X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Trójka

Papcio, który wychowuje trudną młodzież

31.01.2014
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: lusi/sxc.hu/cc
W "okiełznaniu" wychowanków zakładu poprawczego pomogło mu to, że był dobrym sportowcem. Później trafił do placówki dla dziewcząt, gdzie wyzwania były nieco inne. W "Godzinie prawdy" spotkaliśmy się z dyrektorem zakładu poprawczego w Falenicy, Romualdem Sadowskim.
Posłuchaj
44'42 Romuald Sadowski o pracy z trudną młodzieżą (Godzina prawdy)

- Papcio to człowiek, który nie pracuje dla pieniędzy, ale z powołania. To człowiek, który nigdy nie krzyknął. On taką czułość tatusiową daje wszystkim dziewczynom - mówiła o dyrektorze zakładu poprawczego w Falenicy jego wychowanka, 26-letnia Paulina Dobrzyńska. Jak przyznaje Romuald Sadowski, w trakcie swojej pracy zawodowej wychował już tysiące dziewcząt. - Z wieloma utrzymuję kontakt do dziś, zapraszają mnie na śluby, chrzciny - podkreśla.
Jak to wszystko się zaczęło? Sadowski tłumaczy, że wiele zawdzięcza rodzicom. - Moja matka była bardzo wierząca, wychowanie religijne nauczyło mnie szacunku dla drugiego człowieka. W życiu staram się też kierować słowami ojca, który podkreślał, że "czy to Polak, czy to Niemiec; czy to biały, czy to czarny; czy to muzułmanin, katolik czy Żyd, liczy się dusza, prawdziwa dusza człowieka - opowiada.
Wszystkie audycje z cyklu "Godzina prawdy" znajdziesz TU<<<
Gość Michała Olszańskiego mówi, że pedagogiem został trochę z powołania, a trochę przez przypadek. - Zdawałem na studia historyczne. Zdałem, ale nie zostałem przyjęty, później dowiedziałem się, że nie miałem dobrego pochodzenia. Tak trafiłem do studium nauczycielskiego w Lublinie. I dowiedziałem się, że znany pedagog, prof. Otton Lipkowski, organizuje studium dla wychowawców placówek z młodzieżą trudną w Warszawie. Tak stałem się wychowawcą w zakładzie poprawczym dla chłopców w Oryszewie - wyjaśnia.
Jak wspomina Sadowski, to był duży zakład. W "okiełznaniu" wychowanków, a było ich ponad 120, pomogło mu to, że był dobrym sportowcem, w ten sposób zyskał dodatkowe punkty u chłopców. Organizował też wycieczki. - Bliskie relacje wychowawców z wychowankami to podstawowa rzecz - zaznacza. Gość "Godziny prawdy" przyznaje, że wówczas po raz pierwszy siedząc między przestępcami, zabójcami zobaczył w nich ludzi, którzy w swoim życiu wiele przeżyli i mają potrzebę porozmawiania o tym z kimś. - Zobaczyłem w nich człowieka - podkreśla.
Z Oryszewa gość Trójki przeniósł się do Warszawy, do zakładu poprawczego dla dziewcząt. - Lubię wyzwania, pomyślałem, że spróbuję z tymi pannami z Falenicy - mówi. Jak opowiada, pierwsze wrażenie nie było najlepsze - wysoki mur, potężna brama, kraty w oknach. Do tego nieco wcześniej doszło tam do buntu. Sadowskiemu udało się jednak przekonać dziewczyny do siebie.
Dziś placówka w Falenicy ma bardzo dobrą opinię. - Jestem wrogiem oceny takich zakładów przez pryzmat statystyki, tzn. ile osób opuściło ośrodek i wróciło na ścieżkę przestępczą, ale nasz wynik - trochę ponad 9 proc. - coś jednak o nas mówi - uważa.

"Godzina prawdy" na antenie Trójki w każdy piątek o godz. 12.05.
(kk/mp)

Czytaj także

Osoba niepełnosprawna spotyka się z niezrozumieniem

06.12.2013
Osoba niepełnosprawna spotyka się z niezrozumieniem
Foto: camil tulcan / Foter.com / CC BY-NC-SA
Anna Strumieńska urodziła się jako wcześniak. W bardzo młodym wieku podano jej naraz trzy szczepionki. Ten błąd lekarski zdecydował o jej życiu. Jest osobą niepełnosprawną. Z panią Anną spotkaliśmy się w Kielcach.
Posłuchaj
40'18 Osoba niepełnosprawna spotyka się z niezrozumieniem (Godzina prawdy/Trójka)

Anna Strumieńska zaprosiła nas na rozmowę i zastrzegła jednocześnie, że nie może wyjechać poza miasto, bo jest osobą niepełnosprawną. W tej chwili kobieta ma 37 lat. Gdy była dzieckiem podano jej trzy szczepionki w jednym czasie. To spowodowało u niej rodzaj porażenia, czyli wystąpiły zaburzenia w przesyłaniu informacji w systemie nerwowym.

Wszystkie audycje z cyklu "Godzina prawdy" znajdziesz TU<<<

- Zwykły człowiek nie wie, jak wygląda życie osoby niepełnosprawnej. Być może na zewnątrz wygląda to dobrze, bo mam kochających rodziców, którzy o mnie walczą. Mamy dwa samochody, jeżdżę za granicę. Ale na codzień, gdy wychodzę na ulicę spotykam się z niezrozumieniem - opowiada Michałowi Olszańskiemu.

- Dużą trudność sprawiło mi uczenie się mówienia. Każda czynność to ogromny wysiłek. Zdarzają się takie dni, gdy zawiąże lewego buta, a nie mogę już tego zrobić z prawym. Jednak największą moją niepełnosprawnością jest opanowanie emocji. Kiedyś całe moje ciało mówiło, wpadałam w pląs. Im było więcej emocji, tym bardziej ciało chciało coś wyrażać. Teraz jest już lepiej - dodaje Anna Strumieńska w "Godzinie prawdy".

"Godzina prawdy" na antenie Trójki w każdy piątek o godz. 12.05.

(mp)

Zobacz więcej na temat: niepełnosprawni zdrowie

Czytaj także

Walka z demonem anoreksji. "Czułam się gorsza niż rówieśniczki"

27.12.2013
Walka z demonem anoreksji. Czułam się gorsza niż rówieśniczki
Foto: Glow Images/East News
- Anoreksja zaczęła mną władać.To jest demon. Duch, który zaczyna odzywać się w nas. Żyje w nas i nami rządzi - opowiadała w "Godzinie prawdy" Karolina Otwinowska. To autorka dwóch książek, studentka psychologii, która stoczyła zwycięską walkę z anoreksją i bulimią.
Posłuchaj
40'17 Walka z demonem anoreksji. "Czułam się gorsza niż rówieśniczki" (Godzina prawdy/Trójka)

25-letnia w tej chwili Karolina Otwinowska przyznaje, że dwa razy myślała, że jest bliska śmierci. Ważyła wtedy 35 kilogramów. Jej anoreksja została zdiagnozowana, gdy miała 12 lat.
- Wiele dziewczyn uważa, że ich życie zmieni się w momencie, gdy osiągną określoną wagę. Tak też było w moim przypadku. Miałam "magiczną" liczbę, którą chciałam osiągnąć. I przekonanie, że wtedy moje życie zostanie naprawione. Będę szczęśliwa i wszystko się zmieni. Ważyłam 63 kilogramy, a chciałam 55. Miałam wtedy 10 lat. Gdy doszłam do 55 kg, zaczęłam tracić świadomość tego, co się ze mną zaczęło dziać. Anoreksja mną zawładnęła. To jest demon, duch, który zaczyna odzywać się w nas. Żyje w nas i nami rządzi - opowiada.

Wszystkie audycje z cyklu "Godzina prawdy" znajdziesz TU<<<
Jej zdaniem anorektyczki nie lubią siebie. - To głęboko siedzące w nas emocje. Niska samoocena i zaburzone poczucie własnej wartości - dodaje. - Był taki okres, gdy byłam wyzywana, przezywana i nie czułam się, jak moje rówieśniczki. Czułam się gorsza. Uważam, że problem zaburzeń obrazu własnego ciała jest związany z osobami bliskimi, które są dla nas w jakiś sposób znaczące. Pamiętam, jak moi rodzice się kłócili, a ja czułam jak puchną moje nogi. To taki przykład tego, jak przeżywamy emocje poprzez ciało. Tym właśnie jest anoreksja. Nasze stany emocjonalne są odzwierciedlane przez nasze ciało - mówi gość audycji "Godzina prawdy".

Karolina Otwinowska przyznaje, że diagnoza była dla niej zaskoczeniem. - Miałam urojenia, że kanapki na talerzu rosną. Mierzyłam truskawki zanim je zjadłam. Wszystko po to, żeby mieć kontrolę. Odczuwałam nienawiść do tego potwora, którego widziałam w lusterku. Życie upływało według myślenia na jedzeniu - dodaje. Kobieta 6 razy trafiała do szpitala. - On był moim drugim domem, w szpitalu odpoczywałam czułam się bezpiecznie. Miałam towarzyszy niedoli, a oni mnie świetnie rozumieli. Może to zabrzmi beznadziejnie, ale wśród wariatów czułam się normalnie. Dom rodzinny nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa - opowiada gość Michała Olszańskiego.

W walce z anoreksją pomógł wyjazd do Wielkiej Brytanii. - Anorektyczne objawy były w stanie odejść ode mnie, gdy pojawiało się coś, co było lepsze od nich. Więcej szczęścia dawała mi niesamowita wolność, którą dostawałam w Londynie. Tam pozwoliłam sobie być sobą - mówi. Jednak Karolina Otwinowska musiała wracać do Polski, bo zdała egzaminy na studia. - Wtedy zamknęłam sie w mieszkaniu i jadłam przez dwa dni. To jest początek bulimii. W ciągu pół roku w Polsce znów ważyłam 35 kg - opowiada.

O swojej walce z anoreksją i bulimią napisała dwie książki: "Dieta (nie) życia" i "Historia mojego (nie) ciała". Zdarzają się jej jeszcze ataki bulimii, ale na szczęście coraz rzadziej. W dojściu do zdrowia pomaga jej psychoterapia i sport, który zaczęła uprawiać, czyli fitness.

"Godzina prawdy" na antenie Trójki w każdy piątek o godz. 12.05.

(mp)

Czytaj także

Biednie, ale szczęśliwie

24.01.2014
Biednie, ale szczęśliwie
Foto: sxc.hu
Jako nastolatka - po pobiciu koleżanki - trafiła do poprawczaka. Pobyt tam bardzo ją zmienił. Nauczyła się inaczej patrzeć na życie, wyznaczyła sobie cele, które konsekwentnie realizuje. Gościem "Godziny prawdy" była 26-letnia dziś Paulina Dobrzyńska, szczęśliwa żona i matka dwóch córek.
Posłuchaj
41'24 Biednie, ale szczęśliwie (Godzina prawdy/Trójka)

W domu się nie przelewało. Poszukując miłości, której nie dali rodzice, trafiła w niewłaściwe towarzystwo. - Zaczęłam pić, palić, brać narkotyki. Wszystko, byle tylko nie myśleć o tym, co działo się w domu, by uciec jak najdalej - wspomina. W jej życiu nie brakowało przemocy. - Liczyła się adrenalina, żyło się chwilą, nic innego nie miało wtedy znaczenia - dodaje.

Jako nastolatka pobiła swoją koleżankę. Kiedy sprawa trafiła do sądu, ten zadecydował o umieszczeniu Pauliny Dobrzyńskiej w schronisku dla nieletnich, z którego została przeniesiona do Zakładu Poprawczego w Warszawie Falenicy. Miała wtedy 16 lat. - Na początku się buntowałam, jednak z czasem przestałam myśleć, że to jest zakład. Ludzie tam pracujący nie są tyranami. Tłumaczyli nam, co jest dobre, a co złe. Starali się pokazać, że jest inne, lepsze życie - opowiada rozmówczyni Michała Olszańskiego. W tym ośrodku spotkała nie tylko wychowawców, których do dziś ciepło wspomina, ale także nauczyła się szyć na maszynie, haftować czy gotować.

- Kiedy wyszłam z zakładu, nie chciałam wracać do poprzedniego życia - przekonuje. Podjęła pracę jako sprzątaczka. Choć prezes firmy, w której została zatrudniona, znał przeszłość pani Pauliny, dał jej szansę. - Pracowałam tam ponad rok - mówi gość Trójki.

W tym czasie nie tylko udało jej się znaleźć zatrudnienie, ale także poznać Sebastiana - przyszłego męża. Straciła pierwsze dziecko, ale ich związek przetrwał tę próbę. Pół roku później zaszła w kolejną ciążę - urodziła się Alicja. Niedawno na świat przyszła druga córka - Ewa. Z dziećmi i mężem nadal mieszka w 15-metrowej kawalerce, którą przyznali jej włodarze Żyrardowa. Choć życie Pauliny Dobrzyńskiej nie jest usłane różami, nie narzeka. - Może być biednie, ale szczęśliwie - przekonuje.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

"Godzina prawdy" na antenie Trójki w piątek od godz. 12.00 do 13.00.