3 lutego 1959 roku: dzień, w którym umarła muzyka

polskieradio.pl
Piotr Kowalczyk 03.02.2012
3 lutego 1959 roku: dzień, w którym umarła muzyka
Pomnik upamiętniający katastrofę, w której zginęli Buddy Holly, Ritchie Valens i J.P. Richardson., foto: Wikipedia

Śmierć Buddy’ego Holly’ego i Ritchiego Valensa była jedną z największych tragedii w historii rock’n’rolla.

3 lutego 1959 roku po koncercie w Clear Lake wschodzące gwiazdy rock’n’rolla 22-letni Buddy Holly, J.P. "The Big Bopper" Richardson i 17-letni Ritchie Valens (popularyzator "La Bamby") zginęli w wypadku lotniczym. Ich wynajęty samolot spadł na ziemię krótko po wystartowaniu z miejscowości Mano City w stanie Iowa. Cała załoga, łącznie z pilotem samolotu Beechcraft Bonanza, straciła życie. Holly wynajął samolot w związku z problemami z ogrzewaniem w jego autobusie, którym jeździł na trasy koncertowy.

Występ w Clear Lake był częścią trzytygodniowej Winter Dance Party Tour, która to trasa obejmowała 24 amerykańskie miasta. Holly chciał przede wszystkim podreperować swoją sytuację finansową po rozstaniu się z macierzystym zespołem, The Crickets. Przed startem jeden z muzyków towarzyszących Holly’emu, Waylon Jennings, zrezygnował z miejsca w samolocie. Holly skomentował to słowami: "Mam nadzieję, że twój bus znów zamarznie", na co Jennings odpowiedział "Mam nadzieję, że twój samolot się rozbije!". Te słowa miały go prześladować do końca życia.

Datę śmierci Holly’ego, Valensa i The Big Boppera ogłoszono "dniem, w którym umarła muzyka". Holly szybko stał się ikoną epoki niewinności rock'n'rolla. W ósmą rocznicę śmierci Buddy'ego legendarny brytyjski producent Joe Meek w swoim londyńskim domu zabił gospodynię, po czym popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę. W 1973 amerykański piosenkarz Don MacLean napisał o tym wydarzeniu piosenkę "American Pie" – nostalgiczny hołd złożony złotej epoce rock’n’rolla, której uosobieniem byli Buddy Holly i Ritchie Valens.

kow

Czytaj także:

Hit bez znaczenia

"It Doesn't Matter Anymore" Buddy Holly'ego okazało się pierwszym przebojem rock'n'rolla z tragedią w tle.

Elvis u Metodystów

Z okazji 77. urodzin Króla Rock'n'rolla przypominamy historię jego pierwszego wielkiego przeboju, który rozpętał "elvisomanię".

Komentarze:

Zaloguj się, nie będziesz musiał wpisywac kodu obrazkowego!
Skomentuj
1 komentarzy
  1. 6NB2D
    (gość) 2012-02-03 20:58:03
    Czy Polskie Radio zwróciło w ogóle uwagę na to co się wtedy stało? Buddy Holly, Ritchie Valens... Tego sie słuchało na falach Radia Luxembourg. W Polskim Radiu rozbrzmiewał Zespół Mandolinistów Edwarda Ciukszy, Barbara Muszyńska i z młodych gniewnych co najwyżej Mieczysław Wojnicki i jego Jabłuszko pełne snu. Przeciez nawet Presleya sie wtedy na antenie nie puszczało... To równie smieszne jak na polskich filmach retrospekcje nawiązujace do lat 50-tych, gdzie bohaterowie wygladają jak z reklamy OXO Soup z Ladies Home Journal. Tutaj naprawde było inaczej. Nie było middle class biegnacej o poranku ze słodkiego domeczku do równie słodkiego samochodu. Dziewczatka nie chodziły w plisowanych mini z ksiązkami przy piersi, tylko w granatowych fartuszkach i nie miały na scianach wielkich plakatów z Jamesem Deanem ani szkolnych szafek. Jeżeli ktoś pamięta takie realia z poststalinowskiego PRL-u, to nawet nie jest śmieszny...

Najczęściej czytane

Inni słuchali

O.N.A., czyli jak debiutowała Agnieszka Chylińska

Dziś Chylińska obchodzi swoje 36. urodziny. Odcinek trójkowej au...

Maciej Maleńczuk i Celine Dion: country to jedyna prawdziwa muzyka

Niegdyś gwiazda polskiego rocka niezależnego, a dziś chansonista...