Trójka

Rosja szantażuje gazem. "A droga do unii energetycznej daleka"

13.09.2014 10:35
Polska powinna starać się o wprowadzenie w UE wspólnej polityki energetycznej, a jednocześnie zadbać o dywersyfikację źródeł energii, infrastrukturę - o tym mówili goście "Śniadania w Trójce".
Żołnierz ukraiński sprawdza moździerz w obozie w Pierwomajsku w obwodzie ługańskim
Żołnierz ukraiński sprawdza moździerz w obozie w Pierwomajsku w obwodzie ługańskim Foto: PAP/EPA/ROMAN PILIPEY
Posłuchaj
47'14 Rosja szantażuje gazem. "A droga do unii energetycznej daleka" (Śniadanie w Trójce)

Gazprom ograniczając celowo dostawy do Polski próbuje politycznie naciskać na Unię Europejską, która wspiera Ukrainę, dostarczając jej gaz. Ukraina bez dostaw gazu z Zachodu, prowadzonych m.in. przez terytorium Polski, może mieć zimą poważne problemy - tak uważają eksperci.
Ukraina już od czerwca nie otrzymuje gazu z Rosji. A teraz Moskwa przykręciła kurek i Polsce. Obecnie, Rosjanie wciąż dostarczają mniej gazu niż zakłada kontrakt jamalski. Deficyt dostaw jest jednak mniejszy niż 10 września, kiedy wyniósł 45 procent. Taką informację podało w komunikacie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo

Czy problemy z gazem mogą się powtarzać?

Nie wyklucza tego Jarosław Kalinowski (Polskie Stronnictwo Ludowe). Przewiduje, że konflikt na Ukrainie będzie trwał jeszcze długo. - A zatem ”broń gazowa” może być użyta, zwłaszcza w obliczu sankcji UE, które wreszcie weszły w życie - powiedział polityk. Pytany o wspólną politykę energetyczną, stwierdził, że Polska stale działa w tej sprawie w Brukseli i będzie to jeden z priorytetów przyszłego przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska.

Joachim Brudziński (Prawo i Sprawiedliwość) przypomniał, że w Rosji mówi się o środkach odwetu w odpowiedzi na sankcje UE. Jak mówił, jednym z nich jest sygnalizowana przez premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa możliwość zakazu lotów nad terytorium rosyjskim, drugi instrument to szantaż i retorsje związane z surowcami energetycznymi. Poseł PiS ocenił, że Unia Europejska jest coraz mniej zjednoczona wokół tej sprawy, a Rosja cały czas testuje Europę.

Jeśli chodzi o wspólną politykę energetyczną, wiąże nadzieje na nią z nominacją Donalda Tuska. Polityk opozycji zaznaczył, że choć ocenia go krytycznie, to teraz były premier nie ma wyjścia, musi wykazać się inicjatywą i skutecznością. Dodał, że i w Polsce są problemy w tym zakresie, np. dwuletnie opóźnienie w budowie gazoportu.

Barbara Nowacka (Twój Ruch) powiedziała, że mniej więcej od pół roku można było się spodziewać, że Rosja użyje gazu jako elementu szantażu. Podkreśliła, że nie widać wizji polskiej polityki energetycznej, nie budujemy elektrowni atomowych, gazu łupkowego nie ma, brak rozwiązań dotyczących odnawialnych źródeł energii (OZE), są olbrzymie opóźnienia w budowie gazoportu w Świnoujściu. Zdaniem gościa Trójki, zbyt mało staraliśmy się w sprawie wspólnej polityki energetycznej. Barbara Nowacka zaznaczyła, że Polska zrezygnowała z teki komisarza ds. energii, gdy pojawiła się lepsza okazja. - Myślę, że za chwilę Rosja jeszcze bardziej przykręci kurek Ukrainie, by wywołać niezadowolenie społeczne - dodała.

Andrzej Halicki (Platforma Obywatelska) ocenił, że Polska jest bezpieczna pod względem energetycznym. Argumentował, że w ostatnich latach zbudowano kolejne magazyny i można teraz zgromadzić duże zapasy: dwumiesięczne dla firm, a dla gospodarstw na dłuższy okres. Poseł PO mówił, że wspólna polityka energetyczna pozwalałaby nam czuć się bezpieczniej. Zaznaczył, że na razie nie ma takiego dokumentu, który byłby przez wszystkich zaakceptowany i jeszcze jest do tego daleko, m.in. przez takich przywódców jak Viktor Orban.

Jerzy Wenderlich (Sojusz Lewicy Demokratycznej) nie spodziewał się przykręcenia kurka z gazem, ocenił, że to już nie polityka, a desperacja Kremla. W jego ocenie, jeśli świat zacznie się dyscyplinować, dywersyfikować źródła energii, to Rosja może "marnie skończyć". Wicemarszałek Sejmu, poseł SLD, uważa, że to był ”strzał z biodra” Moskwy i trudno szukać w ostatnim czasie racjonalności w jej polityce. Polityk zaznaczył, że są opóźnienia w poszukiwaniach gaz łupkowego, budowie gazoportu w Świnoujściu. Zdaniem polityka, Rosja chciała postraszyć Europę gazem, mając nadzieję, że Unia nie nałoży na Moskwę sankcji.

Jan Lityński (kancelaria Prezydenta RP) zauważył, że sankcje kosztują również tego, który je nakłada. Dodał, że retorsje są dla Rosji bardzo kosztowne. Jak stwierdził, rodzi się tu pytanie, jak długo Putin będzie mógł narażać na szwank poziom życia w swoim kraju i jednocześnie będzie utrzymywał poparcie dla wielkomocarstwowej polityki Rosji. Doradca prezydenta podkreślił, że toczy się obecnie gra o solidarność europejską. Liczy na to, że można ją odbudować, ale pewności nie ma, bo niektóre państwa się wyłamują: Węgry pod przywództwem Viktora Orbana, częściowo Słowacja, częściowo Czechy.

Tadeusz Cymański (Solidarna Polska) ocenił, że fanatyzm społeczeństwa rosyjskiego pozwala na duże wyrzeczenia, jeśli chodzi o poziom życia. Polityk zaznaczył, że  w Polsce nie ma dostatecznej dywersyfikacji źródeł energii. Uważa, że trzeba liczyć przede wszystkim na własne siły, a mniej na Unię Europejską.

Tworzenie rządu

Marszałek Ewa Kopacz wkrótce przedstawi propozycję rządu prezydentowi. Najwięcej emocji budzą doniesienia o tym, że  Radosław Sikorski, szef MSZ, może być marszałkiem Sejmu.

Barbara Nowacka komentowała, że Sikorski od pewnego czasu ”próbuje zmienić pracę” i ma wysokie aspiracje. Jak powiedziała, dla niego to krok do przodu. Nie wie, jak sprawdziłby się on w Sejmie. Pojawia się pytanie, kto zastąpiłby Sikorskiego w MSZ - jak mówi, doniesienia o tym, że będzie to Jacek Rostowski, budzą jej zdziwienie. Jarosław Kalinowski ocenił, że nie powinno się zmieniać ministra spraw zagranicznych, przed końcem kadencji i z powodu napiętej sytuacji za granicą. Joachim Brudziński ocenił, że to wszystko spekulacje, którymi koalicja próbuje ekscytować opinię publiczną, m.in. w obliczu trudnej sytuacji na wschodzie i złego położenia emerytów. Andrzej Halicki odpowiedział, że "nie oczekuje oklasków opozycji", ale gdyby Sikorski był marszałkiem to byłoby wzmocnienie tych obszarów działalności, którymi się zajmował jako szef MSZ, tj. bezpieczeństwa, obronności. Jan Lityński mówił, że nowy premier dobiera sobie współpracowników, tak żeby efekt prac był jak najlepszy. Tadeusz Cymański zaznaczył, że marszałkiem Sejmu powinna być osoba nie budząca kontrowersji większości posłów i jego zdaniem kimś takim nie jest Radosław Sikorski. Jerzy Wenderlich ocenił, że Sikorski jest solistą, "zakochanym w sobie", a tymczasem kierowanie Sejmem to "gra zespołowa".

Jakie oczekiwania mają politycy wobec nowego rządu? Barbara Nowacka mówi, że jej partia będzie popierać rząd w pięciu obszarach, które są dla tego ugrupowania ważne. To przede wszystkim projekt TR dotyczącego emerytur obywatelskich, wprowadzanie zmian korzystnych dla przedsiębiorców, otwarcie polityki polskiej na nowe siły, likwidacji immunitetów, sprawa in  vitro, związki partnerskie i rozdział Kościoła od państwa. Jarosław Kalinowski jest przekonany, że Ewa Kopacz jest ambitną osobą i nie będzie tylko zajmowała się administrowaniem. Dodał, że do propozycji przedstawionych przez Donalda Tuska, czyli wsparcia rodzin wielodzietnych i waloryzacji emerytur, nowa premier może dołożyć jakieś nowe elementy. Wspomniał o odległości farm wiatrowych od lasów i zabudowań, ale według niego jest wiele spraw, które można doprowadzić do końca. Joachim Brudziński zauważył, że wkrótce będą wybory samorządowe, potem prezydenckie i parlamentarne - a to oznacza prowadzenie kampanii. Dla PiS priorytety to bezpieczeństwo energetyczne, odejście od paktu klimatycznego, zmiana polityki rolnej UE na korzyść polskich rolników, zwiększanie liczby miejsc pracy. Andrzej Halicki powiedział, że sprawy społeczne są bardzo ważne, trzeba postarać się o wzrost gospodarczy. Jan Lityński uważa, że zmienić powinna się polska polityka, więcej powinno być dyskusji merytorycznych, za mało jest zaufania w społeczeństwie. Tadeusz Cymański mówił, że można zrobić sporo, premier powinna zaprosić przywódców opozycji i zastanowić się, co jest możliwe. Jerzy Wenderlich wyraził nadzieję na dobrą współpracę z nowym rządem.

Śniadanie w Trójce prowadziła Beata Michniewicz.

(agkm/mp)

Czytaj także

Sikorski marszałkiem Sejmu? Publicyści mają "mieszane uczucia"

12.09.2014 09:31
Łukasz Warzecha ocenił, że z powodu cech charakteru Radosław Sikorski nie byłby dobrym marszałkiem Sejmu. Seweryn Blumsztajn z kolei uważa, że był dobrym ministrem spraw zagranicznych i "twarzą medialną PO".
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski (w środku) podczas uroczystości przyjęcia przez prezydenta dymisji rządu
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski (w środku) podczas uroczystości przyjęcia przez prezydenta dymisji rząduFoto: PAP/Jacek Turczyk
Posłuchaj
14'58 Seweryn Blumsztajn (Gazeta Wyborcza) i Łukasz Warzecha (tygodnik ”W sieci”) o zmianach w rządzie (Sygnały dnia/Jedynka)
Obejrzyj
Seweryn Blumsztajn (Gazeta Wyborcza) i Łukasz Warzecha (tygodnik ”W sieci”) o zmianach w rządzie (Sygnały dnia/Jedynka)

Łukasz Warzecha (tygodnik ”W sieci”) przedstawił krytyczną ocenę przyszłej premier. - Ewa Kopacz będzie starać się nie wpaść w panikę i w histerię, gdy Donalda Tuska nie będzie obok. To polityk całkowicie niesamodzielny, słaby intelektualnie – mówił dziennikarz. Stwierdził, że czeka z niecierpliwością na pierwszą konferencję Ewy Kopacz w roli premiera. Jak zauważył, jest rok do wyborów, więc nowy premier będzie ”czasowo opiekował się schedą po premierze Donaldzie Tusku”.

Seweryn Blumsztajn (”Gazeta Wyborcza”) stwierdził, że Ewa Kopacz ma (silny) charakter, jest konsekwentna. Nie zgadza się z opinią Łukasza Warzechy. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, jakim będzie premierem. Dodał, że najtrudniejszym zadaniem Ewy Kopacz będzie mobilizacja PO przed wyborami.

Seweryn Blumsztajn pytany o doniesienia o tym, że Radosław Sikorski zostanie marszałkiem Sejmu, powiedział, że ma mieszane uczucia. Ocenił, że był on dobrym ministrem. Jak stwierdził, tłumaczy się tę zmianę tym, że Sikorski ma pilotować zmiany w wojsku, pakiet obronnościowy.

Łukasz Warzecha ocenił, że z powodu cech charakteru Sikorski nie byłby dobrym marszałkiem. Jego zdaniem Ewa Kopacz, która będzie musiała się porozumiewać z prezydentem, nie chce mieć problemów. Jak mówił dziennikarz, Radosław Sikorski nie jest ulubionym politykiem prezydenta i dlatego zostanie przeniesiony do Sejmu. Publicysta uważa, że Ewa Kopacz mogłaby dać stanowisko wicepremiera Tomaszowi Siemoniakowi, bo wtedy mogłaby w sposób nieoficjalny łagodzić spory z prezydentem. Sądzi jednak, że przyszła premier nie jest osobą decyzyjną w tej sprawie, bo wszystko zależy od Donalda Tuska. Seweryn Blumsztajn uważa, że byłoby to jak "wypowiedzenie wojny" - bo oznaczałoby to bardzo duże dowartościowanie stanowiska ministra obrony.

Gra toczy się nie wokół dostaw do Polski, a na Ukrainę – tak komentuje Seweryn Blumsztajn problemy z gazem. Według niego to pierwszy prawdziwy test solidarności z Ukrainą. Natomiast Łukasz Warzecha sądzi, że to konsekwencja budowy Nord Streamu – i ustaleń Niemiec z Rosją. Bo teraz gaz można odciąć Polsce i Ukrainie, a dostarczać go na Zachód Europy – zaznaczył dziennikarz.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, którą prowadziła Zuzanna Dąbrowska.

"Sygnały dnia" na antenie Jedynki od poniedziałku do soboty między godz. 6.00 a 9.00. Zapraszamy!

agkm,tj

Czytaj także

Gaz-System: dostawy gazu do Polski bez przeszkód choć mniejsze od zamówienia

13.09.2014 13:20
Dostawy gazu do Polski, choć mniejsze od zwiększonych zamówień, odbywają się bez przeszkód. W piątek dostawy z Rosji były na takim samym poziomie jak w czwartek - wynika z informacji Operatora Gazociągów Przesyłowych Gaz-System.
Gaz-System: dostawy gazu do Polski bez przeszkód choć mniejsze od zamówienia
Foto: Glow Images/East News

Sytuacja jest stabilna. Rosjanie wciąż dostarczają mniej gazu niż zakłada kontrakt jamalski, ale deficyt dostaw jest mniejszy niż w środę września, kiedy wyniósł 45 procent. Taką informację podało w komunikacie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

- Dostawy gazu ziemnego do Polski w ramach obowiązującego kontraktu jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) w dniu 11.09. 2014 r. nie zostały zrealizowane zgodnie ze składanymi przez spółkę nominacjami. Jednak deficyt w stosunku do zamówienia jest mniejszy niż w dniu 10.09.2014 r. - podało Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) w komunikacie.

Magazyny są pełne
Jednocześnie spółka zapewniła, że dostawy gazu do odbiorców przebiegają bez zakłóceń. - Nie ma także konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów, które przed sezonem zimowym zostały w pełni zatłoczone. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok. 2,6 mld metrów sześciennych, czyli 100 proc. pojemności będących w dyspozycji PGNiG - podała spółka.
Po to, by zrekompensować niedobory, spółka importuje większe ilości gazu przez połączenia z Niemcami w Lasowie i Mallnow oraz z Czechami w Cieszynie. Trwa wyjaśnianie przyczyn ograniczenia dostaw gazu z kierunku wschodniego. PGNiG nie otrzymało jak dotąd żadnej informacji ze strony Gazpromu na ten temat.


Dostawy spadły w czwartek

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) poinformowało w czwartek, że dostawy gazu z kierunku wschodniego w środę były o 45 proc. niższe od zamówienia. W poniedziałek dostawy surowca z tego kierunku były mniejsze o ok. 20 proc., natomiast we wtorek o ok. 24 proc. w stosunku do dziennego zamówienia złożonego spółce Gazprom Export.

Ekspert o zwiększeniu zamówień na gaz: Na wzrost przesyłu trzeba czekać

TVN24 Biznes i Świat/x-news

Wyższe zamówienia…

Z danych Gaz-Systemu na temat funkcjonowania gazociągów przesyłowych wynika, że od 2 września PGNiG znacząco zwiększyło zamówienia od Gazpromu, o ok. 75 proc. w Drozdowiczach na granicy z Ukrainą i o prawie 100 proc. w Wysokoje na granicy z Białorusią. Natomiast od tego czasu dopływ gazu przez Drozdowicze utrzymywał się na mniej więcej stałym poziomie z początku miesiąca, a w Wysokoje wzrósł o ok. 40 proc., co jednak nie zrekompensowało wyższych zamówień.

Minister gospodarki: Zamówiliśmy najwyższą możliwą do przesłania ilość gazu

TVN24/x-news

…  mają zaspokoić popyt rynkowy

Jak tłumaczył w piątkowym wywiadzie dla PAP prezes PGNiG Mariusz Zawisza, wyższe zamówienia na gaz w ostatnich dniach wynikały z większego zapotrzebowania rynkowego. - Składamy takie zamówienia na gaz, jakie mamy potrzeby. Trzymamy się przy tym zapisów kontraktu, nie przekraczając maksymalnych ilości dobowych. Nasze zapotrzebowanie określamy na podstawie prognoz - zapotrzebowania rynku na gaz, czy pogody - powiedział. Potwierdził też, że zamówienia środowe były wyższe niż poniedziałkowe i wtorkowe.

Piechociński uspakaja

Wicepremier Janusz Piechociński powiedział w czwartek, że strona rosyjska zapewniła, iż w piątek dostawy gazu powinny być już równe zamówieniom . - Po kilku godzinach milczenia z tamtej strony mamy potwierdzenie, czy deklarację, że jutrzejsze dostawy będą zgodne z zamówionym harmonogramem - zaznaczył.

J. Piechociński uspokaja: Nasze zapasy gazu są rekordowo duże

TVN24/x-news

Podkreślił też, że w tym roku wielokrotnie testowano pozyskiwanie gazu z kierunków południowego i zachodniego. - Do każdego odbiorcy gazu powinien dotrzeć uspokajający sygnał, że system jest sprawny, stabilny, o dużej wydolności technicznej i nie ma zagrożeń co do dostarczenia gazu - dodał Piechociński.

Jak zapewniał w czwartek cytowany przez agencję RIA-Nowosti rzecznik Gazpromu, eksport gazu do Polski odbywa się bez jakichkolwiek zmian. - Dokładnie w takich ilościach, co w poprzednich dniach, tj. 23 mln m sześc. na dobę - oznajmił. Z kolei według agencji Interfax, powołującej się na źródło w Gazpromie, od ubiegłego tygodnia koncern stara się eksportować gaz na minimalnym zapisanym w kontraktach poziomie.

PAP, IAR, abo

Zobacz więcej na temat: Gazprom PGNiG

Czytaj także

Są nowe sankcje USA i UE wobec Rosji! Putin mówi o odwecie

12.09.2014 18:10
Nowe sankcje USA wymierzone są w rosyjskie banki, sektor naftowy i zbrojeniowy. Także UE ograniczyła dostęp do kapitału rosyjskim firmom naftowym i zbrojeniowym.
Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że sankcje jako element polityki zagranicznej jeszcze nigdy nie przyniosły oczekiwanych skutków
Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że sankcje jako element polityki zagranicznej jeszcze nigdy nie przyniosły oczekiwanych skutkówFoto: EPA/Michael Klimentyev
Posłuchaj
00'46 Stany Zjednoczone znacznie zaostrzają sankcje ekonomiczne wobec Rosji. Relacja Marka Wałkuskiego (IAR)
00'53 Zaostrzone sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji weszły w życie. Relacja Beaty Płomeckiej (IAR)

Z informacji przekazanych przez amerykańską administrację wynika, że sankcje obejmą Sbierbank, największą rosyjską instytucję finansową, oraz Gazprombank. Na liście znalazły spółki naftowe: Gazprom Nieft, Łukoil i Rosnieft.
Zarówno amerykańskie firmy, jak i osoby prywatne z USA nie będą mogły uczestniczyć w transakcjach opartych na instrumentach dłużnych o zapadalności przekraczającej 30 dni emitowanych przez firmy z rosyjskiego sektora zbrojeniowego.

Moskwa zastanawia się nad sankcjami odwetowymi

Komentujące decyzje Waszyngtonu a także Brukseli prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że sankcje jako element polityki zagranicznej jeszcze nigdy nie przyniosły oczekiwanych skutków. - Nowe sankcje UE na Rosję wyglądają "dość dziwnie" wobec rozpoczętego na Ukrainie procesu pokojowego - dodał. Mówił, że nie rozumie "z czym są związane te nowe sankcje".
Putin oświadczył, że Moskwa zastanawia się nad sankcjami odwetowymi. - Jeśli rząd dojdzie do wniosku, że takie kroki odpowiadają interesom naszej gospodarki, to tak zrobimy - podkreślił. Zastrzegł jednak, że Rosja nie wprowadzi sankcji odwetowych tylko po to, aby "odgryźć się i ponieść z tego tytułu straty".

WOJNA NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

W piątek wprowadzono w życie sankcje, jakie zostały przyjęte przez unijnych ambasadorów już w poniedziałek. Restrykcjami wizowymi i finansowymi objęto kolejne 24 osoby, w tym członków parlamentu. Chodzi między innymi o lidera nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego i jego syna, wiceprzewodniczącego Dumy Państwowej Igora Lebiediewa, a także przywódców prorosyjskich separatystów na Ukrainie.

Czarna lista firm rosyjskich

Na czarną listę wpisano też Siergieja Czemiezowa, bliskiego współpracownika prezydenta Rosji Władimira Putina. Obaj byli kiedyś oficerami KGB, oddelegowanymi do Drezna. W uzasadnieniu unijnej decyzji wskazano, że Czemiezow czerpie korzyści z powiązań z Putinem i pełni najwyższe stanowiska w przedsiębiorstwach państwowych. Jest prezesem konglomeratu Rostec (Rostech), wiodącego przedsiębiorstwa państwowego, które produkuje na potrzeby obronności i przemysłu. Spółki zależne tej firmy wspierały integrację zaanektowanego przez Rosję Krymu z Federacją Rosyjską.
Rozszerzenie czarnej listy oznacza, że unijne sankcje wizowe i finansowe w związku z kryzysem ukraińskim dotyczą już 119 osób. Unia zamroziła także wcześniej aktywa 23 spółek.
Ponadto zaostrzono wprowadzone 1 sierpnia sankcje gospodarcze. Ograniczenia w dostępie do kapitału objęły trzy rosyjskie firmy naftowe: Rosnieft, Transnieft i Gazprom Nieft. Sankcje obejmują zakaz zakupu, sprzedaży, świadczenia usług inwestycyjnych lub pomocy w emisji papierów wartościowych i innych instrumentów finansowych o terminie zapadalności powyżej 30 dni.
Takie same restrykcje obejmą rosyjskie banki państwowe, na które już w sierpniu UE nałożyła nieco łagodniejsze sankcje (termin zapadalności papierów, których dotyczyły sankcje, wynosił 90 dni) oraz trzy duże rosyjskie firmy zbrojeniowe: OPK Oboronprom, United Aircraft Corporation (Zjednoczona Korporacja Przemysłu Lotniczego) i Urałwagonzawod.
Zakaz sprzedaży do Rosji zaawansowanych technologii, potrzebnych do wydobycia ropy ze złóż głębinowych, złóż w Arktyce oraz z łupków poszerzono o zakaz świadczenia usług z tym związanych, jak np. dokonywania odwiertów czy pomiarów. Z kolei zakaz dostarczania odbiorcom wojskowym wyrobów i technologii podwójnego zastosowania został rozszerzony na dziewięć firm, które działają i w sektorze obronnym, i poza nim (np. firmę JSC Kałasznikow, produkującą broń strzelecką).

Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

IAR/PAP/asop

''

Czytaj także

”Odłożenie wdrażania umowy z UE to zły sygnał!”. Ostry protest dyplomaty, podał się do dymisji

13.09.2014 10:01
Wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Danyło Łubkiwski odchodzi ze stanowiska. To odpowiedź na odłożenie przez Kijów i Brukselę pod naciskiem Moskwy wejścia w życie części ekonomicznej umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.
Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej w trójkącie UE-Ukraina-Rosja
Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej w trójkącie UE-Ukraina-RosjaFoto: Komisja Europejska
Posłuchaj
00'55 Relacja Piotra Pogorzelskiego z Kijowa (IAR): wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy podaje się do dymisji, w związku z odłożeniem wdrażania części umowy Ukraina-UE o wolnym handlu
01'00 Relacja Magdaleny Skajewskiej z Brukseli (IAR): rozmowy o umowie stowarzyszeniowej UE-Ukraina z Rosją

WOJNA NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

Dyplomata podkreślił, że na pewno wszystkie strony przedstawią racjonalne argumenty, tak jak kiedyś istniały racjonalne argumenty przeciwko niepodległości Ukrainy . - Przyjęte rozwiązanie wysyła zły sygnał do wszystkich: agresora, sojuszników i najważniejsze, do ukraińskich obywateli. Wyboru nie można odkładać, bo wtedy to nie wybór - zaznaczył wiceszef MSZ prosząc rząd i parlament o przyjęcie swojej decyzji.

Według Danyła Łubkiwsiego, to właśnie teraz Ukraina potrzebuje radykalnych działań potrzebnych do reanimacji jej gospodarki.

Tymczasem Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwraca uwagę, że Unia Europejska postanowiła przedłużyć o rok preferencje handlowe dla ukraińskich towarów jednocześnie odkładając nieograniczone dopuszczenie na Ukrainę unijnej produkcji. Pozwoli to ukraińskim producentom na dostosowanie się do ewentualnej konkurencji. Dzięki temu Kijów nie będzie musiał zrywać umowy o wolnym handlu z Rosją. - Osiągnięte w Brukseli] porozumienie usuwa nawet hipotetyczne zaniepokojenie strony rosyjskiej związane z wejściem w życie umowy stowarzyszeniowej - czytamy w oświadczeniu resortu.

"Punkt dla Rosji" ?

Sprawę umowy skomentował na profilu na Twitterze wiceszef polskiego MSZ Tomasz Orłowski. Jak napisał, to "punkt dla Rosji".

 

 

Co uzgodniono w sprawie umowy o wolnym handlu?

Wdrażanie umowy o wolnym handlu UE-Ukraina zostanie odłożone do 31 grudnia 2015 r. - uzgodnili w piątek w Brukseli przedstawiciele UE, Rosji i Ukrainy. Do tego czasu Kijów nadal będzie korzystać z jednostronnego zniesienia ceł przez UE.

Decyzja taka zapadła podczas spotkania unijnego komisarza ds. handlu Karela De Guchta, rosyjskiego ministra rozwoju gospodarczego Aleksieja Ulukajewa oraz ministra spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkina.

De Gucht mówił po tych rozmowach, że Ukraina nadal będzie mogła korzystać z jednostronnego zniesienia barier celnych przez UE do końca 2015 r. Unia zgodziła się na takie tymczasowe rozwiązanie wiosną, jednak zastąpić je miała mająca wejść w życie w tym roku pogłębiona strefa wolnego handlu będąca częścią umowy stowarzyszeniowej.

- Opóźnimy tymczasowe stosowanie umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu (DCFTA) do 31 grudnia następnego roku. Z drugiej strony będziemy utrzymywać nasze autonomiczne środki polityki handlowej do tej daty - powiedział na konferencji prasowej De Gucht.
Jak podkreślał, mimo tego nie ma przeszkód, by doszło do ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. Ratyfikacja zaplanowana jest w Parlamencie Europejskim i w Radzie Najwyższej Ukrainy na wtorek.

De Gucht wyjaśniał, że decyzja o opóźnieniu wejścia w życie tymczasowego stosowania umowy handlowej UE-Ukraina musi zostać podjęta przez Radę UE (czyli ministrów krajów unijnych). Z kolei aby przedłużone zostały jednostronne preferencje handlowe dla Ukrainy potrzebna jest decyzja Rady i Parlamentu Europejskiego. Wcześniej z taką propozycją musi wyjść KE, co według zapowiedzi De Guchta ma się stać w nadchodzących dniach. Komisarz podkreślił, że powodem, dla którego chce, by UE utrzymała jednostronne zniesienie barier celnych na towary z Ukrainy, jest bardzo trudna sytuacja ekonomiczna tego kraju.

Decyzja musi zostać podjęta do 1 listopada. Zaproponujemy takie rozwiązanie, to nie jest zbyt skomplikowane. Później będzie normalna procedura zatwierdzenia tej decyzji, co oznacza, że PE i Rada muszą wyrazić na nią zgodę - tłumaczył komisarz.

Do czasu wejścia w życie umowy o wolnym handlu UE-Ukraina, czyli stycznia 2016 r., kontynuowane będą trójstronne rozmowy w tej sprawie pomiędzy UE, Rosją i Ukrainą. Będą się one odbywały na poziomie technicznym oraz ministerialnym. Komisarz przekonywał, że będzie to elementem wspierania procesu pokojowego, który toczy się na Ukrainie.
Rosja zagroziła wprowadzeniem ceł importowych na towary ukraińskie od 1 listopada, jeśli jej uwagi do umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską nie zostaną uwzględnione i jeśli zostanie ona ratyfikowana w połowie września.
Rosyjski minister rozwoju gospodarczego i minister spraw zagranicznych Ukrainy potwierdzili jednak w Brukseli, że oba kraje nadal będą wzajemnie stosować zapisy porozumienia o wolnym handlu.

CZYTAJ TAKŻE: Co zostanie z umowy Ukraina-UE? "Rosja chce 2300 zmian" >>>

Rosja zgłosiła ponad 2000 poprawek do umowy

" Sueddeutsche Zeitung" napisała w piątek, że postanowienia podpisanego w czerwcu pogłębionego porozumienia o wolnym handlu z Ukrainą mają na razie nie być wprowadzane w życie, bo chce tego wiele krajów. Szczególnie miała na to nalegać kanclerz Niemiec Angela Merkel, która zarazem wzywa do twardych sankcji przeciwko Rosji. Jej "dwoista strategia" - w ocenie monachijskiego dziennika - ma skłonić prezydenta Rosji Władimira Putina do dotrzymywania wszystkich porozumień zawartych z ukraińskim prezydentem Petrem Poroszenko, które doprowadziły do zawieszenia broni na Ukrainie

IAR/PAP/agkm

(Niżej: post na Facebooku, opublikowany przez wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy)

Facebook
Facebook

 

''