Trójka

Yannis Philippakis z Foals: nie chcę teraz słuchać żadnej muzyki

11.07.2014 18:30
Foals to pod wieloma względami wyjątkowy i nietypowy zespół. Na przykład podczas koncertów pozwalają się fotografować nie w trakcie pierwszych trzech utworów, jak zdecydowana większość artystów, a podczas trzech ostatnich. Dlaczego? O tym w rozmowie z Agnieszką Szydłowską opowiada lider zespołu, Yannis Philippakis.
Yannis Philippakis podczas koncertu na Opener Festival 2014
Yannis Philippakis podczas koncertu na Open'er Festival 2014Foto: Mat. pras./Open'er Festival/M. Murawski
Posłuchaj
06'32 Yannis Philippakis z Foals: nie chcę teraz słuchać żadnej muzyki (Program alternatywny/Trójka)
więcej
Open'er Festival 2014: szaleństwo na koncertach Foals i Jacka White'a
Open'er Festival 2014: szaleństwo na koncertach Foals i Jacka White'a
"Program Alternatywny" na Open'er Festival 2014. Był nawet człowiek - banan...
"Program Alternatywny" na Open'er Festival 2014. Był nawet człowiek - banan...

- Zdjęcia wyglądają dużo bardziej cool, gdy widać po zespole zmęczenie i trochę potu na twarzach - przyznaje wokalista Foals. - Poza tym, na koniec jest ci już obojętne, czy ktoś ci robi zdjęcie, nie zauważasz fotografów i nie pozujesz sztucznie.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Foals zgromadził na koncercie Open’er Festival 2014 ogromne rzesze fanów. Wielu z nich nie tylko słucha muzyki zespołu, ale i wygląda jak np. Yannis, który ma charakterystyczną fryzurę i styl ubierania się.

Na pytanie, czy to może być czasem przerażające stanąć oko w oko z kimś, kto tak mocno się na nas wzoruje, Philippakis powiedział, że teoretycznie to może być problemem artysty, ale raczej pokroju Jacka White’a, a nie członków Foals. - Dla nas to nie jest problemem. Lubimy tych, którzy nas lubią i to jest oczywiste. Dlatego też w ogóle mi nie przeszkadza, gdy spotykam kogoś, kto próbuje wyglądać tak jak ja - powiedział wokalista. Powoli dobiega końca długa trasa koncertowa Foals. Yannis chce się teraz skupić na odpoczynku, a najlepszym miejscem na wakacje jest dom ojca w Grecji.  - Chcę dotknąć teraz prawdziwego życia, najeść się oliwek i fig, pójść na ryby i robić te wszystkie rzeczy, które lubię. Nie chcę teraz słuchać absolutnie żadnej muzyki, jestem zmęczony. Gdybym miał coś nowego nagrać, to chyba nie byłoby nic dobrego - wyznał muzyk.

Agnieszka
Agnieszka Szydłowska i Yannis Philippakis (fot. A. Obszańska)

 

Na koniec dodał jednak, że myśli o nowym materiale na płytę. Powstało już nawet kilka piosenek. Co Philippakis obiecał słuchaczom Trójki na koniec rozmowy z Agnieszką Szydłowską? Zapraszamy do wysłuchania wywiadu wyemitowanego w trakcie "Programu alternatywnego”.

"Program alternatywny" na antenie Trójki w środy i czwartki od godz. 19.00 do 21.00 prowadzi Agnieszka Szydłowska.

(fbi, ei)

Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

Open'er Festival 2014. Bardzo energetyczny koncert Pearl Jam

04.07.2014 14:39
Wydarzeniem drugiego dnia Open'er Festival 2014 był występ grupy Pearl Jam. Zespół zagrał ponad 2-godzinny koncert. - Było kilka utworów, których mogą nam zazdrościć ci fani, których na festiwalu zabrakło - mówili w audycji "Fest Program" wielbiciele zespołu. Rozmawiała z nimi Agnieszka Szydłowska.
Eddie Vedder z zespołu Pearl Jam na Opener Festival 2014
Eddie Vedder z zespołu Pearl Jam na Open'er Festival 2014Foto: MMurawski
Posłuchaj
05'54 Open'er Festival 2014. Pearl Jam grali bardzo energicznie. Do samego końca (Fest Program/Trójka)
06'13 Mikołaj Ziółkowski opowiada o atrakcjach kolejnych dni festiwalowych (Fest Program/Trójka)
więcej

W repertuarze koncertu Pearl Jam znalazły się tylko trzy ballady - "Sirens", "Nothingman" i, najdłuższy tytuł w katalogu zespołu: "Elderly Woman Behind the Counter in a Small Town". Przeważały ostre, punk rockowe i grunge'owe utwory, m.in. "Go", "Animal", "Rearviewmirror", "Corduroy" czy "Lukin".

- Od początku do końca zagrali bardzo energicznie. To wyjątek na tej trasie, bo większość koncertów do tej pory zaczynała się bardzo spokojnie. Co najmniej 4 utwory były wolniejsze. Mogliby jednak pograć dłużej niż dwie godziny. Czasami grają nawet po 3,5 godziny - mówi fan grupy, Tomek.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Podczas tegorocznej trasy koncertowej Pearl Jam zaskakuje publiczność wyjątkowo długimi, przeciągającymi się nieraz do 4 godzin, występami, w trakcie których wykonują ponad 30 piosenek. Grupa sięga do swoich korzeni, grając m.in. balladę "Crown of Thorns" z repertuaru Mother Love Bone - zespołu, na gruzach którego powstał Pearl Jam - a także covery Pink Floyd, The Rolling Stones czy Neila Younga. W czwartkowy wieczór gdyńska publiczność wysłuchała utworu "Public Image" grupy Public Image Limited.

- Dla mnie najfajniejsze było to, z kim ten koncert obejrzeliśmy. Show wydał mi się słabszy od tego berlińskiego, na którym byłam tydzień temu - mówi Joanna, która widziała już kilka występów Pearl Jam.

Pearl
Pearl Jam na Open'er Festival 2014 fot. MMurawski

Muzycy zeszli ze sceny po raz pierwszy kilkanaście minut po godzinie 23. Wywołani na nią ponownie, wykonali jeszcze kilka piosenek, m.in. "Porch" oraz największy przebój formacji "Alive", wyśpiewany wraz z publicznością. Ostatecznie pożegnali się o północy, utworem "Baba O'Riley" z repertuaru The Who.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z fanami Pearl Jam. Gościem specjalnego "Fest Programu" był również Mikołaj Ziółkowski, który opowiadał o atrakcjach kolejnych dni festiwalowych.

(PAP/Polskie Radio/mp, ei)

Czytaj także

Open'er Festival 2014. Jack White: nie ma dni, w których nie zajmuję się muzyką

05.07.2014 14:57
- Zawsze się cieszę przyjeżdżając do Polski, planowałem tym razem być tu z całą rodziną. Chciałem po festiwalu zrobić sobie kilka dni wolnego i z najbliższymi cieszyć się z pobytu w Polsce. Tak się nie stało, ale z całą pewnością tu wrócę - mówił w audycji "Radiowy Dom Kultury" Jack White, jedna z gwiazd tegorocznej edycji Open'er Festival.
Jack White na Opener Festival 2014
Jack White na Open'er Festival 2014Foto: PAP/Adam Warżawa
Posłuchaj
11'06 Open'er Festival 2014. Jack White: nie ma dni, w których nie zajmuję się muzyką (RDK/Trójka)
więcej

Jack White ma sentyment do Polski. W rozmowie z Agnieszką Szydłowską bardzo ciepło wspominał koncert na Open'er Festival w 2005 roku. - Na pierwszy występ The White Stripes w Polsce przyleciała moja mama. Świętowaliśmy wspólnie moje 30. urodziny, jednocześnie setną rocznicę wyjazdu mojej babci z Polski do Detroit. To był absolutnie jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Nie wiem, czy kiedykolwiek przeżyję coś podobnego. Rodzina zaśpiewała mi "Sto lat", publiczność zaśpiewała mi "Sto lat", a moja mama była tego świadkiem - opowiada.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Artysta zdradził, że nie ma dni, w których nie zajmuje się muzyką. - Jeśli nie piszę, nie jestem w studiu, albo w trasie, to i tak gram, bo wystarczy, że przejdę się po swoim domu, biorę gitarę, siadam do pianina i orientuję się, że znów gram. Gdy nie zajmuję się swoją muzyką, to wydaję i produkuję płyty innych. Jedyny wolny od muzyki czas, jaki mi zostaje, poświęcam moim dzieciom - opowiadał w "Radiowym Domu Kultury".

- Gdy byłem młodszy, uwielbiałem eksperymentować i bawić się tanimi gitarami. Bardzo mnie to inspirowało. Dopiero, gdy zacząłem solową karierę, to po raz pierwszy wziąłem do ręki Fendera Telecastera. Także dlatego, że ta gitara może bardzo dużo znieść, nie trzeba jej nieustannie stroić, to jest superważne - mówił Jack White.

 


Muzyk twierdzi, że uwielbia gitary kupować, a potem oddawać je innym. - Dużo gitar przechodzi przez moje ręce, a potem przekazuję je dalej. Mam swoją ulubioną gitarę Gibsona, która jeździ ze mną wszędzie. Wymyślono ją i zaczęto produkować na potrzeby żołnierzy podczas I wojny światowej - zdradził.

www.facebook.com/radiowydomkultury

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy. Audycja "Radiowy Dom Kultury" w każdą sobotę od 12.00 do 14.00

(mp, ei)

Czytaj także

Foals. Posłuchaj koncertu z Open'er Festival 2014

09.07.2014 15:50
Na brytyjskiej scenie muzycznej zespół zaistniał w 2007 roku. Już rok później wydali entuzjastycznie przyjęty album "Antidotes”. Ich kolejne wydawnictwa spotkały się z równie gorącym przyjęciem, krytycy pisali o "genialnych płytach". Zapraszamy na retransmisję koncertu Foals, który odbył się 4 lipca na Open'er Festival!
Yannis Phillippakis, lider Foals na Opener Festival 2014
Yannis Phillippakis, lider Foals na Open'er Festival 2014Foto: mat.promocyjne
Posłuchaj
00'29 Agnieszka Szydłowska zaprasza na wywiad z Yannisem Philippakisem i retransmisję koncertu Foals z Open'er Festival (Trójka)
więcej

Retransmisja Open'erowego koncertu Foals na antenie Trójki w czwartek, między 19.05 a 21.00, w "Programie alternatywnym". Zapraszamy do słuchania!

Słuchaj Trójki w internecie >>>

Płyta "Antidotes" była oklaskiwana między innymi dzięki takim utworom jak "Red Sox Pugie”, "Two Steps, Twice” czy "Cassius”. Wraz z wydaniem wspomnianego albumu Foals wyróżnili się z szeregu brytyjskich zespołów, stawiających na muzykę oscylująca pomiędzy rockiem, elektroniką i popem. Funkowa gra basu, minimalistyczne, przeplatające się partie gitar i głos Yannisa Phillippakisa nadały im charakterystyczny szlif.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Na albumie "Total Life Forever” (2010) zespół ruszył w innym kierunku - młodzieńcza buńczuczność została zastąpiona muzyką bardziej klimatyczną, emocjonalną i melodyjną, podkreśloną tekstami o nieśmiertelności. Ten właśnie album przywieźli polskiej publiczności na pierwszy koncert w naszym kraju, na Open’er Festival 2011. Na głównej scenie grali "do pierwszej krwi" - jeden z muzyków grał tak intensywnie, że pokaleczył sobie palce. Było warto, bo publiczność przyjęła ich tak entuzjastycznie, że Foals uznali ten koncert za jeden z najważniejszych w karierze.

Yannis Philippakis: chcieć więcej byłoby chciwością >>>


W październiku 2012 roku Yannis Philippakis, Jack Bevan, Jimmy Smith, Walter Gervers i Edwin Congreave ogłosili tytuł kolejnego wydawnictwa, "Holy Fire”. Miesiąc później ujawnili pierwszy singiel z tej płyty, "Inhaler", a wkrótce potem kolejny - "My Number”. "Holy Fire” ukazało się 11 lutego 2013. Wpływowy magazyn NME podsumował album: zespół zrzuca math-rockowe kajdany i przechodzi do pierwszej ligi, a portal The Line of Best Fit nazwał go "arcydziełem”. Jesienią minionego roku, w ramach europejskiej trasy, Foals pojawili się w Polsce. Po raz trzeci do naszego kraju przyjechali na tegorocznego Open'era. I właśnie tego koncertu posłuchamy w czwartek między 19.05 a 21.00.

(mat.promocyjne/mp, ei)

Czytaj także

Wild Beasts: oswoiliśmy koncertowe demony

10.07.2014 17:28
- Zawstydzenie, złość, frustracja, potrzeba znalezienia najlepszej formy wyrażania siebie - to wszystko nadal mamy tak silne, jak na początku. Choć oczywiście jesteśmy na wyższym poziomie rzemiosła i swoje narzędzia znamy zdecydowanie lepiej - mówi w Trójce Hayden Thorpe, lider grupy Wild Beasts.
Wild Beasts
Wild BeastsFoto: Klaus Thymann / mat. prasowe
Posłuchaj
10'25 Wild Beasts: oswoiliśmy koncertowe demony (Program alternatywny/Trójka)
więcej

- Muzyka jest dla nas wielką przygodą. W ciągu tych wszystkich lat nabraliśmy pewności siebie i przekonania do tego, co robimy. Osobiście nigdy nie marzyłem o tym, by występować na scenie. Kręciło mnie pisanie piosenek i praca w studiu. Kiedy jednak powstaje muzyka, trzeba koncertować i promować ją na żywo. Musiałem się więc nauczyć, jak to robić, jak czerpać z tego przyjemność. Całe lata straciłem na stresowanie się występami przed publiczności. Kiedy się oswoi lęk, zaczyna się go lubić. Oswojony demon zostaje twoim przyjacielem - przekonuje Hayden Thorpe w rozmowie, jaką Agnieszka Szydłowska przeprowadziła z nim podczas tegorocznej edycji Open'er Festival.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Wild Beasts przez całą swoją karierę próbowali uciec od ograniczeń formuły "czterech chłopaków gra razem", co widać szczególnie na syntetycznym, pełnym zmian instrumentalnych, nowym albumie "Present Tense". Hayden Thorpe, Tom Fleming, Chris Talbot i Ben Little wzięli niemal roczne wolne od koncertów, poświęcając ten czas na tworzenie jedenastu utworów - pracowali nad nimi o wiele dłużej niż w przypadku poprzednich albumów.
Czterej członkowie Wild Beasts pochodzą z tego samego małego miasteczka i znają się od dzieciństwa. Na początku Hayden i Ben, do których potem dołączył Chris, założyli zespół Fauves (francuskie tłumaczenie Wild Beasts) w miasteczku Kendal w hrabstwie Kumbria. Potem przeprowadzili się do Leeds, gdzie dołączył do nich kolejny chłopak z Kendal - Tom. Podpisali kontrakt z wytwórnią Domino. Debiutancki album "Limbo Panto" nagrali będąc ledwie dwudziestolatkami.

Choć od wydania "Limbo Panto" są w nieustannej trasie, na każdym etapie zatrzymywali się i zastanawiali nad całokształtem zespołu i tym, czego właściwie wszyscy chcą. Słychać to na drugiej płycie "Two Dancers" i na kolejnym krążku "Smother", nagranym po tym, jak zespół przeprowadził się z Leeds do Londynu. Wild Beasts promowali "Smother" podczas swojej pierwszej wizyty na Open’erze (a zarazem w Polsce) w 2010 roku.
Choć albumy układają się w twórczy ciąg, na każdym z nich zespół wypada zupełnie inaczej. Najnowszy krążek - "Present Tense" - również ma zupełnie odmienną formę: czerpie z intensywnych elektronicznych dźwięków lat 80. i 90., osadzając je w nowoczesnej muzyce popularnej XXI wieku.

"Program alternatywny" na antenie Trójki w środy i czwartki od godz. 19.00 do 21.00 prowadzi Agnieszka Szydłowska.

(mat. prasowe, mk, mp)

Czytaj także

Agnieszka Szydłowska o Open'erze: mój festiwal

10.07.2014 20:40
A także Wasz :) Każdy inny, poniżej kilka przykładów!
Yannis Philippakis z Foals w rozmowie z Agnieszką Szydłowską
Yannis Philippakis z Foals w rozmowie z Agnieszką SzydłowskąFoto: Agnieszka Obszańska

W środę podczas retransmitowanego koncertu The Black Keys Dan Auerbach krzyknął, komplementując polską publiczność: "wyglądacie jak na Glastonbury, ale energii macie 10 razy więcej"... Podobnie stwierdziłyśmy z Obszaną wczesnym niedzielnym popołudniem. Festiwal był już za nami, a zmęczenie mniejsze niż przed laty, za to uśmiech i zadowolenie. Pozytywne wrażenia 10 razy większe, rozczarowania 10 razy mniejsze.

Wywiadów, informacji i zdjęć szukaj na naszej stronie poświęconej Open'er Festival >>>

Myślę, że za ten stan rzeczy odpowiada to, że po raz pierwszy od lat wszystkie elementy festiwalowej układanki pasowały naprawdę dobrze - od papieru w toi-toiach (przepraszam) przez food tracki i wolny wybór jedzenia i alkoholu, ale ja i tak byłam kierowcą przez cały festiwal, więc wszystko mi jedno:), po przerwę, którą robiłam sobie, gdy headlinerzy okupowali główną scenę. Poza występem Jack'a White'a . Wtedy prawie płakałam z radości - jak on gra!!! Uważam, że wyzbycie się tendencji "bicia rekordu" liczby uczestników, a także rozstanie ze sponsorem tytularnym wyszło Open'erowi na dobre. Także estetycznie - plakaty, język komunikacji wizualnej i wygląd scen - to przestało kojarzyć się przede wszystkim z piwem. Festiwal wyładniał, jak nastolatka, która nagle gubi pryszcze i przestaje nosić ubrania niepotrzebnie zakrywające całe ciało.

Open'er Festival 2014. Jack White: nie ma dni, w których nie zajmuję się muzyką >>

Ponieważ festiwal jest dla mnie od 12 lat bardzo intensywną pracą, przyzwyczaiłam się, że nie tu oglądam wymarzone koncerty. Po tylu latach nauczyłam się tym nie przejmować:) Nie zobaczyłam wielu z zaplanowanych, tym bardziej dziękuję Wam za opisy w listach i te na FB! A na niektóre po prostu nie miałam siły - jak Kamp! w nowym secie i ze specjalnymi światłami - miałam wejście do porannego "Zapraszamy do Trójki" . A potem niemal od razu " Radiowy dom kultury ".

Zanim przejdę do tego, co jednak udało mi się zobaczyć i o czym chciałabym napisać, kilka gorzkich słów. Dotyczą one przede wszystkim ułożenia koncertów - tak, wiemy, że koncerty muszą się nakładać, ale czasami chyba zabrakło wyobraźni lub rozeznania, by lepiej pokierować ruchem publiczności... W jakim celu nakładać Zamilską na Phoenix? Czy roztańczeni fani Francuzów nie potańczyliby dalej do muzyki Natalii? Dotyczą także ulokowania scen - przede wszystkim Alter Stage. Naprawdę trzeba stawiać scenę gdzieś kątem, nieomal pod główną i wkładać na nią artystów, których potem scena główna zagłusza? Najbardziej podobało mi się - zmieniając ton - spotykanie wielu ludzi:) To zawsze ciekawe doznanie, zwłaszcza, że wszystkie te spotkania przebiegały w superatmosferze i za każde dziękuję!

Zanim przejdę do tego, co jednak udało mi się zobaczyć i o czym chciałabym napisać, kilka gorzkich słów. Dotyczą one przede wszystkim ułożenia koncertów - tak, wiemy, że koncerty muszą się nakładać, ale czasami chyba zabrakło wyobraźni lub rozeznania, by lepiej pokierować ruchem publiczności... W jakim celu nakładać Zamilską na Phoenix ? Czy roztańczeni fani Francuzów nie potańczyliby dalej do muzyki Natalii? Dotyczą także ulokowania scen - przede wszystkim Alter Stage . Naprawdę trzeba stawiać scenę gdzieś kątem, nieomal pod główną i wkładać na nią artystów, których potem scena główna zagłusza?

Najbardziej podobało mi się - zmieniając ton - spotykanie wielu ludzi:) To zawsze ciekawe doznanie, zwłaszcza, że wszystkie te spotkania przebiegały w superatmosferze i za każde dziękuję!

Artystyczną część festiwalu rozpoczęłam - tradycyjnie - od teatru. "Podróż zimową" Kleczewskiej obejrzałam w wersji ze wszystkimi aktorami...Wstrząsające i bolesne, ale jednocześnie radosne spotkanie. Radość ze względu na język tego teatru, na reakcję publiczności. W sobotę w końcu obejrzałam "Dziady" . Zachwycająca część pierwsza, lekko osiadła część druga. Ponownie zachwyt nad językiem i nad pomysłami Rychcika . Martwy aktor wypowiadający Wielką Improwizację martwego poety...

Przyglądam się rozpisce koncertowej. Widziałam występ Eldo . Instrumenty - żywe. Do pomocy przy mikrofonie Pelson . Podobało mi się takie wykonanie. Na tej samej scenie widziałam później jeden z moich koncertów festiwalu - występ Earla Sweatshirta . Na scenie było ich trzech, wszyscy chwytali za mikrofon, czasami dziko tańczyli. Earl jakby uciekł z rozdania świadectw w szkole... Najważniejsze - jego umiejętności plus muzyka w podkładach - bardzo świeżo, bardzo nowocześnie! Haim i mnie uderzył siłą gitar, Interpol (wywiad jest) wzruszył przebojami, a z Danem Auerbachem nie nagrałam wywiadu - mimo, że się odbył... Dan opowiadał między innymi o swojej babci, która urodziła się przed wojną w Pułtusku, w Polsce straciła całą rodzinę w obozach koncentracyjnych, przez Londyn uciekła do Stanów. Żyje na Brooklynie, ma 98 lat i nadal mówi po angielsku z brytyjskim akcentem! Wielki żal pierwszego dnia - widziałam tylko dwa utwory Żółtych Kalendarzy .

Open'er Festival 2014. Metronomy: udało nam się zrobić karierę >>>

Drugi dzień zapamiętam za sprawą fenomenalnego występu The Afghan Whigs. Ogień w kopytach i superczad! Zrezygnowałam z Darkside dla Rasmentalismu - nie żałuję. Ponownie rap w otoczeniu żywych instrumentów. Duma, czysta duma, z aranżacji, z wykonania! Przez chwilę dzielnie wspierałam We Draw A , którzy na Alter Stage walczyli o życie z Pearl Jamem . Podobał mi się fragment MO . Straciłam Jagwar Ma i (znowu) Jerza Igora ... Średnio podobał mi się Rudimental , za to mam z nimi ciekawą rozmowę o pirackich radiostacjach w Londynie. Czeka na emisję.

Trzeci dzień zaczęłam spotkaniem z Hello Mark - dobrze, choć jeszcze trochę pracy przed nimi:) i Bulbwires - bardzo dobre brzmienie. Ostatnie minuty szału Royal Blood , Foals i Jack White . Na Banks cały czas zdumiewał mnie entuzjazm publiczności. Jakimi to chodzi drogami? Co akurat ją czyni wyjątkową? Ta pelerynka? :)

Były też "niedojazdy". Nie zagrali Chromeo, z powodu choroby wypadli The Dumplings ... Spotkałam Kubę pod sceną, na której mieli grać. Zagrały - w trybie pilnym wezwane - Domowe Melodie. Gdzieś mijam się wewnętrznie z tym zespołem, z tą estetyką, jednak mało mamy w Polsce tak autorskich, dopracowanych i charakternych zespołów! Lekkość, z jaką się poruszają po instrumentach, po nastrojach... Szacunek! Przyjęcie mieli zresztą owacyjne, mam zdjęcie - na nim chłopak w koszulce z trupimi czachami, na głowie ma rogi ukręcone z "trójkowych uszu", a stoi zadowolony na koncercie Domowych Melodii... Ważny był występ Rojka , początkowo niepewny, a na końcu szalony, trzymam konfetti AR dla wnuków :) Chór dzieci i seniorów w "Beksie" - beczałam po prostu. Zacny był Król, zacna Zamilska. Jeszcze kilka piosenek Phoenix i już :)

W tym roku po raz pierwszy byłam w kinie, na "Podejrzany: Ai WeiWei". Jego wystawa tuż obok Davida Bowie, w Berlinie!

Może wystarczy tego sprawozdania, jeszcze kilka Waszych listów:

Dobry wieczór. Słucham właśnie koncertu w Trójce. Wracają wspomnienia. Niezliczona ilość pozytywnej energii i masa uśmiechów. Dziękuję za okazję do powrotu myślami na tegorocznego Open'era:) Pozdrawiam, Piotr

***

Witam

Ciężko mi oceniać cały festiwal, ponieważ obejrzałem tylko piątkowe koncerty, lecz muszę przyznać, że zrobiły na mnie na prawdę piorunujące wrażenie. Był to mój pierwszy Open'er i już wiem, że na sto procent pojawię się tam w przyszłym roku. Klimat, który tam panuje, jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Twórczość Foals, w którą wcześniej się nie wsłuchiwałem zaskoczyła mnie w bardzo pozytywny sposób. Koncert Jacka White'a dane było mi spędzić pod samymi barierkami, stojąc dosłownie kilka metrów od tego wspaniałego artysty. Pomimo braku kilku wyczekiwanych przez mnie utworów, śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych koncertów, jaki widziałem w życiu.

Pozdrawiam, Maciej

***

Witam!

Łączę się w bólu nieprzeżytych koncertów Jagwar Ma i Warpaint, a najlepiej wspominam magnetyczny koncert Darkside i wyjątkową Lykke Li, która zaskoczyła mnie układem setlisty i alternatywnymi aranżacjami. Pozytywnie wypadła Banks, chociaż w odbiorze przeszkadzały mi czasem zbyt emocjonalne reakcje publiczności. Występy Metronomy, Coldair, Mooryc, Daughter, Jamie xx, The Black Keys i Jacka również zostaną na długo w pamięci :)

Justyna

***

Ten festiwal - już mój 10 - upłynął mi i mojej ekipie w bardzo emeryckim klimacie - bez pędzenia ze sceny na scenę. Nie było konkretnego zespołu który MUSIAŁABYM zobaczyć, więc na luzie planowaliśmy, gdzie dotrzemy. W tym roku zaliczyłam najwięcej pozamuzycznych atrakcji - muzeum, przesympatycznego "Franka", dokument o moich ulubionych The National i "Dziady". Niestety słoma rozwaliła się zanim do niej dotarłam ;(

największe plusy:

- Dyrektor Rojek pod namiotem - fantastyczny koncert, dzieci zakrywające uszy na Beksie - przeurocze, niesamowita wersja "Lekkości". Szkoda że nie łużej, ci którzy mieli pójść na FNM już poszli, mógł grac dalej...

- Pearl Jam - inaczej niż poprzednio, szybciej i głośniej i nie było "Black". Szkoda, że Vedder tak wcześnie zaczął świętować,

- Daughter - klimatycznie, kameralnie, pięknie,

- Haim - zaskoczenie i wulkan energii sióstr,

- Afghan Whigs !!!!! - konkretnie i na temat,

- trójkowe uszy :D

- pogoda :D

minusy:

- tam gdzie nie dotarłam, a potem słyszałam, że było super.

do zobaczenia i usłyszenia za rok :D

basiątko

***

Na Open'erze było cudownie!

Organizacyjnie - bomba!

Największe wrażenie zrobiły na mnie koncerty Pana Artura, Jacka White'a, Foals, a przede wszystkim Bastille.

Była to dla mnie druga edycja i już nie mogę doczekać się kolejnych!

Pozdrowienia z Krakowa,

Jasiek

jesteśmy na FB, do usłyszenia!