Trójka

Bhutan: tu szczęście obywateli jest ważniejsze niż PKB

17.12.2013 17:10
17 grudnia niewielkie himalajskie państwo obchodzi święto narodowe. W 1907 roku na tronie zasiadł pierwszy król Zjednoczonego Królestwa Bhutanu i tym samym zapoczątkował dynastię Wangchucków. Paweł Drozd przygląda się rocznicowym obchodom i dzieli refleksjami z wizyty w tym wyjątkowym kraju.
Rocznicowe obchody bhutańskiego święta
Rocznicowe obchody bhutańskiego świętaFoto: Paweł Drozd
Posłuchaj
09'14 Buddyjski Bhutan (Zapraszamy do Trójki - ranek)
09'47 Tradycja kontra globalizacja (Zapraszamy do Trójki - ranek)
03'18 Przegląd bhutańskiej prasy (Zapraszamy do Trójki - ranek)
07'56 Łucznictwo - sport narodowy Bhutanu (Do południa/Trójka)
07'39 Problemy społeczne małego himalajskiego kraju (Do południa/Trójka)
08'44 Jak wygląda prawda o szczęściu w Bhutanie i jaki związek mają z tym festiwale? (Zapraszamy do Trójki - popołudnie)
08'34 Jakie są ciemne strony historii Bhutanu i jak przystosować się do tamtejszego klimatu? (Zapraszamy do Trójki - popołudnie)
Bhutan: najszczęśliwsze królestwo świata
Bhutan: najszczęśliwsze królestwo świata

Dziś w stolicy kraju Thimphu na bogato zdobiony stadion przychodzą tysiące Bhutańczyków. Uroczystości mają buddyjski charakter, bowiem religia ta nierozerwalnie związana jest z historią Bhutanu. Tego dnia niemal wszędzie słychać dźwięk kręcących się młynków modlitewnych, trudno za to gdziekolwiek się dodzwonić - wyłączone są nadajniki sieci komórkowych.
W Bhutanie demokracja jest nowym zjawiskiem - pierwsze powszechne wybory odbyły się pięć lat temu. Bhutańczycy nadal nie są przekonani do demokracji, w kraju działa wiele mechanizmów z czasów monarchii. - Jestem rojalistą. Wychowałem się w czasach, kiedy rządził czwarty król, który się nami opiekował. Do dziś próbuję zrozumieć, na czym polega demokracja. Trudno mi się pogodzić ze zmianą, ale Jego Wysokość polecił nam, żebyśmy zaczęli polegać na sobie samych. Minęło tylko pięć lat, zobaczymy jak będzie - mówi Dasho Wangdi.

Jak zmienił się kraj na przestrzeni ostatnich lat? - Po raz pierwszy w Bhutanie byłam dwadzieścia lat temu. W porównaniu z tamtymi czasami dziś to zupełnie inny kraj, chociaż we wschodniej czy centralnej części zdarzają się miejsca, gdzie ludzie żyją tak, jak żyli sto czy dwieście lat temu - opowiada Małgorzata Lehnert-Kossowski, buddystka regularnie odwiedzająca to małe państwo.

Kultura masowa bez pardonu wdziera się tam w wielowiekową tradycję. W Bhutanie jednym z najpopularniejszych programów TV jest... wrestling. - Jednym z największych problemów jest wpływ telewizji na nasze społeczeństwo. Telewizja w Bhutanie istnieje od 1999 roku, młodemu pokoleniu wydaje się, że świat na ekranie jest światem do naśladowania, chociaż jest jasne, że telewizja nie pokazuje rzeczywistości. Tworzy się kultura pożądania tej rzeczy lub innej. A ponieważ zwykle są to rzeczy niedostępne dla zwykłego Bhutańczyka, rodzą się konflikty - mówi Ashi Sonam Choden, siostra czterech Królowych Matek.

- Jednym z głównych wzywań, z którymi musimy się zmierzyć, jest migracja. Wszyscy młodzi ludzie chcą się przenieść ze wsi do stolicy, bo wydaje im się, że tu jest wielkie życie. Niestety, nie dla każdego znajdzie się praca. Rząd musi znaleźć sposób, by zatrzymać młodych na wsi, gdzie teraz mieszkają tylko ich rodzice i dziadkowie - zaznacza kolejny rozmówca Pawła Drozda.

Migracja nie jest jedynym problemy tego kraju. Podążanie za zachodnimi trendami wiąże się również z rosnącym spożyciem narkotyków. - Kiedy Bhutan się otworzył, zaczęliśmy wysyłać nasze dzieci do szkół i na studia za granicę, między innymi do Indii. Gdy młodzi wrócili do kraju, część z nich przywiozła ze sobą uzależnienie od narkotyków - podkreśla dr Chencho Dorji psychiatra i specjalista od uzależnień.

Na szczęście nie tylko zmartwieniami żyją Bhutańczycy. Ich ulubionym sportem jest łucznictwo. Łucznicy spotykają się przy każdej możliwej okazji, treningi odbywają się praktycznie codziennie, niekiedy nawet w godzinach pracy. Bhutańskie łucznictwo różni się od tego, jakie znamy z Europy: dystans pomiędzy strzelającym, a tarczą jest tam dwu- lub nawet trzykrotnie większy.

Podczas strzelania łucznicy często śpiewają. - Zawodnicy muszą znać wiele piosenek. Śpiewają podczas gry, żeby wzmocnić morale drużyny i osłabić przeciwników. Śpiewy są ważne także dla publiczności, która słucha, o czym traktują piosenki i jak są wykonywane - mówi jeden z łuczników. Kolorytu zawodom dodaje fakt, że ich uczestnicy podczas strzelania zachęcani są do spożywania... alkoholu.

Zapraszamy do wysłuchania relacji Pawła Drozda. W dołączonych dźwiękach znajdą Państwo m.in.  odpowiedź na pytanie o ciemne strony historii Bhutanu, a także wyjaśnienie, dlaczego w tym kraju bardzo powszechne są... stopery do uszu.

(mk, ei)

Zobacz więcej na temat: bhutan Paweł Drozd podróże

Czytaj także

Bhutan - zagrożona kraina szczęśliwości

28.10.2013 08:00
Podobno w Bhutanie ludzie są szczęśliwsi, bardziej pozytywni. Z tego powodu dla wielu turystów ten kraj jawi się jako raj, baśniowa kraina. Są jednak też tacy, którzy kojarzą go z tyranią.
W Bhutanie obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży papierosów, wprowadzony przez króla.
W Bhutanie obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży papierosów, wprowadzony przez króla. Foto: Glow Images/East News
Posłuchaj
23'04 O Bhutanie opowiada Felicja Bilska (Czwórka/4 do 4)

W Bhutanie nie spotkamy szklanych drapaczy chmur czy betonowych wieżowców, dominuje architektura tradycyjna, historyczna. Ludzie ubierają się w tradycyjne stronie, żyją blisko natury.

- W Bhutanie szczęście nie jest rozpatrywane jako szczęście jednostki, tylko jako całość, odnoszone jest w stosunku do grupy. Jeśli grupa jest szczęśliwa to jednostka też - mówi Felicja Bilska przewodniczka, autorka przewodników, właścicielka butiku Etnikana.
Gość "4 do 4" przyznaje, że spotkała się z bardzo skrajnymi relacjami z Bhutanu. Felicja Bilska w swoich relacjach wybiera drogę środka. - Moim zdaniem Bhutan jest absolutnie magicznym miejscem, które tworzone jest przez krajobraz i ludzi. Jest tam też swoista wibracja, która uspokaja. Ludzie żyją bardzo blisko natury i to się czuje - mówi gość Krzysztofa Grzybowskiego. - Nie można jednak mówić, że Bhutan jest państwem idealnym, bo nie jest. Ma swoje problemy, ten kraj się też rozwija, za postępem przychodzą też niebezpieczeństwa. Co widać w miastach Bhutanu - wyjaśnia.
Wielu wrażeń dostarcza sama podróż do Bhutanu, lot bardzo blisko gór. Ciekawostką jest, że w tym państwie nie ma czegoś takiego jak turystyka indywidualna czy backpackerska.
- Bhutańczycy nie chcą takiej turystyki - wyjaśnia Felicja Bilska. - By pojechać do Bhutanu należy skontaktować się z tamtejszym agentem, a on zadba o nasz pobyt w swoim kraju.
Co ciekawe, widać, że Bhutańczycy nie mają kompleksu białego człowieka, charakterystycznego np. dla Indii. Nie biegają za turystami, nie żebrzą.

Odwiedź z Czwórką najpiękniejsze miejsca na świecie >>>

(pj)

Czytaj także

Znaki drogowe i asfalt to rzadkość, czyli Trójka w Burundi

16.12.2013 12:57
W tym afrykańskim kraju nie ma kolei, asfalt to rzadkość, a publiczny transport nie dociera wszędzie. Do tego teren jest górzysty. Jak więc radzą sobie mieszkańcy? Sprawdziły to na własnej skórze reporterki Trójki Izabela Woźniak i Roma Leszczyńska.
Jazda po Burundi to prawdziwa przygoda. Każdy sposób jest dobry.
Jazda po Burundi to prawdziwa przygoda. Każdy sposób jest dobry. Foto: I. Woźniak/ PR
Posłuchaj
04'03 Jak wygląda transport w Burundi? (Zapraszamy do Trójki - ranek)

W cyklu audycji "Dwie Mzungu na Czarnym Lądzie, czyli Trójka w Burundi” Izabela Woźniak i Roma Leszczyńska opowiadają, jak wygląda życie w tym afrykańskim kraju. Tym razem opowiadało o tym, jak działa (a może raczej nie działa…) transport w Burundi.

Codziennością na ulicach w Burundi jest widok ludzi z ogromnymi koszami na głowach. Noszą w nich owoce i warzywa, ale też np. pranie, gałęzie, trawę, czy wodę. Jak to robią? – Wy nosicie na plecach, a my na głowie. I to jest bardzo proste. Trzeba tylko zrobić specjalną obręcz, którą nakłada się na głowę – opowiada jedna z mieszkanek Bujumbury, stolicy kraju.

"Dwie Mzungu na Czarnym Lądzie, czyli Trójka w Burundi">>>

Oczywiście dla Europejczyka nie ma w tym nic prostego, o czym przekonały się „na własnej głowie” reporterki Trójki. Podobnie niczym prostym nie jest system tamtejszej komunikacji zbiorowej. Siostra Ezechiela, polska misjonarka mieszkająca w Burundi opowiada, że autobus odjeżdżają, jak są pełne. - Rozkładów jazdy nie ma. Są tylko takie orientacyjne. Natomiast jeśli autobus nie jest pełny, to nie jedzie – mówiła siostra Ezechiela.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji, w której znajdziecie Państwo więcej ciekawostek na temat podróżowania po Burundi.

Porannego pasma "Zapraszamy do Trójki" można słuchać od poniedziałku do soboty między 6.00 a 9.00.

(ei)