Wiadomości

"Słowa Dody mogą godzić w autorytet Biblii"

27.07.2011 16:14
- Za ataki na Biblię karano, "ale w bardzo odległej przeszłości, nie w XX wieku - zeznała historyk Ewa Wipszycka-Bravo w procesie Dody, oskarżonej o obrazę uczuć religijnych dwóch osób.
Doda
DodaFoto: dodaqueen.com

Artystka określiła autorów Biblii jako "naprutych winem i palących jakieś zioła".

W środę Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa kontynuował proces pod nieobecność przebywającej na urlopie Doroty Rabczewskiej (na co się zgodziła). W rozpoczętym w maju - z oskarżenia publicznego - procesie piosenkarce grozi do 2 lat więzienia.

Latem 2009 r. w wywiadzie prasowym stwierdziła ona, że "bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię", bo - jej zdaniem - "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła". Pytana, o kim mówi, dodała: "O tych wszystkich gościach, którzy spisali te wszystkie niesamowite historie".

Nowak i Kogut donoszą do prokuratury

Zawiadomienie w prokuraturze złożył przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak (w procesie jest oskarżycielem posiłkowym). Zarzucił Rabczewskiej przestępstwo znieważenia przedmiotu czci religijnej i obrażenia uczuć religijnych, m.in. chrześcijan i żydów. Drugie doniesienie złożył senator PiS Stanisław Kogut (nie chciał być oskarżycielem posiłkowym).

Mokotowska prokuratura oskarżyła Dodę, że obraziła uczucia religijne Nowaka i Koguta. Kodeks karny stanowi: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

W śledztwie Doda nie przyznała się do zarzutu.  - Jeśli ktoś jest głęboko wierzący, to nie sądzę, by taka drobnostka mogła kogoś obrazić - mówiła. Dodawała, iż nie miała zamiaru nikogo obrazić, bo "jest pokojowo nastawiona do ludzi". Według niej "napruty" oznacza "pozytywnie nastawiony", "wino było mszalne", a "zioła z pewnością były lecznicze, bo wtedy aspiryny nie było". Deklarowała, że nie jest wierząca, a jej słowa to "rodzaj przenośni". Zaznaczyła, że do swych słów podchodzi z "poczuciem humoru i dystansem" i nie można ich traktować poważnie. Dodała, że Nowak utrudnia życie artystom, uniemożliwiając im koncerty.

Opinia biegłej

W środę jako biegła zeznawała prof. Wipszycka-Bravo, emerytowana profesor Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z największych autorytetów historii starożytnej w Polsce. Była ona autorem opinii w sprawie. Jej zdaniem słowa Dody "mogą godzić bezpośrednio w autorytet Pisma Świętego".

Prof. Wipszycka-Bravo zeznała, że Stary Testament to "ogromny zbiór dzieł literackich, który powstał na przestrzeni niemal tysiąca lat i miał różnych autorów".  - Część z nich to postacie historyczne; część tekstów ma charakter anonimowy - dodała. Jako autorów Biblii, traktowanych z czcią i szacunkiem, wymieniła m.in. proroków.

- Czy może pani wykluczyć, że żaden z autorów Biblii nie nadużywał wina  - pytał obrońca Dody mec. Sergiusz Doniecki.  - Jesteśmy w kulturze środziemnomorskiej, gdzie spożywanie wina jest rzeczą naturalną; historyk nie może zaś się wypowiadać o jego nadużywaniu  - odpowiedziała biegła. Pytana, czy w tamtych czasach ludzie czymś się odurzali, odparła: "Zawsze znano sposoby wprowadzania się w trans". "A czy używano wtedy ziół?" - indagował adwokat. "Oczywiście" - padła odpowiedź.

Proces odroczono do 5 października. Mec. Doniecki powiedział, że proces "wkracza w rejon konstytucyjnej zasady wolności słowa", a każdy ma prawo do swych poglądów. Adwokat podkreśla, że Doda nie autoryzowała swego wywiadu.  

Procesy piosenkarki

Doda wygrywa cywilne procesy, które wytacza - m.in. z "Faktem", "Super Expressem" i z raperem Mieszkiem Sibilskim, który nazwał ją "blacharą". W 2007 r. Komisja Etyki TVP jako "wulgarne" i "obsceniczne" oceniła zachowanie Dody, która była wówczas jurorką w programie "Gwiazdy tańczą na lodzie". Widzowie telewizji publicznej mogli wówczas usłyszeć dialog między Rabczewską a Przemysławem Saletą: "Saleta, ciągnij fleta"; "Doda, zrób mi loda".

to

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Afera majtkowa: Doda nie miała racji, ale nie musi przepraszać tabloidu

Piosenkarka Dorota Rabczewska "Doda" i jej była menedżerka nie muszą przepraszać wydawcy "Super Expressu" za sugestię, że tabloid komputerowo przerobił zdjęcia Dody tak, by pokazywały, że nie ma na sobie bielizny - zdecydował Sąd Okręgowy w Warszawie.

Sprawa była pokłosiem innego procesu, jaki Rabczewska wytoczyła "SE" za podanie nieprawdy, jakoby w 2008 r. pojawiła się na jednej z branżowych imprez bez majtek.

Gazeta pisała, że zdjęcie piosenkarki w sukni z długim rozcięciem oraz wykonane przez redakcję zbliżenie pokazują, iż celebrytka nie ma na sobie bielizny. W marcu 2009 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga nakazał wydawcy tabloidu przeproszenie piosenkarki oraz wypłatę 25 tys. zł zadośćuczynienia (żądała 100 tys. zł). W drugiej instancji Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał nakaz przeprosin, lecz oddalił żądanie zadośćuczynienia. 

Bez retuszu

Jednak w lipcu 2010 r. wydawca "SE" pozwał Dodę i jej byłą menedżerkę. Tabloid chciał przeprosin na jej stronach internetowych, w "SE" i w "Fakcie" oraz wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny za "niezgodne z prawdą oskarżenie o przerobienie za pomocą fotomontażu jej wizerunku". Rabczewska w trakcie poprzedniego procesu z "SE" twierdziła bowiem, że podczas imprezy miała na sobie majtki (przedstawiła też inne zdjęcia z tej samej imprezy, na których widać, że ma bieliznę), ale "wycięto" je ze zdjęcia komputerowo. Redakcja replikowała, że agencja fotograficzna, od której kupiono zdjęcia, zapewniała, iż obróbki nie było. 

W czwartek warszawski sąd oddalił jednak powództwo wydawcy "Super Expressu". Zarządził też, że powód ma zwrócić pozwanym po prawie 4 tys. zł kosztów sądowych. 

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Joanna Zielińska powiedziała, że do naruszenia dóbr osobistych osoby prawnej dochodzi dopiero wówczas, gdy zachowanie sprawcy prowadzi do utraty zaufania do niego potrzebnego mu do prawidłowego funkcjonowania. - W tej sprawie nie zostało to dowiedzione - podkreśliła. Jak mówiła, kryteria oceny dobrego imienia, renomy, wiarygodności czy też reputacji wydawcy tabloidu muszą uwzględniać m.in. rzeczywisty sposób, w jaki podmiot ten jest postrzegany. 

Wyrok nie jest prawomocny.

rk

Zobacz więcej na temat: Doda muzyka Praga Warszawa

Czytaj także

"Napruci i palący zioła" - czy Doda obraziła twórców Biblii? Ruszył proces

Jako "naprutych winem i palących jakieś zioła" określiła autorów Biblii piosenkarka. Teraz grozi jej do dwóch lat więzienia. Proces ruszył w poniedziałek. Doda nie stawiła się, bo jest na urlopie.
Posłuchaj
00'19 Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak o sprawie
więcej

Latem 2009 r. piosenkarka w wywiadzie dla "Dziennika" stwierdziła, że "bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię", bo - jej zdaniem - "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła".

Obraziła z premedytacją?

Zawiadomienie do prokuratury równolegle złożyli senator PiS Stanisław Kogut i przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak. Twierdzą oni, że Doda z premedytacją obraziła uczucia religijne "wielu milionów osób", bo porównała twórców Biblii do narkomanów i alkoholików.

- Menedżerka Dody autoryzowała wywiad. Pobił on rekord klikalności w Dziennik.pl - zeznała dziennikarka, która go przeprowadzała.

"Napruty" - pozytywnie nastawiony

Z odczytanych przez sąd wyjaśnień ze śledztwa wynika, że w prokuraturze Doda nie przyznawała się do zarzutu. Mówiła, iż nie miała zamiaru nikogo obrazić, bo "jest pokojowo nastawiona do ludzi". Według niej "napruty" oznacza "pozytywnie nastawiony", a "zioła z pewnością były lecznicze, bo wtedy aspiryny nie było".

W śledztwie powołano trzech biegłych - językoznawcę i dwóch biblioznawców (świecki i duchowny). Biegli uznali, iż Doda częściowo znieważyła publicznie przedmiot czci religijnej. Obrońca Doroty Rabczewskiej złożył wniosek o umorzenie sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. W sierpniu ubiegłego roku sąd odrzucił jednak wniosek.

Kolejna rozprawa w lipcu

- Nie można mówić, że czyn oskarżonej ma znikomą szkodliwość społeczną. Choć pokrzywdzonych w sprawie ustalono dwóch, to pani Rabczewska jest osobą publiczną, której postawa i styl bycia może stanowić wzór do naśladowania - uznał sąd.

Podczas poniedziałkowej rozprawy proces odroczono jednak do 27 lipca, gdy Doda ma składać wyjaśnienia, a zeznawać mają biegli.

Według sądu należy też sprawdzić, czy istnieje konflikt między Rabczewską a Nowakiem, który w sprawie jest oskarżycielem posiłkowym. Wcześniej inicjował także śledztwo o obrazę uczuć religijnych przeciw ówczesnemu partnerowi piosenkarki, muzykowi Nergalowi.

IAR, PAP, wit

Czytaj także

Ruszył proces Nergala za „Biblię – księgę kłamstw”

29.06.2011 18:16
Adam Darski jest oskarżony o obrazę uczuć religijnych. W środę przed gdyńskim sądem rozpoczął się jego proces.
Ruszył proces Nergala za Biblię  księgę kłamstw
Foto: PAP/Barbara Ostrowska

Na koncercie w 2007 Darski podarł Biblię i nazwał ją "księgą kłamstw". Doniesienie do prokuratury złożyli w tej sprawie posłowie PiS oraz Ryszard Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami. Koncert obejrzeli w Internecie.

Impreza była biletowana

Nergal potwierdził w sądzie, że opisana sytuacja zdarzyła się rzeczywiście, ale na biletowanym koncercie. Lider metalowej grupy Behemoth przyznał, że zespołowi zależy, by na występy przychodziły osoby rzeczywiście zainteresowane muzyką, a nie postronne, które mogą mylnie zrozumieć przekaz. Darski zapewnił, że nikt z uczestników koncertu nie poczuł się urażony, a darcie Biblii i towarzyszące temu słowa były metaforą artystyczną.

- Jestem wolnym człowiekiem, żyjącym - mam nadzieję, w wolnym kraju. Mimo, że publicznie nie uznaję wartości zawartych w Biblii czy Dekalogu, to nie znaczy, że nie jestem porządnym, pożytecznym człowiekiem - powiedział.

W trakcie zeznań Nergal bronił się przypominając także, że na bilecie znajdowała się adnotacja o zakazie rejestrowania koncertu. - Zapis, który znalazł się w internecie, był więc wykonany nielegalnie - powiedział Darski.

W środę zeznania składał także Ryszard Nowak, który występuje jako oskarżyciel posiłkowy. Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami powiedział, że Darski nie jest dla niego artystą, ale "śpiewającym satanistą" i dodał, że uznaje Darskiego za "osobę niebezpieczną".

Sprawa była już w sądzie

Sprawa obrazy uczuć religijnych była już rozpatrywana przez prokuraturę. Pierwsze postępowanie wszczęto z urzędu w lutym 2008 r. Śledztwo umorzono, ponieważ Nowak okazał się jedynym uważającym się za "pokrzywdzonego" w tej sprawie. Polskie prawo wymaga w takiej sytuacji co najmniej dwóch osób. Później sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Gdyni, który sprawę umorzył. Od tego postanowienia odwołała się prokuratura oraz pokrzywdzony - Nowak. We wrześniu ub.r. gdański Sąd Okręgowy nakazał ponownie rozpatrzyć sprawę.

Przed środową rozprawą, przed wejściem do gdyńskiego sądu, manifestowali członkowie Ruchu Poparcia Palikota, którzy chcieli w ten sposób wesprzeć Darskiego.

Wcześniej Ryszard Nowak złożył też doniesienie do prokuratury na byłą partnerkę Adama Darskiego, Dorotę Rabczewską. Doda powiedziała w wywiadzie dla „Dziennika”, że "bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię", bo - jej zdaniem - "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła". Nowak i kilkoro posłów PiS poczuli się tekstem obrażeni. Rozprawa w tej sprawie została wyznaczona na 27 lipca.

IAR / PAP, wit