Jedynka

Na wody Antarktydy pod żaglami

21.02.2014 23:59
Polscy żeglarze szykują się do wyprawy, jakiej nikt jeszcze nie podjął. Chcą popłynąć jachtem najdalej na południe jak tylko się da, do wybrzeży Antarktydy od strony Morza Rossa.
Stado pingwinów na Antarktydzie
Stado pingwinów na AntarktydzieFoto: Wikipedia
Posłuchaj
15'37 Przygotowania do rejsu na Antarktydę (Reszta świata/Jedynka)
03'27 Telefon na wyspę Phuket (Reszta świata/Jedynka)

Pomysł popłynięcia na Morze Rossa, które najbardziej wcina się w kontynent antarktyczny i schodzi najbardziej na południe chodził żeglarzom po głowie już od wielu lat. Jacht "Selma" na Antarktydę pływa od ośmiu lat, więc jego załoga nabrała w trakcie tych lat doświadczenia. Wcześniej pływali na północ, na Spitzbergen i Grenlandię.

Nagrobek
Nagrobek Ernesta Shackletona w Grytviken na Atarktydzie

Morze Rossa jest najzimniejszym morzem świata. - Jak przychodzą wiatry od lodowca szelfowego, to temperatura latem spada do minus 10-20 stopni - mówią Krzysztof Jasica i Piotr Kuźniar, czyli część załogi jachtu "Selma". Prędkość takich wiatrów dochodzi do 200 kilometrów na godzinę. Na lądzie taki wiatr zrywa dachy. Do tego dochodzą ruchome góry i kry lodowe, a ponadto bardzo krótkie okno pogodowe. Tylko wtedy można wpłynąć i wypłynąć bezpiecznie, bo w tym czasie morze rozmarza. A bywają lata, że morze nie rozmarza w ogóle i z tym też trzeba się liczyć.

Wcześniejsze audycje z cyklu "Reszta świata" >>>
Podróżnicy chcą powtórzyć wyczyn Ernesta Shackletona, który na początku XX wieku chciał dokonać trawersu Antarktydy i przejść kontynent od Morza Weddella do Morza Rossa.
Posłuchaj, jak przebiegają przygotowania do wyprawy i w jaki sposób żeglarze zamierzają atakować swój cel.
Rozmawiał Tomasz Michniewicz.

(ag/pg)

W audycji również telefon na koniec świata. W tym przypadku na wyspę Phuket w Tajlandii.

"Reszta świata" w każdy piątek między godz. 9 i 10.

Komentarze1
aby dodać komentarz
szeleszczyciel2014-02-21 23:46 Zgłoś
Aż się nie chce tego czytać... Poprawcie błędy!

Czytaj także

Roald Amundsen – pierwszy człowiek na biegunie południowym

16.07.2015 06:10
Do wyścigu o zdobycie bieguna południowego stanęło dwóch polarników: Roald Amundsen i Robert Scott. Szczęście uśmiechnęło się do pierwszego.
Biegun Południowy, aut. Kuno Lechner (2000)
Biegun Południowy, aut. Kuno Lechner (2000)Foto: Wikipedia/CreativeCommons
Posłuchaj
03'01 Roald Amundsen – pierwszy człowiek na biegunie południowym, fragm. aud. Grażyny Stryszowskiej z cyklu "Ludzie stulecia" cz.1, we współpracy z BBC (17.04.2000)
05'00 Dalsze wyprawy Roalda Amundsena, fragm. aud. Grażyny Stryszowskiej z cyklu ”Ludzie stulecia” cz.2, we współpracy z BBC (18.04.2000)

Roald Amundsen urodził się 16 lipca 1872 w Borge w Norwegii. Studiował medycynę, ale już we wczesnej młodości interesowały go wyprawy polarne. W wieku 25 lat wziął udział jako sternik w belgijskiej ekspedycji, która jako pierwsza spędziła zimę na południowym obszarze polarnym. W latach 1903-1906 opłynął z sześcioma towarzyszami wybrzeże Ameryki Północnej, od Grenlandii aż po Cieśninę Beringa. Podczas tej wyprawy Amundsen prowadził badania meteorologiczne i magnetyczne na wyspach arktycznych. W 1904 roku ustalił położenie północnego bieguna magnetycznego.

Amundsen - Scott

Do wyścigu o zdobycie bieguna południowego Roald Amundsen stanął z Brytyjczykiem Robertem Scottem. Obaj założyli swoje bazy na wyspie Rosa. Już na starcie Norweg miał przewagę nad swoim rywalem - wyruszył dwa tygodnie przed nim, 19 października 1911 roku, z miejsca, które znajdowało się 60 mil bliżej bieguna. Dodatkowo poruszał się psimi zaprzęgami, a jego przeciwnik pieszo. Wyprawa zajęła Amundsenowi blisko dwa miesiące. Kraina zimna okazała się bezwzględną dla Anglika. Scott dotarł do celu 17 stycznia 1912, ale w drodze powrotnej poniósł śmierć.

Roald

Na zdjęciu: Roald Admundsen na biegunie południowym w 1911 roku, aut. Olav Bjaaland, norweska Wikipedia/dp

Roald Amundsen uchodził za idealnego lidera grupy. Każdy z uczestników jego wyprawy miał poczucie, że pracuje na wspólny sukces. Przez resztę życia kontynuował podróże polarne. W maju 1926 roku z Umberto Nobile i Lincolnem Ellsworthem przelecieli balonem nad biegunem północnym, w poprzek całej Arktyki, od Spitsbergenu po Alaskę. Tym razem jednak Amundsen nie był pierwszy, dwa dni wcześniej takiego przelotu dokonał Richard Bird.

Ostatecznie Roald Amundsen podzielił tragiczny los Roberta Scotta. 17 lat po zdobyciu bieguna południowego, 18 czerwca 1928, idąc na ratunek Umberto Nobilemu, który zaginął podczas lotu sterowcem "Italia" nad Arktyką, zaginął bez wieści. Ciała Admundsena nigdy nie znaleziono.

Jedno z mórz wchodzące w skład Oceanu Spokojnego nazwano imieniem Amundsena. Nazwiska obu polarników nosi stacja badawcza na Antarktydzie.

Posłuchaj historii człowieka, który zdobył biegun południowy

mb

Zobacz więcej na temat: Antarktyda historia podróże

Czytaj także

Rosyjski i chiński statek uwolniły się z lodów Antarktydy

07.01.2014 16:02
Rosyjski statek "Akademik Szokalski", który dwa tygodnie temu utknął w lodach Antarktydy, oraz ratujący go chiński lodołamacz "Xue Long" (Śnieżny Smok), który w piątek podzielił jego los, zdołały się uwolnić.
Na zdjęciu: pasażerowie statku Akademik Szokalski ewakuowani 2 stycznia. Na pokładzie jednostki pozostała załoga
Na zdjęciu: pasażerowie statku "Akademik Szokalski" ewakuowani 2 stycznia. Na pokładzie jednostki pozostała załogaFoto: PAP/EPA/ANDREW PEACOCK
Posłuchaj
00'56 Pękł lód na Antarktydzie. Dwa statki uwolnione - relacja Rafała Motriuka (IAR)

Jak poinformował kapitan Igor Kisielow, "Akademik Szokalski" zaczął wolno płynąć po pojawieniu się pęknięcia w lodzie. Rosyjska jednostka utknęła w Wigilię w grubej krze lodowej u wybrzeży wschodniej Antarktydy, około 100 km od francuskiej bazy Dumont d'Urville.
- W końcu zmienił się kierunek wiatru. Teraz wieje od zachodu, dzięki czemu lód mógł pęknąć. W wolnym tempie płyniemy na północ - dodał kapitan. Jego zdaniem warunki do żeglugi są trudne, utrzymuje się gęsta mgła, a widoczność wynosi jedynie 500 metrów.

"Śnieżny smok" też wolny
Wcześniej agencja Xinhua podała, że chiński "Xue Long", który od piątku uwięziony był w ponadtrzymetrowej grubości krze, we wtorek zdołał sobie utorować drogę i wypłynąć na wody, na których może swobodnie żeglować. Prawdopodobnie stało się tak dlatego, że zachodni wiatr przemieścił blokujące statek fragmenty kry, znacznie grubsze od tych, które może zazwyczaj rozbić chiński lodołamacz - uznali chińscy meteorolodzy.
W czwartek za pomocą operującego z "Xue Long" śmigłowca udało się przetransportować 52 naukowców i turystów na pokład australijskiego lodołamacza "Aurora Australis". Na "Akademiku Szokalskim" pozostała jedynie 22-osobowa załoga.
1 stycznia z portu w Sydney na pomoc statkom wyruszył m.in. amerykański lodołamacz "Polar Star". Jednak najwcześniej dotrze on na miejsce w weekend.
"Polar Star" ma około 122 metrów długości i może kruszyć lód o grubości ponad sześciu metrów.
Załoga rosyjskiej jednostki dysponuje zapasami żywności na około 40 dni. Kapitan "Xue Long" poinformował natomiast australijskie władze, że jego załoga ma wystarczającą ilość prowiantu.
Misja badawcza "Akademika Sokalskiego" została w mocnych słowach skrytykowana przez władze Australii, ponieważ na ratunek Rosjanom musiały przyjść - oprócz amerykańskiego "Polar Star" - także lodołamacz z Chin, francuski "Astrolabe" i australijska "Aurora". Akcje ratunkowe tych statków doprowadziły do odwołania wielu projektów naukowych na Antarktyce.

''Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

to

Czytaj także

Statek "Akademik Szokalski" uwolniony z lodów Antarktydy zawinął do portu

14.01.2014 07:27
Rosyjski statek badawczy po ponad dwóch tygodniach uwięzienia w lodach Antarktydy znów jest w bezpiecznym porcie.
Naukowcy ze statku Akademik Szokalski uwięzieni na Antarktydzie przygotowali lądowisko dla helikoptera
Naukowcy ze statku "Akademik Szokalski" uwięzieni na Antarktydzie przygotowali lądowisko dla helikoptera Foto: EPA/ANDREW PEACOCK

"Akademik Szokalski" dotarł do nowozelandzkiego Bluff. Jeden z oficerów Jurij Kudrin przekazał agencji ITAR-TASS, że statek nie ma żadnych problemów technicznych, a "Szokalskiego" czeka teraz uzupełnianie zapasów i niezbędne kontrole po przygodach ostatnich dni.
Rosyjska jednostka utknęła w Wigilię w grubej krze lodowej u wybrzeży wschodniej Antarktydy, około 100 km od francuskiej bazy Dumont d'Urville. Na pokładzie prócz 22-osobowej załogi byli turyści i naukowcy z Australoazjatyckiej Wyprawy Antarktycznej, urządzonej by uczcić 100-lecie ekspedycji o tej samej nazwie, która odkrywała południowy kontynent w latach 1911-1914.
Na pomoc uwięzionym podążył najpierw chiński lodołamacz "Śnieżny Smok", a gdy i ten utkwił w lodach, pasażerów "Szokalskiego" udało się helikopterem przetransportować na australijski statek "Aurora Australis". Na statku pozostała tylko załoga.

ENEX/x-news

Tydzień temu obu statkom udało się uwolnić.

Teraz już wszystkie trzy statki są bezpieczne, choć turyści i naukowcy na "Aurora Australis" do pierwszego portu - Hobart na Tasmanii, dotrą dopiero 20 stycznia.

''

IAR, bk

Zobacz więcej na temat: Antarktyda Rosja wypadek

Czytaj także

16-letni Brytyjczyk najmłodszym zdobywcą Bieguna Południowego

19.01.2014 10:31
W nocy z soboty na niedzielę, Lewis Clarke zakończył ostatni etap swojej 50-dniowej pieszej wędrówki przez Antarktydę.
16-letni brytyjski uczeń, Lewis Clarke, dostał się do księgi rekordów Guinessa jako najmłodszy zdobywca Bieguna Południowego
16-letni brytyjski uczeń, Lewis Clarke, dostał się do księgi rekordów Guinessa jako najmłodszy zdobywca Bieguna PołudniowegoFoto: PAP/EPA/YOUNGEST-TO-SOUTHPOLE
Posłuchaj
00'58 16-latek na Biegunie Południowym - relacja Grzegorza Drymera(IAR)

Brytyjski uczeń dostał się tym samym do księgi rekordów Guinessa. Nastolatek z Bristolu w zachodniej Anglii pokonał ponad tysiąc kilometrów - pieszo i na nartach, ciągnąc za sobą ciężkie sanie z ekwipunkiem i zapasem żywności. Lewis Clarke przemierzył tę trasę jedynie w towarzystwie antarktycznego przewodnika, w temperaturze sięgającej niekiedy minus 40 stopni.

"Zjem smaczny obiad, wyśpię się"

Po osiągnięciu bieguna połączył się przez telefon satelitarny z telewizją BBC. Jak powiedział, odczuwa przede wszystkim ulgę: - Mam ten wieczór dla siebie, zjem smaczny obiad, wyśpię się do woli. Nie muszę się zerwać jutro o 7 rano i sunąć na nartach przez 9 godzin, ciągnąc ciężkie sanie w tych okropnych warunkach - to naprawdę przyjemne uczucie - dodał Clarke.

Zapytany, czy po tym rekordzie, ma w planie jakiś następny, Lewis nieco się stropił, ale odparł, że raczej nie od razu: - Mam latem egzaminy, małą maturę i skupię się na tym. A co dalej? Jeszcze nie mam żadnego pomysłu - powiedział.

16-latek stracił prawie 2 miesiące w szkole, ale zapewnił, że wziął ze sobą parę podręczników. Lewis wyleci w drogę powrotną z Antarktydy w najbliższą środę.

IAR,kh

''