X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Trójka

Darmowy podręcznik. "Rządowy znaczy zły, z założenia"

04.02.2014
0 0 0
Jedna, bezpłatna książka dla klas pierwszych już od września
Jedna, bezpłatna książka dla klas pierwszych już od września Foto: PAP/Jacek Turczyk
Donald Tusk zapowiedział, że od 1 września 2014 r. uczniowie I klasy szkoły podstawowej otrzymają darmowy podręcznik. Wprowadzenie jednej, obowiązkowej i bezpłatnej książki dla pierwszaków ma wyeliminować swego rodzaju patologie na rynku i dać rodzicom wymierne oszczędności - tłumaczył premier.
Posłuchaj
12'19 Zofia Wojtkowska („Wprost”) i Jerzy Domański („Przegląd”) o transferze pieniędzy z OFE do ZUS i darmowych podręczniku dla pierwszoklasistów (Trójka/"Komentatorzy")

Autorem darmowego podręcznika dla najmłodszych uczniów będzie Ośrodek Rozwoju Edukacji. Placówka została już poproszona o przygotowanie koncepcji programu i innych materiałów dodatkowych.

<<<Od września darmowy podręcznik dla pierwszaków>>>

Zdaniem Zofii Wojtkowskiej ("Wprost") niezależnie od tego, jaki rząd go napisze, będzie to zły podręcznik. - Rząd nie jest od tego i "instytucje okołorządowe" nie są od tego żeby pisać podręczniki. Rządowy znaczy zły, z założenia - mówi gość "Komentatorów". - Chciałabym zapytać pana premiera, co by zrobił gdyby taki pomysł wysunął na przykład minister Roman Giertych, albo minister rządu Jarosława Kaczyńskiego. Jakby zachował się obywatel Tusk myśląc o swoich wnukach, które pójdą do szkoły - zastanawia się Wojtkowska.

Więcej interesujących dyskusji znaleźć można na stronach audycji  "Salon polityczny Trójki", "Komentatorzy" , "Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce" .

W jej opinii, podręczniki powinny być tańsze i kupowane przez szkoły. - Tak jest w większości, z wyjątkiem dosłownie kilku, krajów europejskich - mówi Zofia Wojtkowska. - Rząd może współfinansować ten zakup, jeżeli go na to stać, natomiast to nauczyciel i jednostki szkolne muszą te książki wybierać - dodaje gość Trójki.

Zofia Wojtkowska uważa, że rząd może ograniczyć, w odgórny sposób, ceny podręczników szkolnych, ale jej zdaniem jedna, narzucona książka, jest powrotem do lat 70. - Różne dzieci, różne środowiska a przede wszystkim różni nauczyciele wymagają, czy też chcą pracować według takich pomysłów, jakie im odpowiadają, a nie według rządowego podręcznika - mówi publicystka.

Jerzy Domański ("Przegląd") jest innego zdania i uważa, że to dobrze, że rząd chce podjąć taką próbę. - Byłoby dobrze gdyby w państwie wszystkie dzieci startowały z jednego poziomu edukacyjnego, z jednego programu. Spróbujmy to pierwsze "abc" powiedzieć według jednej doktryny - mówi gość Trójki.

Goście audycji "Komentatorzy" rozmawiali także o transferze pieniędzy z OFE do ZUS i możliwych pozwach w tej sprawie.

<<<NIK zaczęła kontrolę w ZUS po zmianach w OFE>>>

Rozmawiała Maja Borkowska

Do słuchania "Komentatorów" zapraszamy od poniedziałku do czwartku o 8.30

kh, gs

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Darmowy podręcznik dla pierwszaków? "To sponsorowanie bogatych rodziców"

13.01.2014
0 0 0
Darmowy podręcznik dla pierwszaków? To sponsorowanie bogatych rodziców
Foto: Glow Images/East News
Polska Izba Książki z zaniepokojeniem przyjęła deklarację premiera Donalda Tuska, który zapowiedział, że od przyszłego roku szkolnego pierwszoklasiści zamiast z wielu różnych podręczników, będą się uczyć z jednego, darmowego elementarza.
Posłuchaj
00'19 Prezes Polskiej Izby Książki Włodzimierz Albin o darmowym podręczniku dla pierwszoklasisty (IAR)

Prezes Polskiej Izby Książki (PIK) Włodzimierz Albin ocenia, że w ten sposób państwo będzie "sponsorowało bogatych rodziców", których stać za zakup podręczników. Zwraca uwagę, że rodziny, które nie mają pieniędzy na zakup książek mogą skorzystać z pomocy Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) w ramach programu "Wyprawka Szkolna".
Zdaniem Albina propozycja premiera doprowadzi również do tego, że zmniejszy się oferta na rynku. - Nauczyciel nie będzie mógł wybrać sobie podręcznika, z którego będzie uczył, bo będzie jeden słuszny - podkreśla.

W ocenie prezesa PIK, dobre wyniki, jakie osiągają polscy uczniowie w różnych badaniach międzynarodowych, to efekt nie tylko wytężonej pracy nauczycieli i rodziców, ale także zasługa wydawców, którzy oferują różne pomoce i szkolą nauczycieli z właściwego ich wykorzystania.

Albin uważa, że propozycja Tuska może także negatywnie odbić się na całej branży. Wartość rynku wydawnictw edukacyjnych szacuje się na miliard złotych rocznie. To blisko 50 firm, które przygotowują 119 podręczników do nauczania początkowego.
Nauczyciele: pomysł niezły, ale czekamy na szczegóły
Z kolei nauczyciele z zainteresowaniem przyjęli pomysł Donalda Tuska.
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 w Warszawie Paweł Prusik mówi, że z jego doświadczenia wynika, że osoby, które są naprawdę bardzo biedne rzadko zgłaszają się do dyrekcji szkoły z prośbą o pomoc, "nie wyciągają rąk po wyprawkę szkolną, stypendia, czy zasiłki". W jego opinii dla rodzin, które ukrywają swoją biedę, wstydzą się jej, "wprowadzenie darmowego podręcznika oznaczałoby ulgę". Prusik dodaje, że już w przeszłości mieliśmy sytuację, że wszystkie dzieci uczyły się z jednego podręcznika - Elementarza Mariana Falskiego.
Nauczycielka Anna Lewandowska ze Szkoły Podstawowej nr 220 w Warszawie zastanawia się jednak, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem przekazywania tego darmowego podręcznika kolejnym pokoleniom. Lewandowska zwraca uwagę, że litery poznaje się poprzez ćwiczenia, a popisana książka nie nadaje się do dalszego użytku.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>
IAR, kk

0 0 0

Czytaj także

Od września darmowy podręcznik dla pierwszaków

01.02.2014
0 0 0
Jedna, bezpłatna książka dla klas pierwszych już od września
Jedna, bezpłatna książka dla klas pierwszych już od września Foto: PAP/Jacek Turczyk
Wprowadzenie jednej, obowiązkowej i bezpłatnej książki dla pierwszaków ma wyeliminować swego rodzaju patologie na rynku i dać rodzicom wymierne oszczędności - tłumaczy premier.
Posłuchaj
00'26 Donald Tusk obiecuje darmowe podręczniki /IAR

Szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska zapewnia, że jest już gotowy projekt ustawy w tej sprawie. Sukcesywnie, będą też przygotowywane podręczniki do drugiej i trzeciej klasy szkoły podstawowej.

Donald Tusk przekonuje, że koszt książki dla około 550 tysięcy pierwszoklasistów, w tym roku nie powinien przekroczyć 10 milionów złotych. - Rodzice wydają dzisiaj na tak zwane boxy w pierwszej klasie blisko 140 milionów. O tę różnicę chcemy walczyć - podkreśla.

"Rząd staje do konfrontacji z bardzo poważnymi interesami wydawców"

Według premiera koszty zakupu podręczników są dziś niewyobrażalnie wysokie w porównaniu z realnymi kosztami ponoszonymi przez ich producentów. - Wydawcy wyciągają od rodziców 137 milionów złotych. Przygotowują ofertę oczywiście bogatszą, rozbudowaną, ale tak naprawdę nikt jej nie potrzebuje - wyjaśnia szef polskiego gabinetu.

Tusk przekonuje, że rząd chce reprezentować interesy rodziców, którzy nie mają szans w starciu z producentami i po części szkołami. - Mamy sygnały ze strony wydawnictw o gotowości do negocjacji. Zdają sobie sprawę, że przesadzili ze skalą pieniędzy wyciąganych od rodziców - zaznacza premier.

źródło TVN24/x-news

Autorem darmowego podręcznika dla najmłodszych uczniów będzie Ośrodek Rozwoju Edukacji. Placówka została już poproszona o przygotowanie koncepcji programu i innych materiałów dodatkowych.

Książki mają być "wielokrotnego użycia"

Rząd zamierza ograniczyć obecne praktyki wydawców i zmniejszyć wydatki na podręczniki dla wszystkich roczników. Jak zapowiada Kluzik-Rostkowska, ma to zostać uregulowane w oddzielnej ustawie, której projekt resort edukacji już przygotował i na początku przyszłego tygodnia wyśle do konsultacji. - Musimy ukrócić te wszystkie praktyki, które mają miejsce - komentuje minister edukacji.

- Naszą intencją jest, żeby podręczniki były wieloletnie, żeby służyły przynajmniej trzem kolejnym rocznikom dzieci - zaznaczyła. - W 2015 r. nakażemy wydawcom wyczyszczenie wszystkich tych treści, które czynią te podręczniki jednorocznymi - tłumaczy. Według niej dzisiaj przedsiębiorcy robią z podręcznikiem coś, "co czyni go jednorocznym", coś, co trzeba "dopisać, wyrwać, przykleić".

Inną praktyką wydawców, którą MEN zamierza ograniczyć, jest sprzedawanie podręczników w pakietach z materiałami dodatkowymi. - Wydawcy sugerują, że te wszystkie materiały dodatkowe są równie ważne i potrzebne - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.

Tymczasem - jak wyjaśniła - MEN dopuszcza wyłącznie podręcznik, wszystko inne jest ofertą dodatkową.

Z przeprowadzonego jesienią 2013 r. sondażu CBOS wynika, że wśród wydatków ponoszonych przez rodziców na wyposażenie dzieci do szkoły największą pozycję w budżecie stanowił zakup podręczników szkolnych; przeciętnie było to 382 zł w przeliczeniu na jedno dziecko.

Nauczyciele: pomysł niezły, ale czekamy na szczegóły
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 w Warszawie Paweł Prusik mówi, że z jego doświadczenia wynika, że osoby, które są naprawdę bardzo biedne rzadko zgłaszają się do dyrekcji szkoły z prośbą o pomoc, "nie wyciągają rąk po wyprawkę szkolną, stypendia, czy zasiłki". W jego opinii dla rodzin, które ukrywają swoją biedę, wstydzą się jej, "wprowadzenie darmowego podręcznika oznaczałoby ulgę". Prusik dodaje, że już w przeszłości mieliśmy sytuację, że wszystkie dzieci uczyły się z jednego podręcznika - Elementarza Mariana Falskiego.
Nauczycielka Anna Lewandowska ze Szkoły Podstawowej nr 220 w Warszawie zastanawia się jednak, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem przekazywania tego darmowego podręcznika kolejnym pokoleniom. Lewandowska zwraca uwagę, że litery poznaje się poprzez ćwiczenia, a popisana książka nie nadaje się do dalszego użytku.

Polska Izba Książki zaniepokojona

Prezes PIK Włodzimierz Albin ocenia, propozycja premiera doprowadzi do zmniejszenia oferta na rynku. - Nauczyciel nie będzie mógł wybrać sobie podręcznika, z którego będzie uczył, bo będzie jeden słuszny - podkreśla.

W ocenie prezesa PIK, dobre wyniki, jakie osiągają polscy uczniowie w różnych badaniach międzynarodowych, to efekt nie tylko wytężonej pracy nauczycieli i rodziców, ale także zasługa wydawców, którzy oferują różne pomoce i szkolą nauczycieli z właściwego ich wykorzystania.
Albin uważa, że propozycja Tuska może także negatywnie odbić się na całej branży. Wartość rynku wydawnictw edukacyjnych szacuje się na miliard złotych rocznie. To blisko 50 firm, które przygotowują 119 podręczników do nauczania początkowego.

Nauczyciele: pomysł niezły, ale czekamy na szczegóły

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 w Warszawie Paweł Prusik mówi, że z jego doświadczenia wynika, że osoby, które są naprawdę bardzo biedne rzadko zgłaszają się do dyrekcji szkoły z prośbą o pomoc, "nie wyciągają rąk po wyprawkę szkolną, stypendia, czy zasiłki". W jego opinii dla rodzin, które ukrywają swoją biedę, wstydzą się jej, "wprowadzenie darmowego podręcznika oznaczałoby ulgę". Prusik dodaje, że już w przeszłości mieliśmy sytuację, że wszystkie dzieci uczyły się z jednego podręcznika - Elementarza Mariana Falskiego.

Nauczycielka Anna Lewandowska ze Szkoły Podstawowej nr 220 w Warszawie zastanawia się jednak, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem przekazywania tego darmowego podręcznika kolejnym pokoleniom. Lewandowska zwraca uwagę, że litery poznaje się poprzez ćwiczenia, a popisana książka nie nadaje się do dalszego użytku.

Politycy podzieleni w ocenie pomysłu rządu

Darmowy podręcznik nie rozwiąże problemu wysokich cen książek dla uczniów starszych klas - ocenia PiS, zamierza jednak poprzeć ten projekt. Także PSL zagłosuje "za". Twój Ruch przypomina zaś o zapowiadanych przez rząd e-podręcznikach, które nie zostały wprowadzone.

PAP/iz/kk

0 0 0

Czytaj także

NIK kontroluje ZUS po zmianach w OFE

04.02.2014
0 0 0
Siedziba Najwyższej Izby Kontroli
Siedziba Najwyższej Izby KontroliFoto: nik.gov
– Sprawdzimy, czy transfer z OFE do ZUS nie wpłynie na sprawność wypłat rent i emerytur – mówił w TVN24 prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski.
Posłuchaj
00'14 Paweł Biedziak (rzecznik NIK) o kontroli w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (źr. IAR)

Najwyższa Izba Kontrola zaczyna kontrolę po przekazaniu do ZUS 153,15 mld zł z funduszów emerytalnych. Jak poinformował Krzysztof Kwiatkowski, szczegółowe wyniki będą znane w maju.

NIK sprawdzi również stan przygotowania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do realizacji zadań wynikających z ustawy (z 6 grudnia 2013 r.), która zmieniła dotychczasowe zasady funkcjonowania systemu emerytalnego w Polsce. Zaznaczono, że w razie potrzeby NIK zbierze też informacje w Ministerstwach Pracy i Polityki Społecznej oraz w Ministerstwie Finansów. Izba nie wyklucza rozszerzenia kontroli o oddziały ZUS. Izba zaznaczyła, że ZUS na wprowadzenie niezbędnych zmian, wynikających z reformy systemu emerytalnego, w planie finansowym na 2014 r. zapewnił sobie kwotę 80 mln złotych. NIK zbada zasadność wydatkowania takiej kwoty ze środków publicznych.

(źr. TVN24/x-news)

153 mld złotych przeniesione do ZUS-u

W poniedziałek otwarte fundusze emerytalne przekazały do ZUS 153,15 mld zł, w efekcie dług publiczny Polski zmniejszył się o 9 proc. PKB - poinformowali o tym podczas konferencji prasowej ministrowie finansów oraz pracy - Mateusz Szczurek i Władysław Kosiniak-Kamysz.

Transfer aktywów OFE do ZUS, to efekt nowych przepisów dotyczących OFE, które obowiązują (z kilkoma wyjątkami) od 1 lutego. Mówią one m.in., że 3 lutego br. OFE mają umorzyć 51,5 proc. jednostek rozrachunkowych zapisanych na rachunku każdego członka otwartego funduszu emerytalnego na 31 stycznia 2014 r. W tym dniu fundusze musiały więc przekazać do ZUS aktywa o wartości odpowiadającej sumie umorzonych jednostek rozrachunkowych.

Zmiany w OFE polegające na umorzeniu obligacji z portfeli OFE, wprowadzeniu mechanizmu dobrowolności i tzw. suwaka bezpieczeństwa, zmniejszą państwowy dług publicznych o ponad 8 proc. PKB, a dług liczony według metodologii Unii Europejskiej o ponad 9 proc. PKB - poinformowało Ministerstwo Finansów w poniedziałkowym komunikacie.

Znowelizowana ustawa o zmianach w systemie emerytalnym przewiduje, że przyszli emeryci będą mogli decydować, czy nadal chcą przekazywać część składki do OFE, czy też jej całość do ZUS. Z OFE do ZUS miały zostać przeniesione obligacje Skarbu Państwa. W te papiery, jak i w inne instrumenty dłużne gwarantowane przez Skarb Państwa, OFE nie będą mogły już inwestować.

Ponadto przez 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego środki z OFE mają być stopniowo przenoszone na fundusz emerytalny FUS i ewidencjonowane na prowadzonym przez ZUS subkoncie (tzw. suwak bezpieczeństwa). Wypłatą emerytur będzie zajmował się ZUS. Po osiągnięciu wieku emerytalnego środki stanowiące podstawę wyliczenia emerytury będą przez trzy lata podlegać dziedziczeniu.

Wprowadzony zostanie minimalny poziom inwestycji OFE w akcje. Będzie on wynosił 75 proc. do końca 2014 r., 55 proc. do końca 2015 r., 35 proc. do końca 2016 r. i 15 proc. do końca 2017 r.

Prezydent Bronisław Komorowski ustawę podpisał 27 grudnia ub. r., a w piątek skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy jest ona zgodna z ustawą zasadniczą. Chodzi m.in. o zakaz inwestowania w obligacje, nakaz inwestowania w akcje i zakaz reklamy OFE.  (Więcej o transferze z OFE do ZUS-u  >>>)

PAP/nik.gov.pl/TVN24/agkm

0 0 0