Wiadomości

Premier Tusk w Sejmie: musieliśmy wygrać prawdę i pokój

20.01.2011 05:45
Dla Polski lepiej znać prawdę i nie mieć wojny, niż nie znać prawdy i mieć wojnę - mówił w Sejmie premier Donald Tusk.
Posłuchaj
34'00 Wystąpienie premiera Donalda Tuska na temat działań rządu w sprawie wyjaśniania katastrofy smoleńskiej
09'27 Sejmowe wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego po informacji rządu na temat katastrofy smoleńskiej
24'39 Szef MSWiA Jerzy Miller w Sejmie o wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej
01'03 Relacja z Sejmu Małgorzaty Naukowicz
więcej

Premier liczy, że do końca lutego polska komisja zakończy badanie katastrofy smoleńskiej. Kluby PiS i PJN skrytykowały działania rządu w tej sprawie.
Tusk oraz szef polskiej komisji badającej katastrofę smoleńską minister SWiA Jerzy Miller przedstawili w środę w Sejmie rządową informację o działaniach w sprawie wyjaśnienia katastrofy TU-154M z 10 kwietnia, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 innych osób.

"Katastrofa smoleńska wciąż trwa"

Debata po wystąpieniu Tuska i Millera była burzliwa; po tym jak Tusk skończył mówić, salę obrad opuścił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powrócił po pewnym czasie, by skrytykować słowa przedstawicieli rządu, a zarazem zadeklarować, że chce pomoc polskim władzom "wyjść z pułapki", na którą jego zdaniem złożyły się liczne błędy - począwszy od wyboru podstaw prawnych wyjaśniania katastrofy.
Premier podkreślił, że nie wszyscy w kraju byli zainteresowani pełną prawdą o katastrofie. Szef rządu ocenił też, że polska dokumentacja dotycząca katastrofy smoleńskiej - w porównaniu z wersją raportu zaprezentowaną przez MAK - pokazuje "pełniejszą prawdę", bo rząd "chce wygrać prawdę o Smoleńsku", "wygrać pokój polityczny w relacjach międzynarodowych" oraz "elementarną stabilizację polityczną wewnątrz kraju". - Żadne z tych zadań nie straciło na aktualności - zapewnił.
- Od pierwszych chwil po katastrofie smoleńskiej polski rząd musiał w trybie natychmiastowym podejmować decyzje, które dawały możliwość wygrania prawdy o katastrofie - dodał Tusk. Bronił decyzji o wyborze konwencji chicagowskiej jako podstawy prawnej badania katastrofy.

Według premiera niektórzy marzyli jednak "o takim rezultacie, że katastrofa smoleńska wciąż trwa". Liczyli - mówił - że stanie się ona kluczem do "radykalnej zmiany politycznej". - Tu rozbieżność interesów była bardzo dramatyczna, bo w naszej ocenie trzeba było zrobić wszystko, by ta katastrofa nie miała więcej negatywnych skutków - mówił Tusk.

Zarazem przyznał, że Polska wie dobrze, iż "partner, z jakim przyjdzie nam współpracować w wyjaśnianiu okoliczności i przyczyny katastrofy, jest ciągle tym samym partnerem, jakiego znamy z historii". I dodał, że "tylko ktoś naiwny mógłby sądzić, że do zastosowania są jakieś nadzwyczajne procedury, zgodnie z którymi Rosja stawiana przez niektórych polityków w roli sprawcy, w roli wręcz zamachowca, równocześnie wysłucha wszystkich sugestii, oczekiwań i żądań tych polityków, którzy w tym samym czasie formułują tego typu oskarżenia".

Jerzy Miller ocenił z kolei, że gdyby nie rozmowa Donalda Tuska z premierem Rosji Władimirem Putinem "to prawdopodobnie do dzisiaj nie mielibyśmy kluczowego dowodu, który zmienił spojrzenie polskiej komisji na udział niektórych członków załogi w przebiegu wypadku w ostatniej fazie lotu".

Wystąpienie premiera przerywały okrzyki z galerii sejmowej: "Hańba!", "Skandal", "To nie jest polski rząd". - To jest kolejna ilustracja tego, jak trudne okoliczności towarzyszą pracy polskiego rządu, kiedy chce doprowadzić do pełnego wyjaśnienia okoliczności katastrofy - skomentował szef rządu. Jak dodał - "prawdy o katastrofie smoleńskiej skutecznie nie oświetlą pochodnie maszerujących po Krakowskim Przedmieściu, a do prawdy o Smoleńsku przybliżają nas wysiłki dziesiątek polskich przedstawicieli".

"Inne nagrania mogą zmienić pogląd komisji"

Według Millera strona rosyjska nie potrafiła do końca odczytać z rejestratora głosowego zapisu rozmów załogi polskiego tupolewa. - Ustalenia rosyjskie (w tej kwestii) są inne niż ustalenia polskie. Nie inne (...), że byłyby wygodne inne, tylko strona rosyjska nie mogła do końca odczytać zapisu z rejestratora głosu - powiedział.

Na dowód swych słów wskazał, że w rosyjskiej wersji odczytu rozmów polskiej załogi słowo "odchodzimy" wypowiedziano tylko raz - miał to zrobić drugi pilot. Tymczasem polscy specjaliści ustalili, że to słowo padło dwa razy: pierwszy raz wypowiedział je dowódca załogi kpt. Arkadiusz Protasiuk, a drugi pilot powiedział to po raz drugi, potwierdzając komendę dowódcy.

Miller poinformował, że taśma rejestratora ma 30 minut i eksperci Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego nadal nad nią pracują. "Są tam inne fragmenty (nieodczytane - PAP) nagrania, które też mogą w sposób bardzo istotny zmienić pogląd nie tylko komisji, ale również wszystkich, którzy będą się chcieli zapoznać z końcowym raportem, na przebieg zdarzeń, na wolę tych, którzy na pokładzie się znajdowali i na wpływ (tych czynników - PAP) na katastrofę lub brak tego wpływu" - powiedział szef MSWiA.

Jak dodał, kierowana przez niego komisja nie mogła ujawnić wyników swojego działania przed publikacją raportu MAK. "Komisja jest zobowiązana do milczenia w trakcie prowadzenia procesu badawczego" - zaznaczył.

Tomczykiewicz: kiedy zaczniecie pomagać?

Szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz zarzucił PiS i PJN, że rywalizują o zawłaszczenie i wykorzystanie do celów politycznych katastrofy smoleńskiej, która jest "tragedią wszystkich Polaków". - Kiedy zaczniecie pomagać w wyjaśnieniu prawdy o katastrofie? - pytał polityków PiS.

Jak ocenił, nie powinniśmy ulegać "zbiorowej histerii", której szczególnie - według niego - poddają się PiS i PJN. "Ostatnie miesiące w wykonaniu PiS to wycieczki do Stanów Zjednoczonych, ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej, mówienie o kondominium, czy pomysł powołania komisji śledczej ds. katastrofy smoleńskiej, podczas gdy śledztwo prowadzi prokuratura" - dodał Tomczykiewicz. Zarzucił też politykom PiS, że są "fałszywymi obrońcami honoru Wojska Polskiego".
Występujący po nim Jarosław Kaczyński uznał, że bywało, iż Polska traciła wolność, ale nie traciliśmy godności. "Pod kierownictwem premiera Donalda Tuska idzie ku temu, że stracimy godność, a wolność też będzie zagrożona" - powiedział. Uznał zarazem, że w polityce nie jest tak, iż jeśli ktoś jest zdecydowany i twardy, to na tym przegrywa. "Żadne wojny nam tutaj nie grożą. Rosjanie są dzisiaj słabnącym państwem, które musi się liczyć także z opinią międzynarodową" - uważa lider PiS.
Każdy naród ma swój honor i godność i nikt go Polakom nie może odebrać - powiedział występujący w imieniu PSL wicepremier Waldemar Pawlak. - Polscy politycy powinni się zastanowić, co zrobić, by tragedia z 10 kwietnia przeistoczyła się w coś pozytywnego - apelował z nim szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.

"Też przyniosę panu róże"

Elżbieta Jakubiak (PJN) wzywała premiera, żeby bronił polskiego interesu z taką samą siłą, jak ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. - Wtedy też przyniosę panu róże. Tylko żeby to było w imieniu państwa - mówiła zarzucając rządowi, że po katastrofie smoleńskiej nie tylko nie przywrócił przekonania o wiarygodności naszego państwa, ale zaserwował Polakom "gorzką pigułkę bezradności tego państwa". Tusk protestował po tym wystąpieniu. "Opozycja zamieniła wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej w gonitwę za premierem" - mówił.

"Rosja dała nam bolesną lekcję"

W opinii szefa klubu SLD Stanisława Wziątka, w sprawie wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej Polska nie wykorzystała wszystkich możliwości, jakie daje 13. załącznik konwencji chicagowskiej. - Rosja dała nam bolesną lekcję w tej sprawie - ocenił i dodał, że "nie jest sprawnym państwo, w którym co chwilę dochodzi do katastrofy".

rk,rr

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jarosław Kaczyński: nie straszcie nas wojną

Jarosław Kaczyński powiedział, że polskie ustalenia nie uzupełniają raportu strony rosyjskiej, ale całkowicie je dezauwują. Lider PiS skrytykował premiera za jego politykę wobec Rosji po 10 kwietnia.
Posłuchaj
09'27 Sejmowe wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego po informacji rządu na temat katastrofy smoleńskiej
więcej

Jarosław Kaczyński zadeklarował rządowi pomoc w - jak się wyraził - "wyjściu z pułapki, z tego wszystkiego, na co złożyły się liczne błędy, jakie popełniał od początku" w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Lider PiS powiedział, że nie spodziewał się, że w dyskusji nad tragedią smoleńską premier dopuści się tylu prób prowokacji, ale - jak zaznaczył - jego ugrupowanie nie da się sprowokować. Krytykując działania rządu, wskazał na polskie uwagi do rosyjskiego raportu, które zawierały całą listę informacji o nieotrzymanych od Rosjan dowodach. Premier wcześniej mówił, że polscy eksperci otrzymali prawie wszystkie dowody dzięki postawie polskiego rządu.

Jarosław Kaczyński wypomniał premierowi, że w swoim przemówieniu nie nawiązywał do takich spraw jak niszczenie wraku samolotu czy powszechnie znanych faktów dotyczących prowadzenia dochodzenia przez Rosjan. Szef PiS przypomniał, że w tych sprawach istnieją europejskie reguły, dotyczące warunków przeprowadzania dochodzenia czy traktowania wraku. Zdaniem Kaczyńskiego żaden z tych warunków nie został spełniony, a z punktu widzenia reguł unijnych raportu MAK-u można tylko wyśmiać.

Zdaniem Kaczyńskiego, wersja realizmu w stosunkach z Rosją, jaki stara się prezentować Donald Tusk mógłby doprowadzić, gdyby miała zastosowanie w przypadku republik bałtyckich do ich wchłonięcia przez Rosję. Kaczyński zaapelował do premiera, by nie straszył zimną wojną z Rosją. Dodał, że w polityce ten kto jest zdecydowany i twardy, ten wygrywa. Zaznaczył, że Rosja musi się liczyć także z opinią międzynarodową.

Jarosław Kaczyński powiedział, że polskie ustalenia nie uzupełniają raportu strony rosyjskiej, ale całkowicie je dezauwują. Przypomniał o nagraniach z wieży kontroli lotów, z których wynika, że polscy piloci zostali wprowadzeni w błąd i nieostrzeżeni. Zdaniem Kaczyńskiego bezpośrednie przyczyny tragedii leżą po rosyjskiej stronie.
Szef PiS zarzucił rządowi polityczne wykorzystywanie zapisów z czarnych skrzynek przed wyborami prezydenckimi. Przypomniał, że już wtedy rząd posiadał wiedzę o nagraniach z wieży, które przeczą tezom o naciskach na pilotów polskiego samolotu.

IAR,rr

Czytaj także

Sikorski: wymagający test dla relacji polsko-rosyjskich

Szef MSZ odpowiadał na pytania posłów w debacie nad informacją rządu ws. katastrofy, dotyczące m.in. relacji Polski z Rosją.

Katastrofa smoleńska jest testem dla relacji polsko-rosyjskich; to jest bardzo wymagający test - powiedział w Sejmie Radosław Sikorski. Minister podkreślił, że "jątrzące oskarżenia" o zamach tym stosunkom nie służą.

- Chciałbym zapytać czy państwo naprawdę, kiedy wypowiadacie te słowa, wierzycie w to, co mówicie? - pytał szef MSZ posłów PiS.

- Zastanówcie się państwo. Gdyby potraktować poważnie państwa tezę o zamachu, to jaka powinna być polityka wobec Rosji? - pytał Sikorski.

"Pielgrzymką z akcentami politycznymi"

Szef MSZ był pytany też o to, czy były różnice w przygotowaniu i statusie wizyt premiera Donalda Tuska w Smoleńsku 7 kwietnia i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia.

Sikorski podkreślił, że status wizyty określa strona jej gospodarza. Trzeba stwierdzić, że wizyta 7 kwietnia była jednoznacznie wizytą o charakterze dyplomatycznym, na zaproszenie państwa-gospodarza, wiązała się z rozmowami premierów (Donalda Tuska i Władimira Putina) w Smoleńsku. Wizyta prezydenta Rzeczypospolitej była zagraniczną częścią krajowych obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej. Była, jak to ujął polski ambasador w Rosji Jerzy Bahr, pielgrzymką z akcentami politycznymi - powiedział Sikorski.

- Proszę przyjąć do wiadomości, że status wizyty w Polsce określa Polska, a status wizyty w Rosji określa Rosja. Żadna polska instytucja nie była w stanie tego zmienić - dodał.

Te same procedury

- Sikorski zapewnił, że obie wizyty były przygotowywane z zastosowaniem tych samych procedur. Organizowała je taka sama grupa przygotowawcza, miała taki sam skład - zaznaczył.

Dodał, że 7 kwietnia organizatorem wizyty była Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, 10 kwietnia - Kancelaria Prezydenta.

Sikorski mówił również o roli tytularnego ambasadora Polski w Moskwie Tomasza Turowskiego. Szef MSZ powiedział, że Turowski był obecny w Smoleńsku zarówno 7 kwietnia, jak i 10 kwietnia i realizował zadania wyznaczone mu przez ambasadora Bahra.

Sikorski tłumaczył, dlaczego Polska nie wystąpiła do NATO o zbadanie wypadku Tu-154M.

- Nie wystąpiliśmy, bo Sojusz Północnoatlantycki nie jest komisją badania przyczyn wypadków. Nawet gdyby był, to - jak wiemy - Rosja nie jest jego członkiem i na jakąkolwiek interwencję Sojuszu czy badanie takiej instytucji na jej terytorium musiałby wyrazić zgodę i wiemy, jaka jej odpowiedź by była - powiedział.

- Rosja nie jest też członkiem Unii Europejskiej. Dlatego nie wiążą jej zasady obowiązujące w Unii. Rosja jest członkiem konwencji chicagowskiej, dlatego ten instrument prawny wybraliśmy. On był jedynie słuszny - zaznaczył Sikorski.

to

Czytaj także

Kaczyński: "w najwyższym stopniu podejrzana katastrofa"

Prezes PiS stwierdził, że na miejscu Donalda Tuska zachowywałby się w taki sposób, żeby premier Rosji Władimir Putin nie ośmielił się go uścisnąć.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podtrzymał w środę swoją grudniową wypowiedź, że nie rozpoznał ciała swojego brata Lecha Kaczyńskiego po przywiezieniu go do Polski. Jak jednak zastrzegł, nie ma wątpliwości, że na Wawelu jest pochowany właśnie jego brat.

- Powiedziałem zgodnie z prawdą, że po tych wszystkich zabiegach, tym wszystkim co się działo z ciałem (L. Kaczyńskiego) od momentu kiedy je zobaczyłem, go nie poznałem. W dalszym ciągu to podtrzymuję - powiedział Kaczyński w środę wieczorem w TVN24.

Pytany czy nie ma wątpliwości że na Wawelu jest pochowany Lech Kaczyński odparł: - Nie mam wątpliwości, bo wielu ludzi, którzy widzieli to ciało na różnych etapach twierdzi, że jest to samo ciało.

Lider PiS powiedział również, że Donald Tusk bezpośrednio odpowiada za kampanię wymierzoną w Lecha Kaczyńskiego i rozdzielenie wizyt w Smoleńsku premiera i prezydenta. Mówiąc o premierze w kontekście samej katastrofy stwierdził:  - To jest oczywiście wina pośrednia. Z tego co wiemy bezpośrednią winę ponoszą Rosjanie - ocenił.

Kaczyński zaznaczył, że załoga samolotu Tu154M realizowała "normalną" procedurę podchodzenia do lądowania. - Jest radykalne wprowadzenie w błąd, które zakończyło się katastrofą. W tej chwili próba obrony ludzi, którzy się moralnie i intelektualnie skompromitowali nie ma sensu - powiedział.

- Jeśli chodzi o niektórych panów, którzy się tak wypowiadają mogę powiedzieć tyle: jak bym był premierem, to odpowiednie służby pewną sferę w Polsce by dokładnie sprawdziły. Mówię o wypowiedziach pewnych panów z różnego rodzaju pism lotniczych i tak dalej. Ta sfera byłaby poddana daleko idącemu sprawdzeniu - podkreślił Kaczyński.

Komentując wypowiedzi premiera w trakcie debaty nad informacją rządu ws. katastrofy smoleńskiej Kaczyński powiedział, że chciałby, aby Donald Tusk nie wchodził w rolę szefowej MAK Tatiany Anodiny. W opinii Kaczyńskiego przy opisywaniu raportu MAK Anodina posługiwała się "psychologizowaniem", czyli, według prezesa PiS metody, dzięki której "można udowodnić wszystko".

Na miejscu katastrofy

Prezes PiS był też pytany o to jak na miejscu premiera Tuska zachowałby się podczas spotkania z premierem Rosji Władimirem Putinem 10 kwietnia w Smoleńsku. - Na pewno nie ściskałbym się z Putinem. Potraktowałbym go bardzo chłodno i zażądałbym, mając już odpowiednią wiedzę prawniczą, tego rodzaju postępowanie, które daje Polakom najdalej idący wgląd w sprawę - odpowiedział Kaczyński.

- Przez cały czas zachowywałbym się tak, żeby Putin nie ośmielił tak zachować (...)Przyjechałbym tam z twardą miną, bo to w najwyższym stopniu podejrzana katastrofa - dodał Kaczyński pytany czy dałby się uścisnąć rosyjskiemu premierowi.

- Donald Tusk miał tam obowiązek przyjechać z odpowiednią wiedzą, podjąć zdecydowane działania, żeby ciała Polaków natychmiast znalazły się w Polsce i podjąć działania, żeby wykorzystać najbardziej korzystne dla nas rozwiązania prawne, a nie protokół 13 do konwencji chicagowskiej - ocenił Kaczyński.

Na pytanie czy odebrałby telefon od premiera Tuska z prośbą o współpracę przy dążeniu Polski w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej, odpowiedział:  - Do każdej współpracy jestem gotów, ale pod jednym warunkiem, że to będzie współpraca, nie wedle zasady, że stosunki z Rosją za wszelką cenę. - Podnoszę słuchawkę, nawet często od ludzi, żeby bardzo brzydko mi nawymyślać. Od Donalda Tuska bym podniósł słuchawkę pod jednym warunkiem, że byłby gotów zmienić swoją dotychczasową postawę - oświadczył prezes PiS.

Od kilku dni na stronie Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M znajduje się ekspertyza, w której podważono decyzję o wykorzystaniu do badania katastrofy smoleńskiej konwencji chicagowskiej.

Wg. ekspertyzy premier Donald Tusk mógł złamać prawo zawierając ustną umowę z premierem Rosji Władimirem Putinem ws. postępowania wyjaśniającego katastrofę pod Smoleńskiem według konwencji chicagowskiej.

- Działanie to związało Polskę szeregiem postanowień dla niej niekorzystnych, nałożyło więcej obowiązków niż dało praw i postawiło w roli petenta względem Rosji. Badanie przyczyn wypadku, podobnie jak szczątki polskiego samolotu i wszystkiego co było na jego pokładzie, oddano w ręce Państwowej Komisji pod przewodnictwem Władimira Putina.(...) Podjęte działanie uznać należy za naruszające art. 87 i art. 91 Konstytucji RP w związku z art. 3 Konwencji chicagowskiej, a także art. 6 ustawy z dnia 14 kwietnia 2000r. o umowach międzynarodowych - czytamy w dokumencie.

Zgodnie z ekspertyzą "za naruszenia te w związku z zajmowanym stanowiskiem i w zakresie swojego urzędowania, odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu ponieść powinni Prezes Rady Ministrów" oraz członkowie Rady Ministrów "za zaakceptowanie powyższego działania”.

agkm

Czytaj także

Kontrolerzy na lotnisku w Smoleńsku szukali lotniska zapasowego?

Kierownik lotów Paweł Plusnin, o godz. 8.39 czasu rosyjskiego rozmawiał z mjr. Kurtincem. Miał go pytać, czy "jest coś nowego w sprawie Polaków" – ujawnia "Rzeczpospolita".

O godz. 9.19 z wieży telefonował płk Krasnokutski. Odbiorcą połączenia był jego przełożony Władimir Sipko, czyli szef bazy lotniczej garnizonu Migałowo w Twerze. Treścią rozmowy miało być powiadomienie o lądowaniu polskiego Tu-154. Płk Krasnokutski wymienił też nazwisko Aleksandra Marczenki - szefa służby prasowej głównego zarządu Ministerstwa do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji w obwodzie smoleńskim. To właśnie tam miał uzyskać wiadomość o tym, że nie powinno być mgły i przekazał ją Władimirowi Sipko. 

W owej rozmowie wspomniano również pilota Olega Frołowa. To on próbował wylądować samolotem Ił 76 na smoleńskim lotnisku przed prezydenckim Tu-154. Mimo 30-letniego doświadczenia, opowiadał później w rosyjskiej tv, że nic nie widział i dlatego odleciał na lotnisko zapasowe. 

O godz. 9.45 zanotowano połączenie przychodzące na wieżę w Smoleńsku. Mjr Władimir Bieniediktow z, rozformowanego w 2009 r., lotniczego pułku wojskowo - transportowego w Smoleńsku chciał rozmawiać z płk. Krasnokutskim. Do tej rozmowy nie doszło, bo Krasnokutskiego nie było wówczas na wieży. 

Zgodnie z informacjami gazety, przed katastrofą mjr Bieniediktow rozmawiał też telefonicznie z szefem smoleńskiej jednostki wojskowej, która kiedyś obsługiwała tamtejszy port lotniczy, Siergiejem Kokariewem. Nie podano dokładnej pory tego połączenia. 

Ostatnia rozmowa, wymieniona w "Rzeczpospolitej", miała miejsce o 10.27. Paweł Plusnin połączył się z byłym pilotem i dyspozytorem lotniska w Smoleńsku Anatolijem Murawiowem. Pytał go o lotniska zapasowe.

rk

Czytaj także

Konwencja chicagowska przysporzy nam problemów?

Rosjanie, zgodnie z konwencją chicagowską, mogą zażądać od Polski wdrożenia zaleceń zawartych w raporcie MAK.

Wówczas, jak podkreśla "Dziennik Gazeta Prawna", będzie to dla nas niezręczna sytuacja, w momencie, gdy kwestionujemy stwierdzenia w nim zawarte. Dokument MAK zaleca, by w jednostce odpowiedzialnej za przewożenie VIP-ów prowadzone były treningi na symulatorze lotów dla pilotów, by wypracowano reakcje załogi na ostrzeżenia systemu TAWS oraz wdrożono procedury i szkolenia załóg w celu nauki lądowania przy nieprecyzyjnych systemach naprowadzania.

Raport proponuje też, by polskie prawo zakazało przebywania w kabinie pilotów osób postronnych, a loty maszyn z VIP-ami odbywały się według procedur cywilnych. Z tej sytuacji zdaje sobie sprawę polski rząd, który zapowiedział już, że teraz partnerem do rozmów jest minister transportu Rosji Igor Lewitin i to on będzie adresatem polskich uwag do raportu MAK. Polacy chcą też odwołać się do ICAO - Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego, ale jej rzecznik już zapowiedział, że nie leży to w jej gestii, gdyż lot do Smoleńska był lotem państwowym a nie cywilnym.

sm

Czytaj także

PiS realizuje rosyjski scenariusz

Prof. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta: Nie dostrzegłem ze strony PiS ani cienia chęci wyjaśnienia tej katastrofy.
Posłuchaj
16'00 PiS realizuje rosyjski scenariusz
więcej

Prof. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta stwierdził, że PiS postanowił uczynić z katastrofy smoleńskiej główny temat swojej kampanii wyborczej. - Nie chcą wyjaśnienia tej sprawy, wolą brutalnie atakować premiera – powiedział.

Przypomniał, że wielokrotnie w historii, Rosji było na rękę rozgrywanie wewnętrznego polskiego konfliktu i stwarzanie sytuacji, żebyśmy "wzajemnie wzięli się z łby”. Tak jest i tym razem.

Jego zdaniem Rosjanie napisali bardzo nieuczciwy raport i opublikowali go w taki sposób, żeby skłonić opozycję w Polsce do zaatakowania rządu. Jak powiedział, Rosjanie świetnie wiedzieli, że premier Tusk wyjechał na kilkudniowy urlop i będzie to doskonała okazja dla opozycji, żeby go zaatakować. Teraz PiS realizuje rosyjski scenariusz.

- Opozycja, która niby broni godności Polski, mówię tu o PiS-ie, gra główną rolę w rosyjskim scenariuszu. Moim zdaniem takie było oczekiwanie Moskwy, żeby poszczuć PiS na polski rząd, bo to osłabi pozycję Polski, także w wyjaśnianiu tej katastrofy – mówił.  

- Moskwa tak zainscenizowała całą sprawę, żeby dać do ręki PiS-owi karty do ataku na polskiego premiera – dodał.   

Nałęcz stwierdził, że był zaskoczony raportem rosyjskim. - Nie sądziłem, że Moskwa pójdzie aż tak w zaparte – powiedział. Jego zdaniem pominięcie rosyjskiego aspektu katastrofy i działań wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku spowoduje, że Rosja na tym straci na arenie międzynarodowej.

Gość "Salonu politycznego Trójki” stwierdził, że teraz strona polska powinna przeciwstawić niepełnej, rosyjskiej wersji wydarzeń, uczciwy raport i bronić go na arenie międzynarodowej. Prezydent będzie wspierał działania rządu w tej sprawie.

Aby wysłuchać całej rozmowy "PiS realizuje rosyjski scenariusz", wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj” w ramce po prawej stronie.

Audycji "Salon polityczny Trójki" można słuchać od poniedziałku do piątku o godz. 8.13. Zapraszamy.

 (miro)

Czytaj także

Sejm przyjął informację dot. działań ws. katastrofy smoleńskiej

Sejm przyjął w głosowaniu informację rządu dotyczącą działań w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Wniosek o odrzucenie informacji poparło 152 posłów, przeciwko wnioskowi było 270 posłów, a siedmiu wstrzymało się od głosu. Informację rządu przedstawił w środę w Sejmie premier Donald Tusk i minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller. Kluby PiS i PJN skrytykowały działania rządu w tej sprawie.

Debata po wystąpieniu Tuska i Millera była burzliwa; po tym jak Tusk skończył mówić, salę obrad opuścił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powrócił po pewnym czasie, by skrytykować słowa przedstawicieli rządu, a zarazem zadeklarować, że chce pomoc polskim władzom "wyjść z pułapki", na którą jego zdaniem złożyły się liczne błędy - począwszy od wyboru podstaw prawnych wyjaśniania katastrofy.

sm