X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

Oszuści internetowi kradną coraz więcej

15.03.2010
0 0 0
550 milionów dolarów stracili łącznie Amerykanie w 2009 r. w wyniku oszustw za pomocą internetu, dwa razy więcej niż w roku poprzednim - podał w raporcie ośrodek śledzący tego rodzaju przestępstwa. Raport streścił poniedziałkowy "Los Angeles Times".

Tropieniem oszustw internetowych zajmuje się Internet Crime Complaint Center w Kalifornii, w którym agenci FBI współpracują z prywatnym ośrodkiem ds. walki z przestępczością finansową.

Centrum ostrzega, że oszuści używają coraz bardziej wyrafinowanych metod, w pełni korzystając z anonimowości poruszania się w sieci. Wzrost ogólnej kwoty, na jaką udało się im naciągnąć naiwnych, wynika też ze zwiększania się zasięgu internetu, z którego korzysta coraz więcej osób.

Najwięcej oszustw notuje się w Kalifornii. Najczęściej polegają one na niedostarczaniu towarów, które klienci zamówili w sieci i za nie zapłacili, albo ściąganiu zaliczek za nieistniejące towary lub usługi.

Wyrafinowane metody

W ub.r. wiele osób padło ofiarą oszustwa-szantażu, gdzie wysyłający e-maile przedstawiali się jako płatni zabójcy, którym zlecono zamordowanie adresata. Wymuszali w ten sposób wielotysięczne opłaty, grożąc ich zabiciem. Wiele tych e-maili wysłano z Afryki Zachodniej.

Przestępcy posługują się też wirusami, dzięki którym uzyskują wgląd do haseł i numerów rachunków bankowych ofiar. Wirusy takie, wysyłane w załącznikach, pozwalają złodziejom wykradać pieniądze z tych rachunków.

Centrum w Kalifornii radzi instalować w komputerach aktualne zabezpieczenia (firewalls), korzystać tylko z renomowanych portali sprzedaży internetowej i nie odpowiadać na e-maile niewiadomego pochodzenia.

to, PAP

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Amerykanie wydali 27 mld dolarów na prezenty

Tyle pieniędzy wydali mieszkańcy Stanów Zjednoczonych jedynie w formie online - podaje comScore.

Dokładna suma wydanych pieniędzy online to 27,12 mld dolarów. Okres badania przypadł na 1-24 grudnia.

To 5-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Największy wzrost sprzedaży online zanotowano we wtorek 15 grudnia - o 21 procent. Ostatni weekend przed świętami, w sporej mierze dzięki załamaniu pogody na Wschodnim Wybrzeżu, przyniósł wzrost o 13 procent - podaje comScore.

Wzrost wydatków na zakupy przedświąteczne świadczy o tym, że pomimo kryzysu, internet stał się domiunującym kanałem wybieranym przez konsumentów. W dużej mierze zawdzięcza to niższym cenom produktów, niż w tradycyjnym obiegu.

Sytuacja gospodarcza Amerykanów nadal jest ciężka, a wskaźniki bezrobocia cięgle szaleją.  

łk, DI, comScore

 

0 0 0

Czytaj także

Broń elektroniczna przeciwko cyberprzestępcom

Rząd Stanów Zjednoczonych przyznał, że Amerykanie nie są odpowiednio chronieni przed atakami cyberprzestępców. Według szefowej Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, potrzebne są natychmiastowe działania.

Podczas konferencji informatycznej w San Francisco Janet Napolitano stwierdziła, że elektroniczne włamania są coraz bardziej wymyślne i coraz groźniejsze. Jako przykład podała niedawny atak chińskich hackerów na system e-mailowy firmy Google.

Według Napolitano, rząd i sektor prywatny powininy wprowadzać zabezpieczenia intensywniej i szybciej. Sekretarz ogłosiła także specjalny konkurs dla firm i poszczególnych ekspertów. Chodzi o stworzenie nowej strategii mającej przypominieć użytkownikom, jak ważne są bezpieczne systemy informatyczne.

Były szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Michael Chertoff ma pomysł jeszcze bardziej radykalny: jego zdaniem, należy wyprodukować elektroniczną broń odstraszającą, na wzór arsenału jądrowego z czasów zimnej wojny.

to,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

0 0 0

Czytaj także

Towary, które nie istniały, kupiono za 800 tys. euro

Rumuńscy prokuratorzy poinformowali, że zatrzymano 34 osoby pod zarzutem fałszerstw internetowych o wartości 800 tysięcy euro. Podejrzani oferowali w internecie różne towary, które faktycznie nie istniały.

Rumuńska prokuratura podała też, że ofiarami oszustów padło ponad 800 osób w kilku krajach - w tym w USA, Kanadzie, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii.

Poinformowano również, że w tej samej aferze w Czechach przeszukano 10 domów i zatrzymano 10 osób.

W rozpracowywaniu przestępstwa rumuńskim organom śledczym pomagały FBI i CIA.

Rumuński sąd ma zadecydować w środę, czy zatrzymani zostaną aresztowani na 29 dni.

ag, PAP


0 0 0

Czytaj także

USA: FBI walczy o możliwość śledzenia Internautów

Największy obrońca wolności w Internecie może wkrótce sam śledzić swoich Internautów. FBI walczy, aby w USA wprowadzono rejestr odwiedzanych stron.

Przez Stany Zjednoczone, jak i przez cały świat, przetoczyła się ogromna debata na temat wolności Internetu. Pretekstem do dyskusji stał się atak chińskich hackerów na konta pocztowe amerykańskiej firmy Google. Gigant ostro skrytykował chińskie władze i oskarżył je o współudział w ataku (włamano się na konta zagranicznych dziennikarzy i ludzi związanych z opozycją). Kilka dni po tym fakcie, Chiny skrytykowała również sekretarz stanu USA, Hillary Clinton. Nawoływała ona wszystkie państwa na świecie o nie blokowanie treści w sieci, a Internet uznała za miejsce swobodnego przepływu idei.

Policja internetowa

Władze coraz częściej jednak myślą o kontroli Internetu. Powodem jest fakt, iż w sieci coraz częściej dochodzi do przestępstw. Bilans kradzieży, wyłudzeń i innych przestępstw w Internecie zaczyna przewyższać te popełniane w codziennym życiu. Nic dziwnego, że policja na całym świecie posiada specjalne jednostki do walki z cyber-przestępczością.

Skuteczność działań policji jest różnie oceniana. Rozbicie siatki pedofilii to na pewno sukces, ale biorąc pod uwagę liczbę stron z pornografią dziecięcą, nawet kilkuset przestępców to wierzchołek góry lodowej.

Dlatego władze szukają sposobu na kontrolę przepływu informacji w Internecie. W USA, Federalne Biuro Śledcze (FBI) chce, aby Kongres przyjął ustawę, która będzie nakazywała dostawcom Internetu, aby zapisywali i archiwizowali informacje na temat tego jakie strony odwiedzają ich klienci. Śledzenie dotyczyłoby wszystkich internautów, nie tylko tych podejrzanych o przestępstwo.

Dyrektor FBI Robert Mueller już w 2006 roku lobbował na rzecz przechowywania danych dotyczących odwiedzanych przez Internautów stron. Dwa lata później wyraźnie prosił Kongres  o uchwalenie prawa, które nakładałoby na dostawców obowiązek archiwizowania takich danych.

Walczą o prawo do śledzenia

FBI nie jest samo w propagowaniu idei śledzenie Internautów. Podobne zalecenia wspiera Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Podczas posiedzenia Online Safety and Technology Working Group, która została utworzona przez Kongres, Greg Motta, szef sekcji cyfrowej FBI, zapewnił, że biuro nie będzie zbierało takich danych jak treści email czy inne powstałe w sieci. – Wszystko co chcemy wiedzieć, to rekordy transmisji, adresy stron i inne szczegółowe informacje na temat samego przebywania w sieci – mówił Motta.

Wgląd w rejestry miałaby policja stanowa i federalna, a na ich podstawie mogłaby zarządzić na przykład przeszukanie mieszkanie.

Wprowadzenie rejestrów odwiedzanych stron internetowych zakłada, że firmy będą musiały gromadzić ogromne ilości danych, co jest niezwykle kosztowne. - W ciągu godziny notujemy 18 milionów odsłon – mówi jeden z przedstawicieli operatorów. Jak FBI chciałaby wyciągnąć z takiego ogromu informacji konkretne dane, czyli przykładowo dwa adresy – nie wiadomo.

na podst. CNET, rk

0 0 0

Czytaj także

Stają się ofiarami w internecie, bo nie czytają

Często internauci, nie czytając regulaminów, padają ofiarą właścicieli serwisów, którzy ukrywają cenniki świadczonych usług - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

I tak np. klienci firmy Ag-rek.com, agencji reklamowej poszukującej do współpracy modelek, hostess oraz statystów i oferującej atrakcyjne kontrakty, wystawiła chcącym skorzystać z jej usług rachunki nawet po 281 zł. Za niewywiązanie się z tego obowiązku firma grozi karami.

Chodzi o to, że właściciel serwisu najistotniejsze informacje, czyli cennik, ukrył na stronie. Tam też zamieścił informację, że jeżeli klient w ciągu 10 dni nie zlikwiduje swojego konta, to będzie musiał zapłacić 50 zł za tzw. obsługę profilu. Do tego dochodzą odsetki i inne koszty. W sumie użytkownicy, którzy do owego regulaminu nie dotarli, otrzymali polecenie zapłaty nawet na 281 zł.

Niestety, okazało się, że to firma angielska, więc polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie może rozpocząć postępowania w tej sprawie.

sm, PAP

0 0 0

Czytaj także

Czy blokowanie stron narusza nasze swobody?

Rząd pracuje nad zmianami w prawie, które pomogą w walce ze stronami "niedozowlonymi" w internecie. To strony pedofilskie, z treściami faszystowskimi oraz na przykład firm hazardowych.

Czy blokowanie stron narusza nasze swobody?

Za a nawet przeciw - Kuba Strzyczkowski

Sonda:

Za: 84%

Przeciw: 16%

0 0 0