Cała rozmowa z gen. Bolesławem Balcerowiczem

Jedynka
Petar Petrovic 22.02.2011

Zuzanna Dąbrowska: Moim gościem jest gen. Bolesław Balcerowicz, profesor z Uniwersytetu Warszawskiego. Witam pana.

Gen. Bolesław Balcerowicz: Dzień dobry.

Z.D.: Słyszeliśmy przed chwilą w relacjach z Libii dużo wojsku, o tym, że od tego, jak się wojsko zachowa, zależy właściwie przyszłość tego kraju i zależy rozwój sytuacji. Jak pan sądzi, czy armia, tak jak w Egipcie, opowie się po stronie protestującej ludności?

B.B.: Trudno w tej chwili odpowiedzieć jednoznacznie na ten temat. Na pewno jednoznacznie można powiedzieć, że armia też w Libii, być może mniej niż w Egipcie, stanowi siłę polityczną. Jeżeli ja przed chwilą słyszałem o działaniach opozycji, to zadaję sobie pytanie, jakie ta opozycja ma możliwości, możliwości polityczne. W porównaniu z możliwościami politycznymi też armii one są na pewno nikłe. Ergo wniosek prosty – to jest chyba najpoważniejsza opozycja, jeżeli będzie, opozycyjna siła polityczna.

Druga sprawa: pytanie, czy można traktować armię libijską jako całość, czy cała armia się opowie, czy tam nastąpi coś w rodzaju buntu, takiego jak nastąpił zresztą 41 lat temu pod przywództwem kapitana Kadafiego, prawda? Myślę tak: tu jednoznacznej odpowiedzi nie da się postawić, można postawić najwyżej dwie hipotezy: hipoteza pierwsza, że Kadafi zadbał o to, że armia stanowi jakąś całość, bez wyodrębniania specjalnej swojej gwardii, co jest niestety zgubnym nawykiem dyktatorów, prawda? W ten sposób...

Z.D.: Wiara w to, w monolit.

B.B.: Nie, nie, nie, dzielenie wewnętrzne. Osobista gwardia jest czymś lepszym w tejże armii i to jest zgubny nawyk dyktatorów, którzy nie wierzą całej armii. Na to pytanie nie mamy odpowiedzi. Jeżeli ta armia stanowi całość, może nastąpić nie powtórka, ale scenariusz dość podobny jak w Egipcie, dość podobny. Jeszcze raz zaznaczam: w tej chwili to, co mówię, to są bardzo, bardzo luźne dywagacje bez wystarczającego oparcia w faktach.

Z.D.: Będziemy obserwować sytuację w Libii także pod kątem militarnym, ale wróćmy na polskie podwórko. Wczoraj pojawił się komunikat Biura Bezpieczeństwa Narodowego prezydenckiego na temat jasno mówiący, że prezydent chce już w tym roku rozpocząć wycofywanie wojsk z Afganistanu. To nie różni się od wcześniejszych deklaracji prezydenta, no ale różni się jednak od stanowiska Ministerstwa Obrony Narodowej, które wskazuje rok 2012 jako rok rozpoczęcia w ogóle ruchów wycofywania. MON zresztą po tym oświadczeniu BBN-u milczy tajemniczo. Czy jest zdaniem pana rozdźwięk między tymi dwoma ośrodkami władzy?

B.B.: Po pierwsze nie wiem. Wiem natomiast, jeżeli już wejdziemy w te subtelności semantyczne komunikatu i przyjętej deklaracji przez NATO w Lizbonie jesienią 2010 roku, to była mowa w komunikacie Biura Bezpieczeństwa Narodowego o rozpoczęciu wycofywania się. Natomiast Sojusz Północnoatlantycki przyjął deklarację o przekazywaniu obowiązków lub przekazywaniu misji wojskowych, stricte wojskowych na rzecz Afganistanu; o wycofywaniu jako takim ani w pierwszym, ani w drugim komunikacie nie było mowy.

Z.D.: No właśnie, a tu w komunikacie prezydenta jasno jest napisane, że do końca 2012 roku ma nastąpić sukcesywne redukowanie zadań i wielkości kontyngentu prowadzące do zakończenia operacji bojowej z jednoczesnym oddaniem odpowiedzialności za strefę. Więc tutaj jest i przekazanie całkowite naszej strefy, i wycofanie żołnierzy, tych, którzy prowadzą misję bojową.

B.B.: Na to wygląda. Nie do końca jestem w stanie rozpoznać motywów rządzących ogłoszeniem tegoż komunikatu. Prawdopodobnie tu warstwa polityczna ma ogromne znaczenie, na tym się specjalnie nie znam. Natomiast wiem jedno – że harmonogramu wycofywania się wojsk z Afganistanu, generalnego harmonogramu natowskiego nie ma. Jest tylko coś w rodzaju harmonogramu, to nie jest harmonogram, przekazywania odpowiedzialności. To eufemistycznie Rasmussen i nie tylko Rasmussen podaje. I jest mowa, że ma to nastąpić do roku 2014, ale uwaga: to jest deklaracja warunkowa. I teraz tak – z tych 34 prowincji miałyby się wojska wycofywać sukcesywnie, ale znowu: warunkowo w miarę jakiejś tam sytuacji. Proszę zauważyć, że tego typu deklaracje z trudem się przekładają na język operacyjny, a jeszcze z większym trudem przekładają się na język planów. A szefa Sztabu Generalnego, wojskowych interesują plany, konkrety...

Z.D.: I daty.

B.B.: I daty. Z datami to jest ogromny kłopot, bo, wie pani, wystrzegają się podania dat jak nie powiem kto wody, święconej wody przede wszystkim Amerykanie, albowiem podstawowy kłopot w Afganistanie jest z określeniem celów tejże operacji...

Z.D.: I warunków, jakie muszą być spełnione, żeby z honorem się wycofać.

B.B.: I warunków, jakie mają być spełnione. Mówi się, że mają być spełnione warunki, mówi się, że ma być określony poziom bezpieczeństwa, ale to są terminy nieprzekładalne na język konkretów niestety.

Z.D.: Zobaczymy, czy Polsce i prezydentowi Komorowskiemu uda się to przełożyć. Bardzo dziękuję za rozmowę. Moim gościem był gen. Bolesław Balcerowicz.

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Bądź z nami w kontakcie:

15:00 - 19:00POPOŁUDNIE Z JEDYNKĄ Słuchaj na żywo
Oglądaj na żywo
Wkrótce: DEBATA

Polecamy:

InoRos - muzyka góralska, jakiej jeszcze nie było

- Czerpiemy głównie z klimatów karpackich i podhalańskich, jak również z Bałkanów. Sięgamy po różne inspiracje, kombinujemy, chcemy pokazać, że można jeszcze stworzyć w muzyce coś nowego - mówił w Jedynce Kamil Kowalcze, wokalista zespołu InoRos.