X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

Gdańsk: sąd ogłosił upadłość Amber Gold

20.09.2012
Biuro Amber Gold
Biuro Amber GoldFoto: Zorro2212/Wikimedia Commons
Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ ogłosił upadłość likwidacyjną spółki Amber Gold. Sąd wezwał wierzycieli firmy do zgłoszenia wierzytelności w ciągu trzech miesięcy.
Posłuchaj
00'19 Piotr Sielicki, reprezentant poszkodowanych przez Amber Gold

Jak Informuje TVN CNBC sąd ogłosił postanowienie po rozpatrzeniu wniosku osoby fizycznej o ogłoszenie upadłości układowej. Wyjaśnił jednocześnie, że sąd po rozpoznaniu sprawy oddalił wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu i ogłosił upadłość likwidacyjną.

Nie wiadomo, więc jaka jest wartość ujawnionego i zabezpieczonego majątku upadłej spółki oraz jakie są koszty postępowania upadłościowego. Nieoficjalnie mówi się, że zarządca przymusowy oszacował majątek Amber Gold na około 100 milionów złotych.

Ogłoszenie upadłości oznacza, że nie można pozwać spółki. Dlatego jak poinformował Piotr Sielicki, dotychczasowy reprezentant poszkodowanych przez Amber Gold, złożony zostanie nowy pozew, tym razem nie wobec spółki a przeciwko członkom jej zarządu.

Amber Gold to spółka, która inwestowała w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 roku. Klientom oferowała wysokie oprocentowanie inwestycji, znacznie przewyższające oprocentowanie lokat bankowych. W lipcu spółka zaprzestała działalności, a 13 sierpnia zapadła decyzja o jej likwidacji. Władze spółki zapowiedziały zwrot pieniędzy klientów, ale do dziś żadnych pieniędzy nie wypłacono. W związku z podejrzeniami, że Amber Gold jest piramidą finansową, przeszukano biura spółki i mieszkanie jej prezesa, Marcina P.

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi sześć śledztw w sprawie Amber Gold. Jej prezesowi Marcinowi P. postawiono między innymi zarzut oszustwa znacznej wartości. Grozi za to do 15 lat więzienia. Marcin P. jest w areszcie. Wcześniej orzeczono wobec niego siedem wyroków sądowych, z których trzy uległy zatarciu. Dotyczyły one między innymi oszustw, wyłudzeń kredytów i przywłaszczenia mienia.

Liczbę poszkodowanych klientów szacuje się na prawie 6 tysięcy, a ich roszczenia na 303 miliony złotych.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

sg

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Sędzia ze sprawy Marcina P. oskarżony o branie łapówek

19.09.2012
Sędzia ze sprawy Marcina P. oskarżony o branie łapówek
Foto: Glow Images/East News
Sędzia Janusz K. kilka lat temu skazał przyszłego szefa Amber Gold jedynie na grzywnę za oszukanie 10 osób i próbę wyłudzenia pieniędzy.

Jak ustalił "Superwizjer" TVN, K. - który przez wiele lat był sędzią sądu rejonowego w Kościerzynie - miał przyjmować łapówki przez 10 lat w okresie od roku 1998 do 2008. Łagodny wyrok w sprawie Marcina P. zapadł w 2006 roku. Sędzia nie przyznaje się do winy, nigdy nie trafił do aresztu. Jest zawieszony w sprawowaniu funkcji sędziego i wciąż pobiera pensję. Jego proces toczy się przed sądem rejonowym w Koszalinie.
Marcin P. (w ówczesnym czasie - jeszcze Marcin S., nazwisko zmienił później) trafił przed oblicze sędziego Janusza K. w 2006 roku. Był oskarżony o to, że na przełomie 2004 i 2005 roku jako zastępca prezesa firmy SAMPI oszukał 10 osób na nieco ponad tysiąc złotych oraz usiłował wyłudzić prawie sto złotych.
Czyn, którego się dopuścił był zagrożony karą od pół roku do ośmiu lat więzienia. Sędzia skazał jednak przyszłego szefa Amber Gold jedynie na grzywnę w wysokości tysiąca złotych uzasadniając, że był to "wypadek mniejszej wagi". Nie nakazał nawet naprawienia szkody, czyli oddania oszukanym ludziom pieniędzy.
Niska kara dziwi też z uwagi na to, że dwa miesiące wcześniej Marcin P. został skazany przez sąd rejonowy w Gdańsku na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za pomoc w podrobieniu dokumentów i usiłowanie oszustwa w innej sprawie.

Afera Amber Gold
O spółce zrobiło się głośno, kiedy problemy finansowe zgłosiły tanie linie lotnicze OLT Express. Amber Gold było ich głównym udziałowcem. W grudniu 2009 roku Komisja Nadzoru Finansowego zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Gdańsku, że Amber Gold może prowadzić działalność bankową bez odpowiedniej licencji.

Władze Amber Gold zdecydowały o likwidacji spółki. Firma poinformowała, że "w związku z zerwaniem lokat przez Amber Gold wszystkim klientom należy się zwrot pełnej kwoty kapitału wraz z odsetkami naliczonymi do dnia wypowiedzenia umowy".
Prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie działalności Amber Gold, postawiła prezesowi tej spółki Marcinowi P. siedem zarzutów, w tym oszustwa znacznej wartości na kwotę co najmniej 181 mln zł, za co grozi do 15 lat więzienia.

Amber Gold to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

IAR, PAP, kk

Czytaj także

"Ambergate" pogrąży Gowina? Kłopoty mnistra

20.09.2012
Jarosław Gowin
Jarosław GowinFoto: ms.gov.pl
- Filozof na czele ministerstwa sprawiedliwości w XXI wieku, to od początku oznacza kłopoty - mówił w Trójce Jerzy Domański, redaktor naczelny tygodnika "Przegląd".
Posłuchaj
12'25 "Komentatorzy" - 20 września 2012

"Dziennik Gazeta Prawna" twierdzi, że minister sprawiedliwości złamał prawo w przypadku kontroli akt procesów karnych twórcy Amber Gold. Gazeta pisze, że akta zostały wbrew przepisom wydane z sądów urzędnikom resortu. 20 sierpnia minister Jarosław Gowin miał zażądać od prezesa Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego wydania akt spraw Marcina P.

- Nasz dziennikarz Robert Zieliński dowiedział się, że taka rzecz nastąpiła - podkreślił w "Komentatorach" Grzegorz Osiecki, "Dziennik Gazeta Prawna". - Mamy potwierdzenie z Sądu Okręgowego z Gdańska, od pana prezesa Milewskiego, który twierdzi, że minister nie miał prawa tego żądać. Sędzia wydał te akta Sądowi Apelacyjnemu, który wydał je resortowi. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski mówi, że to jest po prostu złamanie prawa.

Jerzy Domański, redaktor naczelny tygodnika "Przegląd" uważa, że kłopoty z Jarosławem Gowinem są od początku objęcia przez niego teki ministra. - Jest filozofem o bardzo wyraźnych zainteresowaniach ideologicznych. Wypomniano mu w debacie, że sprawami, które dotyczą podstaw problemu z Amber Gold zajmował się jednostkowo, a In vitro i innymi kwestiami dziesiątki razy. Filozof na czele ministerstwa sprawiedliwości w XXI wieku, to od początku oznacza kłopoty.

Publicyści w Trójce mówili także o problemach koalicji rządzącej oraz o relacjach polsko-ukraińskich. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej - posłuchaj całej audycji!

Rozmawiał Krystian Hanke.

Czytaj także

Gowin odpiera zarzuty: nie złamałem prawa

20.09.2012
Jarosław Gowin
Jarosław GowinFoto: PAP/Tomasz Gzell
- Mam prawo występować o akta - mówił w rozmowie z Trójką Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości.
Posłuchaj
00'21 Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości

"Dziennik Gazeta Prawna" twierdzi, że minister sprawiedliwości złamał prawo podczas kontroli akt procesów karnych twórcy Amber Gold. Gazeta pisze, że akta zostały wbrew przepisom wydane z sądów urzędnikom resortu. 20 sierpnia minister Jarosław Gowin zażądał od prezesa Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego wydania akt spraw Marcina P. Milewski poinformował gazetę, że przepisy nie dają możliwości wydania akt ministrowi. Jednak akta wydał na "żądanie prezesa sądu apelacyjnego".

- Analizowaliśmy w ministerstwie czy mam podstawy prawne i sytuacja wygląda w ten sposób, że ustawa stwierdza, że jeżeli chodzi o nadzór nad sprawami nie mam takiego prawa. Natomiast jeśli chodzi o postępowanie dyscyplinarne, a przypomnę, że minister ma cały czas prawo do wszczynania postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów, mam prawo występować o akta - mówił w Trójce Jarosław Gowin.

Jan Bury, który był gościem "Salonu politycznego Trójki" jest innego zdania. Poseł PSL uważa, że Jarosław Gowin złamał prawo. - Oczekuję reakcji premiera w tej sprawie - mówił Bury w rozmowie z Beatą Michniewicz.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

Trójka/aj

Czytaj także

Sędzia Milewski straci posadę? Jest postępowanie

20.09.2012
Ryszard Milewski
Ryszard MilewskiFoto: PAP/Adam Warżawa
Może się dla niego zakończyć tylko upomnieniem. Ale w najgorszym przypadku prezesowi gdańskiego sądu grozi nawet wydalenie ze służby.
Posłuchaj
00'27 Marek Hibner, Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych (IAR)

Burza wokół Ryszarda Milewskiego rozpętała się po opublikowaniu przez "Gazetę Polską Codziennie" nagrania, które okazało się dziennikarską prowokacją. Sędzia pytał w nim rzekomego asystenta szefa kancelarii premiera, jak ma postępować w sprawie Amber Gold oraz posiedzenia sądu, na którym miało być rozpatrywane zażalenie na areszt dla Marcina P.

Decyzję o wszczęciu postępowania wyjaśniającego podjął  Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Marek Hibner. Wnioskowało o nie Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa.

Hibner poinformował, że 10 lub 11 października będzie chciał spotkać się z prezesem Milewskim i wysłuchać jego wyjaśnień. Wystąpił też do dziennika o udostępnienie pełnego nagrania.

- Jeżeli sędzia Ryszard Milewski nie zakwestionuje treści nagrań, to będę miał podstawy do zakończenia postępowania wyjaśniającego - powiedział Hibner.

Dopiero po tym Rzecznik Dyscyplinarny zdecyduje, czy wszczynać wobec sędziego Milewskiego właściwe postępowania.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

Wśród kar jakie sąd dyscyplinarny zastosować wobec prezesa Milewskiego są upomnienie, nagana, odwołanie ze stanowiska, przeniesienie do innego sądu na równorzędne stanowisko a nawet wydalenie ze służby.

tj