Trójka

Holenderski wzór

21.02.2012 13:41
- Holendrzy bardzo dbają o swoje społeczeństwo, o energię społeczną. Ta energia jest ogromna, "skanalizowana", uporządkowana - opowiadał socjolog Kuba Wygnański w "Klubie Trójki".
Amsterdam
AmsterdamFoto: sxc.hu
Posłuchaj
47'54 "Klub Trójki", 20 lutego 2012

Czego możemy się nauczyć od Holendrów? Około 30 procent dorosłych Holendrów to wolontariusze. A to najniższa z kilku szacunkowych wartości. Najwyższa wynosi… 47 procent. Holendrzy robią to z powodu obligacji moralnej, i – po prostu – dla zabawy.

Ambasada Królestwa Niderlandów w Polsce zorganizowała krótki studyjny pobyt w Holandii, którego celem było pokazanie nam tego, jak Holendrzy dbają o swoje społeczeństwo. Osoby, które wzięły w nim udział, mogły zobaczyć na własne oczy, na czym polega NL Doet.

- NL Doet jest najwiekszym w kraju przedsięwzieciem wolontariackim, opiera się na współpracy organizacji pozarządowych z lokalnymi firmami i rodzinami. Każda organizacja pozarządowa ma jakieś rzeczy, na ktorych zrobienie zawsze brakowało czasu - trzeba pomalować ściany, posegregować dokumenty, naprawić płot. W NL Doet zapraszamy każdego do pomocy. W ubiegłym roku mieliśmy 250 tysięcy wolontariuszy i 6 tysięcy wykonanych prac. W tym roku czeka na nas 8 tysięcy zadań i mamy nadzieję na 400 tysięcy wolontariuszy. Efekty są ogromne! - mówią zaangażowani w NL Doet.

Dzięki zainteresowaniu mediów wszyscy mówią o wolontariacie, tysiace zaangażowanych zaczyna dostrzegać inne oblicze świata. Nie świat banków i komputerów, ale domów seniora i przedszkoli. Ludzie budują sieci. - Zaangażowanie społeczne to nasz strategiczny cel - dodają Holendrzy.

- W tym czynie społecznym biorą udział wszyscy w Holandii z rodziną królewską, premierem, ministrami, biskupami, gwiazdami estrady i kina włąćznie. W Polsce też możemy to robić, mamy wszystkie czynniki, aby zrealizować takie przedświęwzięcie - podsumowuje Kuba Wygnański, działacz i współtwórca organizacji pozarządowych (Pracownia Badań i Innowacji Społecznych STOCZNIA) .

NL Doet nie jest oczywiście jedyną organizacją, która wykorzystuje holenderską energię społeczną. W Rotterdamie powstał projekt który ma na celu zachęcanie ludzi do wspólnych działań w przestrzeni społecznej np. wysprzątanie ulicy, stworzenie kwietników, a na koniec wspólny grill, sąsiadów z sąsiadami. Są też organizajcje pomagajace chorym i niepełnosprawnych, angażujące również samych zainteresowanych.

Czego możemy się od Holendrów nauczyć, jakie inicjatywy są godne podjęcia, zainteresowania dowiesz się słuchając całej audycji Dariusza Bugalskiego "Klub Trójki", 20 lutego 2012.

Audycji "Klub Trójki" można słuchać od poniedziałku do czwartku o 21. Zapraszamy.

(pj)

Czytaj także

Ta historia nie mogła pozostać nieopowiedziana

15.02.2012 10:02
W czasie drugiej wojny światowej pewien Polak dobrowolnie wszedł do obozu w Oświęcimiu i zorganizował tam ruch oporu. Historia rotmistrza Pileckiego zainspirowała włoskiego pisarza, który poprzez książkę przywraca pamięć o wielkim człowieku.
Zdjęcie z procesu kpt. Witolda Pileckiego opublikowane w Głosie Ludu w marcu 1948
Zdjęcie z procesu kpt. Witolda Pileckiego opublikowane w "Głosie Ludu" w marcu 1948Foto: źr. Wikipedia
Posłuchaj
41'12 "Klub Trójki", 15 lutego 2012

- Dla mnie największą niespodzianką było to, że ta postać była dla wielu nieznana. Czułem wręcz dumę, że mogłem ją opowiedzieć - powiedział z mocą Marco Patricelli goszcząc w "Klubie Trójki".

Włoski historyk i dziennikarz dodał, że w polskiej historii jest tyle skarbów, wiele historii wspaniałych postaci, które trzeba opowiadać z dumą. - Pilecki, Kazimierz Leski czy Krystyna  Skarbek byli wyjątkowi, dlatego, że poświęcili wszystko nie dla ideologii, ale dla wartości, jaką jest człowieczeństwo. To stanowi o ich wyjątkowości - podkreślił w rozmowie z Dariuszem Bugalskim.

W książce "Ochotnik. O rotmistrzu Witoldzie Pileckim" Patricelli opowiada historię życia rotmistrza kawalerii Witolda Pileckiego, który 19 września 1940 roku pozwolił się aresztować podczas łapanki, by się dostać do Auschwitz. - Wiedział, co robi, pod fałszywym nazwiskiem dostał się do obozu i już w listopadzie zredagował pierwszy raport o sytuacji w obozie. Dokument ten, który dotarł do aliantów w Londynie, stanowi pierwszy dowód na istnienie fabryki śmierci, jaką był Oświęcim - opowiadał pisarz.

/

Marco Patricelli podkreśla, że Polak był nie tylko żołnierzem, był przede wszystkim Człowiekiem. Pilecki przecież pisał wiersze, malował obrazy, opiekował się dziećmi. Rotmistrz dokonał trudnego wyboru, gdyż miał rodzinę, ale w swoich raportach nie potępiał, nie opowiadał z nienawiścią o tym, czego tam doświadczał. - Można powiedzieć, że dokonał w obozie dwóch arcydzieł. Pierwsze to sieć konspiracyjna, która obejmowała 2 tysiące członków. A jeszcze bardziej subtelne i mistrzowskie było to, czego dokonał w werbowaniu ludzi, potrafił dotrzeć nawet do niemieckich kryminalistów - podkreśla autor "Ochotnika".

Czym zajmowała się sieć Pileckiego? Co dawało rotmistrzowi siłę do przetrwania i jakie były jego dalsze losy? Dlaczego ani rotmistrz, ani Jan Karski, który również donosił o wydarzeniach z obozów zagłady, nie zostali wysłuchani przez armie alianckie? Dowiesz się słuchając całego "Klubu Trójki, 15 lutego 2012", w której znalazły się także fragmenty archiwalnej audycji, w której o Witoldzie Pileckim opowiadał Jan Mierzanowski.

Tłumaczył Paolo Gesumunno.

Audycji "Klub Trójki" można słuchać od poniedziałku do czwartku o 21. Zapraszamy.

(asz)