
Toaleta publiczna w Kawakawa (N. Zelandia) fot. Klingon, Wikimedia Commons
Czy wiecie Państwo, że obchodzimy dziś Międzynarodowy Dzień... Toalet? Brzmi zabawnie? Dla mnie też. Przynajmniej w pierwszej chwili. Do dziś pojęcia nie miałam, że WTO to skrót, za którym kryje się nie tylko Światowa Organizacja Handlu (World Trade Organization), ale także Światowa Organizacja Toaletowa (World Toilet Organization) - organizacja rodem z Singapuru, będąca międzynarodowym rzecznikiem poprawiania warunków sanitarnych ludności na całym świecie.
Jak obliczył jeden z jej założycieli, niejaki Jack Sim, człowiek spędza w wychodku przeciętnie jakieś trzy lata. Trzy lata! Kawał czasu, który na ogół się dyskretnie przemilcza, bo fizjologia, choć stale obecna w naszym życiu, nie stanowi wdzięcznego tematu do rozważań. Stąd trudno się dziwić, że Międzynarodowy Dzień Toalet wywołuje uśmiech zażenowania oraz podejrzenie, że "WTO bis" to jakaś urzędnicza ściema - kolejne NPO*, które profitów wprawdzie nie wykazuje, ale na którym całkiem nieźle żeruje cała masa tak zwanych działaczy.
Pytanie "gdzie jest toaleta?" zadajemy w życiu tak często, że do głowy nam nie przyjdzie, by odpowiedź mogła brzmieć: nigdzie. Dla nas, mieszkańców jako tako rozwiniętej części Europy, fakt, że mamy w domu kibelek, rozumie się sam przez się. Niektórzy z nas pamiętają wprawdzie czasy, gdy na wagę złota był papier toaletowy, ale sam wucet był raczej standardem. Kiedy jednak wyściubić nos poza własne cztery ściany, sprawa zaczyna wyglądać już nieco gorzej, bo któż z nas nie przeklinał stanu publicznych toalet? Wizyty w niektórych takich przybytkach śnią się do końca życia jako absolutny hard core.
A kiedy człowiek wychyli się jeszcze nieco dalej - poza granice swego pięknego kraju, albo kontynentu, może się okazać, że kwestia kibla wcale nie jest taka zabawna. Podróżując po świecie, miałam okazję się przekonać, że w wielu miejscach naszego globu pytanie "gdzie jest toaleta?" wywołuje konsternację. Do końca życia będę pamiętała wizytę w przydrożnym wychodku w Wenezueli, którego nie podejmuję się nawet opisać, bo chyba mam zbyt ubogie słownictwo. Ciekawym przeżyciem były także odwiedziny w "toaletach" w Indiach czy w Indochinach, gdzie człowiek stawał przed wyborem: "asian style" czy "european style"? I choć "european style" kusił nazwą, o wiele bardziej higieniczny wydawał się mimo wszystko "asian style", czyli zwykła dziura w ziemi.
Na drugim biegunie zaś mamy lśniące czystością, wręcz sterylne toalety w Singapurze (stąd zapewne właśnie Singapur jest inicjatorem powstania WTO) czy luksusowe "rest roomy" w pięciogwiazdkowych hotelach czy restauracjach cywilizowanego świata. Przybytki, których użytkownikom nawet nie przyjdzie do głowy, że 40% ludzi na świecie (dane WHO) nie ma dostępu nawet do prymitywnej latryny.
Zanim więc z uśmiechem wzruszymy ramionami nad "dniem kibla", podziękujmy Bogu, że mamy w domu wucet. I że największym problemem jest, czy do odkażania naszego eleganckiego wychodka użyjemy cifa, domestosa czy zwykłego chloru w tabletkach. A jeśli tego wucetu nie mamy (w Polsce też się to zdarza, a jakże!), cieszmy się, że oprócz nas, jeszcze kogoś to obchodzi.
*NPO - non-profit organization