X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Polacy wybiorą burmistrza Londynu

01.05.2008
Jestem osobą uprawnioną i będę brał udział w głosowaniu. Co więcej – zachęcałem Polaków tak jak potrafiłem, by się rejestrować i do wyborów pójść.
Posłuchaj
10'13 Kazimierz Marcinkiewicz

Wiesław Molak: Kolejna sygnałowa rozmowa z Londynu – Ewa Rogala.

Ewa Rogala: Naszym gościem jest Kazimierz Marcinkiewicz, były Premier, obecnie przedstawiciel Polski w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.

Kazimierz Marcinkiewicz: Tak, dzień dobry państwu.

E.R.: Goszczę u pana w ważnym momencie i dla Brytyjczyków, i dla Polaków, którzy mieszkają w Londynie – wybierany jest burmistrz Londynu. Polacy po raz pierwszy mogą brać udział w tych wyborach. Pan zamierza głosować?

K.M.: Tak, oczywiście, zarejestrowałem się już dwa miesiące temu. Ciekawostką jest to, że moje imię „Kazimierz” jest napisane na początku przez X, tak odczytano to, co napisałem na karcie rejestracyjnej. Jestem osobą uprawnioną do tego, by głosować i będę brał udział w tym głosowaniu. Co więcej – zachęcałem Polaków tak jak potrafiłem do tego, by się rejestrować i by do wyborów pójść, na łamach polskiej prasy tu, w Londynie.

E.R.: Zachęcał pan do poparcia jednego z głównych kandydatów.

K.M.: Zachęcałem najpierw do rejestrowania się, następnie zachęcałem do głosowania, natomiast oprócz tego odbyłem spotkanie z Borisem Johnsonem, bardzo interesujące spotkanie, na którym opowiadał o programie. Było ze mną ze dwudziestu młodych Polaków. Odpowiadał na nasze pytania dotyczące tego, co chce w Londynie zmienić. To mi odpowiada, uważam, że Londyn musi parę rzeczy zmienić, a dwie są najważniejsze – bezpieczeństwo i transport publiczny. To jest słabo opisane w programie obecnego burmistrza, a bardzo dobrze w programie Borisa Johnsona.

E.R.: No właśnie, co nowego chce wprowadzić takiego Boris Johnson, konserwatysta? Co takiego, jak pan myśli, przyda się właśnie Polakom mieszkającym w Londynie?

K.M.: Ja muszę powiedzieć, że w ogóle to jest dla mnie wielka ciekawostka, dlatego że właściwie wszyscy kandydaci, no, może prawie wszyscy, którzy startują w tych wyborach w Londynie, naprawdę największym mieście w Europie, naprawdę może nie jedynej, ale jednak stolicy, jednej z stolic świata, startują osoby bardzo oryginalne. I obecny burmistrz, i Johnson, i paru jeszcze innych kandydatów są szalenie oryginalnymi osobami. Może Londyn potrzebuje właśnie takich ludzi. Najważniejszą sprawą jest bezpieczeństwo, to znaczy Londyn jest miastem bezpiecznym, ale ma absolutnie „czarne dziury”, czarne miejsca, ma miejsca niebezpieczne. Cały czas londyńska młodzież z różnych środowisk zabija, rabuje, kaleczy. Są miejsca, przez które się nie przechodzi, wszyscy wiedzą i nawet je znają, ale tak być nie powinno. Tak być nie powinno, tak być nie powinno, Londyn powinien być miastem naprawdę bezpiecznym, tak, żebyśmy my wszyscy wiedzieli, że o każdej porze dnia i nocy możemy bezpiecznie wrócić do domu.

A druga sprawa to transport. To jest nawet tak, że przywoziłem teraz rodzinę z lotniska, z City London, jechałem metrem, widziałem, że to metro potrzebuje absolutnie nowoczesności, że potrzebuje świeżych inwestycji, że przechodzimy gdzieś przez jakieś tuneliki naprawdę jakby nie dla ludzi stworzone. Myślę, że Ken Livingstone nie dbał o transport publiczny przez te ostatnie lata, bo uznawał – tak jak i wielu londyńczyków – że transport publiczny w Londynie jest dobry. Okay, on nie jest zły, ale wymaga naprawdę sporego nakładu sił i środków.

I znów w programie obecnego burmistrza tego nie ma, w programie Borisa Johnsona jest to jeden z najważniejszych punktów całej tej układanki, a to dla nas, mieszkańców, jest ważne, bo oni się kłócą o olimpiadę w 2012 roku. Bardzo fajnie, tylko że olimpiada jest bardziej ich problemem niż naszym. Naszym takim, że może Polacy też i tu znajdą pracę, ale tak naprawdę dla nas, jeśli tu przez jakiś czas chcemy mieszkać, a ja jeszcze z rok tu pomieszkam, to chciałbym, by te dwie sprawy – docieranie do różnych miejsc i bezpieczeństwo – były lepiej zorganizowane niż obecnie.

E.R.: Okazuje się, że głos Polaków, którzy pierwszy raz wezmą udział w tych wyborach, będzie się bardzo liczył. Kandydaci, główni kandydaci wiedzą to, bardzo zabiegali o głosy Polonii.

K.M.: To kolejna bardzo ciekawe sprawa, dlatego że tak jak sami Anglicy mówią, londyńczycy, pierwszy raz kandydaci w wyborach zwrócili się do mniejszości mieszkających w Londynie zwrócili się o poparcie. Tego wcześniej nigdy nie było. I zwrócili się, oczywiście, tylko do Polaków, bo my jesteśmy największą i jednak w miarę zorganizowaną grupą, niejednorodnie, ale jednak zorganizowaną. Część Polaków popiera obecnego burmistrza przecież, ale rzeczywiście wszyscy najpoważniejsi kandydaci odbyli spotkania, także otwarte spotkania z Polakami mieszkającymi w Londynie, udzielili wywiadów w mediach polskich w Londynie, zabiegali o te głosy. To bardzo ładnie. A dlaczego? Polityka jest brutalna, ja to zawsze powtarzam. Odpowiedź jest prosta: dlatego, że zarejestrowało się około 70 tysięcy Polaków, a różnica w głosach pomiędzy dwoma najważniejszymi kandydatami jest niewielka, więc właśnie taka grupa kilkudziesięciu tysięcy osób może przeważyć szalę zwycięstwa.

E.R.: No i dodajmy jeszcze, że te wybory, ich wynik będzie też miał znaczenie dla najbliższych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

K.M.: Tak, polityka w Wielkiej Brytanii jest bardzo interesująca. Po odejściu Tony’ego Blaira poparcie dla laburzystów najpierw zaczęło rosnąć (bardzo ciekawe – Brown uzyskał poparcie w Wielkiej Brytanii wyborców), a jesienią zaczęło gwałtownie spadać i dziś ta różnica dochodzi już do rekordowych liczb, rzadko obecnych pomiędzy tymi dwoma rywalizującymi ze sobą historycznie już partiami, Partia Konserwatywna ma dużo wyższe poparcie. Wybory mogą się odbyć zawsze, przewiduje się je w przyszłym roku, ale tu premier może podjąć właściwie decyzję w każdym momencie przeprowadzenia wyborów. Więc wszystko wskazuje na to, że władza w Wielkiej Brytanii się zmieni.

E.R.: Kolejnym premierem będzie konserwatysta.

K.M.: Tak, i kolejnym premierem może być Cameron, bardzo interesujący człowiek, którego poznałem jeszcze będąc premierem, gdy byłem u Tony’ego Blaira spotkałem się także z Cameronem. Jest młodym, bardzo dynamicznym człowiekiem, jego wystąpienia, nie wiem, powinno się nagrywać i pokazywać, bo rzeczywiście są bardzo ekspresyjne, bardzo dosadne. Brytyjczycy to lubią, więc rzeczywiście ma szanse.

E.R.: Panie premierze, od czterech lat jesteśmy w Unii Europejskiej. Co byłoby, gdybyśmy nie weszli do Unii cztery lata temu?

K.M.: Oj, nie, nie, to jest niemożliwe. Znaczy jeśli prześledzimy ostatnie 20 lat, to to, co się działo przez te 20 lat to na pewno najlepszym okresem spośród tych 20 lat są te cztery lata, kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej. To jest naprawdę okres dynamicznego wzrostu, dynamicznego rozwoju. Wbrew przewidywaniom wielu europejskich mężów stanu, wielu europejskich ekspertów Polska rzeczywiście stała się, no, może nie „tygrysem”, ale prawie, Europy i to, co zrobiliśmy, zmiany, jakie zrobiliśmy w Polsce i co dziś z Londynu widzę dużo lepiej niż jestem w Polsce na co dzień, to jest podziwiane. To fajnie, jeśli możemy być podziwiani.

E.R.: W 2004 roku ruszyła duża fala polskiej emigracji właśnie tutaj, w kierunku Wysp Brytyjskich. Pan jest chyba najbardziej znanym emigrantem z tej nowej fali. Teraz mówi się, że emigranci wracają, podobno już z tej milionowej rzeszy emigrantów, którzy przyjechali z Unii Europejskiej, połowa wróciła do kraju. Jak to wygląda z pana perspektywy? Czy rzeczywiście te powroty się czuje, czy są widoczne?

K.M.: Ludzie mówią o tym, Polacy o tym mówią. Ja rozmawiam bardzo dużo z Polakami i rzeczywiście mówią o tym, że wracają. Najczęściej jednak tęsknią za rodzinami, za Polską, za krajem, za naszym stylem życia. To są jednak różnice cywilizacyjne pomiędzy naszymi narodami dosyć spore.

E.R.: A pan planuje już powrót do kraju?

K.M.: Tak, ja tu jestem na chwilę. Mówiłem o tym wyraźnie, cała moja rodzina jest w Polsce. Teraz akurat jest tu ze mną, bo jest majowy weekend i może, ale rzeczywiście to jest wyjazd na chwilę. Też tęsknię, ale kraj odwiedzam bardzo systematycznie. Ale myślę, że jeszcze dobry rok mogę spokojnie popracować tu, w Londynie, nabyć nowych doświadczeń, a pracując tu, pracuję także dla Polski, więc myślę, że cały czas robię to, co lubię najbardziej.

E.K.: Rok to dużo, ale pewnie już ma pan jakieś plany, jakieś projekty dotyczące powrotu.

K.M.: No nie, nie... Mam plany, oczywiście, mam plany, ale to nie są plany, które można opowiadać publicznie. Chciałbym stawać się coraz mniej osobą publiczną. Słabo mi to wychodzi, wiem, ale staram się, bowiem wcale nie jest powiedziane, że muszę wrócić do polityki. Na pewno wrócę do Polski, a jakie miejsce i gdzie? Myślę, że będzie ciekawie.

E.R.: Ale nie mówi pan definitywnie „nie” polityce.

K.M.: Myślę, że będzie ciekawie.

E.R.: Bardzo dziękuję. Kazimierz Marcinkiewicz.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Zaskakujące tąpnięcie w sondażach przed wyborami

W Wielkiej Brytania, gdzie w ciągu najbliższych dwóch i pół miesiąca muszą się odbyć wybory, gwałtownie zmniejszyła się przewaga opozycji.



Sondaże wskazują, że rząd premiera Gordona Browna ma wręcz szansę pozostać u władzy.
Brytyjskie media przecierają ze zdumienia oczy. W najnowszym sondażu YouGov Konserwatyści mają już tylko 2-procentową przewagę nad Labourzystami. Półtora roku temu mieli 20 procent. Jednocześnie jednak trudno to uznać za przejaw zaufania do premiera Browna i jego ekipy, skoro głosować na nich chce ledwie co trzeci wyborca. Można odnieść wrażenie, że Brytyjczycy nie mają komu zaufać.

Lider Konserwatystów David Cameron, powiedział wczoraj w przemówieniu do członków swojej partii, że trzeba przekonać elektorat do Torysów, odpowiedzieć na pytania, co oznacza ich program i jakim przywódcą będzie on sam. Nawet przychylny mu dziennik "Daily Telegraph" pytał dziś: "Dopiero teraz?" i dodawał: "To nie do wiary, aby jeden z najbardziej niekompetentnych rządów w najnowszej historii Wielkiej Brytanii miał szanse utrzymać się u władzy". A jest to dość zgodna ocena mediów wszelkich odcieni politycznych. Niektórzy komentatorzy uważają nawet, że nieudolność Konserwatystów może wzmocnić pozycję skrajnej prawicy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Czytaj także

Były premier tłumaczy się ze swoich decyzji

W Londynie trwa przesłuchanie byłego brytyjskiego premiera Tony'ego Blaira przez niezależną komisję badającą okoliczności interwencji w Iraku. Pierwsze pytania dotyczą właśnie motywów, które skłoniły Blaira do zmiany polityki wobec Saddama Husajna - z reżimu sankcji na opcję wojenną..

Były premier podkreślał, że Saddam Husajn nauczył się obchodzić system sankcji, stref zakazu lotów i inspekcji rozbrojeniowych nałożonych na Irak po pierwszej wojnie w Zatoce w 1998 roku. Potrafił też podsycać sprzeciwy opinii światowej przeciwko skutkom embarga dla irackiego społeczeństwa.

Nie to jednak było głównym motywem przyjęcia rozwiązania wojennego, lecz - jak się wyraził Tony Blair - "zmiana współczynnika ryzyka". Było to wynikiem śmierci 3 tysięcy ofiar zamachów z 11 września 2001 roku. Były brytyjski premier mówił: "Na ulicach Nowego Jorku zginęło 3 tysiące osób, ale jeśli fanatyczni terroryści byliby w stanie zabić 30 tysięcy, z pewnością by to zrobili".

To był inny jakościowo terroryzm niz zamachy IRA, które "miały swoją logikę, można je było zrozmieć. Ten nowy fanatyzm całkowicie zmienił naszą ocenę zagrożeń" - powiedział Tony Blair.
Przesłuchanie, z przerwą na obiad, potrwa do wieczora.

kg, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Czytaj także

Uwaga. Mniej lotów na trasie Warszawa - Londyn

W związku z zaplanowanym na nadchodzący weekend strajkiem związku zawodowego personelu pokładowego linii British Airways, mniej samolotów w tych dniach będzie latać na trasie Warszawa-Londyn.

Jak poinformował we wtorek PAP przewoźnik, zmiany w rozkładzie lotów dotyczyć będą rejsów od 20 do 23 marca. Obecnie BA wykonuje dziennie trzy rejsy z Okęcia na londyńskie Heathrow: poranny, popołudniowy i wieczorny. W sobotę - pierwszego dnia strajku, mają być dwa loty (poranny i popołudniowy), w niedzielę i poniedziałek tylko kursy popołudniowe, a we wtorek dwa loty - po południu i wieczorem. Z Londynu do Warszawy nie będzie rejsów porannych i wieczornych.

Jak podał przewoźnik, pasażerowie, których lot został odwołany ze względu na strajk, mają możliwość zmiany rezerwacji na inny lot w ciągu kolejnych 365 dni, biletu na lot na najbliższe lotnisko w przeciągu 14 dni od daty wylotu, a także zwrotu kosztów lub zamiany biletu na lot innego przewoźnika.

Aby zmienić termin rezerwacji, należy dzwonić pod nr telefonu: 022˙529 90 00.

Spór między związkowcami a BA dotyczy zmniejszenia poziomu zatrudnienia i płac. Pierwszy trzydniowy strajk ma się rozpocząć 20 marca; drugi - czterodniowy 27 marca.

mch, pap

Czytaj także

Wielka Brytania tonie w długach. Nie weszła by do euro

Dwa tygodnie przed wyborami powszechnymi w Wielkiej Brytanii tamtejszy urząd statystyczny opublikował katastrofalne dane o stanie finansów państwowych. Wielka Brytania jest pod tym względem w najgorszej sytuacji w gronie państw wysoko rozwiniętych.

Całkowite zadłużenie państwa wynosi 890 miliardów funtów, czyli prawie 4 biliony złotych - to 62 procent PKB Wielkiej Brytanii. Zadłużenie bieżące, czyli deficyt budżetowy jest również potężne - 163 miliardy funtów i rośnie w tempie ponad 20 miliardów miesięcznie.

Te liczby są wprawdzie nieco niższe niż przewidywał sam rząd, ale i tak nie przemawiają na korzyść premiera Gordona Browna, który wcześniej przez 10 lat był ministrem finansów, a w tych wyborach prezentuje się jako zbawca kraju przed krachem bankowym i recesją. Opozycja  ostrzega, że zacznie od razu od bolesnych oszczędności, aby jak najszybciej przystąpić do spłaty tych przytłaczających długów.

Trudno stwierdzić, czy Wielka Brytania wylądowałaby lepiej, gdyby w porę przystąpiła do strefy euro. Teraz jednak taka możliwość w ogóle nie wchodzi w rachubę, nawet gdyby Brytyjczycy nagle zmienili zdanie. Deficyt budżetowy sięga 12 procent PKB, a to 4 razy więcej niż wynosi kryterium przyjęcia do strefy euro.

rk,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)