X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Dwójka

Testament Stanisława Augusta

19.07.2012
Król Stanisław August Poniatowski, wzorem władców Europy, zatrudniał znakomitych malarzy. Sztuka była ważnym elementem, propagandy państwowej.
Posłuchaj
50'17 Malarze nadworni króla Stanisława Augusta

- Był to element wizerunku oświeconego władcy, który był obowiązany wspierać naukę i kulturę – mówi Hanna Małachowicz-Malinowska – Sztuka była ważnym elementem propagandy, nic dziwnego, że Stanisław August chętnie sięgałpo środki wyrazu artystycznego, zwłaszcza że nie był to władca, który cieszył się ogólnym poparciem.

Wystrój Pałacu na Wyspie jest politycznym testamentem króla Stanisław August był jednak koneserem sztuki. Kolekcja królewska wskazuje na umiejętność połączenia aspektu propagandowego z wysmakowaną estetyką.

- Początków miłości króla do sztuki należy szukać we wczesnej młodości Stanisława Augusta, w podróży, którą odbył po Europie – mówi Izabela Zychowicz. – Zamiast, zgodnie z wolą ojca, studiować taktykę wojskową, przyszły król wolał odwiedzać pracownie malarskie.

Inwentarz obrazów królewskich obejmował ponad 2.500 pozycji. Niestety, kolekcja uległa rozproszeniu, a proces ten zaczął się już w chwili abdykacji ostatniego króla Polski. Dziś znamy losy tylko 15% obrazów z tego zbioru.

Bacciarelli, Bellotto, Plersch a nawet  mnich bazyliański z Poczajowa - o malarzach nadwornych króla Stanisława Augusta opowiadały Izabela Zychowicz i Hanna Małachowicz-Malinowska.

krzk

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

W tle dzieją się fantastyczne rzeczy

28.02.2012
Canaletto, Architektura fantastyczna z autoportretem malarza w stroju weneckiego patrycjusza (Autoportret w stroju ambasadora weneckiego)
Canaletto, "Architektura fantastyczna z autoportretem malarza w stroju weneckiego patrycjusza" ("Autoportret w stroju ambasadora weneckiego") Foto: źr. Wikipedia/domena publiczna
Obraz Canaletta to właściwie majstersztyk, dzieło mistrzowskie i tajemnicze. Ukazana tu postać malarza wprowadza widza w głąb malowidła, a tam pojawiają się sprawy niezwykłe.
Posłuchaj
14'59 Opowieść dr Grażyny Bastek o "Autoportrecie w stroju ambasadora weneckiego" autorstwa Canaletta.

"Architektura fantastyczna z autoportretem malarza w stroju weneckiego patrycjusza", zwana też "Autoportretem w stroju ambasadora weneckiego", to obraz namalowany w 1765 roku przez Bernardo Bellotto, znanego szerszej jako Canaletto. Dzieło to traktowane jest jako popis mistrzostwa malarskiego – namalowane między innymi z myślą o przyszłych protektorach i klientach.

– Bernardo Belotto przedstawia się jako prokurator świętego Marka, a więc ktoś, kto opiekuje się relikwiami świętego Marka, a wiemy, że te relikwie nadają sens istnieniu republiki. I w dodatku jako malarz, reprezentant Wenecji, reprezentant tej wielkiej weneckiej tradycji, którą rozpowszechnia po dworach całej Europy – opowiadała w Dwójce o obrazie Canaletta dr Grażyna Bastek. – Postać Belotta wprowadza widza w głąb obrazu, a tam pojawiają się fantastyczne rzeczy. Jest to kaprys, który łączy wiele motywów architektonicznych w fantazję.

Bernardo Bellotto było siostrzeńcem i uczniem Antonia Canala, zwanego Canaletto, i to od niego przejął przydomek. Początkowo pełnił funkcję malarza dworu saskiego, później zyskał pozycję nadwornego malarza na dworze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Uczestniczył między innymi w dekorowaniu Zamku Ujazdowskiego, niestety jego prace zostały zniszczone podczas późniejszej przebudowy zamku.

Zapraszamy do wysłuchania audycji Michała Montowskiego, w której dr Grażyna Bastek opowiada o słynnym obrazie Canaletta.

/

Czytaj także

Gdzie są polskie arcydzieła?

23.05.2012
Fragment zrabowanego w czasie wojny z Muzeum Narodowego - a odzyskanego w 2011 r. - obrazu Aleksandra Gierymskiego Pomarańczarka
Fragment zrabowanego w czasie wojny z Muzeum Narodowego - a odzyskanego w 2011 r. - obrazu Aleksandra Gierymskiego "Pomarańczarka"Foto: Staszek99/Wikimedia/CC
Najcenniejszym obrazem w polskich zbiorach jest "Dama z łasiczką" da Vinci. A moglibyśmy mieć dzieła Rafaela, Rubensa, Brueghela, van Dycka, Velázqueza czy Rembrandta. Moglibyśmy, gdyby nie II wojna i rozbiory polskiej sztuki…
Posłuchaj
35'18 Rozbiory polskiej sztuki...

Gromadzone przez lata i przekazywane z pokolenia na pokolenie zbiory i kolekcje wielkich polskich rodów, a także te zgromadzone w dawnych polskich muzeach, zostały w dużym stopniu rozgrabione w czasie II wojny światowej – wkrótce po agresji niemiecko-sowieckiej na Polskę. Wojenne grabieże to jednak nie jedyne przyczyny utraty bezcennych zbiorów. Część z nich została po prostu sprzedana, rozproszona, oddana w inne ręce – tak czy inaczej wojenna zawierucha przyczyniała się do ich zniknięcia.
Skomplikowane historyczne uwarunkowania sprawiają, że częstokroć trudno wyrokować o prawnym statusie utraconego dzieła. – Biblioteka króla Stanisława Augusta została sprzedana do Krzemieńca Tadeuszowi Czackiemu, później została zarekwirowana przez władze carskie, potem przewieziono ją do Wilna, później do Kijowa, a tam też zmieniała właścicieli – mówił w "Sezonie na Dwójkę" prof. Andrzej Rottermund, opisując meandyrczne losy królewskiego księgozbioru.
Są również oczywiście sytuacje, kiedy wiemy, że jakieś dzieło sztuki, zagrabione niegdyś w Polsce, jest w rękach innych państw i ich muzeów. – O obrazach z Muzeum Puszkina w Moskwie wiadomo, że są z Gdańska – przypominał prof. Rottermund. Cała nadzieja wówczas w dyplomacji, w oficjalnych staraniach, w zabiegach, by dawną własność odzyskać. Nie trzeba dodawać, że to najczęściej bardzo trudne zadanie.
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy o dramatycznych losach bezcennych zbiorów, tych prywatnych i tych należących do muzeów, stanowiących część naszego kulturalnego dziedzictwa. O rozproszonych lub zaginionych kolekcjach i zbiorach króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, Elżbiety Sieniawskiej, Muzeum i Biblioteki Krasińskich, Czartoryskich i Zamoyskich z prof. Dorotą Folga-Januszewską, Anną Ekielską i prof. Andrzejem Rottermundem rozmawiała Hanna Maria Giza.