X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Raport Białoruś

Kartoteka Stalina. Nazwiska ofiar reżimu na Białorusi

05.03.2013
0 0 0
Józef Stalin
Józef StalinFoto: Margaret Bourke-White/CC/Wikipedia
Na niezależnym portalu białoruskim Svaboda.org opublikowano kilkadziesiąt tysięcy nazwisk i krótkich biogramów osób represjonowanych przez reżim stalinowski na terenie obecnej Białorusi.

Projekt nosi nazwę „Kartoteka Stalina”. Redakcja od początku roku codziennie dodawała do spisu tysiąc nazwisk w porządku alfabetycznym, z biogramami. Całą publikowaną listę można znaleźć tutaj. Obecnie spis liczy kilkadziesiąt nazwisk. Spis nie jest oczywiście wyczerpujący. Publikowane są dane, które udało się na razie ustalić. Józef Stalin, który przez ćwierć wieku rządził totalitarnym państwem sowieckim odpowiada za śmierć i prześladowania wielu milionów ludzi.

Jak zauważają autorzy projektu, zbrodniczy terror Józefa Stalina ukształtował w dużej mierze białoruską teraźniejszość. – Naszą teraźniejszość zabił Stalin (…) Miliony ludzi, różnych narodowości, z różnych warstw społecznych, zostało zamordowanych, bo nie odpowiadało wizji świata ZSRR – czytamy we wstępie do spisu.

Na Białorusi wiele jest miejsc egzekucji ofiar stalinowskiego terroru, do tej pory nieodkrytych. Łukaszenkowskie władze nie poruszają tematu zbrodni, to temat tabu, którym nie mogą zajmować się historycy, o którym wszyscy milczą.

Aleksander Łukaszenka, który prowadzi politykę prorosyjską, nie podejmuje żadnych działań, by upamiętnić ofiary stalinowskiego terroru. Nie są prowadzone badania zbrodni stalinowskich, osoby, które badają represje czasów sowieckich i radzieckich same mogą spotkać się z nieprzyjemnościami i z prześladowaniami.  Z drugiej strony, do tej pory na Białorusi urzędnicy stawiają pomniki np. Feliksowi Dzierżynskiemu, założycielowi przodka NKWD, CzeKa - ten kurs polityki historycznej spotyka się z aprobatą władz. Warto podkreślić, że choc  na Białorusi są pomniki Stalina i Lenina, to pomnika oficjalnego nie doczekały się dziesiątki tysięcy ofiar zamordowanych i pochowanych w lesie na uroczysku Kuropaty pod Mińskiem.

svaboda.org
svaboda.org

Kuropaty, jako miejsce stalinowskich zbrodni, ujawnił opinii publicznej historyk i opozycyjny polityk Zenon Paźniak. Opowieści miejscowych Białorusinów, świadków wydarzeń, potwierdziły ekshumacje. Według szacunków Zenona Paźniaka, w Kuropatach może spoczywać nawet 250 tysięcy ofiar reżimu Stalina. Jednak na Białorusi wiele jest miejsc egzekucji ofiar stalinowskiego terroru, do tej pory nieodkrytych. Wiele znajduje się w lasach. A masowe groby, które znajdowały się w pobliżu miast lub w ich obrębie były świadomie maskowane – tak przypuszczają niezależni białoruscy historycy. Na przykład podejrzewa się, że jedno z takich miejsc może znajdować się pod obecną zajezdnią tramwajową w stolicy Białorusi, Mińsku.

Spis ofiar Stalina na Białorusi, znanych z imienia i nazwiska, miał być publikowany do 5 marca. Tego dnia przypada 60 rocznica śmierci Józefa Stalina.

Polacy do tej pory poszukują listy ofiar zbrodni katyńskiej, zamordowanych na Białorusi.

agkm/svaboda.org/PolskieRadio.pl

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

200 tysięcy bezimiennych ofiar Stalina w Kuropatach

Lawon Barszczeuski: za rządów Aleksandra Łukaszenki postawiono kilka pomników Stalina na Białorusi, ale nie wybudowano memoriału w Kuropatach.
Posłuchaj
01'31 Lawon Barszczeuski, opozyconista białoruski

2 listopada, w dzień zaduszny i białoruskie Dziady, opozycja organizowała tradycyjnie marsz do Kuropat, uroczyska pod Mińskiem, gdzie NKWD w latach 1937-1941 zabiło tysiące osób. Historycy szacują, że spoczywa tam od kilkudziesięciu tysięcy do 200-250 tysięcy ofiar. Jest prawdopodobne, że tutaj zginęło 3872 Polaków z tak zwanej listy białoruskiej.

- Znamy nazwiska zaledwie kilku osób spośród dziesiątek tysięcy pogrzebanych w Kuropatach – mówi białoruski opozycjonista Lawon Barszczeuski. - Kiedy jeszcze byliśmy deputowanymi do Rady Najwyższej, próbowaliśmy dotrzeć do archiwów NKWD. Jednak białoruskie KGB powiedziało wtedy, że te archiwa były wywiezione do Moskwy. Interpelacje do moskiewskiego KGB nie zdały się na nic. Napisano, że nie znaleziono tych archiwów – opowiada.

/

 

 

fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

 

Dlatego w Kuropatach krzyże stawiają ludzie, którzy nie wiedzą, gdzie zginęli ich dziadkowie lub ojcowie. Lawon Barszczeuski przypomina, że krzyże są co roku niszczone przez „nieznanych sprawców”. 

Prawda o Kuropatach dotarła do Białorusinów dopiero w 1988 roku. Zenon Paźniak, późniejszy przywódca opozycji, która wywalczyła deklarację niepodległości Białorusi, opublikował artykuł o miejscu masowej zbrodni w lesie pod Mińskiem, opierając się na relacjach mieszkańców okolicznych wsi i na badaniach archeologicznych.  

Po publikacji artykułu doszło do wielotysięcznej demonstracji. Fakt zbrodni stalinowskiej uznały w 1990 roku komunistyczne władze Białorusi. Zobowiązały się do postawienia memoriału w uroczysku Kuropaty.

/

fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

 

Po dojściu do władzy Aleksandra Łukaszenki zgłosili się kombatanci-weterani, byli enkawudziści, którzy utrzymywali, że zbrodni w Kuropatach dokonali Niemcy. Kiedy kolejne śledztwo prokuratury wskazało na NKWD, władze nagle zamilkły w tej sprawie  - mówi opozycjonista.

Oficjalnego pomnika nie ma do tej pory: - Praktycznie jest to teraz memoriał stworzony przez ludzi. Każdego roku przynoszą kilkadziesiąt nowych krzyży. Mimo tego, że są zawsze niszczone przez wandali, jest ich coraz więcej i coraz więcej w tym lesie.

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

---------------------------------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------------------------------

/

fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

 

Przeczytaj pełny zapis wywiadu:

Raport Białoruś: Opozycja białoruska co roku organizuje Dziady w uroczysku Kuropaty.

Lawon Barszczeuski, białoruski opozcyjonista: Wiec ma nie tylko wymiar moralny. Prawda odkryta o Kuropatach i o innych miejscach zbrodni stalinowskich była czynnikiem politycznego przebudzenia ludzi. Od początku to były polityczne akcje. Władze komunistyczne, a jeszcze bardziej obecna administracja Aleksandra Łukaszenki, zawsze starały się utrudnić te zgromadzenia.  Była odpowiednia propaganda, w telewizji mówiono, że nie było żadnych Kuropat, że Stalin jest dobry i tak dalej. To wszystko nadawało mimo woli uczestników polityczne znaczenie tym wiecom.

Władza komunistyczna w 1990 roku pogodziła się (z faktem, że społeczeństwo wie o tej zbrodni) i w Kuropatach postawiono duży głaz, na którym napisano, że tutaj, decyzją rządu, powstanie w przyszłości memoriał, pomnik ofiar Kuropat. Tak by się stało, gdyby nie Aleksander Łukaszenka, który od razu wprowadził do telewizji pseudohistoryków, a raczej byłych enkawudzistów, którzy mówili, że nie było żadnych Kuropat. To znaczy: były ofiary, ale zabijali je Niemcy.  Memoriał nie powstał. Natomiast wzniesiono kilka pomników Stalina w czasie rządów Aleksandra Łukaszenki. W interesie władzy nigdy nie leżało, by powstał tam memoriał o zbrodniach stalinowskich.

Kuropaty dla wszystkich Białorusinów to było wówczas zaskoczenie, szok? Nikt o tym nie wiedział?

Było kilku archeologów, którzy wiedzieli o tym, jeszcze chyba od początku lat 70-tych. Jednak w czasach przed pierestrojką nie mogli o tym mówić. Zniszczono by ten teren, wywieziono by zwłoki gdzie indziej i nikt by się nawet o tym nie dowiedział w tych czasach. Dopiero kiedy już moskiewska prasa pisała o miejscach zbrodni stalinowskich, wtedy Paźniak nagłośnił swoje odkrycie.

Zenon Paźniak z kolegami robili wywiady z mieszkańcami najbliższych wsi, którzy jeszcze pamiętali te czasy, mogli o nich świadczyć.  Jeszcze w tamtym czasie żyli. Zgromadził dużo materiału, także archeologicznego. Wtedy w 1988 roku w tygodniku „Literatura i mastactwa” udało się opublikować materiał, który był wtedy sensacyjny.  Tego tygodnika w ogóle nie można było znaleźć, wykupiono. Ludzie mówili o nim.

fot.
fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

 

Artykuł oparty był na rozmowach ze świadkami tych wydarzeń?

Tak, na rozmowach, ale nie tylko.  Paźniak był archeologiem, znalazł tam może w sześciu, siedmiu miejscach,  czaszki, kości, w dużej ilości  Musiał jednak pracować ostrożnie, żeby nie zauważono, że coś robi.

Jaka była wtedy reakcja Białorusinów?

Na początku władze mówiły, że to nie może być, czegoś takiego nie było.  Powstała jednak komisja akademii nauk, która dowiodła istnienia grobów. W jej skład wchodzili archeolodzy, którzy znaleźli groby, gdzie było po 100 osób, po 50, po 300.  Wtedy już nie dało się tego ukryć. Inna wersja powstała później - skoro już znaleziono te zwłoki, to trzeba mówić, że to Niemcy są sprawcami. Niemcy oczywiście zabili wielu ludzi pod Mińskiem, ale akurat nie w tym miejscu. O tym też świadczyli ludzie z wsi pod Kuropatami, że Niemcy tam nie rozstrzeliwali.

W tym miejscu miał powstać memoriał, miały być prowadzone badania. Czy za czasów Aleksandra Łukaszenki prowadzono jakieś badania w Kuropatach?

Pod koniec lat 90-tych powstała komisja złożona z tzw. kombatantów, weteranów NKWD, którzy napisali, że tam Niemcy rozstrzeliwali. Wtedy prokuratura musiała zareagować, bo przecież ustaliła wcześniej, że to były zbrodnie stalinowskie, powstał też raport na ten temat w 1990 roku.  Żeby to rozpatrzeć na nowo, utworzono nową komisję, z archeologów akademii nauk już bez Zenona Paźniaka, który był na emigracji. Ta komisja nawet znalazła kilka jeszcze bardziej dokładnych dowodów,  że  rozstrzeliwano tam w 1940 roku również Polaków. Znaleziono pewne resztki papierów, z polskimi literami.  Ta komisja więc stwierdziła po raz kolejny, że to zbrodnia stalinowska.

Wtedy sprawę przemilczano. Nie było już słychać o kombatantach,  ale też nie powstał pomnik. Ten memoriał, którzy ludzie tworzą każdego roku, przynosząc krzyże, niszczą po cichu wandale, można sobie wyobrazić kto. Każdego roku można znaleźć dziesiątki połamanych krzyży, kilka razy były niszczone znaki pamięci, które były postawione przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona. Choć to ławka z granitu, którą trudno zniszczyć, to chyba z pięć razy ją dewastowano.

/

 

fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

 

Tym tematem nie mogą zajmować się białoruscy historycy?

Oczywiście, że oficjalni historycy nie mogą zajmować się tym tematem. Jest naturalnie młodzież, są historycy amatorzy i wyrzuceni z pracy. Oni piszą każdego roku nowe publikacje, związane z Kuropatami i z innymi miejscami stalinowskich zbrodni. Inna rzecz, że władza stara się to przemilczeć.

Sprawa jest do tego stopnia tajemnicza, że nie wiadomo, jak wiele osób może spoczywać w Kuropatach.

Oczywiście. Zenon Paźniak utrzymuje, że pochowano tam nie mniej niż 200 tysięcy osób w ciągu pięciu lat. Oficjalne oświadczenie prokuratury to kilkadziesiąt tysięcy osób, bo część grobów była pusta. Oczywiście, już za sowieckich czasów rozpoczęto wywożenie tych zwłok. Na szczęście nie zdążono tego zrobić przed nagłośnieniem tej sprawy.

Historyk Norman Davis mówi o ćwierć milionie ofiar pogrzebanych w Kuropatach.

Tam jest ponad 200 grobów, 10 na 15 metrów. Teoretycznie może być tak, jak obliczył Zenon Paźniak. Nie chodzi już o ilość ludzi, tego nie można już ustalić. W tym lesie zabito podstępnie olbrzymią liczbę osób.

Czy krewni tych osób, którzy zginęli w Kuropatach próbują się jakoś organizować, szukać prawdy o tym, co się stało?

Tak, kiedy jeszcze byliśmy deputowanymi do Rady Najwyższej, próbowaliśmy dotrzeć do archiwów NKWD. Jednak białoruskie KGB powiedziało  wtedy, że te archiwa były wywiezione do Moskwy. Interpelacje do moskiewskiego KGB nie zdały się na nic. Napisano, że nie znaleziono tych archiwów. To straszna rzecz, ale na dzisiaj znamy imiona może 5 czy 6 osób, które odczytano natrafiając na rzeczy pozostałe po zmarłych. Poza tym – z tych dwustu tysięcy, kilkudziesięciu tysięcy – my nie znamy nikogo. Dlatego ludzie przychodzą tutaj i stawiają pomniki, jeśli nie wiedzą, gdzie zostali zabici ich dziadkowie lub ojcowie. Stawiają krzyże i podpisują je, bo to tutaj są mogiły wielkiej części ofiar stalinowskiej. Ludzie, którzy nie wiedzą, gdzie znaleźć grób, tak robią. Są symboliczne pomniki, symboliczne napisy.

Praktycznie jest to teraz memoriał stworzony przez ludzi. Każdego roku przynoszą kilkadziesiąt nowych krzyży. Mimo tego, że są zawsze niszczone przez wandali, ich jest coraz więcej i coraz więcej w tym lesie.

Kiedy byliśmy w parlamencie, zrobiliśmy Dziady, dzień zaduszny, świętem narodowym. Był to dzień wolny od pracy i obchody odbywały się wtedy.

Łukaszenka zniósł to święto pod koniec lat 90-tych i dlatego teraz organizujemy wiec zawsze w niedzielę, ostatnią przed Dziadami.

 

Z Lawonem Barszczeuskim, bialoruskim opozycjonistą rozmawiała Agnieszka Kamińska

0 0 0

Czytaj także

"Kuropaty to efekt rosyjskiej okupacji"

28.10.2012
0 0 0
Kuropaty to efekt rosyjskiej okupacji
Foto: Włodzimierz Pac, Polskie Radio
Białorusini przeszli z Mińska do Kuropat, w dorocznym obrzędzie Dziadów. W Kuropatach, jak dowodzą badania archeologiczne, NKWD zamordowało 250 tysięcy osób.
Posłuchaj
01'04 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR)

Kilkaset osób uczestniczyło w stolicy Białorusi w obchodach Dziadów, czyli dnia pamięci przodków. Zwolennicy opozycji przeszli ulicami Mińska do podstołecznego uroczyska Kuropaty, miejsca kaźni tysięcy ofiar represji stalinowskich w latach 1937-41, gdzie odbył się wiec.
Juraś Bieleńki, wiceprzewodniczący Konserwatywno-Chrześcijańskiej Partii BNF powiedział Polskiemu Radiu, że obchody dnia pamięci przodków właśnie w Kuropatach nie są przypadkowe. -  Na Dziady chodzimy do Kuropat, aby przypomnieć ludziom do czego prowadzą odstępstwa od wartości ludzkich - stwierdził Bieleńki.  Podkreślił, że w historii zdarzają się różne okresy, ale wszystko zależy od tego, jaką ideologię niosą w sobie ludzie. - My, Białorusini, powstaliśmy jako naród europejski, o europejskich tradycjach i europejskiej mentalności. Tego, co się działo w Kuropatach, nie dopuścili się Białorusini, tylko rosyjscy okupanci - powiedział.
Uczestnicy pochodu nieśli historyczne, białoruskie biało-czerwono-białe flagi, portrety polityków opozycyjnych przebywających w więzieniach oraz skandowali "Niech żyje Białoruś”.

Włodzimierz
Włodzimierz Pac, Polskie Radio

Politycy wypowiadali się przeciwko budowie w pobliżu Kuropat centrum rozrywki o nazwie Bulbasz- Hall.  - Jesteśmy przeciwko budowie restauracji, dyskotek czy saun na tym terenie gdzie zginęli nasi przodkowie - powiedział Aleh Korban ze stowarzyszenia społecznego Alternatywa.
W Kuropatach, w obecności zebranych, odczytany został okolicznościowy list Zenona Paźniaka przebywającego na emigracji współtwórcy białoruskiej opozycji i przewodniczącego partii organizującej marsz kuropacki, KChP-BNF.  Zenon Paźniak przypomniał, że w przyszłym roku minie 25 lat od odkrycia Kuropat. Podkreślił, że to wydarzenie, odkrycie miejsca kaźni 250 tysięcy ludzi, zmobilizowało społeczeństwo białoruskie do walki o niepodległość. Zaznaczył, że obecne władze białoruskie i Rosja chciałyby zniszczyć pamięć o tym miejscu, które jest niezbitym dowodem zbrodni.
Inny polityk KChP-BNF Walerij Bujwał przypomniał, że od Kuropat rozpoczęło się honorowanie pamięci ofiar reżimu komunistycznego na Białorusi. Zastępca przewodniczącego KChP-BNF Jurij Bielenki powiedział, że zbrodnia w Kuropatach była możliwa po okupacji tego kraju przez rosyjskich bolszewików. Mówiąc o wyborach parlamentarnych, ocenił, że oficjalne dane były mocno zawyżone, a w prywatnych rozmowach współpracownicy komisji wyborczych mówią o frekwencji 12-procentowej.

Włodzimierz
Włodzimierz Pac, Polskie Radio

Wśród zebranych w Kuropatach zgromadzono podpisy pod petycją przeciw budowie ośrodka rozrywki w pobliżu tego cmentarzyska. Po zakończeniu mityngu w Kuropatach ustawiono nowe drewniane krzyże, które przynieśli ze sobą uczestnicy akcji. W Kuropatach nie ma bowiem oficjalnego pomnika, obecne władze białoruskie nie uhonorowały tego miejsca. Kwiaty położone zostały również pod krzyżem polskim symbolicznie upamiętniającym Polaków pomordowanych w czasie represji stalinowskich.
Przemarsz przez Mińsk do Kuropat przebiegał tradycyjną trasą: prospektem Niezaleźności, ulicą Kalinowskiego, ulicą Siedych, Karbyszewa, Gamarnika i Miroszinczenko. Funkcjonariusze specsłużb przez całą drogę robili uczestnikom akcji zdjęcia.

Na czele kolumny szedł były więzień polityczny Siarhiej Kawalenka. Uczestnicy marszu nieśli portrety więźniów politycznych, m.in. Źmiciera Daszkiewicza i Eduarda Lobaua. Władze miasta pozwoliły na przemarsz, ale ocenzurowały niektóre transparenty, kazały usunąć je jako „niewiążące się z tematyką marszu”.

Społeczeństwo białoruskie dowiedziało się o Kuropatach dzięki pracom archeologicznym Zenona Paźniaka w 1988 roku.


IAR/svaboda.org/PAP/narodnaja-partyja.org (KChP-BNF)agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś 

Zobacz serwis specjalny portalu PolskieRadio.pl: Katyń >>>

0 0 0

Czytaj także

Łukaszenka o ekshumacji w Kuropatach: jeśli Polska zapłaci

15.01.2013
0 0 0
Uroczysko Kuropaty: tu pogrzebanych może być 200 tysięcy osób. Podczas badań archeologicznych znaleziono dowody, że wśród nich są Polacy
Uroczysko Kuropaty: tu pogrzebanych może być 200 tysięcy osób. Podczas badań archeologicznych znaleziono dowody, że wśród nich są PolacyFoto: Wikipedia/Tobster
Białoruś może przeprowadzić ekshumację w Kuropatach pod Mińskiem jeśli Polska za to zapłaci. Przy ekshumacji Polacy nie są potrzebni- taką opinię wyraził w piątek Aleksander Łukaszenka.
Posłuchaj
00'50 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR)

Aleksander Łukaszenka jest gotów zgodzić się ekshumację w podmińskim uroczysku Kuropaty, gdzie spoczywają ofiary represji stalinowskich. Aleksander Łukaszenka chciałby, aby za tę operację zapłaciła Polska. Jednocześnie nie widzi jednak potrzeby, aby w ekshumacji brali udziału polscy specjaliści.

Łukaszenka mówił o tym w Mińsku na konferencji prasowej dla dziennikarzy odpowiadając na pytanie korespondenta Polskiego Radia w Mińsku, czy możliwa będzie ekshumacja w Kuropatach w związku z poszukiwaniami listy katyńskiej Polaków rozstrzelanych na Białorusi.

 - Dajcie pieniądze, mamy specjalistów, przeprowadzą ekshumację tam, gdzie uważacie za potrzebne, i odpowiemy na wasze pytania - oświadczył Łukaszenka. - Obejdziemy się bez polskich specjalistów, wystarczą białoruscy. My do was nie jeździmy przeprowadzać ekshumacje i wy też nie musicie do nas przyjeżdżać - oznajmił. - Nam smoleńskiej historii wystarczyło. Wiecie, czym ona się skończyła - dodał Łukaszenka, nie precyzując tych słów.

Oświadczył, że dziennikarze mogliby obserwować ekshumację. - Jeśli dziennikarze chcą być obecni przy tym procesie, to proszę bardzo - powiedział.

Polscy historycy przypuszczają, że Polacy aresztowani po wejściu Armii Czerwonej na tereny II Rzeczypospolitej w 1939 roku, a następnie zaginieni, zostali zamordowani w więzieniu w Mińsku. Dane o tych ofiarach powinna zawierać tzw. białoruska lista katyńska, która według przypuszczeń badaczy mogła znajdować się w Mińsku i Moskwie i liczyła 3870 nazwisk.

Władze rosyjskie na początku 2010 roku poinformowały, że nie znalazły listy w rosyjskich archiwach. Łukaszenka, pytany o nią na konferencji prasowej w grudniu 2011 roku oświadczył, że szukano jej w archiwach na Białorusi, ale bezskutecznie. Powtórzył to zapewnienie we wtorek.

IAR/PAP/agkm

 

Zobacz film Biełsatu: Katyń 70 lat później >>>

agkm/PAP/IAR

Zobacz także: serwis specjalny portalu polskieradio.pl: KATYŃ >>>

 

0 0 0

Czytaj także

"Najprawdopodobniej ustalono dane 98 osób z białoruskiej listy katyńskiej"

25.02.2013
0 0 0
Uroczysko Kuropaty: tu pogrzebanych może być 200 tysięcy osób. Podczas badań archeologicznych znaleziono dowody, że wśród nich są Polacy
Uroczysko Kuropaty: tu pogrzebanych może być 200 tysięcy osób. Podczas badań archeologicznych znaleziono dowody, że wśród nich są PolacyFoto: Wikipedia/Tobster
Dane identyfikacyjne 98 osób, które najprawdopodobniej figurują na tzw. białoruskiej liście katyńskiej, podało Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Posłuchaj
00'25 Analityk Centrum Łukasz Adamski (IAR)

Białoruska lista katyńska dotyczy 3870 polskich obywateli zamordowanych w 1940 r. przez NKWD na terenie sowieckiej Białorusi. Losy i imienne dane ofiar nie były do tej pory znane w Polsce.
- To jest coś nowego. To są nazwiska osób, które dotąd podejrzewaliśmy, że znalazły się na białoruskiej liście katyńskiej. Ale na podstawie dodatkowego źródła udało się zweryfikować, że najprawdopodobniej są one ofiarami zbrodni katyńskiej - powiedział dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia Sławomir Dębski.
Centrum informuje, że spis 98 imion i nazwisk powstał w wyniku porównania listy obywateli polskich zaginionych w 1939 i 1940 r. na obszarze północno-wschodnich województw II Rzeczpospolitej z wykazem osób figurujących na liście 15. Brygady Wojsk NKWD, przewożonych w roku 1940 do więzienia w Mińsku. Wykaz z listy konwojowej NKWD to dokument pochodzący z Rosyjskiego Państwowego Archiwum Wojskowego.
- Hipoteza o wymordowaniu ich w ramach realizacji decyzji z 5 marca 1940 r. graniczy wręcz z pewnością - podkreśla na swojej stronie internetowej Centrum.
Zaznacza też, że dalsze badania nad białoruską listą katyńską, które centrum realizuje we współpracy z Ośrodkiem Karta, IPN i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, mogą przyczynić się do ustalenia kolejnych imion i nazwisk osób zamordowanych przez NKWD w 1940 r. w Mińsku i pogrzebanych  być może na którymś z pobliskich stalinowskich cmentarzysk, m.in. w pobliskich Kuropatach.

PAP/agkm

Listę rekonstruowaną przez Centrum można zobaczyć tutaj; >>>

Zobacz film Biełsatu: Katyń 70 lat później >>>

agkm/PAP/IAR

Zobacz także: serwis specjalny portalu polskieradio.pl: KATYŃ >>>

 

0 0 0

Czytaj także

Materski: katyńska lista z Białorusi na pewno istnieje

26.02.2013
0 0 0
Metalowy Krzyż Polski w otoczeniu kilku mniejszych krzyży, mających imiennie upamiętniać Polaków którzy mogli być rozstrzelani w Kuropatach
Metalowy Krzyż Polski w otoczeniu kilku mniejszych krzyży, mających imiennie upamiętniać Polaków którzy mogli być rozstrzelani w KuropatachFoto: Włodzimierz Pac, Polskie Radio
Odkrywanie kolejnych nazwisk z listy katyńskiej zamordowanych na Białorusi może skłonić władze Rosji, by przyspieszyć poszukiwania dokumentu. Jestem pewien, że on istnieje - mówi historyk prof. Wojciech Materski.
Posłuchaj
00'24 profesor Wojciech Materski
00'22 profesor Wojciech Materski
00'23 profesor Wojciech Materski

To może być kolejny krok na drodze do poznania pełniej listy nazwisk z katyńskiej listy białoruskiej. Tak historyk, profesor Wojciech Materski ocenia opublikowane przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia nazwiska, które prawdopodobnie znajdowały się na tak zwanej białoruskiej liście katyńskiej. Organizacja twierdzi, że z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, zidentyfikowano 98 nazwisk. Spis można znaleźć na stronie internetowej www.cprdip.pl.

Profesor Materski w rozmowie z Informacyjną Agencja Radiową tłumaczy, że opublikowane nazwiska mogą pomóc w trudnym procesie ustalania pozostałych osób z zamordowanych przez NKWD na zachodniej Białorusi. Na podstawie tych ustalonych nazwisk można szukać na innych listach, na przykład z terenowych więzień białoruskich, więźniów deportowanych do więzienia centralnego w Mińsku. Historyk wyjaśnia, że te nazwiska to w pewnym sensie 98 tropów - jednak odnalezienie kolejnych nazwisk będzie niezwykle żmudnym procesem.

Na razie ustalono zaledwie 98 nazwisk spośród  3870. Zarazem jednak, zdaniem naukowca, rozpoczęły się działania, które pozwolą rodzinom otrzymać informacje o losach ich najbliższych.

Profesor Materski liczy na to, że takie działania jak odnalezienie 98 nazwisk, zmobilizują Rosjan do podjęcia wysiłków na rzecz odnalezienia i ujawnienia katyńskiej listy białoruskiej. Jak wyjaśnia historyk, jest to obecnie najistotniejszy dokument związanym ze zbrodnią katyńską, a którego wciąż nie mamy.

Lista opublikowanych nazwisk powstała w wyniku porównania listy polskich obywateli zaginionych w 1939 i 1940 roku na obszarze północno-wschodnich województw II Rzeczpospolitej z wykazem osób figurujących na liście konwojowej wojsk NKWD, przewożonych do więzienia w Mińsku. Białoruska lista katyńska, obejmuje 3870 polskich obywateli z liczby około 22 tysięcy wszystkich ofiar zbrodni katyńskiej. Zostali oni aresztowani przez NKWD we wschodnich województwach II Rzeczpospolitej po agresji Armii Czerwonej na Polskę we wrześniu 1939 roku. Następnie z rozkazu Stalina, ta grupa została zamordowana w kwietniu 1940 roku prawdopodobnie w więzieniu NKWD w Mińsku. Przypuszczalnie miejscem pogrzebania Polaków są Kuropaty pod Mińskiem .

IAR/agkm

Listę rekonstruowaną przez Centrum można zobaczyć tutaj; >>>

Zobacz film Biełsatu: Katyń 70 lat później >>>

agkm/IAR

Zobacz także: serwis specjalny portalu polskieradio.pl: KATYŃ >>>

 

0 0 0