Muzyka

The Car Is On Fire - "Ombarrops!"

Ostatnia aktualizacja: 23.09.2009 09:17
Temperatura dyskusji o TCIOF, w których intensywna krytyka spotyka się z konsekwentną obroną jest zawsze wysoka i na pewno cała historia wokół powstawania "Ombarrops!", a także sama zawartość krążka nie pomagają w ostudzeniu nastrojów.
Audio

Nie wiem jak chłopaki z The Car Is On Fire reagują na opinie, które wywołują swoimi kolejnymi muzycznymi wyborami, ale mogę się domyślać, że część młodych zespołów chętnie by się z nimi zamieniła. Oni po prostu nie są słuchaczom obojętni. Temperatura dyskusji o TCIOF, w których intensywna krytyka spotyka się z konsekwentną obroną jest zawsze wysoka i na pewno cała historia wokół powstawania "Ombarrops!", a także sama zawartość krążka nie pomagają w ostudzeniu nastrojów.     

The Car Is On Fire po raz drugi serwują nam postmodernistyczne puzzle, które musimy sobie jakoś poukładać. Po raz drugi, bo ciężko debiutancki, self-titled album z jego zwartą strukturą stawiać w jednym szeregu z poszukiwaniami "Lake & Flames" i teraz "Ombarrops!". W celu nagrania swojej trzeciej płyty TCIOF obrali kurs aż za Atlantyk by w chicagowskim Soma Electronic Music Studios pracować intensywnie, ramię w ramię z legendą muzyki alternatywnej Johnem McEntire. Wielka szkoda, że odbywało się to już bez udziału Michała Pruszkowskiego, muzyka, który w zespole zastąpił swego czasu Borysa Dejnarowicza. Michał nie dość, że wniósł do TCIOF element, którego zawsze tam brakowało, czyli dobry wokal, to w dodatku jako multiinstrumentalista znacznie zwiększał pole manewru warszawskiego bandu.

Szkoda również, że na krążku nie znalazły się "Easy On The Eye" i "Oh Girl You See" z okresu współpracy z Pruszkowskim, a w pozostałych utworach pamiętających wspomnianego artystę, tytułowym "Ombarrops!" i "We're Doing Fine, Minerva" (wówczas z "Going", a nie "Doing" w nazwie), zmieniła się architektura. Aktualnie obowiązujące wersje tych dwóch kawałków jakby wytraciły w toku produkcji swoją pierwotną energię, co jest zresztą zarzutem wobec "Ombarrops!" także jako całości. Słuchaniu płyty towarzyszy uczucie, iż obcujemy z idealnie skrojonym garniturem, muzyczne pomysły realizowane są w ściśle wytyczonych i zamkniętych granicach, a przecież produkcja nie równa się ujarzmienie żywiołowości Carsów, patrz "The Car Is On Fire Early Morning Internazionale" czy "North By Northwest" z "Lake & Flames". Brzmienie "Ombarrops!" to w ogóle zagadka – niby jest w porządku, ale słuchając tego momentu w openerze "Death Of A Customer", gdy w dialog wchodzą tylko perkusja i bas, mam wrażenie obcowania z klimatami demówkowymi.

Zawartości krążka bynajmniej nie charakteryzuje drapieżna okładka (najostrzejszym materiałem w dorobku TCIOF pozostaje debiut), ale już gdy spojrzeć na obwolutę pod kątem estetycznym, to jak najbardziej przybliżymy się do głównej myśli odnośnie tegorocznego longplaya. "Ombarrops!" pozostawia bowiem po sobie dobre wrażenie, "Ombarrops!" jest OK. Przeważają utwory niezłe - "A Song Like No Other" z istotnym udziałem sygnału nadchodzącej wiadomości w komórce, zaśpiewane w części po włosku, z idealnym na koncerty wstępem i retro klawiszami "Usignoli Celesti", rozpędzone "Swedish Samba, Swedish Love", puszczające oko "Evacuation" i tak, mimo moich zastrzeżeń, "Ombarrops!" i "We're Doing Fine, Minerva". W tytułowym numerze jest upchane tyle smaczków, vide motyw z 0:12-0:15 sprawiający wrażenie pomyłki zespołu, że całość zbliża się do granicy przesady (końcowe, dość irytujące wokalizy Aleks Tomaszewskiej mogli już sobie darować). Drugi ze starych-nowych kawałków zyskał natomiast fajny, przestrzenny motyw gitary.

Nie można również nie wspomnieć o pierwszych, zapędzających się do liściastego domu Animal Collective sekundach "Cherry Cordial", eksperymentalnym, narastającym przesterem "Baby Baby" i niestandardowych liniach perkusyjnych Krzyśka Halicza w dużej części numerów z "Ombarrops!". Z kolei sam McEntire przejął na albumie dowodzenie nad marimbą. Kilka piosenek nie przekonuje - przede wszystkim "Manuel" oraz "Let's Be Friends" (oprócz całkiem błyskotliwych linijek: "She paints her bathroom wall green (…) She'll save the world in her spare time") i gdyby zabrakło ich na longplayu, to nie straciłby on za wiele na swej wartości. W tekstach nie ma rewolucji – panowie w dalszym ciągu realizują "linię TCIOF", tak więc liryki dotyczą relacji międzyludzkich z przewagą rozkmin "chłopak-dziewczyna". Mamy wersy perły, jak mistrzowsko ilustrujące gęstniejące od negatywnych emocji powietrze między dwójką zakochanych "We've been looking for the holes in the sky / I don't want no other girl" ("Song Like No Other") i dalej: "these blue buttons make your face look so cold" - nieruchoma twarz wlepiona w wyświetlacz telefonu komórkowego momentalnie staje przed oczami. Mamy również linijki dosłowne, bez silenia się na większą metaforykę, znalazł się na płycie także tekst abstrakcyjny (i nijaki jednocześnie), czyli "Strawberries".

Powoli powiększa się zbiór opinii o "Ombarrops!", w tym głosów krytycznych odnośnie najnowszego krążka chłopaków z The Car Is On Fire. Na pewno oczekiwania co do ich trzeciej płyty wzrosły wraz z pojawieniem się informacji o współpracy artystów z Johnem McEntire'm. Być może niektórzy stali się zakładnikami myśli, że już samo zaangażowanie muzyka m.in. The Sea And Cake i Tortoise spowoduje, iż w Stanach Zjednoczonych powstanie... no właśnie, co tak naprawdę? Najlepszy album w dorobku TCIOF? Czołówka produkcji, za które odpowiada McEntire? Płyta dekady, miesiąca, tygodnia? Najlepszy longplay z tych, które mają ładne okładki? C'mon, let's be serious. "Ombarrops!" na plus – taka jest moja opinia.          



Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak