Trójka

Sławomir Neumann: w nowym roku będzie więcej pieniędzy na opiekę zdrowotną

31.10.2014 07:42
Od 2 stycznia 2015 roku będziemy wdrażać pakiet onkologiczny - powiedział Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia.
Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia
Sławomir Neumann, wiceminister zdrowiaFoto: Polskie Radio
Posłuchaj
12'50 Sławomir Neumann: w nowym roku będzie więcej pieniędzy na opiekę zdrowotną (Salon polityczny Trójki)
więcej
Obejrzyj
Sławomir Neumann: w nowym roku będzie więcej pieniędzy na opiekę zdrowotną (Salon polityczny Trójki)

Gość " Salonu politycznego Trójki” przyznał, że na początku lekarze i pacjenci będą uczyć się nowego systemu. - Gdy pacjent trafi do lekarza rodzinnego, to będzie on wiedział, co należy robić, jakie badanie zlecić, żeby potwierdzić czy wykluczyć zagrożenie chorobą nowotworową - zaznaczył.

Sławomir Neumann powiedział, że w nowym systemie zostanie zwiększona rola lekarza rodzinnego, a co za tym idzie także i środki na finansowanie nowego systemu. - Negocjacje z lekarzami chcemy zamknąć do końca listopada. Naszym celem nie jest proste dołożenie pieniędzy do stawki kapitacyjnej (czyli do stawki którą dzisiaj mają lekarze rodzinni), bo ona jest mało motywująca. (…) Dzisiaj rozmawiamy o formule, w jakiej będziemy płacić. Nie da się rozmawiać o kwocie, gdy nie mamy systemu motywacyjnego. Chcemy lepiej płacić dobrym lekarzom za dobrze wykonaną robotę - zaznaczył wiceminister zdrowia.

Więcej inter esujących dyskusji znaleźć można na stronach audycji "Salon polityczny Trójki", "Komentatorzy" , "Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce".

Gość Trójki powiedział, że nie ma zagrożenia, że środki przeznaczone na leczenie innych chorób niż nowotworowe zostaną zabrane na pakiet onkologiczny. - Będziemy starali się trochę inaczej skierować te pieniądze, ale nikomu nie będziemy ich zabierać - podkreślił.

Sławomir Neumann powiedział, że celem pakietu onkologicznego jest to, żeby po 9 tygodniach od przyjścia do lekarza, pacjent z podejrzeniem choroby nowotworowej był już po wszystkich badaniach i by rozpoczął się do tego czasu proces jego leczenia. - Musi być po pełnej diagnostyce, po konsylium lekarskim, które wskaże koordynatora i metodę leczenia. Cały pomysł pakietu onkologicznego był taki, że szybko wykryty nowotwór jest nowotworem, który w dużej liczbie przypadków da się wyleczyć - zaznaczył.

Rozmawiał Marcin Zaborski.

to/fbi

Czytaj także

NFZ przegrał z pacjentką chorą na raka. Jest wyrok

16.07.2014 16:35
- Myślę, że przez wielu ludzi ta sprawa będzie uważana za precedensową - mówiła po rozprawie przed krakowskim sądem Karolina Kolary, reprezentująca córkę zmarłej kobiety.
NFZ przegrał z pacjentką chorą na raka. Jest wyrok
Foto: sxc.hu
Posłuchaj
01'01 NFZ przegrywa z pacjentką chorą na raka. Relacja Pawła Pawlicy (IAR)
więcej

Pod koniec 2009 roku Janina Orczyk przeszła operację wycięcia nerki. Była leczona interferonem. Lek nie poskutkował. Choroba nasiliła się. Mimo to kobieta  od stycznia do marca 2010 roku nie była leczona, ponieważ NFZ nie zgodził się na wprowadzenie kolejnego leku - sutentu.

Przepisy zakazywały podania go pacjentom, którzy wcześniej byli leczeni interferonem.
W marcu 2010 ojciec pacjentki kupił opakowanie innego leku, który przyniósł znaczącą poprawę, ale Fundusz nie zgodził się na finansowanie dalszych dawek tego leku, o co dwukrotnie wnioskował szpital, argumentując, że nie ma on rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych. Kurację jednak kontynuowano - dwa opakowania nexavaru przekazał szpital (dostał je od firmy farmaceutycznej), trzecie - lecznica zakupiła z własnych środków. Lekarstwo w ostatnim okresie nie skutkowało, więc w kolejnym, czwartym wniosku Centrum Onkologii wystąpiło o nowy specyfik - afinitor. Wniosek ten dotarł do NFZ w dwa dni po rozpoczęciu procesu i w tym samym dniu został pozytywnie rozpatrzony. Poprzednie wnioski - po miesięcznym terminie oczekiwania - NFZ załatwiał odmownie.
Chora umarła 15 lutego 2011 roku. Miała 53 lata.

Jeszcze w trakcie choroby Janina Orczyk pozwała Ministerstwo Zdrowia i NFZ. Domagała się 150 tys. zł odszkodowania: 50 tys. za rozstrój zdrowia spowodowany działaniem władzy publicznej, 50 tys. za krzywdę polegającą za naruszeniu praw pacjenta i 50 tys. zł za "naruszenie prawa do leczenia, poszanowania godności i równego traktowania".

Już po jej śmierci z państwowymi instytucjami boje przed sądem prowadziła jej córka. W środę krakowski sąd uznał, że doszło do nierównego traktowania pacjentów w dostępie do świadczeń medycznych. Według sądu niewłaściwe było postępowanie NFZ, który przez trzy tygodnie rozpatrywał wniosek o chemioterapię niestandardową lekiem sutent. - Sprawy terapii niestandardowej winny być traktowane priorytetowo z uwagi na pacjentów chorych onkologicznych i wymagały załatwienia bez zbędnej zwłoki - mówiła uzasadniając wyrok sędzia Izabella Dyka.
Świadkowie nie potrafili wyjaśnić, czemu w przypadku Janiny Orczyk rozpatrywanie wniosków o chemioterapię trwało aż tak długo.
- Od 30 czerwca 2008 roku znana była opinia Agencji Oceny Technologii Medycznych o braku rekomendacji do wykorzystania nexavaru w leczeniu raka nerki, niemniej jednak od tego momentu wnioski o terapię niestandardową z zastosowaniem nexavaru nadal były wystawiane i akceptowane przez część oddziałów NFZ, co potwierdza zarzut pacjentki o nierównym dostępie do świadczeń medycznych finansowanych z środków publicznych - mówiła sędzia.
Za nieprawidłowe sąd uznał,  fakt że NFZ nie wskazał dalszego kierunku leczenia chorej, która znalazła się w szczególnej sytuacji. W grudniu 2009 roku kobieta zakończyła terapię interferonem, a w połowie stycznia następnego roku ruszył program leczenia raka nerki sutentem, ale wobec wejścia tego programu w życie pacjentka nie mogła być objęta chemioterapią niestandardową, ale też nie mogła skorzystać z sutentu, bo wcześniej przyjmowała interferon.
Skarbowi Państwa i ministrowi zdrowia kobieta zarzucała w pozwie stosowanie błędnych regulacji - rozporządzeń dotyczących leczenia chorych dotkniętych rakiem nerki. Tę część powództwa sąd jednak oddalił uznając, że należałoby ustalić niezgodności tych rozporządzeń z konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi lub ustawą.
Córce zmarłej kobiety sąd przyznał 25 tys. zł zadośćuczynienia od małopolskiego oddziału NFZ za krzywdy, jakich doznała chora i naruszenie jej dóbr osobistych. Odsetki ustawowe od tej kwoty mają być naliczone od 15 czerwca 2010 r. do dnia zapłaty (na dziś odsetki te wyniosłyby ponad 13,2 tys. zł).
Wyrok nie jest prawomocny.
Radca prawny małopolskiego oddziału NFZ Janina Jarzębińska powiedziała dziennikarzom, że decyzja o ewentualnym złożeniu apelacji zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.
Reprezentująca córkę zmarłej kobiety radca prawny Karolina Kolary z Kancelarii Budzowska, Fiutowski i partnerzy mówiła, że jest zadowolona z uwzględnienia powództwa wobec NFZ, zaś kwota zadośćuczynienia nie ma aż takiego znaczenia. - Mniej zależało powódce na takiej czy innej kwocie zadośćuczynienia, bardziej na uwzględnieniu zasady odpowiedzialności, czyli na przyznaniu, że NFZ popełnił pewne błędy - tłumaczyła.
Jak dodała, najbardziej bulwersujące było różne traktowanie pacjentów w różnych oddziałach NFZ - co sąd zauważył w uzasadnieniu wyroku. - Osoba, która znajdowała się w śmiertelnym stadium choroby, musiała skupić się na sprawie administracyjnego załatwiania leczenia, co do zasadności medycznej którego nie było żadnych wątpliwości . Myślę, że przez wielu ludzi ta sprawa będzie uważana za precedensową, natomiast przypadek pani Janiny do pewnego stopnia był szczególny - dodała.

IAR/PAP/asop

Zobacz galerię: Dzień na zdjęciach>>>

Czytaj także

NIK bije na alarm! Program zwalczania nowotworów jest źle realizowany

08.08.2014 11:50
- Wskaźniki wczesnego wykrywania nowotworów i skuteczności leczenia znacznie odbiegają od średnich europejskich - informuje Najwyższa Izba Kontroli.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Talmoryair/Wikimedia Commons/CC

NIK wziął pod lupę realizację Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych w latach 2009-2013. Kontrolerzy przyjrzeli się wybranym programom. Chodzi między innymi o profilaktykę i wczesne wykrywanie raka piersi i szyjki macicy, radioterapię onkologiczną, tomografię pozytonową (PET) oraz system zbierania i rejestrowania danych o nowotworach.

Skontrolowano 26 jednostek, w tym: Ministerstwo Zdrowia, siedem oddziałów wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia i 18 podmiotów leczniczych (w tym 11 samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej).

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski (źródło: Najwyższa Izba Kontroli/x-news)

Wyniki raportu stawiają w złym świetle resort zdrowia. - Ministerstwo Zdrowia finansuje program wspierający zwalczanie nowotworów, ale słabo nadzoruje jego realizację. Pomimo wydatkowania prawie dwóch miliardów złotych pacjenci objęci programem wciąż zbyt długo czekają na rozpoczęcie radioterapii, zbyt mało kobiet zgłasza się na mammografię i na cytologię, a wskaźniki wykrywania i leczenia nowotworów wciąż znacznie odbiegają od średnich europejskich - czytamy w dokumencie Izby.
Według NIK resort zdrowia nie ma zbiorczej, całościowej informacji o działaniach podejmowanych przez różne podmioty zajmujące się profilaktyką i leczeniem nowotworów. Nie stworzono też systemu wymiany informacji i współpracy między nimi.
Narodowy program zwalczania chorób nowotworowych ma trwać do końca przyszłego roku. Jego głównym celem jest zahamowanie wzrostu zachorowań na nowotwory oraz osiągnięcie średnich europejskich wskaźników wczesnego wykrywania nowotworów i skuteczności ich leczenia.
Z raportu wynika, że mimo prowadzenia akcji informacyjnych, na badania profilaktyczne zgłasza się zbyt mało Polek. NIK zwraca ponadto uwagę, że podejmowane przez Centralne i Wojewódzkie Ośrodki Koordynujące akcje zachęcające Polki do udziału w badaniach cytologicznych i mammograficznych są nieskuteczne.
Od lat niezmiennie podstawą akcji promocyjnych jest list-zaproszenie. Od 2009 roku na wysyłkę imiennych zaproszeń na badania przesiewowe wydano 30 milionów złotych (1/3 wszystkich pieniędzy, przeznaczonych na działania administracyjno-logistyczne). W odpowiedzi na blisko 21 milionów wysłanych zaproszeń (cytologia + mammografia) na badania zgłosiło się nieco ponad 3,5 mln kobiet (18 proc.).
Od początku działania Programu (od 2005 r.) liczba urządzeń do radioterapii wzrosła z 70 do 123. Równocześnie systematycznie skracają się kolejki (z 8-10 tygodni w 1998 r. do 4-5 tygodni w 2012 r.), zwiększa się też liczba chorych leczonych metodą radioterapii (z ok. 40 tys. w 1999 r. do 80 tys. w 2012 r.).
- Jednak cały projekt nie działa tak dobrze, jak powinien, a pacjenci wciąż zbyt długo czekają na rozpoczęcie leczenia napromieniowaniem, co zmniejsza ich szanse na wyleczenie. W 1/5 skontrolowanych ośrodków radioterapii czas oczekiwania na udzielenie świadczenia był dłuższy niż 4 tygodnie, a w skrajnych wypadkach wynosi nawet ponad dwa miesiące - twierdzi NIK.
Pomimo że od 2006 r. do połowy 2013 r. na radioterapię wydano łącznie blisko miliard złotych (to jest: 55,7 proc. wydatków poniesionych na cały Program) wciąż nie osiągnięto planowanego (i zalecanego m.in. przez WHO) poziomu jednego aparatu na 250 tys. osób - podkreśla NIK.
NIK zwraca uwagę na konieczność nadania Programowi lepszej, nowocześniejszej formuły.
- Zarówno sam Program, jak i rozwiązania organizacyjne przyjęte w leczeniu onkologicznym powinny tworzyć spójny system, zapewniający pacjentowi odpowiednią informację, szybkie podjęcie leczenia i sprawne skoordynowanie jego etapów. Niezbędne do tego będzie przygotowanie sprawnego systemu rejestrowania udziału pacjentów w badaniach profilaktycznych - podkreśla NIK.
Najwyższa Izba Kontroli ponawia także swój wniosek z 2009 roku o zweryfikowanie przez ministra zdrowia działań administracyjno-logistycznych podejmowanych w ramach programów przesiewowych oraz o rozważenie wprowadzenia nowych metod i form organizacyjnych, które pozwoliłyby zwiększyć liczbę kobiet uczestniczących w tych badaniach.

PAP/asop

Zobacz galerię: Dzień na zdjęciach>>>

Czytaj także

Ekspert: radioterapia jest tą dziedziną onkologii, w której widać postęp

20.08.2014 16:09
- Jeśli chodzi o zwiększenie dostępności do świadczeń, a także postęp technologiczny, na tle innych państw Unii Europejskiej nie mamy się czego wstydzić. Mamy jedne z najbardziej nowoczesnych ośrodków radioterapii - mówił w radiowej Jedynce dr Jerzy Gryglewicz, autor raportu "Finansowanie świadczeń z zakresu radioterapii w latach 2011-2013" przygotowanego na zlecenie Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.
Ekspert: radioterapia jest tą dziedziną onkologii, w której widać postęp
Foto: SXC.hu
Posłuchaj
12'54 Dr Jerzy Gryglewicz – autor raportu "Finansowanie świadczeń z zakresu radioterapii w latach 2011-2013" przygotowanego na zlecenie Polskiego Towarzystwa Onkologicznego (Jedynka/Popołudnie z Jedynką)
więcej

Zgodnie z przyjętą w lipcu ustawą, od nowego roku mają być zniesione limity w onkologii, ale tylko tam, gdzie dotrzymane będą terminy diagnostyki i leczenia oraz zapewniona będzie odpowiednia jakość. Wzmocniona ma być rola lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej w kwestii "czujności onkologicznej".
Położony ma być nacisk na leczenie ambulatoryjne, jednodniowe, które jest najbardziej komfortowe dla pacjenta. Leczenie szpitalne ma być prowadzone tylko w przypadkach, w których jest to konieczne, a nie "korzystne organizacyjnie".
Pacjent z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworu otrzyma Kartę Pacjenta Onkologicznego, która będzie uprawniała do szybkiej diagnostyki i wizyt u specjalistów bez skierowania. Pacjent będzie miał też przydzielonego koordynatora leczenia.
Zmiany mają pozwolić na lepszy dostęp do specjalistów. Świadczeniodawcy mają co tydzień przekazywać do Narodowego Funduszu Zdrowia informację o pierwszym wolnym terminie, w którym dane świadczenie może zostać udzielone. Będą także mieli obowiązek prowadzenia list oczekujących w formie elektronicznej. Wprowadzony będzie mechanizm finansowania "porady receptowej", ponieważ wiele wizyt odbywa się wyłącznie w celu przedłużenia recepty.

Gość radiowej Jedynki uważa, że zmiany te generalnie idą w dobrym kierunku. - Te zmiany, które zaproponował resort zdrowia i które zostały uchwalone przez Sejm dokonują bardzo istotnej rewolucji jeśli chodzi o system onkologiczny. Przede wszystkim Ministerstwo Zdrowia pierwszy raz zobowiązało się - w drodze ustaw i rozporządzeń - do poinformowania obywateli o tym, jaki jest maksymalny czas oczekiwania - mówił doktor Jerzy Gryglewicz.

Według niego, nie da się zupełnie zlikwidować kolejek w służbie zdrowia. Istotne jest jednak, by pacjent - nie musiał zbyt długo czekać na wizytę u lekarza. - Czymś naturalnym, w każdym systemie  ochrony zdrowia są kolejki. Z kolei czymś bardzo negatywnym, z punktu widzenia zarządzania, byłaby taka sytuacja, że w stoją puste szpitale, gdzie czeka się na pacjentów. Wtedy te wszystkie koszty związane z funkcjonowaniem pustostanów byłyby dużym obciążeniem dla sektora finansów publicznych. We wszystkich systemach ochrony zdrowia na świecie kolejki są czymś naturalnym. Chodzi tylko o to, żeby był akceptowalny czas oczekiwania na to świadczenie, a także by te kolejki były prowadzone w sposób transparentny - przekonywał gość Przemysława Szubartowicza.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

"Popołudnie z Jedynką" na antenie Jedynki od poniedziałku do piątku między godz. 15.00 a 19.00. Zapraszamy!

(asop)