08.03.2010
Jeden z dziesięciu....Komentarze (8)
Po kątach zaległy smętne koty z kurzyków, stos garnków w zlewie segregowany był wg najpilniejszych potrzeb, najbliżsi chodzili na palcach, bo ja szykowałam się do corocznego święta kina, którym - stety, czy niestety - jest ceremonia wręczania Oscarów. Szykowanie polegało na taśmowym oglądaniu nominowanych filmów, podczas którego narastała moja irytacja. Dlaczego amerykańscy akademicy poruszali się w ramach parytetu politycznej hiperpoprawności i wybrali filmy, o których za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, pozostaje zagadką na miarę Wołoszańskiego. Czemu musiałam się katowac banalnymi przewidywalnymi historiami, w których talent aktorów marnował się,ale i tak mieli lepiej, bo talentu scenarzystów w tym roku i ze świeczką by się nie znalazło? Porównując tegoroczne oscarowe smakołyki do obrazów prezentowanych np na warszawskim festiwalu filmowym wypada powiedziec,że jeden Laudyn wystarczy za całą amerykańską akademię! On daje nam co roku jesienią wyborny astrachański kawior,podczas gdy akademicy pospolitą ikrę z piklinga. Byc może - i to byłoby jedyne wytłumaczenie - tamten rynek i odbiorca oczekuje prostych rozwiązań i bezpośredniej propagandy. Oto przykłady: - Widzu, pochyl się nad losem waleniopodobnej 16letniej afroamerykanki z Harlemu, bo nie dośc,że ma dwójkę dzieci z własnym tatusiem, to jeszcze wszyscy są zarażeni HIV,  średniopiśmienni, biedni i agresywni. Albo: - Młody Amerykaninie, gubisz się w świecie taniej konsumpcji i rutyny domowej? Jedż do Iraku, zostań saperem, tam odnajdziesz swoje prawdziwe męskie "ja" i zostaniesz bohaterem zbiorowej wyobrażni! Lub też: - Drogi prowincjuszu, nie martw się obskurnością budy, w której musisz sączyc piwo, może wpadnie w okolicę przygasła gwiazda country i wtedy zobaczysz,że ona też nie ma fajnie,bo jest rozpijaczona, tłusta i ma zdarty repertuar, podobnie, jak głos, ale prowincja może go uzdrowic psychicznie. Ewentualnie- Szanowna pani domu z klasy łagodnej uporządkowanej burżuazji, miej oczy szeroko otwarte, bo byc może spotkasz misiowatego poczciwca, który nie ma szans rozwoju,a ty pochylisz się nad nim i sprawisz,że zrobi karierę w sporcie lub czymkolwiek,co osłodzi Twój sen i wypełni duchową pustkę....I tak dalej - to są przykłady nagrodzonych w tym roku filmów, dramatycznie obniżających poziom konkurencji, kiedy to kilkadziesiąt lat temu również aż 10 obrazów było nominowanych,a wygrała "Casablanca" - o czym my w ogóle mówimy, pardon, ja piszę? Na tym marniutkim tle jeden film wybija się ponad przewidywalną przeciętnośc i bylejakośc - chodzi mi o "Bękarty wojny" Tarantino, który jest Piotrusiem Panem współczesnego kina, czarodziejem i ekwilibrystą.Bawi się i materią filmową: sekwencjami scen, gatunkami,stylami muzycznymi w ścieżce dżwiękowej,ale i historią, której nie traktuje po europejsku - na kolanach i z namaszczeniem. Dla niego Hitler jest taką samą postacią do popuszczenia wodzów wyobrażni, jak gangster mniejszego kalibru - Marsellus Wallace z Pulp Fiction. Obrazoburcze,ale twórcze,a kino nie znosi kopistów tworzących na kolanach. Dlatego Tarantino nawet bez statuetki za scenariusz oryginalny pozostanie wielkim magiem kina w przeciwieństwie do pana-jakiegoś-tam, który za zlepek scen w postaci propagandowego obrazu pt:The Hurt Locker opuścił Kodak Theatre z Oscarem w ręku. A swoją drogą - ciekawe, gdyby Tarantino zechciał zrobic film o naszej historii, jaką histerię by wywołał? Pytanie nie całkiem bezzasadne, skoro przed wejściem na ekrany filmu o Westerplatte już rozdzieramy szaty i toczymy narodowy spór....Warto zawsze pamiętac objawienie wg Jana Styki - Matka Boska do artysty: - Jasiu, ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze.....
Więcej »Komentarze (8)
26.02.2010
Telefony w mojej głowie ...i kieszeni...Komentarze (1)
- Halooo, dzień  dobry,chcę rozwiązac z Państwem umowę...
- Indywidualny numer poproszę?...
- Niestety, nie pamiętam.
- Ale ma go Pani?...
- No nie mam,gdybym miała, to podałabym...
- Numer pesel, imię ojca i adres do korespondencji...
Podałam, rozłączyłam się uzyskawszy niezbędne informacje i podążyłam radośnie ku salonowi operatora telefonii, którą postanowiłam porzucic ku radości mej kieszeni. Wzięłam też pod pachę terminal i stosowne kable. W salonie firmowym powitały mnie 2 uśmiechnięte stanowiska obsługi i 1 zaspany brudny ochroniarz oglądający "Klan". Podeszłam do panienki w firmowej koszulce i firmowym uśmiechu. Kwadrans zajęło jej weryfikowanie moich danych z dowodu osobistego.
- Acha....Pani ma inny adres do korespondencji,a inny zameldowania....
- ????? Słuuucham? Od 3 lat mieszkam w nowym mieszkaniu, stosowną korektę naniosłam w głównym waszym salonie tuż po przeprowadzce...Mam JEDEN adres!
- Naprawdęę?...To widac mi się podpięło. Proszę wypełnic stosowny druk o zmianie adresu.
- Ale ja już go wypełniałam! Poza tym ja z wami rozwiązuję właśnie umowę, po co wam mój jakikolwiek adres?
I tu plastikowa pannica mnie miała! Jej firmowe oczęta rozciągnęły się w kocim uśmiechu:
- Pragnę Panią poinformowac,że termin rozwiązania umowy to 30 dni, za które naliczany jest abonament, a ten musimy Pani wysłac do miejsca stałego zameldowania. Poza tym z 3 aparatów 2 miały umowę terminową zwaną lojalnościową, oznacza to naliczenie kary za te 2 telefony wskutek wcześniejszego rozwiązania z nami umowy.
- ??? Słuuuchaam? Mnie nikt nie poinformował,że jakieś kary będą i nic nie wiem o umowie lojalnościowej!!!
- W takim przypadku prosimy o napisanie pisma z prośbą o odstapienie od kary.
- I co ja mam tam napisac?
- To już zależy od potrzeb i motywacji każdego klienta.
- Acha, dziękuję uprzejmie. Poproszę stosowny druk firmowy.
- Niestety, nasza firma takimi nie dysponuje. Oto kartka, proszę napisac ręcznie.
Piszę. Już bulgoczę/bulgocę/bulgotam, jak przykryta zupa na ogniu / dzisiaj miałam minestrone - trochę wiosny w środku zimy.../.Uzasadniłam tak,że bardzo uprzejmie proszę jednak azaliż jednakowoż nie naliczac mi tej kary / łącznie około 350 zł!!! no ludzie!!!/, a poza tym jednakowoż azaliż nie jest nawet hipotetycznie możliwe, abym ja, lub którykolwiek z domowników nakłapał przez telefon nomadyczny 230 połączeń miesięcznie i bardzo uniżenie uprzejmie proszę, aby jednakowoż azaliż przyjąc moją reklamację. A wszystko bazgrolę na karcinie papieru. Panienka patrzy triumfalnie:
- Zgodnie z regulaminem naszej firmy musi Pani najpierw opłacic reklamowane faktury, a potem my rozpatrzymy pismo reklamacyjne i wdrożymy procedury...
- Aaaaachaaa...a czy mogę ewentualnie zostawic już ten terminal , bo i tak nie korzystam z tego telefonu, zresztą z nomadycznych też nie.
- Nomadyczne zgodnie z umową są już Pani własnością, a terminalu proszę nie zostawiac- jest on nadal aktywny i nie chcemy byc posądzeni o korzystanie z niego w trakcie rozwiązywania umowy...
-/ mowa wewnętrzna/ - Czy może mnie Pani ładna w trzecie oko pocałowac? I to bez vice versa? Jest Pani plastikowa, głupia,a wasza firma niedługo padnie,czego wam i wszystkim nabieranym szczerze życzę / przy mnie 2 pozostali klienci byli w tym samym celu - rozwiązanie umowy!/. Pani wyląduje w warzywniaku kalecząc sobie tipsy i narzekając na podły los, który Pani sobie sama zgotowała! Nie lubię Pani i tej myśli będę się trzymac do końca,aż do podpisania następnej równie głupiej umowy na zdobycze cywilizacji, które tak naprawdę są naszymi garbami!
Więcej »Komentarze (1)

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

Mapa strony RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone