Trójka

Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce

10.10.2014 09:10
Wicepremier i minister obrony narodowej powiedział w „Salonie politycznym Trójki”, że Polska musi mieć potencjał wojskowy na tyle silny, by móc odstraszać potencjalnego przeciwnika.
Tomasz Siemoniak
Tomasz SiemoniakFoto: PR
Posłuchaj
12'56 Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce (Salon polityczny Trójki)
więcej
Obejrzyj
Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce (Salon polityczny Trójki)

Tomasz Siemoniak zwrócił uwagę na zagrożenie ze strony Rosji i przekonywał, że NATO „oparte o USA, to siła, z którą każdy na świecie musi się liczyć”. Dlatego też Polsce zależy na jak największej obecności żołnierzy Sojuszu na swoim terytorium i przeprowadzaniu częstych, wspólnych ćwiczeniach.

- Na szczycie w Newport zostały ustalone trzy formy: ciągła rotacyjna obecność żołnierzy NATO, USA w Polsce, siły natychmiastowego reagowania, czyli „szpica” i wzmocnienie roli korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, który ma stać się organizatorem obrony na wschodniej flance - tłumaczył w "Salonie politycznym Trójki".

Wicepremier mówił w radiowej Trójce, że w lutym przyszłego roku ministrowie obrony NATO mają przesądzić "jak będą wyglądały siły natychmiastowego reagowania". Oddziały "szpicy" nie będą przebywać w jednym miejscu, ale będą „wydzielane przez poszczególne państwa członkowskie”. - "Szpica" będzie tam, gdzie będą zagrożenia, jeśli będą w Polsce, to elementy dowodzenia będą u nas - dodał.
- Państwo wielkości Polski i będące w takim położeniu geograficzno - historycznym powinno dbać o własną obronę i o sojusze, a są one skuteczne jeśli się samemu do nich coś wnosi. Nie możemy sobie powiedzieć, że mamy potężnych sojuszników, w związku z tym nie musimy dbać o własną obronę. Takich państw nikt na świecie nie szanuje - tłumaczył minister Siemoniak.

Gość radiowej Trójki mówił też o projekcie wzmocnienia bezpieczeństwa Polski, który przedstawiła w expose premier Ewa Kopacz, o polskiej zbrojeniówce, o zakupie uzbrojenia amerykańskich F 16 i o tym, jak wygląda oferta armii dla ochotników, którzy chcą się przeszkolić.
Rozmawiała Beata Michniewicz.
(pp/mk)

Czytaj także

Szef MON: nie ma żadnej afery związanej ze sprzedażą polskiej broni

24.09.2014 13:38
TVN 24.pl alarmuje: Agencja Mienia Wojskowego sprzedała prywatnej firmie 153 komplety ręcznych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych „Strzała”, czym mogła naruszyć traktat z Wassenaar ograniczający obrót tego typu bronią. Szef MON Tomasz Siemoniak twierdzi, że sprzedane zestawy "nie mają cech użytkowych" a sprawa zostanie wyjaśniona.
Wicepremier minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak  zapewnia, że nie ma żadnej afery związanej ze sprzedażą polskiej broni
Wicepremier minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zapewnia, że nie ma żadnej afery związanej ze sprzedażą polskiej broni Foto: PAP/Tomasz Gzell
Posłuchaj
00'23 Sprzedaż rakiet przeciwlotniczych będzie wyjaśniona. Szef MON Tomasz Siemoniak (IAR)
00'10 MON wyjaśni sprzedaż rakiet przeciwlotniczych. Wicepremier Tomasz Siemoniak (IAR)
więcej

- Wyjaśnimy każdy aspekt tej sprawy. Nie chcę Panu psuć "momentu" w TVN24, ale wiem jaka jest ocena ekspertów - tak szef MON odpowiada na Twitterze autorowi sensacyjnego tekstu na temat sprzedaży ręcznych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych "Strzał". Według niego, sprawa nie jest nowa. A "sprzedane przez AMW nie mają cech użytkowych, czyli nie mają zastosowań bojowych." - Nie zestrzelą nawet wróbelka:) - czytamy na profilu wicepremiera.

Wpisy
Wpisy na profilu Tomasza Siemoniaka, screen: Twitter.com

Siemoniak twierdzi ponadto, że sprzedaż odbyła się zgodnie z obowiązującymi procedurami. - Chodzi o domniemany eksport broni do Czech, kraju UE i NATO, a handel i eksport wymagają koncesji - tłumaczy.

Jak podał portal tvn24.pl sprawa dotyczy zorganizowanego w 2012 roku przez Agencję Mienia Wojskowego przetargu, na którym można było kupić 153 rakiet "Strzała-2M", 153 wyrzutnie do nich oraz 78 mechanizmów startowych. Wygrała go firma ze Śląska, która następnie sprzedała rakiety przedsiębiorcy z Wielkopolski. Ten zamierzał je wyeksportować do Czech. Według tvn24.pl okazało się jednak, że AMW sprzedając broń mogła naruszyć traktat z Wassenaar, który Polska podpisała w 2003 roku.

(źródło: TVN24/x-news)

Siemoniak tłumaczył dziennikarzom, że służby nie sygnalizowały wcześniej nieprawidłowości, ale po informacjach medialnych i wobec zainteresowania prokuratury zlecił kontrolę w AMW. - Sprawa jest znana od miesięcy, wydaje się, że nawet, jeżeli ktokolwiek popełnił tu jakieś błędy, to raczej były to błędy polegające na tym, że ktoś nie dmuchał na zimne, niż że naruszono jakieś procedury - powiedział.
Odnosząc się do podniesionego przez tvn24.pl zarzutu naruszenia porozumienia z Wassenaar, dotyczącego kontroli eksportu broni i technologii podwójnego zastosowania, podkreślił, że porozumienie dotyczy eksportu, tymczasem AMW sprzedała zestawy krajowej firmie. - Fakty są takie, że ta broń nie została nigdzie wyeksportowana, cokolwiek sądzić o jej użyteczności - dodał.
Według Siemoniaka, porozumienie zaczęło mieć zastosowanie w momencie, kiedy kolejna firma, która odkupiła sprzęt, chciała go sprzedać za granicę i wtedy transakcja została udaremniona. - To, co jest przedmiotem doniesień medialnych - kwestia eksportu - jest w gestii Ministerstwa Gospodarki. Jak wiem, zareagowało ono właściwie, uznając, że ani polski podmiot nie jest uprawniony do eksportu tego rodzaju sprzętu, ani podmioty po tamtej stronie nie są uprawnione do przyjęcia go - powiedział szef MON. - Możemy mieć satysfakcję, że organy państwa zadziałały właściwie w tej sprawie - dodał.
Ocenił zarazem, że "w obecnej sytuacji, gdzie sprawy handlu bronią są gorącymi tematami, warto być znacznie bardziej skrupulatnym niż jeszcze kilka lat temu".

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak powiedział PAP, że Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota od sierpnia bada, czy wszcząć śledztwo w sprawie ewentualnego przekroczenia uprawnień przez cywilnych urzędników AMW w związku z tym przetargiem. Nie sprecyzował, na czym miałoby polegać przestępstwo.
Sprawę przekazała śledczym na Ochocie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Jej rzecznik ppłk Sławomir Schewe poinformował, że ABW złożyło zawiadomienie do tej prokuratury.

- Przeprowadziliśmy postępowanie sprawdzające w sprawie ewentualnego niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, żołnierzy zawodowych oraz pracowników cywilnych Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy w związku z przekazaniem 153 sztuk ręcznych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych Strzała-2M do AMW - dodał.

Ponieważ ustalono, że przekazanie rakiet z jednostek wojskowych do AMW obyło się bez jakichkolwiek zaniedbań ze strony wojska, sprawę do wyjaśnienia przekazano warszawskiej prokuraturze.

PAP/asop

Czytaj także

Ćwiczenia "Anakonda" sprawdzały gotowość NATO

02.10.2014 18:11
Największe od lat w Polsce manewry, to "demonstracja przeświadczenia o wspólnocie bezpieczeństwa, także o wspólnocie zagrożenia" - mówił na poligonie w Orzyszu prezydent Komorowski.
Prezydent Bronisław Komorowski, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Marek Tomaszycki, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Lech Majewski, szef Sztabu Generalnego gen. broni Mieczysław Gocuł podczas ćwiczeń Anakonda
Prezydent Bronisław Komorowski, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Marek Tomaszycki, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Lech Majewski, szef Sztabu Generalnego gen. broni Mieczysław Gocuł podczas ćwiczeń "Anakonda"Foto: PAP/Tomasz Waszczuk
Posłuchaj
00'23 Kończą się ćwiczenia wojskowe "Anakonda". Prezydent Bronisław Komorowski (IAR)
więcej

Tegoroczne manewry wojskowe "Anakonda" rozpoczęły się 24 września, a zakończyły w piątek. To największe w tym roku przedsięwzięcie szkoleniowe Wojska Polskiego. Oprócz Polaków ćwiczyli żołnierze z ośmiu państw sojuszniczych: Czech, Estonii, Holandii, Kanady, Litwy, USA, Węgier i Wielkiej Brytanii - w sumie 12,5 tys. żołnierzy, w tym 750 z zagranicy. Manewry tego typu odbywają się co dwa lata.

Zdaniem Tomasza Siemoniaka, ćwiczenia te są efektem między innymi największego od dziesięcioleci kryzysu bezpieczeństwa przy granicach Polski. - Spowodował on, że podeszliśmy do różnych kwestii w zupełnie inny, nowy sposób. Zdecydowaliśmy przećwiczyć operację obronną - powiedział. Dodał, że rok 2014 był rekordowy, jeśli chodzi o szkolenie w Wojsku Polskim.

TVN24/x-news

Także prezydent zwrócił uwagę, że "fakt trwania działań wojennych na wschód od granic Polski" oznacza także działania wojenne za wschodnią granicą NATO i UE. - To jest bezprecedensowa sytuacja, w której naruszenie pokoju, naruszenie norm prawa międzynarodowego, użycie siły i podsycanie separatyzmów jest efektem działania państwa, nie tak dawno jeszcze jednego z supermocarstw, a dzisiaj pretendującego do odbudowy strefy wpływów i do roli nowego mocarstwa - mówił.

WOJNA NA UKRAINIE: serwis specjalny >>>

Do Orzysza przyjechali także m.in. ambasador USA Stephen Mull, szef Sztabu Generalnego czeskiej armii gen. Pavel Petr, który został niedawno wybrany przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO (Czechy przysłały na "Anakondę" największy zagraniczny kontyngent) i szef Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysław Gocuł.

Zdaniem Bronisława Komorowskiego, istotą ćwiczenia jest sprawdzenie zdolności Sojuszu i wskazanie, co trzeba poprawić, "jeśli chodzi o reakcję w tym obszarze, który jest fundamentem Sojuszu, a więc w obszarze działania z tytułu artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego". Jak powiedział, przez udział w ćwiczeniu państwa "demonstrują przeświadczenie o wspólnocie bezpieczeństwa, także o wspólnocie zagrożenia".

Nawiązując do nazwy ćwiczenia, Komorowski wyraził przekonanie, że dzisiejsza "Anakonda" 14 lat temu "była pewnie raczej skromną polską żmiją, może nawet poczciwym zaskrońcem". - Dzisiaj rzeczywiście powoli zamienia się w groźnego zwierza, trochę egzotycznie brzmiącego w Polsce. To oddaje zresztą znakomicie nie tylko charakter tych ćwiczeń, ale także i polskie dążenie, aby sprawa bezpieczeństwa, sprawa zdolności do posiadania odporności na zagrożenia była przedmiotem troski całego Sojuszu, rozciągającego się do Bugu, czy hen, hen od granic estońskich, aż po Stany Zjednoczone, po Kanadę - mówił.

- Pewnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie anakonda jest trochę mniej egzotyczna, bo to blisko do Ameryki Południowej, dla nas tak - ale naszym wspólnym wysiłkiem, jestem przekonany, doprowadzimy do tego, że anakonda będzie się kojarzyła z siłą, solidarnością Sojuszu i właśnie poczuciem tego, że ta wielkość Sojuszu przejawia się nie tylko w posiadaniu realnej zdolności, ale też ogromnej rozpiętości geograficznej  - mówił prezydent.

TNN24/x-news

Scenariusz ćwiczeń zakłada konflikt między Sojuszem Państw Morza Niebieskiego i Wschodnim Eurolandem . Ci ostatni próbowali przejąć należącą do sojuszu Wislandię, gdzie znajdują się złoża surowców energetycznych. Zabiegi dyplomatyczne nie łagodzą napięcia, dlatego dochodzi do konfliktu zbrojnego.

IAR/PAP/asop

Zobacz galerię: Dzień na zdjęciach>>>

Czytaj także

Amerykański Kongres zatwierdził sprzedaż Polsce pocisków dalekiego zasięgu do F-16

02.10.2014 21:49
Departament Stanu USA zatwierdził w czwartek sprzedaż Polsce 40 pocisków manewrujących dalekiego zasięgu powietrze-ziemia typu JASSM - poinformował rzecznik amerykańskiej ambasady Sean O'Hara.
F-16
F-16Foto: MON/Wikimedia Commons/CC
Posłuchaj
00'29 Amerykanie ostatecznie zatwierdzili sprzedaż Polsce 40 pocisków manewrujących. Mówi szef MON Tomasz Siemoniak (IAR)
więcej

Jak dodał Sean O'Hara, zatwierdzono także sprzedaż oprogramowania do samolotów F-16, oprzyrządowania, części zamiennych, pakietu szkoleń i wsparcia logistycznego.
- Jestem bardzo zadowolony z tego, że amerykańskie władze bardzo szybko uporały się ze swoją procedurą. Pamiętamy przykład Finlandii, która osiem lat czekała na taką zgodę - powiedział wicepremier, szef Ministerstwa Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. - Niebawem rozpoczniemy negocjacje dotyczące szczegółów umowy. Do ustalenia pozostały m.in. kwoty kontraktu i szczegóły dostaw - zaznaczył.
Zadowolenie ze zgody na sprzedaż pocisków Polsce wyraził ambasador USA Stephen Mull. - To dowód na silne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych we wspieranie modernizacji polskiej armii. Pomoże to również wzmocnić zdolności reagowania na bieżące i przyszłe zagrożenia ze strony wroga - ocenił.

***
AGM-158A Joint Air-to-Surface Standoff Missile (JASSM), produkowany przez Lockheed Martin, to konwencjonalny pocisk dalekiego zasięgu, przenoszony przez samoloty, przeznaczony do zwalczania ważnych, dobrze chronionych celów. Pocisk o zasięgu 370 km może przenosić głowicę o masie 500 kg.
Zamiar zakupu pocisków manewrujących dalekiego zasięgu MON przedstawiło pod koniec 2012 roku prezentując 10-letni plan modernizacji armii. Ponieważ JASSM są uważane za broń strategiczną, ich eksport wymaga zgody rządu i Kongresu.
O sprzedaży pocisków JASSM Polsce rozmawiali w kwietniu w Waszyngtonie sekretarz obrony USA Chuch Hagel i  Siemoniak.
20 września Departament Stanu, po wydaniu przez amerykańską Agencję ds. Współpracy Obronnej (DSCA) wymaganego certyfikatu, poinformował o aprobacie dla sprzedaży Polsce pocisków, których wartość z towarzyszącym im pakietem ma wynieść 500 mln dolarów.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>
IAR, PAP, kk

''