X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Elektrownie wodne w Wielkopolsce

12.10.2010
0 0 0
Elektrownie wodne następczyniami młynów? Dlaczego nie? Wielkopolska jest krainą bogatą w naturalne zbiorniki wodne, tereny o niskich spadach i specjalistów projektujących elektrownie wodne niewielkich rozmiarów.
Posłuchaj
03'03

Jeszcze przed drugą wojną światową elektrownie wodne były podstawowym źródłem taniej energii elektrycznej w Polsce. Pracowały różne obiekty energetyki wodnej: elektrownie, młyny, pompy wodne, folusze, których było ponad osiem tysięcy. Po wojnie urządzenia te w większości zostały zdemontowane, w latach osiemdziesiątych zarejestrowano już tylko sześćset pięćdziesiąt tego typu obiektów. Obecnie pracuje około trzystu takich siłowni wodnych, najwięcej w województwach północnych, Jeleniogórskiem i na Podkarpaciu.

A jak to wygląda w Wielkopolsce? Kalina Olejniczak i Ewa Malicka z Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych:

Ewa Malicka: - Elektrownie wodne są następczyniami młynów wodnych, których setki budowano na rzekach. W Wielkopolsce, właściwie w rejencji poznańskiej, w dziewiętnastym wieku było ponad pięćset młynów wodnych. W tej chwili w Wielkopolsce mamy dwadzieścia dziewięć elektrowni wodnych.

Jakie rzeki do tego najbardziej się nadają?

Ewa Malicka: - Zasadniczo elektrownie wodne dotychczas budowano na rzekach, w których są duże spady. Właśnie dlatego nie we wszystkich miejscach, gdzie były młyny, można było budować elektrownie, bo młyny takich dużych spadów nie potrzebowały. W tej chwili są technologie, które pozwalają budować elektrownie na niskich spadach. W Wielkopolsce na tym płaskim terenie też można je budować i to na spadach rzędu półtora metra.

To północ Wielkopolski zawsze była potęgą w tej dziedzinie.

Ewa Malicka: - Tam są te największe elektrownie w Wielkopolsce, przy czym nadal są one małe. To elektrownie w Polsce do pięciu megawatów, a w Europie do dziesięciu megawatów. Tutaj nie mamy ani jednej, która by była duża. Taka największa to jest elektrownia wodna Podgaje, czyli 1,9 megawata.

Na Gwdzie.

Ewa Malicka: - Tak.

Mamy także elektrownię na Prośnie w Kaliszu.

Ewa Malicka: - To jest malutka elektrownia, ale bardzo urocza, bo jest usytuowana w samym centrum miasta, obok filharmonii. Tak więc jest rzeczywiście ciekawa. Taka elektrownia wodna o mocy, powiedzmy, dwieście, dwieście pięćdziesiąt, trzysta kilowatów to naprawdę mała elektrownia, malutka. W tej chwili nawet jest takie rozróżnienie na: małe, piko- , nano-elektrownie wodne. Taka mała, o mocy, powiedzmy, trzysta kilowatów może zaopatrzyć w energię elektryczną około siedemset gospodarstw domowych.

Czy to już jest w tej chwili biznes? Czy to już jest dobry interes? Czy ten prąd dobrze się daje sprzedać?

Ewa Malicka: - W momencie, kiedy elektrownia już działa, system wsparcia odnawialnych źródeł jest w tej chwili w Polsce dobry i zadowalający. Te powyżej stu kilowatów umożliwiają życie, z tym że trzeba przebrnąć przez fazę doprowadzenia do powstania tej elektrowni, co, nie da się ukryć, jest wielką drogą przez mękę.

12-10-2010 06:24 3'01

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Energia odnawialna w Polsce

Długookresowe analizy pokazują, że jeszcze w tym stuleciu odnawialne zasoby będą w zasadzie jedynymi, które zaspokoją nasze energetyczne potrzeby...
Posłuchaj
02'57

Wszyscy czujemy, że wchodzimy powoli w okres i rewolucji przemysłowej i po części kryzysu energetycznego, który wynika z tego, że na zbyt dużą skalę wykorzystujemy powszechnie nam znane źródła energii. Dobrym rozwiązaniem problemu - w nadchodzących latach - mogą być więc zasoby odnawialne. Szczegóły Joanna Skrzypiec:

Jeżeli popatrzymy na 10 ostatnich lat, to odczuwamy wzrastające koszty. Ceny energii elektrycznej, gazu, ciepła rosną od 5 do 10% rocznie. Poza kwestiami ekonomicznymi pojawia się także pojęcie bezpieczeństwa energetycznego.

Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energii Odnawialnej: - Będziemy musieli się przyzwyczaić do totalnych awarii systemów energetycznych na określonych obszarach i przerw w dostawie np. energii elektrycznej, w mniejszym zakresie – gazu. Taka przerwa jest związana ze stratą finansową, oprócz niedogodności.

W takim momencie stosowanie odnawialnych zasobów energii mogłoby problem rozwiązać. Jest jeszcze czynnik, na który kładzie nacisk Unia Europejska – to ochrona środowiska.

Grzegorz Wiśniewski: - W Polsce ta świadomość ekologiczna nie jest tak mocno rozwinięta jak w innych krajach UE, ale mieszkańcy coraz częściej podejmują taką decyzję chcąc pozytywnie oddziaływać na kwestie środowiskowe.

Sami inwestują np. w kolektory słoneczne. W tym momencie zainwestowało w nie około 50 tysięcy polskich rodzin. W skali szerszej wygląda to nieco gorzej.

Dr Aleksander Panek z Narodowej Agencji Poszanowania Energii: - Jeśli popatrzymy na budynki w Warszawie to tylko jednostkowe są zastosowania energii odnawialnej. Jeśli mamy osiągnąć ten standard niskoenergetyczny to państwo musi otworzyć odpowiednie programy wsparcia działań na rzecz zmniejszenia tego zużycia energii.

Polska na tle innych krajów europejskich ma całkiem spore odnawialne zasoby: energia mórz, biomasa, energia wiatru – spory potencjał wykorzystywany w małym procencie, ale to się zmieni.

Grzegorz Wiśniewski: - Jeżeli dzisiaj udział energii ze źródeł odnawialnych w bilansie zużycia energii to jest 7-8%, przewidujemy, że będzie to w granicach 15-16% na rok 2010, to już w roku 2050 będzie to 60-80%.

Tak naprawdę długookresowe analizy pokazują, że jeszcze w tym stuleciu odnawialne zasoby będą w zasadzie jedynymi, które zaspokoją nasze energetyczne potrzeby.

0 0 0

Czytaj także

Polska stanie się krajem prądu z morza

Przy dobrych wiatrach w zmianach prawnych i infrastrukturalnych kraj może zyskać nowe źródło prądu.

Jeżeli zostaną wprowadzone niezbędne zmiany legislacyjne oraz nastąpi konieczny rozwój sieci energetycznych, to pierwszych morskich farm wiatrowych możemy się spodziewać w Polsce w ciągu najbliższych 10 lat - uważają eksperci Frost & Sullivan.

Taki scenariusz specjaliści międzynarodowej firmy doradczej Frost & Sullivan nazywają optymistycznym. Ich zdaniem, chociaż Polska jest liderem w wykorzystaniu energii wiatrowej w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, to rynek morskich farm wiatrowych rozwija się u nas bardzo powoli.

Jak przypominają, powołując się na wyliczenia Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, aby wypełnić zobowiązania UE w zakresie odnawialnych źródeł energii, Polska będzie musiała zwiększyć swoją moc zainstalowaną w elektrownie wiatrowe z obecnych 1005 MW do 10-12 tys. MW do 2020 r. "Taki wzrost będzie trudny do osiągnięcia bez wysokiej wydajności, którą zapewniają morskie farmy wiatrowe" - wskazują w czwartkowej informacji przesłanej PAP.

Powolny rozwój farm wiatrowych na morzu, tzw. farm offshore, to, zdaniem ekspertów Frost & Sullivan, bolączka całego regionu. O ile w krajach Europy Zachodniej, główne w Danii i Wielkiej Brytanii, rynek ten ma już ugruntowaną pozycję, to państwa Europy Środkowo-Wschodniej muszą dopiero podjąć aktywne działania, aby "zaistnieć na europejskiej mapie morskich elektrowni wiatrowych".

"W Polsce, łączna moc zainstalowana wszystkich farm zlokalizowanych na lądzie wynosiła w czerwcu 2010 roku 1005 MW. Mimo, że niektóre firmy, takie jak Karpacka Mała Energetyka czy Polska Grupa Energetyczna (PGE), wyraziły zainteresowanie budową morskich farm wiatrowych, w naszym kraju nie ma obecnie możliwości ani wsparcia dla tego typu przedsięwzięć" - czytamy w analizie.

Największą przeszkodą, zdaniem tej firmy, jest brak przepisów umożliwiających budowę morskich farm wiatrowych oraz zbyt słabo rozwinięta infrastruktura sieci przesyłowych, co powoduje brak możliwości podłączania takich źródeł mocy.

Doradcy przypominają, że w celu opracowania systemu energetycznego obsługującego farmy wiatrowe w polskiej części Bałtyku utworzono Konsorcjum Polskie Sieci Morskie, które ma stworzyć "Szynę Bałtycką" z przyłączeniami, co - ich zdaniem - zniwelowałoby w dużym stopniu bariery dla inwestorów.

Jest jednak jeszcze inna przeszkoda. "Morskie farmy wiatrowe są wznoszone jako sztuczne wyspy, które, zgodnie z polskim prawem, mogą istnieć tylko przez pięć lat, tymczasem proces inwestycyjny trwa od siedmiu do ośmiu lat, a farma offshore działa co najmniej przez 20-25 lat" - wskazuje cytowana w informacji analityk rynku energii odnawialnej z warszawskiego oddziału Frost & Sullivan Magdalena Dzięgielewska.

tk

0 0 0

Czytaj także

Energia odnawialna

W jaki sposób wykorzystuje się energię wiatru, wody i słońca w Niemczech, Czechach i Polsce?
Posłuchaj
03'39

Energia odnawialna, o której tak dużo się mówi, a która mogłaby w pewnym stopniu poprawić bilans energetyczny, wciąż napotyka na ogromne problemy zwłaszcza legislacyjno-mentalnościowe, a także finansowe. Jak wykorzystuje się energię wiatru czy słońca w krajach sąsiedzkich, mieli okazję dowiedzieć się dziennikarze biorący udział w studyjnym wyjeździe na pogranicze: Niemiec, Czech i Polski. Janusz Maćkowiak:

Pytanie chyba podstawowe: który z tych krajów najbardziej zainteresowany jest energią odnawialną, gdzie się na ten temat dużo mówi, a gdzie widać konkretne efekty?

Kai-Olaf Lang, pracownik naukowy Fundacji Nauka i Polityka w Berlinie: - Niemcy są najbardziej zaawansowani. W Niemczech i też w nowej strategii energetycznej, która była prezentowana w nowych założeniach, wychodzi się z tego, że Niemcy mają takie przywództwo technologiczne, jeżeli chodzi o takie technologie. Do roku 2050 aż osiemdziesiąt procent prądu, konsumpcji prądu w Niemczech ma być właśnie z odnawialnych źródeł energii.

Na dowód, że Niemcy bardzo poważnie traktują temat, krótka wizyta w fabryce, która produkuje takie słoneczne panele. Fürstenwalde niedaleko polskiej granicy.

- Jesteśmy w fabryce fotoelementów potrzebnych do wszelkich urządzeń elektronicznych, przede wszystkim na przykład do baterii słonecznych. Warunki są jak w szpitalu.

Dlaczego w Polsce i w Czechach tak opornie ta sprawa wychodzi? Można postawić wiatrak, można umieścić baterię słoneczną, ale co dalej?

Kai-Olaf Lang: - Myślę, że to jest związane priorytetami politycznymi, bo w Niemczech już od pewnego czasu sprawa takiej zielonej transformacji energetycznej i w ogóle kwestia ochrony środowiska była bardzo wysoko na agendzie politycznej. Był taki konsensus między głównymi siłami i dlatego były programy na rzecz subwencjonowania tak zwanej energii zielonej. To się zaczęło o wiele później w Polsce i w Czechach, natomiast to teraz ruszy. Moim zdaniem oprócz działań rządów bardzo ważne będzie to, co się dzieje w samorządach na szczeblu lokalnym.

Na Śląsku Opolskim nowe domy powstają jak grzyby po deszczu, ale do rzadkości należą dachy, na których można zobaczyć takie baterie słoneczne.

Jan Kus, starosta oleski: - Dwie gminy chciały już wprowadzić te wiatraki tak zwane, które po trasie widzimy za granicą, natomiast jest opór mieszkańców, którzy nie są do końca poinformowani o tym, jaki to skutek przynosi.

Kompleks basenów w Kudowie Zdroju. Tu na dachu, a także na ścianach są panele skupiające energię słoneczną. Czy to się opłaca?

Jacek Król, prezes aquaparku: - Jeżeli jest dobry miesiąc, to nawet jesteśmy w stanie z tych kolektorów uzyskać pięćdziesiąt procent potrzebnej energii cieplnej, oczywiście.

A ile to kosztowało, bo to zapewne droga inwestycja.

Jacek Król: - W dziewięćdziesięciu pięciu procentach było sfinansowane z funduszy jeszcze wtedy przedunijnych, także to właściwie było, oczywiście, miasto Kudowa było inwestorem.

Ale jaka kwota, to trudno powiedzieć?

Jacek Król: - To około trzech milionów. To nie tylko były kolektory, ale były też pompy ciepła.

Da jakieś oszczędności, gdyby trzeba było palić koksem albo gazem tylko?

Jacek Król: - Oczywiście, jest taka tablica specjalnie zamontowana w holu basenu, gdzie są pokazane wyniki. Tam jest podane, ile ton węgla by się spaliło czy nie spaliło się dzięki tym źródłom ciepła, czyli kolektorom i pompom ciepła.

Kudowa to uzdrowisko, prawda?

Jacek Król: - Oczywiście, tu musimy myśleć o ekologii. To jest psychologiczne też działanie.

24-09-2010 06:23 3'12

0 0 0

Czytaj także

Elektrownia wodna w gminie Grybów

Skutki tegorocznej powodzi są wciąż dotkliwe dla wielu Polaków. Przed nią nie było przeciwwskazań do uruchomienia elektrowni wodnej w gminie Grybów. Teraz są. Żeby mogła zacząć działać, jej właściciel musi uzyskać nowe, popowodziowe zgody urzędników.
Posłuchaj
03'08

Właściciel elektrowni wodnej na rzece Biała Tarnowska w gminie Grybów od czerwca chce uruchomić ponownie elektrownię, która przestała pracować po powodzi. Aby urządzenie ponownie działało, musi naprawić część brzegu i zbudować przegrodę w rzece, który poprowadzi ponownie wodę do elektrowni. Na to jednak wymagana jest zgoda odpowiednich urzędów. Monika Chrobak odwiedziła właściciela wodnej siłowni:

Józef Borzęcki: - Nikt mi nie chce odpowiedzieć na pisma, które wysłałem. Wszystko stoi, marnieje, pieniądze założone, przerwano i w tej chwili przynosi same straty. Pracowali synowie ze mną, jak i żona też w to inwestowała bardzo dużo.

Jerzy Grela, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie: - Ta elektrownia wodna buduje się od roku 1997 i według mojej wiedzy nigdy nie została uruchomiona. Jest wyłącznie tam przygotowywana i ciągle w fazie realizacji, w związku z czym nie można mówić o uruchomieniu ponownym elektrowni, bo tego obiektu formalnie nie ma.

Józef Borzęcki: - Ta elektrownia praktycznie ruszyła dopiero w zeszłym roku i nie była dokończona tak, jak powinna być. Jednak już pracowała, a w międzyczasie ją wykańczaliśmy. W tym roku się okazało, że, niestety, nie mogę nic robić, bo po prostu nie mam na pisma odpowiedzi.

Jerzy Grela: - Takiej odpowiedzi właściciel siłowni nie otrzymał, co wynika z tego, że mamy kilkaset tego typu pism, które do naszej instytucji przychodzą w podobnych sprawach.

Bożena Kotońska, Regionalny Konserwator Przyrody: - Na Białej Tarnowskiej obecnie mamy obszar Natura 2000. Jeżeli pan Borzęcki w chwili obecnej będzie starał się o nowe dokumenty do uruchomienia tej elektrowni, będzie musiał mieć ocenę tej inwestycji pod kątem jej wpływu na siedliska chronione w Białej Tarnowskiej i gatunki: lasy łęgowe, kamieńce nadrzeczne, jak również gatunki ryb, dla których ochrony po prostu ten obszar wyznaczyliśmy. Takiej oceny, niestety, jego działalność nie może uniknąć. Musi zaproponować odpowiednią technologię, nie może przegrodzić rzeki i uniemożliwić migracji rybom.

Józef Borzęcki: - Wszystkie zgody i projekty są na wszystko. W tamtym roku miałem tu przecież kontrolę pięć czy sześć razy. Zostało to zakończone protokołem bez zastrzeżeń.

Bożena Kotońska: - W chwili obecnej jeżeli pan Borzęcki zamierza ponownie to odtwarzać, będzie musiał mieć nowe dokumenty. Sytuacja po powodzi jest zupełnie inna niż przed nią, więc powinien na pewno uzyskać stosowne zezwolenia i z naszej strony takie działanie będzie, jeżeli się do nas zwróci.

Żona Józefa Borzęckiego: - Chodzi o to, żeby elektrownię odbudować, żeby się to dalej kręciło, żeby to zostawić dzieciom, żeby coś miały po nas.

Syn Józefa Borzęckiego: - Wszystko włożyłem w elektrownię. Po prostu myślałem, że będzie źródłem utrzymania kiedyś rodziny mojej. To jest taty hobby. On jej nie pozwoli sprzedać. Elektrownia jest jego życiem.

11-10-2010 06:23 3'08

0 0 0