Muzyka

Kolorofon - "Kpt. Skała"

Ostatnia aktualizacja: 30.12.2009 12:00
Undergroundowemu krążkowi, jednemu z highlightów 2008 r. na polskiej scenie muzycznej towarzyszyło parę znaków zapytania, ale teraz już wiemy wszystko.
Audio

Plan w zasadzie był prosty, tyle że nie każdemu to się udaje. Nie stracić w toku produkcji nic ze swojej oryginalności, nie pozwolić wcisnąć się w garnitur kapeli dla masowego odbiorcy, obronić wszystkie atuty znane ze zmyślnie opakowanej EP-ki. Undergroundowemu krążkowi, jednemu z highlightów 2008 r. na polskiej scenie muzycznej towarzyszyło parę znaków zapytania, ale teraz już wiemy wszystko.

Kolorofon, który na przestrzeni zaledwie trzech piosenek na wspomnianej wyżej płycie odfajkowywał i dance punk, i shoegaze, na debiutanckim longplayu kosi jeszcze więcej gatunków – popowe melodie sąsiadują z rockowym mięsem, wyluzowany funk z psychodelizującą elektroniką i jazzem, "Fairytale" kończy się punkową perkusją, jazgotliwymi gitarami, wreszcie solówką a la Jimmy Hendrix, zaś tytułowy "Kpt. Skała" z poprzednio tanecznego kawałka przeobraził się w... bossa novę. Teksty nadal zasadzają się na abstrakcyjnych skojarzeniach, wcale nie aż tak bardzo odklejonych od sensu i pozbawionych przewodniej myśli: "Samoloty dookoła mojej głowy, wypuszczają na jasnych spadochronach słodkie słowa - czereśnie o smaku: 'przyjaciele', 'szczerze', 'miłość' i 'jak dobrze, że jesteś' ("Dobrze, że jesteś"). Inna sprawa, że czasami ciężko je usłyszeć, Piotrek Mazurek nie dysponuje ani świetnymi warunkami wokalnymi, ani zapadającą w pamięć barwą głosu, poza tym angielski, który pojawia się w dwóch kawałkach nie przekonuje. "Kpt. Skała" to zatrzęsienie wpadających w ucho melodii, przebojowych momentów -  "Funktime" z refrenem z gatunku tych, przy których podkręca się głośność w wieży, prowadzone przez pulsujący bas "Śmielej", dowolny z wymienionych wcześniej numerów, wreszcie utwory z self-titled EP-ki, obecne także na "Kpt. Skale", na szczęście prawie w ogóle niezmienione (jeśli ktoś nie załapał się rok temu na growery pokazujące, że "Polak potrafi" - "Zapałki" i "Bombę atomową", teraz ma okazję nadrobić braki). Jedynie eksperymentalne "Chciałbym" mogli sobie darować.   

Jako życzliwy obserwator poczynań chłopaków z Kolorofonu mam trochę poczucie niedosytu, gdy myślę o "Kpt. Skale". Sama płyta nie jest zła, życzyłbym sobie, aby wszystkie młode polskie zespoły debiutowały albumami wyłącznie na takim poziomie. Być może problem leży tu - Kuba Ambrożewski stwierdził kiedyś, iż Franz Ferdinand to kapela, której w czterech ścianach swojego pokoju słucha się tak sobie, natomiast na żywo wymiata. Choć nie mogę się zgodzić z tą tezą (FF jak dla mnie także w domu jest OK), to mam wrażenie, że pasuje ona dobrze do twórczości Kolorofonu (a także do ich kolegów z branży i stolicy, zespołu Renton). To już jest bardzo dużo i nawet nie trzeba tego specjalnie udowadniać. Wystarczy przejść się na koncerty rodzimych wykonawców.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Kyst - "Cotton Touch"

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2010 15:00
Główna treść debiutanckiego albumu rozgrywa się w gronie szmerów, skrzypnięć, stuknięć, szumu rejestrującej nagranie taśmy i... ciszy.
rozwiń zwiń