zaznaczył, że to dopiero początek wniosków, jakie zostaną wyciągnięte i opublikowane po wypadku w Smoleńsku.

    Zalecenia dotyczą wprowadzenia programu ćwiczeń na symulatorach dla załóg, zebrania i opracowania zasad współpracy czteroosobowej załogi maszyn typu Tu-154 oraz opracowania procedury lądowania na lotniskach, nie mających statusu lotnisk cywilnych.

    ag// PAP, mak.ru

    -->
  • Czytaj także

    W czasie kryzysu i NATO szuka oszczędności

    Dziś ministrowie spraw zagranicznych Sojuszu na nieformalnym spotkaniu w Tallinie mają rozmawiać o cięciach w wydatkach.

    Na razie inwestycje w Polsce nie są zagrożone - mówią dyplomaci w kwaterze głównej NATO.
    Nieformalna narada szefów dyplomacji to dopiero początek długiej i trudnej dyskusji w Sojuszu na temat oszczędności. W przyszłym roku spodziewana jest bowiem duża dziura budżetowa. W tegorocznym - jak mówią dyplomaci NATO-wscy - udało się uniknąć cięć.

    Najwięcej środków pochłania misja w Afganistanie, najważniejsza operacja w historii Sojuszu. Jest wielce prawdopodobne, że cięcia odbędą się kosztem inwestycji w Europie. Pieniędzy może zabraknąć na dowództwo południowoatlantyckie w Lizbonie, możliwa jest też rezygnacja ze inwestycji w Grecji i we Włoszech. Ale Polska powinna uniknąć cięć, przynajmniej na razie - zapewniają dyplomaci Sojuszu. Mówią, że najważniejsze inwestycje u nas, czyli Batalion Łączności NATO w Bydgoszczy, nie są zagrożone. Ale już realizacja kilku mniejszych projektów, na przykład infrastrukturalnych, może być rozłożona w czasie i nie ma też mowy o nowych inwestycjach.

    Do Tallina wybiera się także szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Poranny lot z Warszawy do Tallina będzie równocześnie pierwszym rejsem rządowego samolotu od czasu katastrofy w Smoleńsku.

    Ministrowie omówią także kwestie stosunków NATO z Rosją. Relacje zostały zamrożone po wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej, ale w ostatnich miesiącach znów wróciły do dawnej normy. Tematem szczytu w Tallinie będzie także ewentualne przystąpienie do NATO Bośni i Hercegowiny.

    rr, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

    Czytaj także

    Manifestacje w obronie i przeciw umowie gazowej

    Ukraińskie gazety piszą, że wczorajsze porozumienie Dmitrija Miedwiediewa i Wiktora Janukowycza przyjęto z entuzjazmem na Krymie i rozgoryczeniem we Lwowie.

    Ukraina przedłużyła okres stacjonowania rosyjskiej floty w Sewastopolu do 2042 roku w zamian za tańszy rosyjski gaz.

    Dziennik „Kommersant" ujawnił, że zniżka na gaz zapisana jest nie w umowie kupna paliwa, a w porozumieniu o przedłużeniu stacjonowania Floty Czarnomorskiej. Oznacza to, że jeżeli Rada Najwyższa w Kijowie nie ratyfikuje tego ostatniego dokumentu, to Ukraina nie otrzyma tańszego gazu.

    Eksperci oceniają, że ukraińskie władze postawiły teraz na ścisłą współpracę z Moskwą w sferach wojskowej i energetycznej. Jest to strategiczny wybór na wiele lat do przodu. „Donieccy chłopcy nie interesują się geopolityką, dla nich najważniejsza jest gospodarka, a jej nie oddali" - powiedział dziennikowi „Segodnia" politolog Wadym Karasiow.

    Tymczasem wczorajsze porozumienie wywołało odmienne reakcje na wschodzie i zachodzie kraju. „Komsomolskaja Prawda" pisze, że w Sewastopolu można było usłyszeć o przyjaźni „braterskich słowiańskich narodów" i wzajemnych korzyściach wypływających z obecności na Krymie rosyjskich żołnierzy. W weekend mają się odbyć demonstracje poparcia dla charkowskiego porozumienia. Z kolei we Lwowie zapowiadane są protesty przeciwko umowie. „Wolę więcej płacić za usługi komunalne niż żeby mój kraj został pozbawiony wolności i był kierowany z Kremla" - powiedziała dziennikowi „Segodnia" mieszkanka Lwowa.

    rr, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

    Czytaj także

    Rosja: chcemy wykluczyć wszelkie spekulacje

    Minister obrony narodowej Bogdan Klich powiedział w sobotę po spotkaniu w Moskwie z rosyjskim wicepremierem Siergiejem Iwanowem, że dla Polski i Rosji "nie ma ważniejszego zadania niż wyjaśnienie przyczyn" katastrofy pod Smoleńskiem.
    Posłuchaj
    00'22
    00'25
    00'11
    00'16

    "Podsumowaliśmy wyniki współpracy i rozmawialiśmy o tym, jak powinna ona wyglądać w przyszłości, aby jak najszybciej wyjaśnić przyczyny tej tragedii" - podkreślił Klich.

    Bogdan Klich oświadczył, że uważa za niestosowne wypowiedzi szefa Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWL LP) Edmunda Klicha na temat śledztwa ws. katastrofy pod Smoleńskiem. "One są niestosowne, gdyż czas jest nieodpowiedni. Trwają jeszcze pogrzeby ofiar. Tego typu wypowiedzi uważam za nie na miejscu" - powiedział dziennikarzom szef resortu obrony.

    "Tylko jeden fragment wypowiedzi (Edmunda Klicha) ma ogromne znaczenie - wskazał. - Pan (Edmund) Klich powiedział, że były wywierane na niego naciski, aby udostępnił swoich ekspertów na potrzeby prokuratury. Uważam, że słusznie, dlatego że postępowanie prokuratorskie jest właściwym instrumentem dla wyjaśnienia przyczyn tej tragedii".

    "Bezwzględnie trzeba stosować zasady otwartości i przejrzystości"

    "Nie ma ważniejszego zadania przed rządami Polski i Rosji niż wyjaśnienie przyczyn tej tragedii. Jest to wspólna odpowiedzialność. Wymaga przyspieszenia prac, a także bezwzględnego stosowania zasady otwartości i przejrzystości - powiedział polski minister. "Rozmawialiśmy o tym, jak tę pełną otwartość osiągnąć" - zaznaczył.

    Wcześniej podczas rozmów Rosjanie po raz kolejny wyrazili żal i współczucie dla ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Zapewnili też, że są zainteresowani pełnym wyjaśnieniem sprawy.

    Podczas otwartej części spotkania wicepremier Siergiej Iwanow po raz kolejny zapewnił o otwartości i chęci współpracy Rosjan ze stroną polską

    "Od pierwszego dnia polscy specjaliści, eksperci, przedstawiciele MSZ są dopuszczani i mają dostęp do absolutnie wszystkich procedur, ekspertyz i działań prowadzonych wspólnie z wami".

    "Bez was nie moglibyśmy zidentyfikować głosów" 

    Siergiej Iwanow podziękował też Bogdanowi Klichowi za współpracę z Rosjanami.

    "Chciałbym podziękować panu - panie ministrze - za to, że polscy wojskowi pomogli naszym specjalistom. Bez was nie moglibyśmy zidentyfikować głosów załogi".

    Wicepremier Siergiej Iwanow kilkukrotnie zapewniał, że Rosjanom zależy na tym, aby nie dać podstaw do jakichkolwiek spekulacji na temat śledztwa.

    "Chciałbym zapewnić, że współpracowaliśmy i w przyszłości będziemy współpracować z waszymi specjalistami, żeby jak najszybciej ustalić przyczyny tej katastrofy oraz wykluczyć możliwe insynuacje i spekulacje, jeśli chodzi o tok badań tych przyczyn.

    Wicepremier Rosji Siergiej Iwanow dodał, że jest jeszcze za wcześnie na to, by mówić o konkretnych terminach zakończenia śledztwa. Zapewnił jednak, że strona rosyjska nie jest zainteresowana jego przeciąganiem.

    Badane są wszystkie przedmioty

    W dokumencie przygotowanym na sobotnie spotkanie Rosjanie przypomnieli dotychczasowe ustalenia śledztwa. Według nich, na miejscu znaleziono cztery czarne skrzynki - dwie montowane standardowo i dwie dodatkowe. Trwa protokołowanie rozmów załogi samolotu i ich tłumaczenie. Prowadzona jest również ekspertyza pirotechniczna i badane są wszystkie przedmioty znalezione na miejscu katastrofy. Sprawdzane są wszystkie możliwe wersje tragedii. Wnioski zostaną sformułowane po zakończeniu śledztwa.

    W spotkaniu w siedzibie rosyjskiego rządu oprócz Iwanowa uczestniczyła szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) Tatiana Anodina, a także rosyjski minister transportu Igor Lewitin i szef komitetu śledczego przy prokuraturze generalnej Aleksandr Bastrykin.

    "Wszystkie przyczyny katastrofy zostaną wyjaśnione"

    Bastrykin poinformował, że w ramach śledztwa przesłuchano już ponad 60 świadków katastrofy i wykonano ponad 300 ekspertyz sądowych. Tylko w Smoleńsku pracowało 70 śledczych, a w Moskwie - ponad 50 - dodał. Bastrykin oświadczył też, że weryfikowane są wszystkie możliwe wersje tragedii.

    O tym, że "nie ma żadnych wątpliwości, iż wszystkie przyczyny katastrofy zostaną wyjaśnione" zapewniła także Anodina.

    W piątek rano Moskwę opuściła minister zdrowia Ewa Kopacz. W stolicy Rosji uczestniczyła ona w procedurach związanych z identyfikacją ofiar tragedii pod Smoleńskiem. Wieczorem do Polski wróciły ciała ostatnich 21 pasażerów i załogi prezydenckiego Tu154.

    10 kwietnia w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, wśród nich: prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria, przedstawiciele rządu, instytucji państwowych, parlamentarzyści, duchowni, dowódcy różnych rodzajów sił zbrojnych, przedstawiciele Rodzin Katyńskich.

    kg,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR),PAP