Jeden z dziesięciu....Komentarze (8)Po kątach zaległy smętne koty z kurzyków, stos garnków w zlewie segregowany był wg najpilniejszych potrzeb, najbliżsi chodzili na palcach, bo ja szykowałam się do corocznego święta kina, którym - stety, czy niestety - jest ceremonia wręczania Oscarów. Szykowanie polegało na taśmowym oglądaniu nominowanych filmów, podczas którego narastała moja irytacja. Dlaczego amerykańscy akademicy poruszali się w ramach parytetu politycznej hiperpoprawności i wybrali filmy, o których za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, pozostaje zagadką na miarę Wołoszańskiego. Czemu musiałam się katowac banalnymi przewidywalnymi historiami, w których talent aktorów marnował się,ale i tak mieli lepiej, bo talentu scenarzystów w tym roku i ze świeczką by się nie znalazło? Porównując tegoroczne oscarowe smakołyki do obrazów prezentowanych np na warszawskim festiwalu filmowym wypada powiedziec,że jeden Laudyn wystarczy za całą amerykańską akademię! On daje nam co roku jesienią wyborny astrachański kawior,podczas gdy akademicy pospolitą ikrę z piklinga. Byc może - i to byłoby jedyne wytłumaczenie - tamten rynek i odbiorca oczekuje prostych rozwiązań i bezpośredniej propagandy. Oto przykłady: - Widzu, pochyl się nad losem waleniopodobnej 16letniej afroamerykanki z Harlemu, bo nie dośc,że ma dwójkę dzieci z własnym tatusiem, to jeszcze wszyscy są zarażeni HIV, średniopiśmienni, biedni i agresywni. Albo: - Młody Amerykaninie, gubisz się w świecie taniej konsumpcji i rutyny domowej? Jedż do Iraku, zostań saperem, tam odnajdziesz swoje prawdziwe męskie "ja" i zostaniesz bohaterem zbiorowej wyobrażni! Lub też: - Drogi prowincjuszu, nie martw się obskurnością budy, w której musisz sączyc piwo, może wpadnie w okolicę przygasła gwiazda country i wtedy zobaczysz,że ona też nie ma fajnie,bo jest rozpijaczona, tłusta i ma zdarty repertuar, podobnie, jak głos, ale prowincja może go uzdrowic psychicznie. Ewentualnie- Szanowna pani domu z klasy łagodnej uporządkowanej burżuazji, miej oczy szeroko otwarte, bo byc może spotkasz misiowatego poczciwca, który nie ma szans rozwoju,a ty pochylisz się nad nim i sprawisz,że zrobi karierę w sporcie lub czymkolwiek,co osłodzi Twój sen i wypełni duchową pustkę....I tak dalej - to są przykłady nagrodzonych w tym roku filmów, dramatycznie obniżających poziom konkurencji, kiedy to kilkadziesiąt lat temu również aż 10 obrazów było nominowanych,a wygrała "Casablanca" - o czym my w ogóle mówimy, pardon, ja piszę? Na tym marniutkim tle jeden film wybija się ponad przewidywalną przeciętnośc i bylejakośc - chodzi mi o "Bękarty wojny" Tarantino, który jest Piotrusiem Panem współczesnego kina, czarodziejem i ekwilibrystą.Bawi się i materią filmową: sekwencjami scen, gatunkami,stylami muzycznymi w ścieżce dżwiękowej,ale i historią, której nie traktuje po europejsku - na kolanach i z namaszczeniem. Dla niego Hitler jest taką samą postacią do popuszczenia wodzów wyobrażni, jak gangster mniejszego kalibru - Marsellus Wallace z Pulp Fiction. Obrazoburcze,ale twórcze,a kino nie znosi kopistów tworzących na kolanach. Dlatego Tarantino nawet bez statuetki za scenariusz oryginalny pozostanie wielkim magiem kina w przeciwieństwie do pana-jakiegoś-tam, który za zlepek scen w postaci propagandowego obrazu pt:The Hurt Locker opuścił Kodak Theatre z Oscarem w ręku. A swoją drogą - ciekawe, gdyby Tarantino zechciał zrobic film o naszej historii, jaką histerię by wywołał? Pytanie nie całkiem bezzasadne, skoro przed wejściem na ekrany filmu o Westerplatte już rozdzieramy szaty i toczymy narodowy spór....Warto zawsze pamiętac objawienie wg Jana Styki - Matka Boska do artysty: - Jasiu, ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze.....
Więcej »Komentarze (8)