X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

Płk. Kukliński bez Orła Białego. Kapituła odmawia

02.08.2012
0 0 0
Pułkownik Ryszard Kukliński
Pułkownik Ryszard KuklińskiFoto: senat.gov.pl/ Mathiasrex/Wikimedia Commons
Kapituła Orderu Orła Białego odmówiła wystąpienia do prezydenta o nadanie pośmiertnie pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu orderu – informuje wpolityce.pl.

Informację podał portal wpolityce.pl, powołując się na byłego rzecznika pułkownika, a obecnie rzecznika Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych Jerzego Bukowskiego, To właśnie POKiN wystąpiło do Kapituły w sprawie orderu.

Jak napisano w komunikacie krakowskiej organizacji, wnioskowała ona o nadanie najwyższego polskiego odznaczenia Kuklińskiemu od 2004 roku, gdy zmarł. Ostatni raz w tej sprawie POKiN miał zwracać się do Kapituły w czerwcu tego roku, sugerując nadanie orderu 15 sierpnia, w dniu Święta Żołnierza.

W tekście opublikowanym na portalu Porozumienie krytykuje decyzję Kapituły, podkreślając że jest ona jedynie „organem doradczym” przy prezydencie i to on decyduje kto order otrzymuje, a kto nie. W notce prasowej podkreślono, że „zdaniem wielu środowisk patriotycznych postawa płk. Kuklińskiego (…) godna jest uhonorowania Orderem Orła Białego”.

Zobacz - Radia Wolności>>>

Pułkownik Kukliński (1930 - 2004) służył w Ludowym Wojsku Polskim, gdzie jako młody oficer trafił do sztabu. Na początku lat 70. nawiązał współpracę z Centralną Agencją Wywiadowczą USA, przekazując jej przez lata tajne dokumenty dotyczące wojskowości Związku Radzieckiego i państw Układu Warszawskiego. Przekazał także USA plany dotyczace wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

W obliczu bezpośredniego zagrożenia dekonspiracją, Kukliński wraz z żoną i dwoma synami uciekł z Polski i z pomocą CIA dotarł do Stanów Zjednoczonych na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku. Trzy lata później, 23 maja 1984 roku został przez sąd wojskowy w Warszawie zaocznie skazany na karę śmierci. Po 1990 roku został zrehabilitowany.

Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Zobacz serwis specjalny - stan wojenny>>>

Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

sg

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zrobiłem to, co miałem zrobić

Najwyższa pora pokazać ludziom fakty, a oni już sobie wszystko sami poukładają - mówi reżyser filmu o płk. Kuklińskim.
Obejrzyj
gry-wojenne 480x384

Z reżyserem filmu "Gry wojenne" Dariuszem Jabłońskim, poświęconemu historii płk. Ryszarda Kuklińskiego, rozmawia Petar Petrović.

Zapraszamy do wysłuchania audycji Dariusza Bugalskiego "Klub Trójki", którego gośćmi będą autor filmu "Gry wojenne", Dariusz Jabłoński oraz gen. Bolesław Balcerowicz.  Środa 21 stycznia godzina 21:00. Program Trzeci Polskiego Radia.

 

Oglądając „Gry wojenne” można odnieść wrażenie, że postać płk. Kuklińskiego nie tylko pana zaciekawiła, ale wręcz zafascynowała.

Gdy nie ma fascynacji, nie ma powodu aby robić film. Ryszard Kukliński zaintrygował mnie jako człowiek, który budził wiele kontrowersji, ale jednocześnie jako człowiek, o którym nie było zbyt wiele wiadomo. W pierwszej połowie lat 90. pojawiały się co jakiś czas dziwne szczątkowe informacje, które często sprawiały wrażenie sterowanych czy preparowanych.  Byłem pewien, iż jest to jedynie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. Kiedy po światowym sukcesie mojego poprzedniego filmu pt. „Fotoamator” miałem szansę wybrać sobie kolejny temat, pomyślałem, że chciałbym za pomocą kamery opowiedzieć właśnie jego historię. Dowiedzieć się prawdy o nim, zobaczyć na czym polega jego tajemnica. Wtedy nie przypuszczałem nawet, że realizacja tego filmu będzie trwała aż tak długo. Oczywiście, rozpoczęcie zdjęć uzależniłem od tego, czy pułkownik Kukliński wyrazi zgodę na ten projekt i udzieli mi obszernego wielogodzinnego wywiadu. To właśnie okazało się największym problemem.

Kiedy spotkaliście się po raz pierwszy? 

To był rok 1998. Czekałem na niego w warszawskim domu Józefa Szaniawskiego, pełniącego wówczas funkcję jego pełnomocnika. I wtedy, nagle, wszedł Kukliński… Myślę, że każdy, przy pierwszym spotkaniu z nim, doznał podobnego poczucia kompletnego kontrastu pomiędzy tym

On nie powiedział mi tego wprost, ale wyglądał na całkowicie wypalonego

co o nim słyszał, a tym kogo zobaczył. Do pokoju wszedł człowiek niskiego wzrostu, o bardzo delikatnej strukturze, nieśmiały. W rozmowie - bardzo daleki od wszelkiej pozy. Niestety, okazało się, że nie ma on żadnej ochoty na film.

Film mógł zmienić negatywną opinię jaką część społeczeństwa, a przede wszystkim niektórzy politycy i media, żywiły do jego osoby.

On nie powiedział mi tego wprost, ale wyglądał na całkowicie wypalonego. Po śmierci synów te sprawy już go nie obchodziły. „Zrobiłem to co miałem zrobić, a to już wasz a nie mój problem jak to oceniacie. Oceni mnie historia, a ja nie zrobię nic żeby na nią wpłynąć” – takie słowa najlepiej pasowałyby do opisania jego reakcji na moje próby przekonania go do udziału w filmie.  

Jak wyglądały wasze spotkania?

Spotykaliśmy się wielokrotnie, byłem jedną z nielicznych osób, które znały jego adres amerykański. W efekcie, po kilku latach zbliżyliśmy się ze sobą na tyle, że zaczął odkrywać przede mną swoją prywatność. Zawiózł mnie nad swoje ulubione jezioro, które przypominało nasze Mazury. Pamiętam jak pokazał mi plażę, teraz pokazaną w moim w filmie.  Nic nie tłumaczył, nic nie wspominał, nic nie opisywał. Gawędziliśmy przede wszystkim wieczorami, kiedy siedzieliśmy u niego. Potrafił się wtedy bardzo zapalać i opowiadać epizody ze swojego życia. Ale było i tak, że długo milczał by nagle przerwać ten stan, i opowiedzieć jakąś scenę ze szkoły oficerskiej. Przy całym swoim zamknięciu, wypaleniu, potrafił bardzo szybko przejść do stanu wzruszenia. I palił, cały czas palił jednego papierosa za drugim. Było wyraźnie widać, że jest to człowiek bezbronny, szalenie samotny.  

Próbowałem przełamać jego opór mówiąc, że tego filmu potrzebujemy nie tylko my, ale – głównie! - nasze dzieci, przyszłe pokolenia

W jaki sposób „zmiękczał” pan pułkownika, w końcu wyraził swoją zgodę na nakręcenie filmu…?

Przeczytałem na jego temat wszystko co wtedy było możliwe do przeczytania, czyli to co udało się zdobyć. Plus wspomniane rozmowy, osobiste kontakty. Powoli opór pułkownika zaczął słabnąć. Myślę, że dużą rolę w tym procesie zbliżenia odegrało obejrzenie przez niego mego „Fotoamatora”. Wyraźnie był nim poruszony. Stwierdził wtedy wprost: jest to uczciwie zrobiony film. Powiedział, że wierzy już, iż mógłbym zrobić o nim dobry film. I zaraz dodał, że możemy go zrobić, choć on w nim nie weźmie udziału. 

Próbowałem przełamać jego opór mówiąc, że tego filmu potrzebujemy nie tylko my, ale – głównie! - nasze dzieci, przyszłe pokolenia. To także nie przyniosło rezultatu. Poznając go, jego otoczenie zrozumiałem, iż największą wartością dla niego w obecnej chwili jest wnuk. Któregoś dnia powiedziałem mu, że jeżeli nie widzi powodu by wypowiedzieć się dla nas, to niech to zrobi dla swojego wnuka. Wnuka, który kiedyś spyta kim był dziadek i co zrobił. Efekt tych słów nie był szybki, ale na pewno coś się w nim poruszyło. Podczas naszych spotkań, wielokrotnie mogłem włączyć kamerę, zrobić zdjęcie... Ale rezygnowałem z tego świadomie, chcąc pokazać, że nie chcę mieć tylko pięciu minut,  chcę mieć z nim poważną rozmowę.

Co skłoniło pułkownika do tego, by ostatecznie panu zaufać?

Być może jakiś wpływ miało to, że Benjamin Weiser wreszcie zbierał się do zakończenia książki o nim, a pisał ją przez dziesięć lat. W styczniu 2003 roku pułkownik wyraził zgodę na film, warunkował ją jedynie dniem, w którym praca Weisera zostanie upubliczniona. Argumentował to tym, że Weiser ma dostęp do archiwów CIA i opublikuje fakty, co do których on nie był jeszcze pewien czy może o nich mówić. Nie miałem wyboru, dalej czekałem.

We wrześniu 2003 pułkownik przyjechał do Polski. Odwiedził mnie w moim domu, który – jak stwierdził - okazał się być bardzo podobny do jego starego, na ulicy Rajców. Poznał moich dwóch synów. Reakcja pułkownika  uświadomiła mi, że pomiędzy nimi była dokładnie ta sama różnica wiekowa - trzy lata - co pomiędzy jego synami. Podczas kolacji poprosiłem go o to abyśmy

Umówiliśmy się na spotkanie 20 lutego. 8 lutego dostałem telefon, że jest nieprzytomny po wylewie… 11 zmarł

nie czekali na wydanie książki i porozmawiali jak najszybciej. Powiedział: „Aaa, pan się boi, że ja umrę?!” Zapewnił: „Proszę pana, ja się nigdzie nie wybieram, niech się pan nie boi, zdążymy to zrobić. Będę żył jeszcze co najmniej 10 lat”. W takiej sytuacji już nie wypadało nalegać. Na początku stycznia 2004 ukazała się w Stanach książka Weisera. Zadzwoniłem do pułkownika 22 stycznia i powiedziałem „no, słowo oficera, kobyłka u płotu”. Zgodził się, nie bez ociągania. Umówiliśmy się na spotkanie 20 lutego. 8 lutego dostałem telefon, że jest nieprzytomny po wylewie… 11 zmarł.

Nie myślał pan, że to wydarzenie ostatecznie pogrzebie szansę na powstanie filmu?

Oczywiście, zastanawiałem się nad sensem robienia tego filmu. Miałem uczucie, że to wszystko powinno zostać między nami. Przekonał mnie Andrzej Fidyk, przyjaciel, dokumentalista. Argumentował: jestem jedną z nielicznych osób, które poznały go od strony prywatnej. I miałem zgodę Kuklińskiego. Gdy przyjechaliśmy z ekipą i jego przyjacielem, Józefem Szaniawskim do domu pułkownika w Stanach, nie miałem planu, co będę robił. Pomyślałem, że może nakręcę jego dom, jezioro, jego plażę… Ślad po człowieku. Co z tego wyniknie, zupełnie nie wiedziałem. Patrzyłem na jego gabinet, krzesło na którym siedział kiedy rozmawialiśmy. Na tarasie jeszcze leżała jego zapalniczka i popielniczka ze zgaszonym papierosem. Wtedy pani Kuklińska powiedziała, że jeżeli chcemy się z Nim zobaczyć, to w sąsiednim pokoju stoi urna. Wszedłem i zobaczyłem ołtarzyk z płonącymi świecami i kwiatami.

Kiedy pomyślał pan o tym, że żona pana Kuklińskiego może stać się jedną z  głównych bohaterek pana filmu?

Ten film zaczęło pisać samo życie, a ja jedynie próbowałem to wiernie zarejestrować. Zacząłem rozmawiać z panią Hanią, bez kamery, bez mikrofonu. Najpierw zorientował się dźwiękowiec i podsunął mikrofon. Później operator, bez włączania światła, zaczął rejestrować. Rozmowa była poruszająca, trwała półtorej godziny. Żona opowiadała o jego śmierci, o jego życiu. Po 3 dniach zdjęć w domu zaczęliśmy się pakować, i wtedy padła ta nieoczekiwana prośba byśmy zabrali samochodem urnę na uroczystości żałobne w Waszyngtonie. A później okazało się, że urny są

Ten film zaczęło pisać samo życie, a ja jedynie próbowałem to wiernie zarejestrować

dwie: druga kryje w sobie prochy syna Waldemara, który zginał 10 lat wcześniej. Nikt by nie odmówił wdowie. Kamera bardzo dokładnie zarejestrowała szok na mojej twarzy. W ten sposób życie postawiło mnie przed kamerą. To był najtrudniejszy moment w moim życiu dokumentalisty.
Kiedy szykowaliśmy się do odjazdu, pani Hania nagle powiedziała, że w jego gabinecie znajdują się zdjęcia, które mogą nas zaciekawić. Pokazała jedno zdjęcie, drugie, a później wyciągała kolejne pudełka z szafy. Cofaliśmy się w ich życiu, aż do dzieciństwa. Trwało to ze cztery godziny. W którymś momencie pani Kuklińska. Włączyła płytę, która leżała na biurku i okazało się, że znajduje się na niej psalm, którego pułkownik bardzo często słuchał. Nic z tego co wydarzyło się w tym czasie nie było przez nas inspirowane. To, że możemy to teraz zobaczyć w filmie to zasługa moich ludzi, którzy nie stracili głowy.

Potem jechaliśmy dwadzieścia kilka godzin do Waszyngtonu, siedziałem przy jego urnie… A miałem przecież rozmawiać z żywym człowiekiem. I ciągle nie wiedziałem kim był ten człowiek.

Dotarł pan do najważniejszych postaci tamtych wydarzeń, zarówno Polaków, jak i Rosjan i Amerykanów. Każdy otrzymał od pana swoje „pięć minut”.

Od samego początku chciałem by w filmie wypowiedziały się wszystkie strony

Od samego początku chciałem, by w filmie wypowiedziały się wszystkie strony. Wydawało mi się, że większość polskiego społeczeństwa nie ma wystarczającej wiedzy na temat Kuklińskiego. Nie wie co zrobił, nie zna faktów, nie widziało dokumentów. Kuklińskiego sprowadzono zaś do roli katalizatora walki pomiędzy tymi, którzy opowiadali się „za” albo „przeciw” PRL-owi. Wierzę, że tym, którzy nie muszą bronić swoich życiorysów i nie mają interesu, by klasyfikować Kuklińskiego jako zdrajcę, czy bohatera, a chcą poznać człowieka i fakty, ten film może pomóc.

Przytacza pan i prezentuje ogrom dokumentów i materiałów, większość z nich nie była do tej pory prezentowana.

To co przedstawiam w wersji kinowej, to tylko skromna część tego do czego udało nam się dobrać. Jeżeli nie zajmuję się np. poglądem, jakoby pułkownik był podwójnym agentem, to dlatego, że sprawdziłem dokładnie ten trop i w historii Kuklińskiego nie ma on, według mnie, większego znaczenia. Natomiast dla Polski i owszem,  i opowiem o tym wątku w serialu. Żeby zacytować ten czy inny dokument przeczytałem tysiące innych. Ogromny sztab moich współpracowników, pod kierownictwem moich znakomitych producentek: Violetty Kamińskiej i Izy Wójcik, pracując przez pięć lat, doprowadził do odtajnienia praktycznie wszystkich dokumentów dotyczących Kuklińskiego a znajdujących się w polskich archiwach. Widziałem teczki Kuklińskiego z 1950 roku, widziałem życiorysy pisane jego ręką w 1947 roku, ale także materiały z procesów w 1984 roku oraz z lat 90. Pracę, którą wykonaliśmy, można nazwać historycznym dziennikarstwem śledczym. Znaleźliśmy dokumenty rosyjskie. Doprowadziliśmy do tego, że CIA odtajniła pakiet związanych z pułkownikiem dokumentów.

„Jeżeli on nie jest zdrajcą to kim my jesteśmy?” powiedział generał Jaruzelski. Czy widzowie otrzymają jednoznaczną odpowiedź?

Wierzę, że ludziom nie trzeba podawać odpowiedzi na tacy, szczególnie w sprawie budzącej takie emocje. Najwyższa pora pokazać im fakty, a oni już sobie to sami poukładają. W znakomitej książce Weisera nie znajdzie pan fotokopii żadnego dokumentu. Może pan wierzyć jej autorowi lub nie. Co więcej, sam Weiser ich również nie widział.  W naszym filmie wszystko ma poparcie w dokumentach, którymi dysponuję, do których można zajrzeć. Nasze źródła

Wierzę, że ludziom nie trzeba podawać odpowiedzi na tacy, szczególnie w sprawie budzącej takie emocje, najwyższa pora pokazać im fakty, a oni już sobie to sami poukładają

pokazują problem z punktu widzenia trzech stron. Bez relacji Rosjan i dokumentów Układu warszawskiego nie można zrozumieć sytuacji Kuklińskiego do końca. Ten film robiłem przede wszystkim dla tych, którzy chcą znać prawdę i są nieufni wobec historii Kuklińskiego. Historii tak niezwykłej, że aż trudnej do uwierzenia.

Niech każdy wyciągnie swoje wnioski z faktów, nie chcę nikomu niczego narzucać, czy wyręczać w myśleniu. Załóżmy, że Układ Warszawski wygrałby ten konflikt, pytaniem jest co z tego miałaby Polska? W czyim interesie mieliśmy zaatakować Danię i północne Niemcy? Jeżeli chodzi o potencjalną wojnę, to, w świetle choćby zmian w statucie sił zbrojnych Układu Warszawskiego z 1979 roku, nie miało znaczenia co myśleli i czego chcieli polscy generałowie, bo jeśliby dostali rozkaz w kopercie z Moskwy, to musieliby go wykonać. Decyzje podejmowano gdzie indziej.



 

Gry wojenne - zwiastun



 
0 0 0

Czytaj także

Kontrowersyjna propozycja dla nowego prezydenta

Rada Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych wezwała Bronisława Komorowskiego, aby po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta, pośmiertnie uhonorował Orderem Orła Białego oraz awansem generalskim pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

W liście do prezydenta elekta Rada sugeruje, by decyzja została ogłoszona 15 Sierpnia - w Dniu Święta Żołnierza. Kombatanci podkreślają, że pułkownik Kukliński był niezłomnym żołnierzem, "który z narażeniem życia własnego oraz rodziny podjął się z patriotycznych pobudek samotnej misji przeciw sowieckiemu imperium zła".

Rada zwraca uwagę, że ocena działalności pułkownika Kuklińskiego wciąż jeszcze dzieli Polaków. Dlatego - według organizacji - tak ważne jest, aby nowy prezydent wykonał wkrótce po zaprzysiężeniu jednoznaczny gest, świadczący o tym, do jakich tradycji chce nawiązywać w trakcie swego urzędowania. - Będzie on również świadczyć o Pańskim stosunku do PRL i o traktowaniu przez Pana imponderabiliów narodowych - pisze Rada.

sm

0 0 0

Czytaj także

Zniszczono pomnik Kuklińskiego. "Śmierć USA"

13.12.2011
0 0 0
Zniszczono pomnik Kuklińskiego. Śmierć USA
Foto: (fot. PAP/Stanisław Rozpędzik)
Nieznani sprawcy uszkodzili w nocy z poniedziałku na wtorek popiersie płk. Ryszarda Kuklińskiego w Parku im. H. Jordana w Krakowie.
Posłuchaj
00'31 Jerzy Bukowski, były reprezentant prasowy Kuklińskiego, o sprawie

Policja poszukuje sprawców.  Sprawcy zamalowali napis "pułkownik" i dopisali pod nazwiskiem słowo "zdrajca". Z boku pomnika namalowali napis "śmierć USA", pomalowali też czerwoną farbą lewe ramię popiersia. Na miejsce przyjechali policjanci, którzy zabezpieczają ślady.

>>> Czytaj więcej w serwisie stan wojenny <<<


W nocy redakcja "Gazety Krakowskiej" dostała maila od sprawców:

"Dzisiejszej nocy zniszczyliśmy pomnik zdrajcy, Ryszarda Kuklińskiego, znajdujący się w krakowskim parku im. H. Jordana.

Akcja ta jest wyrazem sprzeciwu wobec kultu zdrajcy. Zdrajcy, który sprzeniewierzył się złożonej przysiędze wojskowej dla własnych korzyści, zagrażając Państwu i Narodowi. Umieszczenie jego popiersia w bezpośrednim sąsiedztwie tak oddanych Polsce patriotów jak generał Maczek, generał Anders, generał August "Nil" Fieldorf czy rotmistrz Pilecki uważamy za zamach na same podstawy służby Państwu i Narodowi.

Zamach, który leży w interesie tych, którzy w Polsce widzą pas startowy dla amerykańskich samolotów; tych, którym w smak jest dekonstrukcja Wojska Polskiego oraz jego etosu i uczynienie z polskiej armii korpusów ekspedycyjnych USA; tych, którzy nie dostrzegają ogromnego spustoszenia, jakie w polskim społeczeństwie, gospodarce i kulturze poczyniły w ostatnich dwóch dekadach wpływy amerykańskiego neokolonializmu.

Kult zdrajcy, Ryszarda Kuklińskiego ps. "Jack Strong", powinien być zwalczany aż do całkowitego wyplenienia.

Śmierć NATO.
Śmierć CIA.
Śmierć USA.

Czołem Wielkiej Polsce!"

"To barbarzyństwo"

Zdewastowanie pomnika potępił były reprezentant prasowy Kuklińskiego w Polsce i rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (POKiN) w Krakowie Jerzy Bukowski.

- Uważamy, że nieprzypadkowo zrobiono to w rocznicę stanu wojennego. Jest to barbarzyństwo zrobione przez ludzi, którzy po prostu nie rozumieją tego, co płk Kukliński zrobił dla Polski i dla uratowania światowego pokoju. To właśnie on, a nie generał Jaruzelski zrozumiał polską rację stanu - powiedział Bukowski.

Przypomniał, że w ostatnich dniach kombatanci z POKiN zwrócili się do marszałek Sejmu i przewodniczących klubów parlamentarnych o uhonorowanie płk. Kuklińskiego jednozdaniową uchwałą Sejmu o treści: "Pułkownik Ryszard Kukliński dobrze zasłużył się Rzeczypospolitej Polskiej". Ponadto, od wielu lat zabiegają u kolejnych prezydentów Rzeczypospolitej o uhonorowanie płk. Kuklińskiego Orderem Orła Białego i awansem generalskim.

Polski szpieg

Pułkownik Ryszard Kukliński był oficerem Ludowego Wojska Polskiego. Uprzedził Amerykanów o zamiarze wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, przekazał im plany tej operacji oraz inne tajemnice Układu Warszawskiego. Kukliński został przerzucony do USA, gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem.

W 1984 roku sąd w PRL wydał na niego wyrok śmierci, który w 1995 r. uchylono. Zmarł 11 lutego 2004 roku w Tampie na Florydzie. Jego prochy zostały sprowadzone do Polski i złożone w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
Kukliński jest Honorowym Obywatelem Miasta Krakowa. Od 2006 roku jego popiersie znajduje się w Parku im. dr. H. Jordana w Krakowie, stanowiacym największą w kraju galerią rzeźby na otwartym powietrzu.

Zobacz galerię DZIEŃ NA ZDJĘCIACH >>>

Znajduje się tam ponad 40 popiersi sławnych i wybitnych Polaków. Najstarsze, przedstawiające m.in. Tadeusza Kościuszkę i Henryka Jordana wykonane są z marmuru. Nowsze, ustawiane od końca lat dziewięćdziesiątych ub. wieku, odlano z brązu. Są to postaci m.in.: prymasa Stefana Wyszyńskiego, papieża Jana Pawła II, Józefa Piłsudskiego, księdza Jerzego Popiełuszki, kardynała Adama Sapiehy, Ignacego Paderewskiego, Marii Skłodowskiej-Curie, Zbigniewa Herberta i płk. Ryszarda Kuklińskiego.

/



PAP, Gazeta Krakowska/ sm

0 0 0

Czytaj także

Kraków: "zdrajca" na popiersiu płk. Kuklińskiego

11.02.2012
0 0 0
Kraków: zdrajca na popiersiu płk. Kuklińskiego
Foto: fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Nieznani sprawcy zdewastowali w nocy popiersie płk. Ryszarda Kuklińskiego w Parku Jordana w Krakowie.

Sprawcy dewastacji zamalowali farbą słowo "pułkownik" i dopisali pod nazwiskiem Kuklińskiego "zdrajca". Z boku cokołu znalazł się przekreślony skrót CIA i znak przedwojennych, skrajnie prawicowych organizacji.

Napisy odkrył przewodniczący Towarzystwa Parku im. dra Henryka Jordana Kazimierz Cholewa, który przyszedł w rano, by przygotować miejsce przed uroczystościami. W sobotę przypada ósma rocznica śmierci Kuklińskiego.

Policjanci zabezpieczają na miejscu ślady. Wyczyszczenie pomnika może być trudne z uwagi na bardzo niską temperaturę.

- Jestem oburzony tym, co się stało. Rozumiem, że pułkownik dalej stanowi zagrożenie dla tych wizji historii, jakie wciąż usiłują narzucić siły postkomunistyczne - powiedział dawny reprezentant prasowy płk. Kuklińskiego Jerzy Bukowski. - Nie wykluczam, że to zdarzenie może mieć związek z tym, że klub Solidarna Polska złożył w piątek w Sejmie projekt uchwały upamiętniającej płk. Kuklińskiego - dodał.

Pułkownik Ryszard Kukliński był oficerem Ludowego Wojska Polskiego. Uprzedził Amerykanów o zamiarze wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, przekazał im plany tej operacji oraz inne tajemnice Układu Warszawskiego. Kukliński został przerzucony do USA, gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem.

W 1984 roku sąd w PRL wydał na niego wyrok śmierci, który w 1995 roku uchylono. Zmarł 11 lutego 2004 roku w Tampie na Florydzie. Jego prochy zostały sprowadzone do Polski i złożone w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.

Poprzednio pomnik został zniszczony w rocznicę stanu wojennego. Kukliński jest Honorowym Obywatelem Krakowa. Jego popiersie w Parku Jordana zostało odsłonięte w 2006 roku.

PAP,kk

0 0 0

Czytaj także

Polska miała okupować Danię i Holandię

26.04.2012
0 0 0
Mapa sztabowa z planami ataku na Europę północno-zachodnią
Mapa sztabowa z planami ataku na Europę północno-zachodniąFoto: Ze zbiorów IPN
W czasach PRL uzależnione od Sowietów Wojsko Polskie miało – w ramach tzw. Frontu Polskiego – atakować północne Niemcy, Danię i Holandię

Wojska Frontu Polskiego miały być wyposażone w 177 taktycznych rakiet jądrowych i 17 atomowych bomb lotniczych. Uderzenia nuklearne planowano m.in. na Kopenhagę, Bremę, Amsterdam, Rotterdam i Antwerpię.

Front Polski miał dysponować siłą 2700 czołgów, 2459 dział i moździerzy i 417 samolotów. Informacje te zawiera artykuł Daniela Koresia „Front Polski”, zamieszczony w pierwszym numerze „pamięci.pl” – nowego, popularnego pisma IPN.

Jak pisze Daniel Koreś „latem 1944 roku, u zarania istnienia Armii Polskiej w ZSRS, wśród jej kadry dowódczej oraz przywódców Polskiej Partii Robotniczej, pojawił się zamysł zorganizowania (na wzór sowiecki) wyższego związku operacyjnego: Frontu Polskiego”. Miał on stać się symbolem znaczenia ludowego polskiego wojska jako najważniejszego sojusznika Armii Czerwonej.

Gdy władza komunistyczna w Polsce okrzepła,  plany stały się bardziej realne i miały na celu wojnę z Zachodem.  W różnych postaciach idea Frontu Polskiego była aktualna do końca panowania komunistów w Polsce, a jego kres formalnie położyło dopiero rozwiązanie struktur Układu Warszawskiego w lutym 1991 roku.

W latach siedemdziesiątych XX wieku planowano przeznaczyć na potrzeby Frontu Polskiego około 600 tysięcy polskich żołnierzy. Choć plan Front Polskiego miał założenie "odparcia ataku", to, jak wspominał po latach jeden z uczestników ćwiczeń, „obrony nie przewidywano”.

Zobacz serwis specjalny - Radia Wolności>>>

Front Polski był również formą uzależnienia polskich sił zbrojnych  od Sowietów. Czytelnicy „pamięci.pl” dostana jako bonus odtajnioną mapę inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Zachód. 25 lutego 1970 roku zatwierdził ją minister obrony PRL gen. Wojciech Jaruzelski.

Zobacz galerię - dzień na zdjęciach>>>

źr. IPN/ mch

0 0 0