X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Po co nam symbole narodowe?

20.04.2007
0 0 0
To są takie znaki, które po prostu pomagają wspólnocie funkcjonować, takiej normalnej, porządnej, nie zamkniętej jakiejś, wcale nie zasklepionej, ale po prostu sensownej, zdrowej wspólnocie pozwalają z poczuciem tożsamości i sensu wspólnego pozwalają funkcjonować.
Posłuchaj
11'48 07-04-20 stasiak

Krzysztof Kaczmarczyk: W naszym studiu kolejny gość – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysław Stasiak. Dzień dobry.

Władysław Stasiak:
Kłaniam się, dzień dobry.

Tomasz Sakiewicz: Panie ministrze, okazuje się, że istnieje specjalna agencja w USA, która zajmuje się systemem antyrakietowym, a dowiedzieliśmy się dzięki temu, że jej przedstawiciele przyjechali dwa dni temu do Polski i jeszcze wczoraj bardzo aktywnie promowali swój system antyrakietowy. Po co przyjechali, skoro jeszcze nie ma negocjacji?

W.S.:
O agencji, oczywiście, wiemy wcześniej, bo wiedzieliśmy o tym, orientując się co do oferty amerykańskiej dotyczącej tarczy. Natomiast to jest wizyta, którą nasi partnerzy amerykańscy zdecydowali się przeprowadzić, żeby wyjaśnić szczegóły dotyczące oferty amerykańskiej, żeby wyjaśnić też to, co nas by interesowało w sposób szczególny, czyli na czym polega natura tego systemu. Inaczej mówiąc, my, oczywiście, wiemy, na czym polega tarcza, na czym polega oferta amerykańska, natomiast ważne jest też to, że słyszymy od partnerów amerykańskich, że angażują się w różne przedsięwzięcia na świecie, służące chociażby wyjaśnianiu charakteru tarczy zarówno dla naszych przyjaciół, partnerów NATO-wskich, jak i na przykład Rosji. To bardzo ważne, że strona amerykańska też takie działanie i takie prace robi, bo tego, prawdę mówiąc, też oczekiwaliśmy, mówiąc krótko. Ta wizyta miała charakter wyjaśniający, precyzujący, ale też budujący, jak sądzę, dobrą atmosferę dla potencjalnych przyszłych negocjacji.

T.S.: Widać, że Amerykanom zależy, zależy bardzo, skoro w zasadzie nawet specjalnie tutaj nie bardzo proszeni przyjechali. To oznacza tylko jedno – pewnie tarcza będzie. Ale Amerykanie różnie mówią o tej tarczy. Polakom mówią, że to zwiększy wasze bezpieczeństwo, Europie mówią: to będzie chronić również Europę przez terroryzmem, Rosji: w żaden sposób nie będziemy zestrzeliwać waszych rakiet, co by trochę kolidowało z tym, na co Polacy liczą. Jak jest naprawdę?

W.S.:
Po pierwsze to, czy tarcza będzie, to, oczywiście, przesądzą negocjacje. I to mówię z pełnym przekonaniem i z pełną odpowiedzialnością, że to negocjacje przesądzą i po to są, żeby przesądzić, czy elementy tarczy antyrakietowej będą budowane w Polsce. Czyli przypomnę – 10 wyrzutni, które będą potencjalnie mogły być lokowane na naszym terytorium, ale cała ta kwestia będzie przedmiotem negocjacji. To, co mówią tak naprawdę to jest, jak sądzę, spójne, chociaż mówią pewnie o różnych aspektach tej samej kwestii.

To zresztą dotyczy nie tylko elementów budowanego w Polsce, ale także tego, co miałoby być budowane w Republice Czeskiej, czyli radar, niezwykle istotny, rzecz jasna, dla funkcjonowania całego systemu. Otóż te elementy będą się składały (jeżeli będą się składały) na pewien system, który ma chronić terytorium Stanów Zjednoczonych i sprzymierzeńców europejskich Stanów Zjednoczonych przed atakami rakietowymi rakiet dalekiego zasięgu z tak zwanych „państw bandyckich”, „zbójeckich”, jak zwał tak zwał, w każdym razie odpalonych gdzieś z dalszego terytorium i mających cechy ataku terrorystycznego, groźnego, ale indywidualnego ataku terrorystycznego. I myślę, że ważne jest też to, że wszystkie dane przekonują jednoznacznie zupełnie, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, merytorycznych wątpliwości nie ma żadnych, że nie jest to system agresywny, nie można za pomocą tego systemu kogokolwiek zaatakować. To nie ulega żadnej kwestii.

T.S.: Rakiety w Polsce, radar w Czechach, a guzik? W Nowym Jorku.

W.S.:
Tak, guzik w Nowym Jorku, to jest oferta amerykańska.

T.S.: Albo w Waszyngtonie.

W.S.:
No tak, oczywiście, może w Waszyngtonie, może jednak tak, czy gdziekolwiek indziej, ale w każdym razie w Stanach Zjednoczonych. Ale, powiadam, przed nami całe negocjacje, oferta jest amerykańska.

T.S.: Możemy mieć dostęp do guzika?

W.S.:
Oferta jest amerykańska, system jest amerykański dla prostej przyczyny – nie ma w tej chwili innej oferty tego rodzaju. Przypomnę, że NATO na szczycie w Pradze w 2002 roku uznało zagrożenie tego rodzaju, czyli zagrożenie atakami takimi terrorystycznymi, ale zorganizowanymi na skalę państwową, atakami terrorystycznymi dalekiego zasięgu za realne, uznano za wskazane budowę takiej tarczy antyrakietowej, wykonano nawet studium wykonalności, tyle tylko, że w NATO to prawdopodobnie potrwałoby jeszcze najbliższe dwadzieścia kilka lat albo może i trzydzieści.

W tej chwili mamy do czynienia z jedną ofertą realną i konkretną. I o tej ofercie chcemy porozmawiać, ale dzisiaj mówimy: porozmawiajmy. Zdecydujemy po przeprowadzeniu negocjacji, także odnośnie tego, jak ten guzik będzie wykorzystany, w jakich okolicznościach i z czyim udziałem.

Jedno jest przy tym bardzo ważne i to jest właściwie warunek ze strony Polski stawiany w sposób bardzo zdecydowany. Otóż nie chcemy rozmawiać tak, że najpierw porozmawiamy w ogóle o elementach tarczy, budowy, czyli o kwestii technicznej budowy tarczy w Polsce, a później o kwestii współpracy w szerszym wymiarze bezpieczeństwa. Mówimy: porozmawiajmy, ale porozmawiajmy łącznie, w ogóle i o tarczy, i o podniesieniu poziomu bezpieczeństwa naszego kraju. To jest dla nas warunek bardzo, bardzo istotny.

T.S.: A czy jest możliwe, że w zamian za zgodę na tarczę, dostaniemy od Amerykanów jakiś system rakietowy obrony przeciwlotniczej?

W.S.:
Różne warianty mogą być w grze. Trudno przesądzać przed rozpoczęciem negocjacji albo trudno zamykać jakiekolwiek pola czy cokolwiek wykluczyć, nawet nie miałoby to sensu. Jak mówię, my w tej chwili stawiamy w sposób następujący – otóż mówimy: nie zaczynajmy rozmów technicznych, odkładając na później rozmowy o szerszym wymiarze współpracy; rozmawiajmy o wszystkim i rozmawiajmy łącznie. Ten aspekt jest dla nas niezwykle, powiedziałbym, fundamentalnie istotny, żeby rozmawiać o wszystkim razem, czyli i o aspekcie technicznym instalacji w Polsce, ale jednocześnie (bardzo podkreślam to słowo „jednocześnie”) o współpracy w tym szerokim wymiarze bezpieczeństwa.

T.S.: Panie ministrze, czy 2 maja wywiesi pan flagę?

W.S.:
Drugiego i trzeciego jak najbardziej. To jest rzeczywiście...

T.S.: Pewnie do trzeciego zostanie.

W.S.:
No tak, tak, niewątpliwie. Drugiego to jest taki dzień dosyć mało znany, bo rzeczywiście uchwalony przez Sejm w formie ustawy niedawno jako Dzień Flagi, ale to jest raczej taki dzień, który ma przypominać i w ogóle wyjaśniać naturę symboli narodowych, w tym flagi. I rzeczywiście chcemy ten dzień przypomnieć chociażby poprzez proste przypomnienie wywieszania flagi, ale także w ogóle przypomnienie tego, co symbole narodowe w istocie znaczą i jaki mają walor.

T.S.: Mam wrażenie, że w Polsce ciągle w sprawie symboli jest straszliwe pomieszanie. 1 maja pojawiają się flagi nawet na budynkach państwowych, jakby to było święto państwowe. Czy jest obowiązek 1 maja wywieszenia flagi?

W.S.:
Nie, jeżeli dobrze pamiętam, to nie jest to święto państwowe, nie ma obowiązku wywieszania flagi, natomiast z całą pewnością jest obowiązek wywieszenia flagi 3 Maja.

T.S.: I tutaj czasami te flagi znikają, tak jakby ciągle nie dowierzano, że coś się zmieniło w Polsce.

W.S.:
No, trafna uwaga, rzeczywiście jest ten problem. Ale ja myślę, że problem jest trochę głębszy, znaczy problem jest tej natury, że cały czas mało mówimy o znaczeniu symboli narodowych. To jest z jednej strony tak, że niektórzy twierdzą: a, to takie tam od święta, w ogóle nie zajmujmy się tym, bo po co, mamy ważniejsze sprawy. Myślę, że nie, myślę, że biało-czerwona flaga (orzeł w koronie i to właśnie orzeł w koronie, i to też ma znaczenie, tak jak w symbolach wszystko ma swoje znaczenie, tak i korona orła ma swoje znaczenie), jak i pieśni, poczynając od Hymnu, wszystkie mają swoje znaczenie. I to głębokie, także dla praktycznego życia codziennego.

Proszę zwrócić uwagę na to, że społeczeństwo wyjątkowo dynamiczne, niewątpliwie, co do tego, myślę, nie ma wątpliwości, jak amerykańskie, flagą posługuje się na co dzień. Flagi wywiesza się nawet gdzieś w odległych gospodarstwach, domach, po prostu one są, bo to są wyrazy wspólnoty i wiary, co ważniejsze, i wiary w tę wspólnotę, wiary w to, że coś wspólnie można zrobić. To, że orzeł towarzyszy nam od zarania dziejów, w Kronice Marcina Kromera jest napisane, że to od legendarnego Lecha orzeł nam towarzyszy, to coś znaczy.

T.S.: Gniezno, orle gniazdo, tak?

W.S.:
No tak, tak.

T.S.: Cała symbolika powstania państwa polskiego.

W.S.:
Barwy narodowe to były barwy herbu polskiego od bardzo dawna, znaczy biało-czerwone, natomiast oficjalnie zostały ustalone też w momencie takim bardzo dziejowym, bym powiedział, bo uchwałą Sejmu Królestwa Polskiego 7 lutego konkretnie 1831 roku właśnie jako takie znaki, pod którymi, jak głosiła ta ustawa, Polacy mieliby takie barwy, pod którymi mogliby się jednoczyć. To są naprawdę bardzo ważne symbole.

I ważne jest też to, żeby wywieszać, oczywiście, flagę na święta, ale też żeby pamiętać o symbolach narodowych na co dzień. Nie może jakoś oficjalnie, z jakimś wielkim zadęciem, ale żeby pamiętać o tym, że to są takie znaki, które po prostu pomagają wspólnocie funkcjonować, takiej normalnej, porządnej, nie zamkniętej jakiejś, wcale nie zasklepionej, ale po prostu sensownej, zdrowej wspólnocie pozwalają z poczuciem tożsamości i sensu wspólnego pozwalają funkcjonować.

T.S.: Panie ministrze, 3 Maja to jest taki dzień, w którym większość Polaków po prostu wyjeżdża sobie na wakacje, ogląda telewizję, pije piwo. Pewnie nie ma w tym nic złego, ale komu się chce dzisiaj świętować święto 3 Maja, jedno z dwóch najważniejszych świąt państwowych? Czy coś można zrobić w tej sprawie, żeby Polacy byli bardziej dumni ze swoich dokonań? W końcu Konstytucja 3 maja to wielkie wydarzenie.

W.S.:
Muszą być... znaczy nie muszą w sensie obowiązku jakiegoś prawnego, ale myślę, że po prostu muszą, dlatego że warto. I tu jest kilka aspektów. Po pierwsze taki, że warto pójść chociażby na jakieś lokalne uroczystości, bo jak mówię, to nie tylko jest...

T.S.: Pośpiewać pieśni patriotyczne.

W.S.:
Pośpiewać pieśni patriotyczne, bardzo dobry pomysł.

T.S.: Komu dzisiaj to przychodzi do głowy, tak?

W.S.:
Podobno komuś przychodzi, ale to jest bardzo dobry pomysł. I myślę, że akurat...

T.S.: W Krakowie jest taki obyczaj. Ma być też w Warszawie.

W.S.:
Też, ale myślę, że cokolwiek dobrego się dzieje, że w małych miejscowościach są spotkania, gdzie mówi się o naturze tych świąt, przypomina się o tym. Krótko mówiąc to jest też taki moment do spotkania wspólnoty lokalnej. I bardzo dobrze. To niekoniecznie musi być tak, że to cała uroczystość... No dobrze, no pewnie, dobrze jest zagrać Hymn i mieć taki moment oficjalny, bo to też jest ważne wbrew pozorom, ale to, że się ludzie 3 Maja mogliby spotkać, zobaczyć nawzajem właśnie przy flagach, świetnie. To może być także dobra zabawa. Myślę też tak, że nie zapominajmy, że warto też, kiedy się spędza ten dzień w gronie rodzinnym, po prostu czy wśród przyjaciół, czy znajomych, chociażby wywiesić flagę w ogrodzie czy pomyśleć o tym 3 Maja.

Myślę, że nie ma sprzeczności pomiędzy takim rzeczywiście górnolotnym niewątpliwie i ważnym charakterem, takim dziejowym wręcz tego święta, ale też tym, że przy odpoczynku, przy zabawie, jeżeli, oczywiście, te symbole się szanuje, ale te symbole towarzyszą, podkreślam – szanowane, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby one rzeczywiście też towarzyszyły w takim wymiarze nawet trochę odpoczynkowym.

T.S.: Polacy potrafią być dumni, są dumni. Dzisiaj jest Euro, więc okazuje się, że trzeba tylko dać polskim barwom właściwy wymiar, właściwy sukces, przypomnieć, że sukcesy były nie tylko kiedyś, ale i teraz.

W.S.:
Z pewnością, ale są teraz i mogą być na przyszłość. I w tym pomagają też symbole narodowe, żeby o tym myśleć i o to się starać.

T.S.: Dziękuję bardzo. Gościem Sygnałów był Minister Władysław Stasiak.

W.S.:
Dziękuję uprzejmie.

J.M.

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Odpowiedzialność i symbole

Jeśli więc chcemy mimo wszystko, by pojęcie narodu polskiego miało jeszcze jakiś sens, musimy przyjąć, że jakaś część odpowiedzialności za dzisiejszy upadek ciąży na nas wszystkich.

Święto 3 Maja jest symboliczne w potocznym znaczeniu tego słowa - jako, że bardzo niewielu Polaków potrafi powiedzieć co zawierała Konstytucja wtedy uchwalona. Niewielu więcej jest świadomych, że był to drugi taki akt na świecie i pierwszy w Europie. W swoich listach autor Deklaracji Niepodległości Thomas Jefferson pisał o „trzech wielkich rewolucjach w Ameryce, Polsce i Francji”.


W tym roku święto to zbiega się niemal z głośnym wygłupem w TVN. Nie ma co dociekać przyczyn, dla której osoba zatrudniona w tej stacji uznała za celowe spaskudzenie flagi narodowej. Ciekawsze byłoby pytanie czemu ta instytucja nadal go zatrudnia. To, co ważne, to brak szerokiej fali oburzenia.

Można by tu przywołać przykład Szwecji, gdzie zabroniono dzieciom przynosić narodowe chorągiewki do szkoły w dniu święta państwowego (co było tam starym zwyczajem) - ale podano powód: chodzi o to, by nie ranić uczuć dzieci islamskich imigrantów. Szwedzi, podobnie jak inne narody europejskie, ustępują po prostu przed agresywną siłą muzułmanów, których nie potrafią asymilować. Konserwatyści uważają to za godną pogardy słabość - ale przynajmniej mamy tu jasny obraz rozkładu sił.

Ale jaka siła powoduje, że etnicznie niemal jednolita Polska, która tak długo marzyła o niepodległości - także przestaje cenić jej symbole?

Momentem przełomowym były chyba obchody 55 rocznicy zakończenia wojny. Wtedy to kancelaria prezydenta Kwaśniewskiego odmówiła prezesowi Światowego Związku Żołnierzy AK możliwości publicznego wyrażenia dezaprobaty wobec zaproszenia na nie także byłych funkcjonariuszy UB. Być może odpowiedzialny za organizację urzędnik uznał, że sprawa ta obchodzi tylko tę część społeczeństwa, która i tak nie głosuje na SLD. W rezultacie Akowcy zbojkotowali uroczystość - za to prezydent stwierdził w przemówieniu, że liczy się wspólnota przelanej krwi. Chyba nie przyszło mu do głowy, że w tym wypadku jest to krew ofiar przelana przez katów.

Okazało się, że nie istnieją już symbole, wokół których skupić się mogą wszystkie znaczące siły polityczne. Czy tak głęboko podzielona „ludność” może więc jeszcze nazywać się narodem?
Ponieważ Konstytucja 3 Maja nie zaowocowała sukcesem, kojarzy się raczej z pięknym gestem: początkiem polskiego romantyzmu. Stała się symbolem nie tyle spóźnionych reform, co obudzonego pragnienia zachowania niepodległości. Była też głównym argumentem polskich historyków walczących ze stereotypem zasianym przez państwa zaborcze, iż Polacy nie byli w stanie rządzić się samodzielnie. Przez prawie 200 lat cytowano z szyderstwem powiedzenie posłów polskich, iż „Polska nierządem stoi” - cynicznie fałszując jego prawdziwe brzmienie: „Polska nie rządem stoi ale prawami”.

Co było parafrazą stwierdzenia Stefana Zamoyskiego z 1590 r.: „U nas prawo rządzi, nie król.”
Gdy w 1558 r. młoda Elżbieta I obejmowała tron Anglii, wysłannik potężnego Królestwa Polskiego (siedmiokrotnie większego od jej państwa i co najmniej trzykrotnie bogatszego) kanclerz Jan Łaski udzielił jej po koronacji pouczeń jak ma rządzić swym rozdartym walkami wewnętrznymi państwem... czego cały dwór wysłuchał z szacunkiem.

Wiedziano, że to on uratował wielkiego Erazma z Rotterdamu od konieczności sprzedania swojej biblioteki: kupił ją bowiem i zostawił w domu Erazma, ustanawiając go swoim dożywotnim bibliotekarzem. Ale jeszcze ważniejszy był kraj, który reprezentował.
Polacy XVI wieku wyprzedzili Europę o parę stuleci w dziedzinie politycznych praw jednostki: wystarczy powiedzieć, że we Francji po Rewolucji Lipcowej w 1830 r. czynne i bierne prawo wyborcze posiadało... 1,5 proc. obywateli. W Anglii w tym czasie - 3,2 proc. W Polsce XVI w. korzystało z nich 10 proc. ludności; tzn. cała szlachta. Prawo podobne do sławnego Habeas Corpus miała szlachta na 150 lat wcześniej niż poddani brytyjscy.

Historyk Klaus Zernak napisze: „Na gruncie pełnej świadomości, że ethnos i naród to odmienne społecznie i politycznie stany, mogło się tu rozwinąć pojęcie narodu, które w dawnej Rzeczpospolitej potrafiło sprostać wszelkim wyzwaniom rzucanym przez etnocentryzm. Naród sarmacki był przecież czymś więcej niż tylko rdzennie polską elitą... (...) Imponującego dowodu na to dostarczyli Żydzi, którzy w Powstaniu Kościuszkowskim wystawili pierwsze w swoich dziejach po diasporze regularne oddziały wojskowe i stanęli w obronie Rzeczpospolitej Polskiej, widząc w niej nowy Izrael - ziemię obiecaną.” 

Dostrzegał to już rabin krakowski Mojżesz Isserless z XVI w. - „Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju za schronienie, los Izraela byłby przesądzony.”  W słynnej francuskiej „Encyklopedii” Polska nazwana jest „paradis Judaeorum” - rajem Żydów. Zaś wybitny duński krytyk i historyk literatury Georg Brandes napisze pod koniec XIX w.: „Żydów jest w Polsce wielu, bo państwo polskie dało im gościnę, gdy cała Europa ten naród prześladowała. Nie przyjęła się tu jednak owa specjalna forma niemieckiej nienawiści, którą ochrzczono mianem antysemityzmu.”
Arcyksiążę Jan Habsburg wyznał delegacji szlachty polskiej w 1848r.: „Rozbiory Polski były naruszeniem prawa międzynarodowego; jakobinizmem. Moja babka i król Fryderyk popełnili ciężki grzech dzieląc Polskę. Rozbiory te są największym nieszczęściem Europy. Od tej chwili w świecie politycznym ustały spokój i rzetelność. Nieszczęście to trwać będzie, póki Polska nie odzyska swego bytu...” 

Arcyksiążę miał rację. To dzięki zaborom Prusy nabrały ambicji mocarstwowych; by po zwycięstwie nad Francją w 1870 r. przekształcić się w Cesarstwo Niemieckie... które zaczęło prowadzić Weltpolitik. To zaś rozpoczęło łańcuch politycznych procesów i wydarzeń - które doprowadziły do politycznej degradacji całej Europy.

Rzeczpospolita, próbująca niezwykłego eksperymentu demokracji szlacheckiej - nie była w stanie odeprzeć następujących po sobie fal agresji Szwecji, Turcji, Rosji i Prus. Żadne państwo na świecie nie byłoby w stanie: chyba, że zamieniono by je w obóz wojskowy.
Dlatego kluczem do zrozumienia historii Polski po Konstytucji 3 Maja jest chrześcijańskie pojęcie męczeństwa. Ale ponieważ europejska kultura XXI wieku odrzuca chrześcijaństwo - historia Polski staje się w ten sposób jedynie teatrem ponurego absurdu.
A przecież z łatwością da się je przetłumaczyć na terminy nowoczesnej psychologii. Aby uciec od bólu, ludzie skrzywdzeni często wybierają sztuczną euforię lub postawę „luzu”: lekceważenia wszystkiego - także własnego życia. Prawie wszyscy przestępcy żyją w pancerzu cynizmu, który zapewnia im stałe znieczulenie; gdyż prawie wszyscy zostali zranieni w dzieciństwie i stłamszeni w młodości. Aby wyrwać pacjentów z neurozy i wewnętrznej martwoty, psychiatrzy muszą skłonić ich, by przestali zasłaniać przed sobą tragiczną prawdę o urazie, zwykle w dzieciństwie, które ten stan spowodował.

Pacjent musi przyznać, że jego rodzice byli nieodpowiedzialni i pozbawieni uczuć rodzicielskich.
W krajach bogatych są dla takich rozbitków różne drogi ratunku. Ale w Polsce, gdzie największa miłość nie dawała szansy na własne mieszkanie - tylko chrześcijaństwo dawało i daje możność znalezienia sensu tej tragedii. A poprzez przyznanie się  do słabości i ofiarowanie jej Bogu - nadzieję odrodzenia.

Niewola, w komunizmie także gospodarcza, tworzy najróżniejsze kalectwa: donosicielstwo, obyczaj kłamania, kradzież jako normalny sposób, „by mieć coś z życia”. Od tego dziedzictwa Polacy nie byli w stanie się uwolnić. I dlatego rocznicę 3 Maja łatwo dziś wydrwić cytując opinie, jaką wyrabiają Polakom polscy złodzieje w Niemczech czy Szwecji.
Ale przecież nie urodzili się tacy; cały szereg czynników tak ich ukształtował. Począwszy od rodziców, skończywszy na instytucjach, łącznie z Kościołem.

Jeśli więc chcemy mimo wszystko, by pojęcie narodu polskiego miało jeszcze jakiś sens, musimy przyjąć, że poza bohaterami i cichymi świętymi, jakaś część odpowiedzialności za dzisiejszy upadek (choćby poprzez milczenie w obliczu kłamstwa) ciąży na nas wszystkich. 

Piotr Skórzyński

0 0 0

Czytaj także

2 maja Dzień Flagi - nie tylko polskiej

Wiele krajów, w tym Polska, obchodzi 2 maja Święto Flagi. Wśród nich są państwa skandynawskie, Stany Zjednoczone, Meksyk, Argentyna, Chiny, Litwa, Estonia, Ukraina i Rosja.

Wiele krajów, w tym Polska, obchodzi 2 maja Święto Flagi. Wśród nich są państwa skandynawskie, Stany Zjednoczone, Meksyk, Argentyna, Chiny, Litwa, Estonia, Ukraina i Rosja.

 

W Polsce Dzień Flagi został ustanowiony po nowelizacji ustawy o godle, barwach i hymnie w 2004 roku. Biało-czerwone barwy, obok wizerunku białego Orła oraz Mazurka Dąbrowskiego, należą do najważniejszych symboli państwowych Polski.

Święto jest obchodzone między świętami: 1 maja, dawnym Świętem Pracy i 3 maja - Świętem Konstytucji 3 Maja. W latach PRL właśnie w tym dniu zdejmowano po 1 maja flagi państwowe, aby nie były eksponowane w dniu zniesionego przez władze komunistyczne, Święta Konstytucji 3 Maja.

Dzień Flagi przypada w rocznicę zdobycia Berlina - 2 maja 1945 roku, żołnierze polscy zawiesili biało-czerwony sztandar na kolumnie Siegessaeule w Berlinie w trakcie zdobywania tego miasta.

Święto Flagi ma charakter edukacyjny i służy propagowaniu polskich symboli narodowych. Flaga jest znakiem symbolizującym suwerenność państwową lub narodową. Wygląd flagi zwykle nawiązuje do tradycji historycznej państwa.

Słowo "flaga" pochodzi z języka niderlandzkiego, gdzie "vlag" oznacza chorągiew państwową, uznaną w swej formie za oficjalną i dopuszczaną do użytku tylko w określonych okolicznościach.

Polska flaga składa się z dwóch równych, poziomych pasów: białego i czerwonego. Po raz pierwszy kolory te zostały wprowadzone jako barwy państwowe w 1831 roku. Flaga o takim wyglądzie oficjalnie została uznana za symbol narodowy w 1919 roku, w rok po uzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Polskie barwy narodowe wywodzą się z barw herbu Królestwa Polskiego i herbu Wielkiego Księstwa Litewskiego. Biel pochodzi od bieli orła, będącego godłem Polski oraz bieli Pogoni - rycerza galopującego na koniu, będącego godłem Litwy. Oba te godła znajdują się na czerwonych tłach tarcz herbowych. Dlatego też na fladze biel znalazła się u góry, ponieważ w polskiej heraldyce ważniejszy jest kolor godła, niż tła.

Poza granicami Polski oficjalnym symbolem naszego kraju jest flaga z polskim orłem na białym pasie. Używa się jej w celu dyplomatycznej reprezentacji Rzeczypospolitej Polskiej.

rr, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

0 0 0

Czytaj także

Polska flaga na maszcie w wiosce olimpijskiej

Biało-czerwona flaga zawisła już na maszcie w wiosce olimpijskiej w Vancouver. Polacy tańczyli, śpiewali ciesząc się uroczystością.

Zgromadzonym polskim sportowcom, trenerom i oficjelom nie przeszkadzał padający w Vancouver deszcz. Wszyscy dobrze się bawili przy muzyce. Sportowcy tańczyli i głośno śpiewali.

Uroczystość była okazją do rozmów na temat medalowych szans Polaków. "Mamy wielkie nadzieje związane z tymi igrzyskami" - mówił Polskiemu Radiu minister sportu Adam Giersz.

Z kolei szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski cieszył się, że polska ekipa podczas wciągania flagi na maszt prezentowała się dobrze. "Deszcz nie przeszkadzał" - dodawał.

Z kolei Konrad Niedźwiedzki, chorąży polskiej reprezentacji cieszył się, że podczas uroczystości otwarcia igrzysk będzie niósł polską flagę. "Dla każdego zawodnika byłoby to wielkie wyróżnienie. To największa impreza sportowa na świecie" - mówił łyżwiarz.  

dp

Zobacz więcej na temat: Adam Giersz Polska
0 0 0

Czytaj także

Polska przygotowuje się do negocjacji

O poczucie bezpieczeństwa realnie też trzeba dbać, nie można go lekceważyć.
Posłuchaj
12'22 07-03-03 stasiak

Paula Michalik: Kolejny gość w studiu – Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest naszym gościem. Dzień dobry panu.

Władysław Stasiak: Kłaniam się, dzień dobry.

Marek Mądrzejewski: Witam serdecznie. „Rosomaki nie nadają się wojnę” – to pierwsza strona dzisiejszego Dziennika. Co pan o tym wiedział wcześniej?

W.S.:
Cokolwiek wiedziałem, oczywiście, dlatego że problem powstał przy wyprawie do Afganistanu, ten problem sygnalizował pan minister Sikorski. Zresztą to jest akurat osoba, która podjęła pierwsze kroki do tego, żeby cokolwiek... Znaczy może nie tak, że do końca się nie nadają, natomiast mogłyby się zdecydowanie lepiej nadawać, mógłby to być zdecydowanie lepiej na przykład opancerzony transporter czy lepiej wyposażony w środki łączności, bo tego właściwie dotyczą problemy w tej chwili. No i mówiąc szczerze to jest tak, że przy wyprawie afgańskiej trzeba było podjąć środki doraźne służące dopancerzeniu, poprawie łączności. Wszystko pięknie, ładnie, zdaje się, że zostanie to wykonane, ale prawdę mówiąc to nie będzie, że tak powiem, ten firmowy już pojazd, przy tych parametrach firmowych.

M.M.: Czyli nie będzie tak szybki na przykład, zwrotny i tak dalej?

W.S.:
Wygląda na to, że tak może być, bo dopancerzenie będzie wykonane, jak zapewniają przedstawiciele Ministerstwa Obrony, będzie poprawiona łączność i tak dalej, tylko że to już nie będzie ten pojazd firmowy, że tak powiem, z tymi parametrami firmowymi.

M.M.: Zawsze mnie ciekawi, jak podejmuje się tego rodzaju decyzje, że na przykład na dany sprzęt się decydujemy. Ja rozumiem, że można czytać w różnych firmowych papierach, sprawdzać parametry, czy one spełniają standardy NATO i tak dalej, i tak dalej, ale w którymś momencie jest taka decyzja konieczna chyba do podjęcia: no to zniszczmy ten zakupiony sprzęt po to, żebyśmy się sami dowiedzieli, w jakich warunkach jest to możliwe. Czy w przypadku Rosomaków zrobiono to?

W.S.:
Zrobiono, tylko że jak już był na naszym wyposażeniu, czyli już było właściwie po całej sprawie. Krótko mówiąc, takiej próby technicznej w polu dokonano tak naprawdę... Inaczej, przepraszam, żeby już być precyzyjnym. Dokonywano różnych prób przy zakupie Rosomaka, tylko problem jest taki właściwie i esencja jest w tym, o czym pan powiedział przed chwilą. Można wiele różnych dokumentów czytać, o wielu różnych standardach mówić. Sprawdzano przy zakupie, czy ten pojazd spełnia wymogi, które zostały ustawione. I on rzeczywiście spełniał, tylko pytanie jest takie... I co do tego nie można mieć żadnych pretensji, formalnie jak najbardziej wszystko się zgadzało. Tylko problem jest taki – kiedy kilka lat temu próbowano tego Rosomaka, czy wtedy Patrię na wszystkie sposoby, pytanie jest takie: jak ustawiono parametry dotyczące... Znaczy ustawiono broń Boże nie mówię w złym sensie, określono, może tak, określono parametry...

M.M.: No tak, bo jak mówimy o przetargach, ustawieniach...

W.S.:
Tak, tak, to nie, ja nie chcę nic dostrzegać...

M.M.: To najgorsze skojarzenia.

W.S.:
Tak że mówię: określono parametry. Ten pojazd z tego, co mi wiadomo, te parametry spełniał, tylko problem jest taki, że określono je tak jak określono. I pytanie jest zasadnicze takie: czy rzeczywiście odporność pancerza taka, jaka została określona, jest wystarczająca z punktu widzenia potrzeb współczesnego pola walki? Jeżeli się okazuje, że w Afganistanie nie, no to pytanie jest takie: czy na przykład w Europie też nie? Wygląda na to, że w Europie też się dysponuje (...).

M.M.: Ale jakby nie było, teraz potrzebne one są nam w Afganistanie, a ci, którzy dokonują tego rodzaju zakupów, powinni myśleć również pod takim kątem – zaangażowania polskich wojsk (...).

W.S.:
Nie, ja dokładnie do tego zmierzam. Prawdę mówiąc problem pancerza dotyczy równie dobrze Afganistanu, jak i terenu europejskiego.

M.M.: No tak.

W.S.:
Bo pytanie jest takie: czy kaliber większy niż (...) jest tylko w Afganistanie? Wydaje mi się, że nie tylko.

M.M.: Tylko bolesne odpowiedzi na temat tego, jak ten pancerz jest słaby, możemy otrzymywać telegramami z Afganistanu?

W.S.:
To znaczy teraz to już chyba nie, dlatego, jak mówię, ten pancerz, wszystko wskazuje na to, ja mam zapewnienia z Ministerstwa Obrony, że będzie wzmocniony, tylko pytanie jest...

M.M.: Niech pan mi powie taką rzecz, przepraszam. Dziennik mówi, że ten pancerz jest bezbronny wobec RPG-7, wyrzutni takich, którymi dysponują talibowie. Czy to znaczy, że on jest bardzo słaby, czy może są jeszcze, że tak powiem, gorsze doniesienia w tej mierze?

W.S.:
Są, niestety, gorsze, bo RPG-7 to akurat jeżeli chodzi o pancerz boczny, to prawdę mówiąc nie bardzo bym sobie wyobraził jakikolwiek kołowy transporter opancerzony na świecie, nie czołg, ale transporter opancerzony kołowy, który nie byłby odporny. Ale także tu akurat ja rozumiem, że nie jest. A wygląda na to, że ten pancerz boczny nie jest odporny na ostrzał na przykład z kałasznikowa przy wzmocnionej amunicji i wtedy to już poważny, naprawdę dramatyczny wręcz problem.

M.M.: To trzymajmy kciuki, aby to dozbrojenie, dopancerzenie odbyło się skutecznie jak najszybciej. Do połowy marca ma być to załatwione.

W.S.:
Tak, ono chyba to się odbędzie, tylko jak mówię, zasadniczy problem jest taki, że nie pomyślano przy zakupie, żeby całość pojazdu jako całość, jako pewna zwarta całość spełniała te wymogi opancerzenia. Wygląda na to, mamy takie zapewnienia bardzo stanowcze, że to dopancerzenie zostanie dokonane, więc pewnie będzie mocniejszy pancerz, tylko pozostaje pod znakiem zapytania już właściwość parametru całego pojazdu.

M.M.: Jeśli mówimy o bezpieczeństwie, to należy spojrzeć na nie w dwóch aspektach dopełniających się. Z jednej strony jest to realne, gwarantowane w różny sposób sojuszami, sprzętem i tak dalej bezpieczeństwa, a z drugiej strony mówimy o poczuciu bezpieczeństwa, które może się kłócić z tym pierwszym, chociaż niekoniecznie. Jaką rolę Biuro Bezpieczeństwa Narodowego może czy powinno odgrywać w przypadku kształtowania poczucia tego bezpieczeństwa, angażując się w dyskusję, która już rozgorzała na temat instalacji elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej?

W.S.:
No tak, to rzeczywiście ma pan absolutnie rację, że poczucie bezpieczeństwa jest czymś, co się wiąże niekoniecznie zawsze z realnym bezpieczeństwem, ale jednak się wiąże. No i zwykle jest tak, że o to poczucie bezpieczeństwa realnie też trzeba dbać, nie można go lekceważyć. Problem akurat w tym konkretnym przypadku tarczy antyrakietowej, jak ją teraz nazywamy, polega na tym, że przygotowujemy się i to bardzo starannie i powoli, jak widać nie ma tutaj nadmiernego pośpiechu w tej sprawie...

M.M.: Jeśli idzie o negocjacje.

W.S.:
Tak, tak. Nie, dlatego właśnie, że traktujemy to z pełną powagą. Ale problem polega na tym, że trudno mówić o naszej pozycji negocjacyjnej przed rozpoczęciem negocjacji, no bo wtedy to cokolwiek by nie miało po prostu sensu. I sytuacja jest taka, że trudno też mówić o tym, jak Polska sobie wyobraża jako kraj, jak to mogłoby wszystko wyglądać – instalacja elementów tarczy w Polsce, z czym to się ewentualnie mogłoby wiązać albo nie wiązać i tak dalej, bo jak mówię, tak naprawdę jesteśmy w przededniu negocjacji, a siłą faktów żaden kraj, żadna instytucja nie mówi o tym w sposób publiczny, co będzie chciała osiągnąć, jak negocjować i tak dalej, no bo to trochę nie miałoby sensu.

M.M.: Jest jeszcze pytanie: czy to w ogóle będzie skuteczne? Oczywiście, można by było powiedzieć, że nas to o tyle mało interesuje, że idzie o bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych, aczkolwiek bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych – najważniejszego sojusznika, filaru NATO – z naszego punktu widzenia też jest sprawą istotną. „Jeżeli wystrzelicie rakietę, my ją zestrzelimy” – obiecał państwom „zbójeckim” prezydent Bush w dwa miesiące po ataku na World Trade Center, sześć lat po tej deklaracji amerykański system obrony przeciwrakietowej rzeczywiście istnieje, tyle że wciąż nie działa. Na jedenaście prób tylko w sześciu tarcza okazała się szczelna. To jest miażdżące.

W.S.:
No tak, ale to jest trochę inna sprawa, bo to jest rzeczywiście bardziej pytanie do prezydenta czy w ogóle do administracji amerykańskiej o to, co zamierzają realizować z naszego punktu widzenia jako kraju. Jest ważnych tak naprawdę elementów kilka, to znaczy po pierwsze to, że tego typu instalacje w Polsce powinny oznaczać i wiązać się z partnerstwem strategicznym ze Stanami Zjednoczonymi, w ogóle ogólną rozmową o podniesieniu poziomu bezpieczeństwa.

Po drugie – rzeczywiście wyjaśnieniem sobie, jak byśmy mogli się skutecznie przeciwstawić tzw. państwom „zbójeckim” czy w ogóle tym, którzy nie przestrzegają reguł międzynarodowych, w sposób już jednoznaczny i powiedziałbym ostateczny. Czyli „zbójecki” to jest właściwe określenie.

No i po trzecie w końcu czy funkcjonowanie tarczy może wpłynąć bezpośrednio na podniesienie poziomu zarówno naszego kraju, jak i w ogóle naszych partnerów z NATO? I wygląda na to, że na te pytanie udzielona może być odpowiedź pozytywna, zwłaszcza że to nie jest tak, że to jest pomysł wyłącznie amerykański tarcza antyrakietowa. Proszę pamiętać o tym, że właściwie wszystkie kraje NATO-wskie i w ogóle w NATO toczy się bardzo poważna dyskusja i właściwie także kraje, które są zaliczane do... Powiedzmy tak – te, które się nie entuzjazmują polityką amerykańską zwykle, bardzo poważnie myślą, rozmawiają o stworzeniu takiej tarczy antyrakietowej w ramach systemu NATO-wskiego. Tak że to nie jest jakaś taka troszkę banialuka...

M.M.: Niemiecki minister obrony narodowej...

W.S.:
Francuski też.

M.M.: ... zaproponował wczoraj tego rodzaju rozwiązanie.

W.S.:
Jak najbardziej. Tylko co do akurat problemu NATO-wskiego, fajnie by było dobrze by było to powiązać między sobą, jak najbardziej, to jest dobry pomysł. Problem tylko polega na tym, że w NATO są prowadzone bardzo poważne dyskusje, bardzo poważne prace studialne, ale o ile pan powiedział, że są pewne znaki zapytania, bo są dotyczące systemu amerykańskiego, to co do systemu NATO-wskiego nie ma znaków zapytania...

M.M.: Bo go nie ma.

W.S.:
...bo go w ogóle nie ma, no właśnie, i to jest ten zasadniczy problem, że mówimy z czymś, co jest i stawiamy tutaj wątpliwości, a mówimy o czymś, nad czym teraz trwają prace studialne. No więc dobrze by było to powiązać, tylko dobrze by było też wyjść poza etap dyskusyjny.

M.M.: Problem z tym systemem antyrakietowym również polega na tym, że system, z tego, co wiem, nie rozróżnia wabików od rakiet, to znaczy bardzo łatwo przychodzi zmylenie tych antyrakiet, które by były zainstalowane w Polsce właśnie wabikami, które są stosowane właściwie jako standard w tego rodzaju zbójeckich napadach.

W.S.:
To znaczy nie, wygląda na to, że ten system byłby w stanie to pokonać. Zresztą on cały czas się rozwija i tam akurat nie uciekają od prób różnej natury jego twórcy, ale jak mówię, tak naprawdę to, jak długo będą trwały prace, jak będzie ono rozwijane to jest bardziej po stronie naszych partnerów amerykańskich, doprowadzenie do sprawności tego systemu (...).

M.M.: Aczkolwiek w naszym wypadku rozumiem, że warunkiem jest to, aby zagwarantować nam większe bezpieczeństwo w stosunku do bliższych zagrożeń, niż te państwa „zbójeckie”, o których mówimy, czyli Korea i Iran.

W.S.:
Znaczy to też może być realne to bezpieczeństwo dla Europy, o tym należy pamiętać. Dzisiaj o tym trochę mówimy jak o „żelaznym wilku”. To może być też realne niebezpieczeństwo, natomiast dla nas jest ważne w szczególności to, żeby rzeczywiście ogólnie rzecz biorąc, nie wyszczególniając jakichś takich „plasterków bezpieczeństwa”, ale żeby i rozmowa o tym systemie, i ten system w ogóle podnosił bezpieczeństwo naszego kraju.

M.M.: Pewien problem polega na tym, że Stany Zjednoczone mogą wejść w taką spiralę, z którą sobie nie poradzą, dlatego że każdy miliard zaangażowany w obronę przeciwrakietową równoważy tylko 10 milionów zaangażowanych w ofensywę rakietową, czyli to, co (...).

W.S.:
Nie, to znaczy to już jest teza jakaś tam postawiona w dyskusji. Pewnie są argumenty za, są argumenty przeciw. Jest też wiele argumentów mówiących o tym, że przy sprawności tego systemu, przy dobrym wykrywaniu, naprowadzaniu na cel, przechwytywaniu, bo to właściwie jest najistotniejsza rola, zasadnicza rola tego systemu – przechwytywanie rakiet, no to rzeczywiście może okazać się, że będzie to poziom skuteczności bardzo wysoki. Inaczej mówiąc powiem tak – nie budziłby ten system takich emocji w ogóle na świecie, gdyby nie miał szans na powodzenie i gdyby nie miał szans na wysoką skuteczność. Rzeczywiście jest szansa na wysoką skuteczność, nawet na taką wyprzedzającą ochronę, ale też z tej przyczyny budzi dużego rodzaju emocje. I jest bardzo ważny.

M.M.: Zobaczymy, jak z tego rodzaju emocjami poradzą sobie politycy w Polsce, bo są to też emocje rozgrzewające nasze społeczeństwo, ale ponownie zapowiem za czas jakiś, kiedy do negocjacji przystąpimy, rozmowę z panem, kiedy postaramy się uspokoić.

W.S.:
Myślę tak w ogóle, że oczywiście, że tak, ja bardzo chętnie bym o tym porozmawiał, bo problem jest taki. Po pierwsze w ogóle rozważania w Polsce zaczęły się w roku 2004 i dobrze, że się zaczęły. Natomiast musimy w tej chwili powiedzieć jedno – musimy o tym rozmawiać, bo jest to ważny element, nie możemy przyjąć założenia tych, którzy mówią „siedźmy cicho, nie wychylajmy się”, bo byśmy dzisiaj nie byli w NATO.

M.M.: Dziękujemy bardzo.

W.S.:
Dziękuję bardzo.

J.M.

0 0 0