Jedynka

Wiemy, dlaczego sprzęt psuje się chwilę po gwarancji

Niektórzy producenci drukarek umieszczają w nich chipy, które sprawiają, że po wydrukowaniu 2,5 tysiąca stron drukarka przestaje działać – zdradza Piotr Koluch ze specjalistycznego pisma "Pro-Test".
04.01.2012 12:30
Niektórzy producenci drukarek umieszczają w nich chipy, które sprawiają, że po wydrukowaniu 2,5 tysiąca stron drukarka przestaje działać – zdradza Piotr Koluch ze specjalistycznego pisma "Pro-Test".
Posłuchaj
13'16 Wiemy, dlaczego sprzęt psuje się chwilę po gwarancji
więcej

Okazuje się, że cały świat jest wplątany w pewien spisek - tzw. spisek żarówkowy. – Wszystko zaczęło się od Edisona, który wymyślił żarówkę, która świeciła 1500 godzin, a po ulepszeniu – 2500 godzin. W 1925 roku producenci wymyślili, że to nie jest biznes i trzeba skrócić żywotność żarówki. Do tej pory żarówka świeci 1000 godzin. Spisek się udał – opowiada gość Jedynki.

Piotr Koluch, ekspert "Pro-Test", przyznaje, że można zaprojektować awaryjność  urządzenia lub zaplanować nieprzydatność jakiegoś produktu. Tłumaczy, że producentom nie zależy na tym, żeby coś było supertrwałe. – Jeżeli sprzęty nie będą wymieniane, to biznes nie będzie się kręcił – zauważa. – A co ze wzrostem gospodarczym, jeżeli przestaniemy kupować rzeczy? To celowa robota – dodaje.

Informuje, że według badań przedmioty są coraz lepsze, coraz nowocześniejsze, ale coraz mniej trwałe. – Moi znajomi mają lodówkę, która działa 60 lat, NRD-owcy wymyślili żarówkę, która działa 25 lat – przyznaje i jednocześnie wyjaśnia, że w krajach socjalistycznych im cos było trwalsze, tym lepsze. – NRD-owcy wymyślali pralki i lodówki, które miały działać długo, np. 25 lat. W krajach kapitalistycznych było to nie do pomyślenia, bo tam już panował konsumpcjonizm – tłumaczy.

Kupować, sprzedawać, wyrzucać i znów kupować – tak obecnie działa rynek RTV i AGD. Kiedyś, gdy coś się popsuło, wołało się tzw. magika, który naprawiał sprzęt i ten działał kolejne 10-20 lat. Teraz bardziej opłaca się kupić drugi sprzęt niż naprawiać popsuty. Jak mówi gość Jedynki, to celowy zabieg. – Przykładowo weźmy drukarki. Drukarka kosztuje 190 zł, a toner do drukarki – 250 zł. Jeśli się w niej coś popsuje, to lepiej ją wymienić niż naprawić – wyjaśnia Piotr Koluch. – Niektórzy producenci drukarek umieszczają w nich chipy, które sprawiają, że po wydrukowaniu 2,5 tysiąca stron drukarka przestaje działać i to też jest pomysł na interes – zauważa.

Jak dodaje ekspert, fakt, że coś się psuje akurat chwilę po tym, gdy kończy się gwarancja, nie musi od razu oznaczać spisku. Zdaniem gościa Jedynki nigdy nie wiadomo, czy to zmowa, czy zwykły pech. – Ja sam miałem trzy laptopy, które psuły mi się chwilę po gwarancji. Dlatego zawsze namawiam ludzi, aby nie kupowali sprzętu firmy, do której nie mają zaufania – nadmienia.

Przyznaje jednak, że przy dzisiejszej technice da się zrobić wszystko.– Jedyną radą jest to, żeby firmy produkujące sprzęt zaczęły utylizować swoje przedmioty. Wtedy będzie im zależało, aby produkować jak najtrwalsze produkty, bo utylizacja jest bardzo droga. Afryka jest zawalona śmieciami i nie wiadomo, co z tym zrobić. Przecież tak dalej żyć nie można – alarmuje gość Jedynki.

Rozmawiała Sława Bieńczycka.

(mb)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Poznań'56

Czytaj także

Naprawiać czy kupić nowy?

Kiedyś telewizor, pralka czy lodówka służyły dwadzieścia, trzydzieści lat, ale teraz to już przeszłość.
Posłuchaj
03'21 Naprawiać czy kupić nowy?
więcej

Obecnie, po upływie gwarancji, sprzęt często nadaje się do wyrzucenia, bądź wymiany, bo naprawa się nie opłaca.

- Sprzęt drastycznie potaniał, jeżeli naprawa ma kosztować jedną trzecią, jedną czwartą wartości nowego urządzenia, to zaczynamy się zastanawiać, czy w ogóle opłaca się go naprawiać i czy nie lepiej kupić nowy – tłumaczył Karolinie Wichowskiej Roman Ochendal, zajmujący się naprawą urządzeń elektronicznych.

W "Sygnałach Dnia" dodał, że wiele urządzeń produkowanych jest w Chinach, gdzie jakość pracy jest niezbyt wysoka, a jej kontrola też pozostawia wiele do życzenia.

Jego zdaniem, dawniej kontrola była bardziej skrupulatna, były też przeprowadzane badania zmęczeniowe, użytkowe i dopiero po ich przejściu sprzęt "lądował" w sklepie.

- W tej chwili jest odwrotnie. Próby eksploatacyjne są prowadzone w bardzo małym stopniu. Nie jest jednak prawdą, że producenci są w stanie tworzyć tak sprzęt, by psuł się w trakcie trwania gwarancji lub zaraz po jej upływie – podkreślił.

(pp)

Aby wysłuchać całej rozmowy kliknij "Naprawiać czy kupić nowy?" w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.

"Sygnałów Dnia" można słuchać w dni powszednie od godz. 6:00.

Zobacz więcej na temat: boks Chiny Sygnały z Polski

Czytaj także

Fachowiec, czyli ten, który wszystko psuje

Fachowiec, jak sama nazwa wskazuje to ktoś, kto się na czymś dobrze zna. Krótko mówiąc profesjonalista w jakiejś dziedzinie. "Tytuł" ten nadawany jest zwykle drogą awansu społecznego.
Posłuchaj
03'04 Fachowiec, czyli ten, który wszystko psuje - relacja J. Gąska
więcej

Mniej więcej wygląda to tak, że sąsiadka ma znajomą, a znajoma zna Pana Kazia, a pan Kazio zna się na lodówkach, czyli jest "mianowanym fachowcem". I my, chcąc naprawić popsutą lodówkę właśnie takiego specjalisty - Pana Kazia - szukaliśmy. Zwykle polecony przez znajomą sąsiadki fachowiec przychodzi, lodówkę naprawia, płacimy mu i wychodzi. Lodówka działa i wszyscy są zadowoleni. Tak jest zazwyczaj...

Jednak zdarza się, że ani znajoma, ani sąsiadka nie zna fachowca wówczas nie pozostaje nam nic innego, jak poszukać potrzebnego nam eksperta w dziele ogłoszeń w gazecie lub Internecie. Tak właśnie zrobiły trzy młode kobiety wynajmujące mieszkanie, w którym popsuła się pralka.

Do zepsutego sprzętu przyszedł Pan z ogłoszenia umieszonego w Internecie. Firma istnieje na rynku od kilkunastu lat. Na stronie czytamy także, że warsztat zajmuje się profesjonalnym serwisem pralek i lodówek. Nie było tam jednak nic oprócz adresu i numeru telefonu. – Przyszedł, zobaczył, stwierdził, że brakuje jakiejś części, że coś jest popsute, że pojawi się za jakiś czas. Wrócił wymienił pasek, który nie wiadomo właściwie czy powinien być wymieniany i zażądał 150 złotych – opowiada Pani Ania, jedna z kobiet.

"Fachowiec" zanim zreperował pralkę poprosił o 50 złotych zaliczki. Jej pobranie potwierdził na kartce. Zanim naprawił pralkę powiedział, że będzie to kosztowało 100 złotych, kiedy ją naprawił zażądał 140 zł. Pralka działała przez dwa tygodnie, potem zepsuła się znowu. Okazało się, że nie została dokładnie sprawdzona, a do środka urządzenia nikt nie zaglądał. Tego Pani Ania dowiedziała się od innego fachowca, który sprawę załatwił godzinę i wystawił rachunek – tym razem na 50 złotych.

W tej sytuacji postanowiła odwiedzić specjalistę, który naprawiał pralkę wcześniej i zażądać reklamacji. Okazało się jednak, że firma zmieniła adres. –Ten Pan wyczuł, ze my trzy dziewczynki, sierotki, które się nie znają na tym, że będzie łatwo je wykorzystać i to zrobił – wnioskuje Pani Ania.

Taka "przygoda"może przydarzyć się każdemu. Dlatego radzimy jak radzić sobie z takimi "fachowcami". –  Złożyć reklamację, najlepiej, żeby złożyć wysłać to za potwierdzeniem. Pozwoli nam to uniknąć w ewentualnym dalszym postępowaniu wielu problemów, nawet, jeśli nie mamy rachunku za usługę - radzi Jerzy Gramatyka, Rzecznik Praw Konsumentów w Krakowie.

Takiego usługodawcę możemy także zgłosić do Państwowej Inspekcji Handlowej. – Jeżeli dany przedsiębiorca nie wystawia paragonu, nie wystawia faktur Inspekcja może wszcząć czynności kontrolne danej działalności. Sprawdzamy legalność działalności, a także to, czy przestrzegana jest ustawa o cenach. Cennik powinien być udostępniony klientowi – wyjaśnia ekspert z PIH. Na końcu możemy poprosić o interwencję Izbę Skarbową.

Tylko w 2010 roku Rzecznik Praw Konsumentów zanotował blisko tysiąc reklamacji związanych na przykład z naprawą pralek i, aż dwa tysiące skarg dotyczących branży remontowo-budowlanej.

Jak widać w Polsce "fachowców" nie brakuje.

(mb)