Lech Dyblik: bez gitary nigdzie się nie ruszam

Jedynka
Piotr Grabka 26.01.2013
Lech Dyblik
Lech Dyblik, foto: Piotr Grabka/PR

Muzyka jest pasją tego charakterystycznego aktora, znanego choćby z filmów Wojciecha Smarzowskiego. Uwielbia śpiewać po rosyjsku, a ze swoimi "bandyckimi piosenkami" odwiedza zakłady karne w różnych miejscach Polski.

- To, czego mi brakuje w moim szczęśliwym życiu, to rozmowy. U siebie w domu bardzo pracuję nad tym, by dużo rozmawiać z żoną i córkami. Idzie mi coraz lepiej. Ale też swoich spotkań z publicznością nie traktuję jako występ, tylko jako okazję do rozmowy. To jest w cenie - opisywał swoją filozofię życiową Lech Dyblik.

Aktora można czasem usłyszeć na żywo w Łodzi na ulicy Piotrkowskiej. - Gdy mam wolny wieczór i żona nie ma nic przeciwko temu, to biorę gitarę i jadę pod Dom Buta. Do godziny 22.00 stoi tam mim, a po nim pojawiam się ja - mówił.

Na ekranie Lecha Dyblika będzie można zobaczyć już wkrótce w najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego pt. "Drogówka". - Po raz pierwszy widziałem go w całości kilka dni temu. To ważny film. Właściwie nie ująłbym nawet "Drogówki" w kategoriach filmu. Odbieram ten obraz jako poważną rozmowę na temat, gdzie my, Polacy jesteśmy - tłumaczył w "Sobocie z Radiową Sobotą".

Posłuchaj całej rozmowy Pawła Sztomke i jego gościa.

pg

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Bądź z nami w kontakcie:

09:00 - 13:00LATO Z RADIEMSłuchaj na żywo
Oglądaj na żywo
serwis specjalny o I wojnie światowej

Polecamy:

Europejskie Centrum Solidarności. Świadectwa długiej drogi do wolności

Europejskie Centrum Solidarności. Świadectwa długiej drogi do wolności

- Nie zawsze byliśmy krajem wolnym i demokratycznym. Niedaleko jesteśmy od czasu, kiedy na ulicach bito ludzi, a wszyscy śmiertelnie bali się milicji - mówi Małgorzata Omilanowska. Minister kultury i dziedzictwa narodowego zachęcała do odwiedzenia Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

Artur Barciś i anioły. Wytwory jego rąk niosą radość i pomoc

Artur Barciś i anioły. Wytwory jego rąk niosą radość i pomoc

- Od dziecka miałem zdolności manualne, mama nauczyła mnie nawet robić ręcznie makron. Nauczyłem się też szyć, z konieczności, bo taniej było kupić materiał niż gotową koszulę czy coś modnego - opowiadał aktor w audycji "Lato z Radiem" poświęconej rękodziełu.