Jedynka

Kwaśniewski: na Ukrainie rozpoczyna się proces dezintegracji władzy

30.01.2014 09:44
- Prezydent Wiktor Janukowycz boi się, że straci poparcie oligarchów, wojska, milicji i sądownictwa - mówił w radiowej Jedynce były prezydent, specjalny wysłannik Parlamentu Europejskiego na Ukrainę Aleksander Kwaśniewski.
Aleksander Kwaśniewski w studiu radiowej Jedynki
Aleksander Kwaśniewski w studiu radiowej JedynkiFoto: Wojciech Kusiński/PR
Posłuchaj
15'02 Aleksander Kwaśniewski o Ukrainie: prezydent Wiktor Janukowycz boi się, że straci poparcie oligarchów, wojska, milicji i sądownictwa (Sygnały dnia/Jedynka)
więcej

- Typowe dla takiego kryzysu jest to, że zaczyna się proces dezintegracji obozu władzy - mówi były prezydent w "Sygnałach dnia". Jego zdaniem, dlatego prezydent Janukowycz pojechał wczoraj do parlamentu dyscyplinować deputowanych. Bał się, że część posłów z jego partii przeszła na drugą stronę i nie ma już wiekszości. Prezydent Ukrainy zagroził prawdopodobnie rozwiązaniem parlamentu. Wizyta dała efekt, bo został przegłosowany projekt ustawy o amnestii w wersji proponowanej przez obóz Janukowycza.
Aleksander Kwaśniewski zauważa, że Wiktor Janukowycz zaczyna mieć przeciwko sobie oligarchów. A bez ich poparcia trudno utrzymać władzę. Oligarchowie obawiają się, że ta rewolucja może obrócić się przeciwko nim. - Ludzie i instytucje zawsze zwrócą się przeciwko bogatym. Tego boją się oligarchowie - ocenia były prezydent.
Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego, możliwy jest powrót do konstytucji z 2004 roku, która ograniczała uprawnienia prezydenta. Przy obecnej konstytucji trudno będzie namówić kogoś do kierowania państwem, bo większość uprawnień, włącznie z mianowaniem ministrów, jest w rękach prezydenta.

Protesty na Ukrainie - serwis specjalny >>>

Były prezydent uważa, że sprawa Tymoszenko jest ważna, ale nie najważniejsza. Jego zdaniem to, że była premier jest w odosobnieniu to nawet lepiej. Bo gdyby cokolwiek się jej stało, to jeszcze bardziej zrewoltowałoby sytuacje.
Aleksander Kwaśniewski bardzo dobrze ocenia ofensywę dyplomatyczną premiera Donalda Tuska w sprawie Ukrainy. Jego zdaniem, premier powinien skupić się na kilku najważniejszych rzeczach. Pierwsza to uświadomienie europejskim politykom, że konieczne jest połączenie umowy stowarzyszeniowej, która jest gotowa, z odległą co prawda, ale jakąś perspektywą wstąpienia Ukrainy do UE. Druga to pakiet finansowy dla Ukrainy. - Trzecia rzecz, która - wydaje mi się - jest istotna w rozmowach premiera, to powiedzieć, że za sytuację na Ukrainie odpowiedzialna jest Rosja - mówi specjalny wysłannik PE na Ukrainę.

Były prezydent zaznacza, że polscy politycy nie powinni jeździć na Ukrainę, by konkurować ze sobą politycznie na Majdanie. Zaleca też, żeby w sprawach Ukrainy nasze władze i opozycja mówiły jednym głosem. Kwaśniewski przestrzega też, że nie możemy polonizować wydarzeń na Ukrainie.
Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski.
(ag)

>>>Zapis całej rozmowy

Komentarze1
aby dodać komentarz
wiechosta2014-01-30 14:12 Zgłoś
Po podpisaniu zdradzieckiego traktatu jakim jest konkordat ten gościu jest dla mnie....
Poznań'56

Czytaj także

Borusewicz: rozpad Ukrainy byłby dla nas straszny

29.01.2014 13:00
- Absolutnie nie widzę możliwości, by doszło do podziału Ukrainy - mówił w radiowej Jedynce marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Zaznaczył, że taki scenariusz byłby krwawy, angażowałby sąsiadów, byłby niepożądany również dla Rosji.
Manifestacja poparcia dla protestów na Ukrainie pod hasłem Solidarni z Ukrainą na krakowskim Rynku Głównym, Kraków, 29.01.2014.
Manifestacja poparcia dla protestów na Ukrainie pod hasłem "Solidarni z Ukrainą" na krakowskim Rynku Głównym, Kraków, 29.01.2014. Foto: PAP/Stanisław Rozpędzik
Posłuchaj
08'00 Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz o sytuacji na Ukrainie ("Z kraju i ze świata"/Jedynka)
więcej

Przed premierem Donaldem Tuskiem seria spotkań w sprawie Ukrainy: będzie na ten temat rozmawiał z kanclerz Niemiec, z brytyjskim premierem, z prezydentem Francji, z sekretarzem obrony USA, z szefam państw Grupy Wyszehradzkiej, z szefem Komisji Europejskiej Jose Barroso.

Protesty na Ukrainie - serwis specjalny >>>

Marszałek Senatu Bohdan Borusewicz pochwalił ten kierunek działań i podkreślił, że Polska powinna tworzyć front wsparcia zmian na Ukrainie. Przypomniał, że Kijowa dotyka nie tylko kryzys polityczny, ale i gospodarczy. - Zatem bez wspólnej polityki UE i Stanów Zjednoczonych Ukraina nie da rady wyjść z tego kryzysu - mówił marszałek. Borusewicz mocno akcentował tezę, że Zachód powinien opracować wspólny front dla Ukrainy. Według niego, premier właśnie zaczął go organizować. Tu właśnie marszałek Senatu widzi właśnie zadanie dla Polski. Podkreślił, że inicjatywa Tuska nie dotyczy jedynie obecnego konfliktu, ale i tego, co będzie na Ukrainie działo się potem.

Bogdan Borusewicz ocenił, ze naciski Rosji na Ukrainę były olbrzymie. Jednocześnie zaznaczył, że UE nie może postępować tak, jak Kreml. Jeśli ma być wsparcie, to muszą być reformy.

Kijowski Majdan nie ma swojego Wałęsy >>>

Gość radiowej Jedynki zapewnił, że absolutnie nie widzi zagrożenia podziałem Ukrainy. - Rozpad Ukrainy to byłby krwawy konflikt. Wszyscy sobie zdają z tego sprawę, Rosja również. Dla nas byłaby to rzecz straszna, a dla Rosji sytuacja niepożądana - powiedział. Zauważył, że sąsiedzi mogliby być wciągani w ten konflikt. Marszałek Senatu podkreślił, że choć nie należy się obawiać rozpadu Ukrainy, to rozwiązanie pokojowe jest konieczne.

- Na Ukrainie musi być porozumienie wszystkich sił, inaczej ten kraj nie da sobie rady – dodał ponadto gość Jedynki. Bogdan Borusewicz podkreślał, że trzeba myśleć już teraz znacznie "do przodu", zastanawiać się, co się będzie działo już po zawarciu porozumienia przez obie strony.

Marszałek Senatu wyraził opnię, że polscy eurodeputowani powinni już przestać ”prowadzić kampanię wyborczą na Ukrainie”. Według niego, powinni oni działać na takiej zasadzie, jak premier Donald Tusk - w Unii Europejskiej, w Brukseli, w Parlamencie Europejskim.

Gościem Jedynki był marszałek Senatu Bogdan Borusewicz

Rozmawiał Paweł Wojewódka.

agkm/ag

>>>Zapis całej rozmowy

Zobacz więcej na temat: Rosja Ukraina

Czytaj także

Moskwa uzależnia pomoc dla Kijowa od rozwoju wypadków

29.01.2014 20:39
Kreml obiecał jeszcze w grudniu ubiegłego roku pożyczkę w wysokości 15 miliardów dolarów oraz obniżkę cen gazu.
Prezydent Władimir Putin: Rosja uzależnia pomoc dla Ukrainy od rozwoju wypadków
Prezydent Władimir Putin: Rosja uzależnia pomoc dla Ukrainy od rozwoju wypadkówFoto: EPA/OLIVIER HOSLET
Posłuchaj
00'56 Rosja czeka z pomocą dla Ukrainy na powstanie nowego rządu. Relacja Macieja Jastrzębskiego (IAR)
więcej

Bez pomocy, ukraińskiej gospodarce grozi załamanie. Tak na prawdę tam nigdy nie doszło do poważnych reform gospodarczych.  - Od czasu ZSRR oni żyją w fikcyjnym świecie fikcyjnych cen - oceniał niedawno Włodzimierz Cimoszewicz. W jego opinii, gdyby bezkrytycznie wspierać Ukrainę finansowo, byłoby to pompowanie pieniędzy do czarnej dziury, a fundusze te pewnie trafiłyby do prywatnych kieszeni.

Rządzący Ukrainą nie myślą jednak o reformach.

Po tym, jak Kijów odrzucił propozycję zawarcia umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską pomocną dłoń wyciągnęła Moskwa. Zaledwie kilka tygodni po fiasku rozmów Ukrainy z Brukselą, Kreml przygotował bardzo kusząca propozycję. Rosja dała Ukrainie 40-procentową zniżkę na gaz, a także 15 miliardów dolarów kredytu.

Ówczesny premier Ukrainy Mykoła Azarow oceniał, że porozumienia z Rosją uratowały ukraińską gospodarkę. - Umowy dają Ukrainie gwarancje stabilizacji finansowej - mówił jeszcze w grudniu.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Od kilku dni z Moskwy dochodzą głosy, że Rosja myśli o wycofaniu się z pomocy sąsiadom. - Rosja nie jest organizacją charytatywną - oświadczył niedawno dyrektor prokremlowskiego Centrum Koniunktury Politycznej Aleksiej Czesnakow. Jego zdaniem, jest oczywiste, że Moskwa będzie wspierać gospodarczo tę władzę, która dobrze będzie odnosić do Rosji. - Byłoby dziwne, gdyby pomoc była udzielana władzom, które są nastawione przeciwko niej - dodał.

Zaś dziennik "Wiedomosti" pisał, że otrzymanie przez Ukrainę rosyjskiego kredytu zależy od tego, na jakie ustępstwa wobec opozycji pójdzie prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz

Według prezydenta Władimira Putina, Kijów jest zaniepokojony pojawiającymi się pogłoskami o możliwości wycofania się Rosji z pomocy finansowej dla Ukrainy. - Chcę zwrócić uwagę rządu na konieczność wypełnienia naszych zobowiązań zarówno w sferze finansowej, jak i energetycznej - oświadczył prezydent Rosji.

Tymczasem do wstrzemięźliwości namawiał gospodarza Kremla premier Dmitrij Miedwiediew. Szef rządu przypomniał, że Ukraina miała wykorzystać rosyjską pomoc na spłatę długów. Tymczasem - jak twierdzi Miedwiediew - Ukraina nie dosyć, że nie spłaca zaległości za gaz w wysokości ponad 2 miliardów 700 milionów dolarów, to jeszcze nie reguluje bieżących zobowiązań.

W opinii premiera, z pełną realizacją rosyjsko-ukraińskich umów należy poczekać do sformowania nowego rządu w Kijowie. Władimir Putin przystał na tę propozycję. Jednocześnie zobowiązał rząd do realizacji pozostałych porozumień w sferze gospodarczej.

We wtorek podał się do dymisji znany ze swoich prorosyjskich sympatii Mykoła Azarow. Wraz z nim odszedł rząd. Do czasu powołania nowego gabinetu obowiązki premiera przejął dotychczasowy zastępca Azarowa - Serhij Arbuzow.

IAR/asop

Czytaj także

Ukraińska opozycja nie uznaje amnestii. "Głosowanie było nielegalne"

30.01.2014 13:34
Warunkiem wprowadzenia amnestii jest opuszczenie przez protestujących budynków użyteczności publicznej. Projekt opozycji przewidywał bezwarunkową amnestię.
Liderzy ukraińskiej opozycji Ołeh Tiahnybok (z lewej u góry), Witalij Kliczko (w środku) i Arsenij Jaceniuk (z prawej) prowadzą burzliwą dyskusję podczas nadzwyczajnej sesji tamtejszego parlamentu
Liderzy ukraińskiej opozycji Ołeh Tiahnybok (z lewej u góry), Witalij Kliczko (w środku) i Arsenij Jaceniuk (z prawej) prowadzą burzliwą dyskusję podczas nadzwyczajnej sesji tamtejszego parlamentu Foto: EPA/SERGEY DOLZHENKO
Posłuchaj
00'09 Ukraiński opozycjonista Jurij Łucenko: tu nie chodzi po prostu o wyjście z budynków, a o to, że [w wyniku tego] tysiące ludzi będą stać na 25-stopniowym mrozie (IAR)
00'10 Ukraiński opozycjonista Jurij Łucenko: ukraińscy oligarchowie zdają sobie sprawę, że dalsze zaostrzanie sytuacji, aż do wprowadzenia sankcji międzynarodowych, stanowi śmiertelne zagrożenie dla ich biznesu.
01'15 We Lwowie trwają protesty - relacja Michała Strzałkowskiego z Lwowa (IAR)
więcej

Przywódcy opozycji, którzy przemawiali na Majdanie ogłosili, że nie zgadzają się na takie rozwiązanie. Jak zaznaczył szef partii Swoboda Ołeh Tiahnybok, władze pokazały, iż traktują uwięzionych jak zakładników, podobnie jak czynią to terroryści, którzy chcą w zamian za ich uwolnienie coś uzyskać.

Twierdzi on, że głosowanie nad ustawą było "całkowicie nielegalne" i doszło do niego z pogwałceniem parlamentarnych zasad.

- Nie wierzcie w to, że opozycja parlamentarna zdradzi Majdan. Dziś to potwierdziliśmy. Jesteśmy razem z wami i prowadzimy wspólną walkę. Opozycja będzie działać tylko wychodząc z żądań Majdanu, czyli wszystkich protestujących dziś Ukraińców - oświadczył Tiahnybok.

Protesty na Ukrainie - serwis specjalny >>>

Lider partii Udar Witalij Kliczko podkreślił, że walka o sprawiedliwość trwa, a do protestujących z kijowskiego Majdanu dołączają kolejne miasta. Jak podkreślił, ludzie wyszli w Chersoniu, Zaporożu, w Doniecku i innych miastach. - Oni już nie znają strachu, bo wiedzą że walczą o kraj i swoją przyszłość - podkreślił Kliczko. Bez walki, zwycięstwa nigdy nie będzie - krzyczał do zebranych lider partii Udar. Dodał, że władze zamiast obniżać temperaturę w społeczeństwie, podwyższają ją. Jak twierdzi opozycja, władza aresztowała kilkuset antyrządowych aktywistów.


TVN24/x-news

"Spełnijcie nasze żądania"

Ukraińska opozycja jest gotowa do opuszczenia części budynków użyteczności publicznej, ale pod warunkiem spełnienia jej żądań. W rozmowie z Polskim Radiem, jeden z jej liderów Jurij Łucenko podkreślił, że nadal nie zostały spełnione takie warunki, jak: powrót do konstytucji z 2004 roku, nowy rząd i ogłoszenie wyborów prezydenckich.
Jurij Łucenko powiedział Polskiemu Radiu, że opozycja nie będzie ulegać szantażowi i nie ma zamiaru opuszczać budynków użyteczności publicznej.
- Tu nie chodzi po prostu o wyjście z budynków, a o to, że w wyniku tego tysiące ludzi będą stać na 25-stopniowym mrozie - powiedział.
Jurij Łucenko zwrócił uwagę, że część deputowanych Partii Regionów, kontrolowanych przez oligarchów, chciała poprzeć bezwarunkową amnestię, nie zgodził się na to jednak Wiktor Janukowycz. Zdaniem rozmówcy Polskiego Radia, świadczy to o podziale w rządzącym ugrupowaniu:
- Ukraińscy oligarchowie zdają sobie sprawę, że dalsze zaostrzanie sytuacji, aż do wprowadzenia sankcji międzynarodowych, stanowi śmiertelne zagrożenie dla ich biznesu.
Dlatego, zdaniem Jurija Łucenki, zarówno oligarchowie, jak i opozycja mają wspólny cel: budowa demokratycznego państwa. Motywy działania są jednak różne.

Decyzja o amnestii

Głosowanie nad ustawą o amnestii odbyło się w środę późno wieczorem. Przerwa w obradach Rady Najwyższej trwała od rana. Deputowani nie mogli osiągnąć porozumienia co do tego, jaki kształt ma mieć ustawa o amnestii. Odbyły się narady opozycji, a także rządzącej większości. Do parlamentu przyjechał prezydent Wiktor Janukowycz, który rozmawiał z deputowanymi rządzącej Partii Regionów. Część z nich chciała poprzeć projekt opozycji. Wiktor Janukowycz zagroził, że jeżeli to zrobią, rozwiąże parlament. Deputowani posłuchali prezydenta i poparli jego projekt przewidujący amnestię, ale pod warunkiem opuszczenia budynków użyteczności publicznej w stolicy i poza nią.

TVN24/x-news

Amnestią mają być objęte osoby zatrzymane w trakcie trwających od listopada protestów.

Na razie spokojnie

W Kijowie na razie panuje spokój. W najbardziej gorącym punkcie konfliktu, na początku prowadzącej do dzielnicy rządowej ulicy Hruszewskiego wciąż trwa rozejm. Do Kijowa przyjeżdżają ludzie, którzy chcą wesprzeć protestujących.

W późnych godzinach nocnych przy barykadach czuwało ok. 100 demonstrantów. Podzieleni na małe, kilkuosobowe grupki grzali się przy ogniu rozpalonym w metalowych beczkach.
Naprzeciwko nich stał 100-osobowy oddział milicji, który po północy został wzmocniony kolejnymi funkcjonariuszami.

Gdy przed północą na Majdanie Niepodległości przemówili liderzy opozycji, którzy poinformowali zgromadzonych pod sceną ludzi o decyzji Rady Najwyższej Ukrainy, kilka tysięcy manifestantów przyjęło informację ze spokojem. O północy odśpiewali ukraiński hymn.

Protest trwa we Lwowie. - Żadne ustawy uchwalane w Radzie Najwyższej w Kijowie nie zmniejszą naszego zapału do protestów - mówią ludzie na tamtejszym Euromajdanie.

IAR, PAP, bk