Polacy wybiorą burmistrza Londynu

Jedynka
migrator migrator 01.05.2008

Jestem osobą uprawnioną i będę brał udział w głosowaniu. Co więcej – zachęcałem Polaków tak jak potrafiłem, by się rejestrować i do wyborów pójść.

Wiesław Molak: Kolejna sygnałowa rozmowa z Londynu – Ewa Rogala.

Ewa Rogala: Naszym gościem jest Kazimierz Marcinkiewicz, były Premier, obecnie przedstawiciel Polski w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.

Kazimierz Marcinkiewicz: Tak, dzień dobry państwu.

E.R.: Goszczę u pana w ważnym momencie i dla Brytyjczyków, i dla Polaków, którzy mieszkają w Londynie – wybierany jest burmistrz Londynu. Polacy po raz pierwszy mogą brać udział w tych wyborach. Pan zamierza głosować?

K.M.: Tak, oczywiście, zarejestrowałem się już dwa miesiące temu. Ciekawostką jest to, że moje imię „Kazimierz” jest napisane na początku przez X, tak odczytano to, co napisałem na karcie rejestracyjnej. Jestem osobą uprawnioną do tego, by głosować i będę brał udział w tym głosowaniu. Co więcej – zachęcałem Polaków tak jak potrafiłem do tego, by się rejestrować i by do wyborów pójść, na łamach polskiej prasy tu, w Londynie.

E.R.: Zachęcał pan do poparcia jednego z głównych kandydatów.

K.M.: Zachęcałem najpierw do rejestrowania się, następnie zachęcałem do głosowania, natomiast oprócz tego odbyłem spotkanie z Borisem Johnsonem, bardzo interesujące spotkanie, na którym opowiadał o programie. Było ze mną ze dwudziestu młodych Polaków. Odpowiadał na nasze pytania dotyczące tego, co chce w Londynie zmienić. To mi odpowiada, uważam, że Londyn musi parę rzeczy zmienić, a dwie są najważniejsze – bezpieczeństwo i transport publiczny. To jest słabo opisane w programie obecnego burmistrza, a bardzo dobrze w programie Borisa Johnsona.

E.R.: No właśnie, co nowego chce wprowadzić takiego Boris Johnson, konserwatysta? Co takiego, jak pan myśli, przyda się właśnie Polakom mieszkającym w Londynie?

K.M.: Ja muszę powiedzieć, że w ogóle to jest dla mnie wielka ciekawostka, dlatego że właściwie wszyscy kandydaci, no, może prawie wszyscy, którzy startują w tych wyborach w Londynie, naprawdę największym mieście w Europie, naprawdę może nie jedynej, ale jednak stolicy, jednej z stolic świata, startują osoby bardzo oryginalne. I obecny burmistrz, i Johnson, i paru jeszcze innych kandydatów są szalenie oryginalnymi osobami. Może Londyn potrzebuje właśnie takich ludzi. Najważniejszą sprawą jest bezpieczeństwo, to znaczy Londyn jest miastem bezpiecznym, ale ma absolutnie „czarne dziury”, czarne miejsca, ma miejsca niebezpieczne. Cały czas londyńska młodzież z różnych środowisk zabija, rabuje, kaleczy. Są miejsca, przez które się nie przechodzi, wszyscy wiedzą i nawet je znają, ale tak być nie powinno. Tak być nie powinno, tak być nie powinno, Londyn powinien być miastem naprawdę bezpiecznym, tak, żebyśmy my wszyscy wiedzieli, że o każdej porze dnia i nocy możemy bezpiecznie wrócić do domu.

A druga sprawa to transport. To jest nawet tak, że przywoziłem teraz rodzinę z lotniska, z City London, jechałem metrem, widziałem, że to metro potrzebuje absolutnie nowoczesności, że potrzebuje świeżych inwestycji, że przechodzimy gdzieś przez jakieś tuneliki naprawdę jakby nie dla ludzi stworzone. Myślę, że Ken Livingstone nie dbał o transport publiczny przez te ostatnie lata, bo uznawał – tak jak i wielu londyńczyków – że transport publiczny w Londynie jest dobry. Okay, on nie jest zły, ale wymaga naprawdę sporego nakładu sił i środków.

I znów w programie obecnego burmistrza tego nie ma, w programie Borisa Johnsona jest to jeden z najważniejszych punktów całej tej układanki, a to dla nas, mieszkańców, jest ważne, bo oni się kłócą o olimpiadę w 2012 roku. Bardzo fajnie, tylko że olimpiada jest bardziej ich problemem niż naszym. Naszym takim, że może Polacy też i tu znajdą pracę, ale tak naprawdę dla nas, jeśli tu przez jakiś czas chcemy mieszkać, a ja jeszcze z rok tu pomieszkam, to chciałbym, by te dwie sprawy – docieranie do różnych miejsc i bezpieczeństwo – były lepiej zorganizowane niż obecnie.

E.R.: Okazuje się, że głos Polaków, którzy pierwszy raz wezmą udział w tych wyborach, będzie się bardzo liczył. Kandydaci, główni kandydaci wiedzą to, bardzo zabiegali o głosy Polonii.

K.M.: To kolejna bardzo ciekawe sprawa, dlatego że tak jak sami Anglicy mówią, londyńczycy, pierwszy raz kandydaci w wyborach zwrócili się do mniejszości mieszkających w Londynie zwrócili się o poparcie. Tego wcześniej nigdy nie było. I zwrócili się, oczywiście, tylko do Polaków, bo my jesteśmy największą i jednak w miarę zorganizowaną grupą, niejednorodnie, ale jednak zorganizowaną. Część Polaków popiera obecnego burmistrza przecież, ale rzeczywiście wszyscy najpoważniejsi kandydaci odbyli spotkania, także otwarte spotkania z Polakami mieszkającymi w Londynie, udzielili wywiadów w mediach polskich w Londynie, zabiegali o te głosy. To bardzo ładnie. A dlaczego? Polityka jest brutalna, ja to zawsze powtarzam. Odpowiedź jest prosta: dlatego, że zarejestrowało się około 70 tysięcy Polaków, a różnica w głosach pomiędzy dwoma najważniejszymi kandydatami jest niewielka, więc właśnie taka grupa kilkudziesięciu tysięcy osób może przeważyć szalę zwycięstwa.

E.R.: No i dodajmy jeszcze, że te wybory, ich wynik będzie też miał znaczenie dla najbliższych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

K.M.: Tak, polityka w Wielkiej Brytanii jest bardzo interesująca. Po odejściu Tony’ego Blaira poparcie dla laburzystów najpierw zaczęło rosnąć (bardzo ciekawe – Brown uzyskał poparcie w Wielkiej Brytanii wyborców), a jesienią zaczęło gwałtownie spadać i dziś ta różnica dochodzi już do rekordowych liczb, rzadko obecnych pomiędzy tymi dwoma rywalizującymi ze sobą historycznie już partiami, Partia Konserwatywna ma dużo wyższe poparcie. Wybory mogą się odbyć zawsze, przewiduje się je w przyszłym roku, ale tu premier może podjąć właściwie decyzję w każdym momencie przeprowadzenia wyborów. Więc wszystko wskazuje na to, że władza w Wielkiej Brytanii się zmieni.

E.R.: Kolejnym premierem będzie konserwatysta.

K.M.: Tak, i kolejnym premierem może być Cameron, bardzo interesujący człowiek, którego poznałem jeszcze będąc premierem, gdy byłem u Tony’ego Blaira spotkałem się także z Cameronem. Jest młodym, bardzo dynamicznym człowiekiem, jego wystąpienia, nie wiem, powinno się nagrywać i pokazywać, bo rzeczywiście są bardzo ekspresyjne, bardzo dosadne. Brytyjczycy to lubią, więc rzeczywiście ma szanse.

E.R.: Panie premierze, od czterech lat jesteśmy w Unii Europejskiej. Co byłoby, gdybyśmy nie weszli do Unii cztery lata temu?

K.M.: Oj, nie, nie, to jest niemożliwe. Znaczy jeśli prześledzimy ostatnie 20 lat, to to, co się działo przez te 20 lat to na pewno najlepszym okresem spośród tych 20 lat są te cztery lata, kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej. To jest naprawdę okres dynamicznego wzrostu, dynamicznego rozwoju. Wbrew przewidywaniom wielu europejskich mężów stanu, wielu europejskich ekspertów Polska rzeczywiście stała się, no, może nie „tygrysem”, ale prawie, Europy i to, co zrobiliśmy, zmiany, jakie zrobiliśmy w Polsce i co dziś z Londynu widzę dużo lepiej niż jestem w Polsce na co dzień, to jest podziwiane. To fajnie, jeśli możemy być podziwiani.

E.R.: W 2004 roku ruszyła duża fala polskiej emigracji właśnie tutaj, w kierunku Wysp Brytyjskich. Pan jest chyba najbardziej znanym emigrantem z tej nowej fali. Teraz mówi się, że emigranci wracają, podobno już z tej milionowej rzeszy emigrantów, którzy przyjechali z Unii Europejskiej, połowa wróciła do kraju. Jak to wygląda z pana perspektywy? Czy rzeczywiście te powroty się czuje, czy są widoczne?

K.M.: Ludzie mówią o tym, Polacy o tym mówią. Ja rozmawiam bardzo dużo z Polakami i rzeczywiście mówią o tym, że wracają. Najczęściej jednak tęsknią za rodzinami, za Polską, za krajem, za naszym stylem życia. To są jednak różnice cywilizacyjne pomiędzy naszymi narodami dosyć spore.

E.R.: A pan planuje już powrót do kraju?

K.M.: Tak, ja tu jestem na chwilę. Mówiłem o tym wyraźnie, cała moja rodzina jest w Polsce. Teraz akurat jest tu ze mną, bo jest majowy weekend i może, ale rzeczywiście to jest wyjazd na chwilę. Też tęsknię, ale kraj odwiedzam bardzo systematycznie. Ale myślę, że jeszcze dobry rok mogę spokojnie popracować tu, w Londynie, nabyć nowych doświadczeń, a pracując tu, pracuję także dla Polski, więc myślę, że cały czas robię to, co lubię najbardziej.

E.K.: Rok to dużo, ale pewnie już ma pan jakieś plany, jakieś projekty dotyczące powrotu.

K.M.: No nie, nie... Mam plany, oczywiście, mam plany, ale to nie są plany, które można opowiadać publicznie. Chciałbym stawać się coraz mniej osobą publiczną. Słabo mi to wychodzi, wiem, ale staram się, bowiem wcale nie jest powiedziane, że muszę wrócić do polityki. Na pewno wrócę do Polski, a jakie miejsce i gdzie? Myślę, że będzie ciekawie.

E.R.: Ale nie mówi pan definitywnie „nie” polityce.

K.M.: Myślę, że będzie ciekawie.

E.R.: Bardzo dziękuję. Kazimierz Marcinkiewicz.

(J.M.)

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Bądź z nami w kontakcie:

19:00 - 23:59WIECZORNE ROZMAITOŚCISłuchaj na żywo
Oglądaj na żywo
Wkrótce: SEKSOFERA
serwis specjalny wrzesień39

Polecamy:

Straty po II wojnie światowej niepowetowane do dziś

Straty po II wojnie światowej niepowetowane do dziś

Druga wojna światowa była największym konfliktem zbrojnym w dziejach. Wzięło w niej udział 61 państw. Ponad 55 milionów ludzi straciło życie, a 35 milionów zostało rannych. Wojna przyniosła gigantyczne straty materialne, ale odcisnęła się też na psychice milionów osób.