Wiadomości

Jaruzelski zaproszony na obrady RBN

Na środowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego został zaproszony generał Wojciech Jaruzelski - dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa.
23.11.2010 16:00
Na środowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego został zaproszony generał Wojciech Jaruzelski - dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa.
Posłuchaj
00'11 Wojciech Jaruzelski o zaproszeniu przez prezydenta na posiedzenie RBN
więcej

Pierwszy prezydent wybrany przez parlament kontraktowy po wyborach z 4 czerwca 1989, potwierdził tę informację. "Dostałem zaproszenie i wybieram się na posiedzenie RBN" - powiedział IAR  Jaruzelski. Nie chciał jednak zdradzić, na jaki ewentualnie temat będzie zabierał głos.

Na posiedzenie RBN zostali również zaproszeni byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa oraz byli premierzy - Jan Krzysztof Bielecki, Tadeusz Mazowiecki, Włodzimierz Cimoszewicz, Kazimierz Marcinkiewicz, Leszek Miller, Józef Oleksy, a także były szef dyplomacji oraz członek grupy ekspertów NATO do przygotowania nowej koncepcji strategicznej Sojuszu Adam Rotfeld.

Tematem posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego będzie zbliżająca się wizyta prezydenta Federacji Rosyjskiej oraz przyszłość stosunków na linii Warszawa - Moskwa.

mch

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jaruzelski współpracował ze zbrodniczą organizacją

Wojciech Jaruzelski współpracował z Informacją Wojskową, jedną z najbardziej zbrodniczych organizacji zwalczającących żołnierzy podziemia niepodległościowego oraz osoby uznane za wrogów socjalizmu.

Jak pisze Wojciech Sawicki z IPN, Jaruzelski w 1952 roku został zwerbowany przez Czesława Kiszczaka, ówczesnego kapitana IW. Dowody na współpracę Jaruzelskiego znajdują się w archiwach STASI.

Sawicki w najnowszym biuletynie IPN opisał odnaleziony w archiwach b. służby bezpieczeństwa NRD dokument kontrwywiadu STASI z 1986 r. Jest w nim mowa, że "rozwój ścisłych związków pomiędzy gen. broni Kiszczakiem i gen. armii Jaruzelskim rozpoczął się w początku lat 50., gdy tow. Jaruzelski był oficerem wykładającym w wojskowej Akademii Sztabu Generalnego. Towarzysz Kiszczak był w tym czasie kapitanem odpowiedzialnym za ochronę kontrwywiadowczą na tej uczelni".

"W roku 1952 tow. Jaruzelski został pozyskany przez kpt. Kiszczaka jako +nieoficjalny współpracownik+, przez niego zaprzysiężony i wykorzystany do wykonania zadań kontrwywiadowczych. Współpraca została oceniona jako bardzo aktywna i wartościowa" - głosi dokument. Według niego, gdy "w końcu roku 1952 ówczesny szef Głównego Zarządu Politycznego WP, gen. Kazimierz Witaszewski, zażądał zwolnienia tow. Jaruzelskiego z armii z powodu burżuazyjnego pochodzenia, tow. Kiszczak postarał się o odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do państwa i armii".

Wschodnioniemieckie służby informowały, że Kiszczak gdy kierował wywiadem polskiej armii zaopatrywał Jaruzelskiego i jego rodzinę w zagraniczne towary otrzymywane od działających za granicą attaché wojskowych. Dodatkowo według Stasi istniał szczególnie ścisły związek pomiędzy żonami generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka.

"To bzdury"

"Mogę to określić tylko jednym słowem - brednia" - powiedział gen. Jaruzelski. "Brednia! Jest to coś tak koszmarnie głupiego, Kiszczak był wtedy w Marynarce Wojennej, był szefem kontrwywiadu w Marynarce Wojennej, jakim cudem on mógł tu, w Warszawie, kogoś werbować, jeszcze w dodatku mnie?" - mówił.

"Jest to tak idiotyczne - różne rzeczy słyszałem, ale to jest tak idiotyczne. W ogóle na oczy wtedy Kiszczaka nie mogłem widzieć. On był w Marynarce Wojennej, w zupełnie innym układzie" - powiedział gen. Jaruzelski.

Generał Czesław Kiszczak również zaprzecza informacjom dotyczącym zwerbowania przez niego Wojciecha Jaruzelskiego do stalinowskiej Informacji Wojskowej.

Kiszczak w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową powiedział, że w 1952 roku był szefem kontrwywiadu XVIII Dywizji w Ełku i nie znał generała Jaruzelskiego. Poznał generała dopiero w drugiej połowie lat 60. "To kompletna bzdura. Nie wiem, skąd skąd IPN i Stasi mają takie dane"- powiedział IAR generał Kiszczak.

Zaprzeczenia nie dziwią

Jako "dość prawdopodobne" określił historyk Andrzej Paczkowski podane przez Biuletyn IPN. "Generalnie trudno mi się na ten temat wypowiadać, bo mam małe możliwości zweryfikowania tego wszystkiego. Nie jest to informacja źródła pierwotnego, tzn. nie ma żadnych dokumentów potwierdzających to, że Kiszczak w 1952 roku zwerbował Jaruzelskiego. To jest informacja, która powstała trzydzieści parę lat później, która się odwołuje do tego faktu, oczywiście nie przytaczając żadnych dokumentów. Wobec tego pozostaje tylko jakaś próba logicznego rozbioru całości, co autor robi dosyć dokładnie" - powiedział Paczkowski, członek kolegium IPN, autor m.in. "Wojny polsko-jaruzelskiej".

W ocenie historyka, wydaje się dość prawdopodobne, że Wojciech Jaruzelski został po raz drugi zwerbowany w 1952 roku. Pierwszy werbunek miał nastąpić w 1946 r. Podkreślił równocześnie, iż nie ma jednak wiedzy, czy dokonał tego Kiszczak. "Ale istnieje jakieś prawdopodobieństwo, ponieważ rzeczywiście w czasie, którego dotyczy ta informacja pracował w takiej komórce kontrwywiadu, która m.in. zajmowała się Akademią Sztabu Generalnego, w której studentem był ówczesny ppłk Jaruzelski" - mówił historyk.

Podkreślił, iż w związku z tym wygląda to dosyć prawdopodobnie. "Chociaż podejrzewam, że jeżeli się nie znajdą oryginalne dokumenty z epoki, to zawsze pozostanie to w sferze pewnych domysłów. To jest oparte jednak na bardzo pośrednich źródłach, więc nie dziwi mnie zaprzeczanie ze strony Jaruzelskiego i Kiszczaka" - zaznaczył Paczkowski.

sż,PAP,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Przeczytaj artykuł IPN dotyczący współpracy Jaruzelskiego z Informacją Wojskową

Czytaj także

Komorowski i Jaruzelski razem polecą do Moskwy

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego na pokład samolotu, którym poleci w sobotę do Moskwy. Pełniący obowiązki prezydenta weźmie udział 9 maja w moskiewskich obchodach zakończenia II wojny światowej.

Komorowski do Moskwy uda się wynajętym samolotem. Marszałek powiedział, że podczas wizyty będzie bezpośrednio rozmawiał z przedstawicielami rosyjskich władz. Zapowiedział, że jego pobyt w Moskwie nie ograniczy się do udziału w uroczystościach, a odbędą się wówczas "spotkania bilateralne".

Komorowski mówił wcześniej, że jest bardzo ważne, iż wizyta w Moskwie będzie nie tylko wizytą na uroczystościach rosyjskich, ale także mająca wymiar wizyty bilateralnej, polsko-rosyjskiej. W jego ocenie, teraz jest istotny moment z punktu widzenia "podtrzymania pewnego szczególnego klimatu, który powstał paradoksalnie, ale po dramacie katastrofy pod Smoleńskiem, w pobliżu grobów katyńskich".

"Wszyscy odczuwamy, że coś się wydarzyło w relacjach polsko-rosyjskich, i że można to albo pogłębić albo popsuć" - powiedział Komorowski w audycji Radia Zet. Jak zaznaczył, on przez swoją obecność w stolicy Rosji na przyszłotygodniowych uroczystościach, przez bezpośrednie kontakty chce pogłębić atmosferę sprzyjającą współpracy i pojednaniu.

Pytany, czy zaprosił do samolotu gen. Jaruzelskiego odparł, że oczywiście. Przypomniał, że "może trochę mało zręcznie", ale zrobili to już wcześniej przedstawiciele Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Ja ponowiłem zaproszenie i zostało przyjęte" - powiedział marszałek. Jego zdaniem, jest rzeczą absolutnie naturalną i zrozumiałą, aby także była głowa państwa, człowiek, który uczestniczył w II wojnie światowej był obecny na moskiewskiej paradzie.

Do udziału w moskiewskich obchodach 65. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami zaprosił Komorowskiego prezydenta Rosji Dmitrij Miedwiediew. Prezydent Rosji i marszałek Sejmu, spotkali się w niedzielę 18 kwietnia w Krakowie przed uroczystościami pogrzebowymi pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. W spotkaniu tym uczestniczył także premier Donald Tusk oraz szefowie MSZ Polski - Radosław Sikorski i Rosji - Siergiej Ławrow.

sż,PAP,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Czytaj także

Jaruzelski jednak zaproszony na zaprzysiężenie

Na razie nie wiadomo jednak, czy były prezydent pojawi się na ceremonii. Jak dotąd nie ma od niego odpowiedzi.

Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna wysłał do Wojciecha Jaruzelskiego zaproszenie do wzięcia udziału w piątkowej uroczystości zaprzysiężenia na prezydenta Bronisława Komorowskiego - dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa.

Na razie nie wiadomo jednak, czy były prezydent pojawi się na ceremonii. Jak dotąd nie ma od niego odpowiedzi.

Uroczyste posiedzenie Zgromadzenia Narodowego, na którym Bronisław Komorowski zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP, ma się rozpocząć w piątek o 10:00.

Generał Jaruzelski był zaproszony między innymi na zaprzysiężenie Lecha Kaczyńskiego, nie był natomiast zaproszony na zaprzysiężenie Lecha Wałęsy. Obecność byłych prezydentów podczas składania przysięgi przez ich następców nie jest regułą. Na przykład podczas przejmowania urzędu przez Aleksandra Kwaśniewskiego nie doszło w ogóle do spotkania z poprzednikiem Lechem Wałęsą.

to,kh

Czytaj także

Jakie były prawdziwe powody odejścia Edwarda Gierka?

05.09.2013 06:00
- Żadne działania godzące w podstawy porządku politycznego i społecznego w Polsce nie mogą być i nie będą tolerowane - mówił Edward Gierek 17 sierpnia 1980 roku w telewizyjnym wystąpieniu. Kilka tygodni później sam musiał ustąpić ze stanowiska I sekretarza KC PZPR.
Warszawa, 24.08.1980 r. IV Plenum KC PZPR. Przemówienie I sekretarza partii Edwarda Gierka. PAP Ireneusz Radkiewicz
Warszawa, 24.08.1980 r. IV Plenum KC PZPR. Przemówienie I sekretarza partii Edwarda Gierka. PAP/ Ireneusz Radkiewicz
Posłuchaj
10'08 Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej – porozumienia Sierpniowe, zmiany w rządzie, rezygnacja Edwarda Gierka ze stanowiska pierwszego sekretarza KC PZPR 6 września 1980 roku.
02'57 O cechach charakteru Edwarda Gierka opowiada historyk, prof. Paweł Wieczorkiewicz
00'15 Gierek apeluje o obronę partii
04'15 Ustąpienie Edwarda Gierka z funkcji I sekretarza KC PZPR - fragm. aud. "7 dni w kraju in a świecie" (07.09.1980)
02'39 Reakcje świata po wyborze Stanisława Kani na I sekretarza KC PZPR - relacje korespondentów Polskiego Radia, fragm. aud. "7 dni w kraju i na świecie" (07.09.1980)
więcej

6 września 1980 roku obradujące w Warszawie VI plenum KC PZPR "w związku z chorobą" zwolniło z funkcji I sekretarza Edwarda Gierka.

- Z piątku na sobotę, w nocy obradowało VI Plenum naszej partii, które wobec ciężkiej choroby Edwarda Gierka powołało na stanowisko I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię - donosiło Polskie Radio w magazynie ”7 dni w kraju i na świecie”. Co doprowadziło do odejścia partyjnego przywódcy, który decydował o losach kraju przez całą dekadę lat 70?

Edward

Nz.: Edward Gierek, podczas wizytacji w Zakładzie Motoryzacyjnym FSO. Wikimedia Commons/dp

Personalna karuzela

Na początku 1980 roku Gierek postanowił, że wieloletni premier Piotr Jaroszewicz zostanie zastąpiony przez Edwarda Babiucha. Ale prawdziwą personalną karuzelę, która miała uchronić go od upadku, I sekretarz uruchomił dopiero w drugiej połowie sierpnia. W czasie, gdy na Wybrzeżu i w innych rejonach kraju setki tysięcy strajkujących zastanawiały się nad tym, czy władze zgodzą się na 21 postulatów gdańskich stoczniowców, w Warszawie trwała walka o władzę. Mieczysław Rakowski po powrocie z urlopu na Mazurach zapisał w swoim dzienniku: "Strajki trwają bez przerwy od 40 dni. Kierownictwo partii i rządu milczy. Gierek jest na Krymie, opala się. To wprost niewiarygodne".

Blef się nie udał

Jednak urlop Edwarda Gierka tym razem miał na celu coś więcej niż tylko opalanie się nad Morzem Czarnym. "Wyjechałem na Krym, aby Rosjanom pokazać, że sprawa strajków nie jest poważna. Był to mój swoisty blef i kamuflaż przed światem" - opowiadał po latach. Ta sztuczka się jednak nie udała. Jeśli wierzyć wspomnieniom szefa polskiego sektora w KC KPZR Piotra Kostikowa, to spotkanie I sekretarza z Leonidem Breżniewem na Krymie, ostatnie zresztą w historii ich kontaktów, nie należało do najprzyjemniejszych. Wprawdzie schorowany przywódca ZSRR miał już wówczas ograniczony kontakt z rzeczywistością, ale autorzy tekstu, który z trudem odczytał z kartki, nie szczędzili swemu gościowi słów krytyki. Poparcie Kremla malało wprost proporcjonalnie do rozszerzania się strajków.

Tymczasem 14 sierpnia, a zatem w dniu, w którym rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej, do Gierka zadzwonił Babiuch, informując, że Biuro Polityczne wzywa go do natychmiastowego powrotu do kraju. Następnego dnia I sekretarz znalazł się w Warszawie. Od chwili powrotu jego dymisja wisiała w powietrzu.

Kania i Jaruzelski knują

Według profesora Dudka najprawdopodobniej pierwszymi członkami kierownictwa PZPR, którzy uznali, że najlepszym sposobem rozwiązania narastającego kryzysu będzie pozbycie się Gierka, był nadzorujący aparat bezpieczeństwa Stanisław Kania i współpracujący z nim generał Wojciech Jaruzelski. Przełomowe znaczenie miało pod tym względem posiedzenie Biura Politycznego 21 sierpnia, a zatem jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Gdańsku pomiędzy Międzynarodowym Komitetem Strajkowym i delegacją rządową, z Mieczysławem Jagielskim na czele. Ku zaskoczeniu I sekretarza kilku członków Biura zaczęło wtedy wspominać o konieczności "przegrupowania personalnego" i w tym kontekście deklarować gotowość do złożenia dymisji. Gierek zareagował na to nerwowo, mówiąc: "Gdyby mnie teraz usiłowano zmienić, byłoby to nie tylko nieuczciwe i niesprawiedliwe, [ale] byłoby wręcz głupie, bo zaczną się naciski i będziemy zmieniać władze w nieskończoność". Sprzeciwiał się też dymisji premiera Babiucha.

Edward

Nz.: Edward Babiuch, premier rządu PRL. Wikimedia Commons/dp. Źr.: "Trybuna Ludu", marzec 1980

Dymisja Babiucha

Jednak rosnąca presja ze strony zwolenników rekonstrukcji kierownictwa PZPR, którym kolejnych argumentów dostarczała stale rosnąca liczba strajkujących zakładów, sprawiła, że już następnego dnia Gierek znalazł się w trudnym położeniu. Lawinę uruchomił atakowany za fatalne wystąpienie telewizyjne premier Babiuch, który 22 sierpnia podał się do dymisji.

Rozpoczęły się roszady personalne. Komuniści liczyli, że tą drogą uspokoją nastroje społeczne. 24 sierpnia nastąpiły poważne zmiany w kierownictwie partii. Usunięto sześć osób z Biura Politycznego, w tym premiera i dwóch wicepremierów. Wydarzenia, które doprowadziły do odejścia Gierka przedstawiła Agnieszka Stecka w audycji z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej - Polska" . Autorka przytoczyła słowa Edwarda Babiucha, który mówił wówczas:

"Przegrupowanie w ekipie kierowniczej jest konieczne. Trzeba ratować partię i kraj, niech krytyka cała idzie na rząd".

Roszad ciąg dalszy

"W gruncie rzeczy ten ruch sparaliżował mnie" - oceniał po latach Gierek, ale na posiedzeniu Biura oświadczył: "Ja nie stawiam się do dyspozycji, chociaż mój autorytet został podmyty". Na tyle znacząco, że los Babiucha w ciągu następnych dwóch dni podzieliło także kilku innych ludzi, którzy przez minioną dekadę należeli do grona najbliższych współpracowników Edwarda Gierka. "Byłem osamotniony" - pisał w pamiętnikach Gierek o swym położeniu pod dokonaniu tych zmian.

Zobacz serwis specjalny - Sierpień 1980 >>>

Zmiana premiera

Aby przetrwać, osłabiony I sekretarz musiał nie tylko doprowadzić do przerwania strajków, których większość zakończyła się z chwilą podpisania porozumień w Szczecinie i Gdańsku (30 i 31 sierpnia). Konieczne było też stworzenie patowej sytuacji w kierownictwie partii poprzez postawienie na drodze Kani do władzy kogoś, kto mógłby go zatrzymać. Takim człowiekiem był Stefan Olszowski, który na początku roku został "zesłany" do Berlina Wschodniego na stanowisko ambasadora. Po odejściu Babiucha, Gierek chciał uczynić nowym premierem właśnie swego dawnego wroga. Gdyby mu się to udało, stworzyłby przeciwwagę dla Kani, a rywalizacja obu polityków mogłaby na dłużej odwlec zmianę na stanowisku I sekretarza. Jednak 24 sierpnia okazało się, że Gierek nie był już w stanie przeforsować kandydatury Olszowskiego, a nowym szefem rządu został bezbarwny i związany z Kanią oraz Jaruzelskim Józef Pińkowski.

Ale powołanie nowego premiera na niewiele się zdało. Fali strajków nie udało się zatrzymać. Władze zaakceptowały podstawowe żądania strajkujących. – Oczywiście ktoś musiał za to zapłacić – powiedział w "Dźwiękowym przewodniku po historii najnowszej prof. Andrzej Paczkowski . – Zapłacił za to Edward Gierek.

Stanisław

Nz.: Stanisław Kania, od 06.09.1980 do 18.10.1981 r. I sekretarz KC PZPR. Wikimedia Commons/dp

Kania I sekretarzem

Na początku września Edward Gierek wciąż stał na czele partii, ale wszyscy lepiej zorientowani towarzysze pielgrzymowali już z wyrazami szacunku i poparcia do Kani. W południe 4 września odwiedził go Rakowski. "Powiedziałem, że powinien zostać I sekretarzem KC" - zanotował w dzienniku. Aby tak się stało, Gierek musiał jeszcze dostarczyć wyraźnego pretekstu do natychmiastowego odwołania go ze stanowiska. Uczynił to w nocy z 4 na 5 września, gdy zasłabł w swej rezydencji w Klarysewie. Przybyli natychmiast lekarze zarządzili przewiezienie Gierka do kliniki w Aninie.

Następnego dnia Kania zadzwonił do Moskwy z informacją o chorobie przywódcy, a wieczorem - po otrzymaniu od Breżniewa "zapewnienia o poparciu moralnym, politycznym i ekonomicznym" - pozwolił się wybrać na stanowisko I sekretarza KC PZPR.

Czytaj także

"W RBN jest miejsce dla prezesa PiS"

Prezydent powiedział, że ubolewa nad decyzją Jarosława Kaczyńskiego o nie braniu udziału w posiedzeniach RBN.
Posłuchaj
00'20 Prezydent o decyzji prezesa PiS
00'16 Prezydent o posiedzeniu RBN
więcej

Prezydent Bronisław Komorowski oświadczył, że nie zapoznał się z listem Jarosława Kaczyńskiego, w którym informuje on szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisława Kozieja, o rezygnacji z zasiadania w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.

Prezydent dodał, że ubolewa nad taką decyzją Jarosława Kaczyńskiego i zasugerował, że w przyszłości może to miejsce zająć ktoś inny, jeśli prezes PiS nie będzie brał udziału w posiedzeniach.


Bronisław Komorowski powiedział, że nie czytał listu, gdyż nie był on skierowany do niego. Mówił, że taka decyzja nie ma nic wspólnego z postawą państwowca. Prezydent podkreślał, że w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego jest miejsce dla prezesa PiS.

List prezesa PiS

W liście Jarosław Kaczyński napisał, że sposób w jaki władza państwowa, w tym prezydent Komorowski angażuje się w sprawę wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, świadczy o przyjęciu w relacjach międzynarodowych postawy niesuwerennej. Prezes PiS napisał też w liście, że prezydent i rząd PO- PSL w swoich działaniach z 10 kwietnia 2010 nie sprostali wyzwaniu, jakim było zapewnienie podmiotowej pozycji naszego kraju w prowadzonym postępowaniu. Zapomnieli, że jesteśmy członkami NATO i Unii Europejskiej - pisze Jarosław Kaczyński. Prezes zaznacza też, że prezydent i premier walcząc z pamiecią o śp. Lechu Kaczyńskim, zdycydowali się nawet na walkę z krzyżem w przestrzeni publicznej. Nie akceptuję i nie chcę uwiarygadniać takich działań władzy swoją obecnością w Radzie - podkreśla polityk PiS.


Prezes pisze także, ze bulwersujące są ostatnie działania rządu Donalda Tuska w polityce zagranicznej podejmowane przy milczącej zgodzie a czasem przy otwartej aprobacie prezydenta Bronisława Komorowskiego; "budzą one mój najwyższy niepokój" - pisze Jarosław Kaczyński. Prezes zaznacza, że ma na myśli sposób negocjowania i podpisanie umowy gazowej z Rosją oraz podejście "obozu politycznego prezydenta Komorowskiego" i rządu Donalda Tuska, do fundamentalnej dla ustroju państwa kwestii, jaką jest zmiana Traktatu Lizbońskiego.


W ostatnich zdaniach listu Jarosław Kaczyński pisze, że obóz polityczny PO ponosi pełną odpowiedzialność konstytucyjną za podejmowane przez siebie działania."Podałem dwa, spośród wielu skandalicznych przykładów tych działań. Uważam, że degradują moja Ojczyznę, nie chcę ich legitymizować" - kończy prezes PiS.

rr