Jedynka

Rozmowa dnia: Grzegorz Schetyna

30.06.2014 08:15

Krzysztof Grzesiowski: Przenosimy się do Wrocławia, wrocławskie studio Sygnałów dnia, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych poseł Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Dzień dobry, panie pośle, witamy.

Grzegorz Schetyna: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu, kłaniam się.

K.G.:  Czy gdyby pana pozycja w partii była taka, jak jeszcze niedawno miało to miejsce, to politycy Platformy pamiętaliby o tym, że o polityce rozmawia się tylko w gabinetach?

G.S.: Nie wiem, czy to ma związek z moją pozycją w partii, ale zawsze o tym mówiłem...

K.G.:  Ktoś pilnował porządku w Platformie, to zdaje się pan.

G.S.: Zawsze o tym mówiłem, to taka zasada, która powinna obowiązywać w życiu publicznym i w polityce, że robi się ją w gabinetach, a szczególnie jeżeli się jest urzędnikiem państwowym, to wolno mniej i trzeba pilnować tego, co i o czym się mówi w miejscach publicznych czy nawet w prywatnych, takich jak restauracje.

K.G.:  No to dlaczego politycy czy to Platformy, czy związani z Platformą o tym zapomnieli?

G.S.: Kwestia taśm i nagrań nielegalnych jest obecna w historii polityki, w historii świata wiele, wiele dziesiątek lat, chyba od tego czasu, kiedy wymyślono magnetofon i rejestrowanie dźwięku, i przypomnę, że wiele rządów i przecież także prezydent Stanów Zjednoczonych, chodzi o Richarda Nixona, musiał pożegnać się ze swoim stanowiskiem właśnie dlatego. Chodzi o to, żeby wyciągać wnioski, żeby nie budować... nie dawać pretekstów do tego, co stało się chociażby w tych ostatnich tygodniach. I uważam, że komuś trochę zabrakło wyobraźni, rozmawiając o rzeczach... o polityce, o scenariuszach, jednak w miejscach publicznych i stąd cała awantura i jej efekty.

K.G.:  A kim jest ten ktoś lub te „ktosie”, jeśli to po polsku poprawnie? Komu zabrakło wyobraźni?

G.S.: No, tym, którzy zostali nagrani, trudno powiedzieć. Panie redaktorze, trudno odnosić się do sytuacji, która... czy do sprawy, do problemu, który jeszcze nie jest zamknięty, nie jest zakończony, bo ciągle słyszymy, że będą następne taśmy, że coś znowu zostanie ujawnione. Ja bym wolał i chciał, żeby jak najszybciej ta sprawa została zamknięta w sensie upubliczniania tego wszystkiego, co zostało nagrane, i wtedy będziemy mogli spokojnie się do tego odnieść. Dzisiaj takiej sytuacji nie ma, dzisiaj jesteśmy zakładnikami informacji, które gdzieś krążą i komuś mają zaszkodzić. Więc mam dystans i nie nazywam jeszcze... trudno nazwać po imieniu, kogo rzecz dotyczy, bo to przecież nie tylko, jak słyszymy, polityków czy urzędników, ale także innych ludzi.

K.G.:  A czy mamy do czynienia z próbą zamiecenia sprawy pod dywan, jak twierdzi opozycja?

G.S.: Nie, nie jestem zwolennikiem takiej tezy, bo ta sprawa, tak jak powiedziałem, po pierwsze nie została zamknięta. Ona została zamknięta na poziomie parlamentu, to znaczy decyzji parlamentu o wotum zaufania dla rządu, i ją rozumiem, ponieważ ważne negocjacje w Brukseli, wyjazd premiera w czwartek rano, więc chodziło o to, żeby tę sprawę zamknąć, żeby ten kryzys jakby nie rozwijał się w parlamencie. Oczywiście, ta sprawa nie jest zamknięta, tak jak powiedziałem, ona zostanie zamknięta wtedy, kiedy zostanie ujawnione ostatnie nagranie i potem będziemy mogli mówić o wyciąganiu wniosków. Ona rzeczywiście jest bardzo teraz żywa i emocjonalna, ale potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby ją zamknąć.

K.G.:  W rozmowie z panią poseł Beatą Szydło godzinę temu cytowałem najnowszy sondaż przygotowany przez Instytut Homo Homini dla Rzeczpospolitej, to jest sondaż poparcia dla partii politycznych, rzecz działa się już po uzyskaniu wotum zaufania przez premiera Donalda Tuska, ale przy okazji tych słupków z poparciem, Homo Homini zadało także pytanie na temat upublicznienia nielegalnie nagranych rozmów. Okazuje się, że 48% badanych uznało, że jest to w interesie społecznym, ale 44 było przeciwnego zdania. Prawie że równowaga można powiedzieć. Co pan o tym sądzi?

G.S.: Widziałem te liczby i one są takie zaskakujące, ale uważam, że też jakby wynikające z dojrzałości tych, którzy odpowiadają, to znaczy ludzie wiedzą, że tworzenie, robienie polityki nie jest czymś miłym i sympatycznym i nie zawsze tak dobrym, jak efekt, który z tego wynika, z tych działań wynika. Byłem zaskoczony tymi pytaniami, wydawało mi się, że jednak te proporcje będą inne. Ludzie dopuszczają nawet widać twardy język i trudne rzeczy, ale jednak trzeba też pamiętać o tym, że blisko połowa nie akceptuje tego. To też jest... Politycy muszą wyciągać wnioski z tych informacji, z tego sondażu. To nie jest na pewno usprawiedliwienie do tego, żeby w takich miejscach i w taki sposób o trudnych rzeczach czy o polityce rozmawiać.

K.G.:  Czy pana zdaniem istnieje możliwość zmiany rządu na poziomie parlamentarnym w najbliższym czasie do momentu wyborów parlamentarnych w terminie konstytucyjnym, czyli do jesieni 2015 roku?

G.S.: Moim zdaniem nie. Kilka rzeczy byłoby niezbędnych, żeby doprowadzić do zmiany rządu. Przede wszystkim współpraca tych partii, które są dzisiaj w opozycji, nie mówię zgodna, ale przynajmniej elementarna, to znaczy że one byłyby w stanie wykreować i większość parlamentarną, i kandydata na  premiera. Takiej szansy absolutnie nie ma w tym parlamencie przez brak współpracy i takie wojenne relacje między partiami, które są w opozycji i które nie współpracują ze sobą. Po drugie inicjatywa prezydenta, jej na pewno nie będzie, prezydent jest gwarantem jednak stabilności i takiego racjonalnego rozwiązywania problemów tych w ogóle, a szczególnie tych z ostatnich tygodni, więc tutaj też nie można się tego spodziewać. Więc nie ma jakby desygnatów, nie ma powodów, nie będzie przyczyn, powodów do tego, żeby doszło do zmiany rządu w składzie tego obecnego parlamentu.

K.G.:  A czy istnieje taka możliwość, że część polityków, posłów Platformy Obywatelskiej, jak mówi opozycja, przejrzy na oczy i stwierdzi, że tak dalej być nie może i zagłosuje przeciwko własnemu rządowi przy okazji konstruktywnego wotum nieufności? Ten wniosek złożyło Prawo i Sprawiedliwość.

G.S.: Tak, i wybierze kandydata, który, jak mówią posłowie PiS-u, jest kandydatem technicznym. Poza tym to nie kwestia obecnych koalicjantów, przedstawicieli Platformy i PSL-u będzie decydująca w tej kwestii, ponieważ nie ma większości, Prawo i Sprawiedliwość nie ma większości do tego, żeby zbudować poparcie całej opozycji, więc wiadomo, że ten wniosek nie ma szansy na powodzenie...

K.G.:  Czyli nawet jeżeliby w Platformie się ktoś znalazł, to i tak tych głosów zabraknie, tak to należy rozumieć.

G.S.: No tak, bo nie ma zgody co do... nie ma porozumienia w gronie opozycyjnym, więc dlatego trudno jeszcze szukać w koalicji rządowej, jeżeli nie ma się poparcia opozycji, jeżeli opozycja nie mówi jednym głosem. My też byliśmy w opozycji w latach... bardzo twardej przecież w latach 2005-2007 i można było robić różne sprawy... utrudniać koalicji rządzącej funkcjonowanie, ale do tego potrzebne jest porozumienie. Tutaj opozycji naprawdę brakuje takiej współpracy. Ja im nie życzę tutaj, żeby się udało ją nawiązać, ale po prostu stwierdzam fakt i on jest bardzo taki trudny dla partii (...)

K.G.:  No tak, tylko ktoś powie, że to jest bardzo wygodna sytuacja dla koalicji rządowej, tylko czy ona aby nie usypia przypadkiem polityków jednej i drugiej partii?

G.S.: Zgoda, zgoda, znaczy wygodna w samym parlamencie, tak jak (...)

G.S.: No tak, jeśli chodzi o wizerunek, a zwłaszcza jeśli chodzi o to, co wydarzy się w przyszłym roku podczas wyborów parlamentarnych, jakie będą konsekwencje.

G.S.: No tak, nie można cieszyć się czy być usatysfakcjonowanym, że opozycja jest podzielona i nie potrafi ze sobą współpracować, bo to przecież wyborcy dają mandat, naród jest suwerenem i przy urnach wyborczych wszystko się rozstrzygnie. I wiadomo, jak elektorat przepływa. Ludzie mają długopis, kartkę wyborczą i w ten sposób decydują. To jest sporo czasu, bo jest blisko półtora roku i naprawdę można dużo jeszcze zbudować czy odbudować. Mówię tutaj o Platformie, o wyborcach, o sondażach.  Jest dużo do zrobienia, więc... I tak jak pan powiedział, absolutnie kluczowe decyzje będą odbywały się przy urnach wyborczych, i to już jesienią w wyborach samorządowych, potem wybory prezydenckie, a za rok wybory...

K.G.:  Wybory parlamentarne.

G.S.: ...jesienią przyszłego roku wybory parlamentarne.

K.G.:  Mówi pan, panie pośle, że trzeba budować. W jednym z wywiadów dla Gazety Wyborczej nie tak dawno temu powiedział pan, że sam Donald Tusk nie wystarczy, by zmobilizować ludzi do obecności przy urnach, potrzeba jest napisania nowego planu dla Platformy Obywatelskiej. No ale kto miałby to zrobić? Można odnieść wrażenie, że Donald Tusk w Platformie Obywatelskiej jest osobą, która decyduje o wszystkim, ale jeśli przychodzi do sytuacji kryzysowych, to wtedy jest tylko on, a potem długo, długo nic, a właściwie nikt. Taka sytuacja może się utrzymać? Może mieć konsekwencje?

G.S.: Może trwać, oczywiście, tylko to jest ograniczony... Nie będzie miała dobrego wpływu na wybory. Ja jestem zwolennikiem już nie tylko zarządzania zespołowego, ale w takich sprawach przygotowania wyborów, przede wszystkim mobilizacja, a żeby mobilizować struktury, ludzi Platformy Obywatelskiej w tej Polsce powiatowej na samym dole, to potrzebny jest zespół, który musi mieć taki bardzo twardy scenariusz realizowania tej energii na kampanię wyborczą. Kwestia rządu, premiera, ministrów to jest sprawa osobna, bo tutaj muszą być i dobre pomysły, i gwarancje, że dajemy cały czas Polakom bezpieczeństwo, tworzymy nowe miejsca pracy, modernizujemy kraj, ściągamy w dobry sposób i wydajemy środki europejskie. Ale z drugiej strony obok tego musi być (...)

K.G.:  No tak, ale potem dowiaduje się pan, że autostrady i Orliki to bez znaczenia.

G.S.: No właśnie, ale to musi być robione równolegle, z jednej strony aktywność rządowa, z drugiej strony aktywność ludzi, którzy Platformę tworzą, którzy ją tworzą w wyborach samorządowych, którzy są twarzą Platformy na poziomie lokalnym, powiatowym. Tam oni muszą dawać gwarancję wiarygodności swoimi zachowaniami i swoją obecnością. To musi być skoordynowane. Oczywiście jedna osoba nie jest w stanie tego zrobić. Może przewalczyć i przełamać, zdecydować o wyniku wyborów, tak jak robi to premier Tusk, osobiście angażując się w kampaniach wyborczych. Mieliśmy to... Widzieliśmy to w kampanii europejskiej, prawda? Kiedy jego właśnie aktywność, obecność dała przewagę niewielką, ale jednak Platformie Obywatelskiej w tych ostatnich dniach. To tutaj, szczególnie przy wyborach samorządowych, kiedy wszystko rozstrzygać się będzie na poziomie... na samym dole, na poziomie powiatów, gmin i powiatów i miast, tam potrzebna jest pełna taka obecność, zaangażowanie i dobry pomysł i wiarygodni ludzie, którzy będą na listach wyborczych, którzy będą reprezentować Platformę Obywatelską.

K.G.:  A są jeszcze tacy?

G.S.: Tak, wie pan, to jest kwestia tego po tylu latach, że  oczywiście żadna partia nigdy nie miała takiego doświadczenia, że rządzi... wygrywa się siedem wyborów i rządzi się już blisko siedem lat, blisko osiem w samorządzie. To jest wielkie doświadczenia, ale to jest wielkie wyzwanie też. Zawsze wybory są czymś nowym, każda kampania wyborcza jest czymś nowym i trzeba mieć na nią pomysł. On musi być świeży, aktualny i wiarygodny, ale on musi być przedstawiany przez ludzi, którzy będą społecznie akceptowani, są znani i dają właśnie gwarancję wiarygodności i przyzwoitości. I to jest wielki sprawdzian. I Platforma przed nim stanie, staje codziennie, ale szczególnie w momencie wyborczych kampanii i wyborczych decyzji. I tak będzie w listopadzie tego roku także.

K.G.:  Tak się składa, że te osoby, które powinny być obdarzone zaufaniem, okazuje się, że raczej na to zaufanie nie zasługują.

G.S.: Poczekajmy na zamknięcie tej afery, na decyzje, na ocenę jej przez Platformę, przez premiera. To wszystko ciągle jest przed nami.

K.G.:  Jakichś telefonów od premiera nie miał pan ostatnio?

G.S.: Nie, nie, ale rozmawialiśmy akurat w trakcie ostatniego posiedzenia przy tych emocjonalnych głosowaniach i wszystko przed nami.

K.G.:  Ale tak panowie rozmawiali tak po prostu o piłce nożnej, czy jakiś konkret może z dziedziny polityki, tak to nazwijmy?

G.S.: Nie rozmawialiśmy o piłce nożnej, bo rzeczywiście chociaż sytuacja jakby do tego predestynowała, bo przecież nie ma lepszego momentu niż rozmowa o piłce w trakcie mundialu, ale są w Polsce ważniejsze sprawy, te polityczne, przynajmniej były w zeszłym tygodniu i nie było czasu na piłkę nożną.

K.G.:  Czyli to była rozmowa o sprawach ważniejszych. Ciekawa informacja.

Daniel Wydrych: A bardzo żałuje pan, że Grecja odpadła?

G.S.: Wie pan, ja się cieszę bardzo, że Holendrzy awansowali. To jest drużyna, której kibicuję niezmiennie od 74 roku i jestem... i zagrali wczoraj bardzo mądrze, to był bardzo dobry mecz i zagrali bardzo mądrze, szczególnie w tej końcówce. I z tego się cieszę. Greków... Grekom... To był taki bardzo twardy mecz wielkiego poświęcenia i zaangażowania. I żal mi było obu drużyn, kiedy widziałem, jak przygotowywali się do tych serii rzutów karnych, ale powiem szczerze, że po raz pierwszy widziałem zawodników klęczących, jakby modlących się za to powodzenie, tak zachowywali się zawodnicy Kostaryki. I to było takie dla mnie absolutnie szokujące i trochę nawet powiedziałem, że może rzeczywiście wymodlili tę obronę tego karnego Gekasa że ich bramkarz  Navas zaprowadził ich tam, gdzie może liczyli, czyli do nieba wczoraj.

K.G.:  Do nieba. Dziękujemy, panie pośle, za rozmowę.

G.S.: Dziękuję.

K.G.:  Poseł Grzegorz Schetyna, poseł Platformy Obywatelskiej, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, gość Sygnałów dnia.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak