Pierwszy dzwonek....
Pierwsze miłości, pierwsze papierosy, pierwsze ważne lektury,pierwsze imprezy, pierwsze wybory życiowe, pierwsze rozczarowania, pierwsze przyjażnie... To wszystko kojarzy mi się ze szkołą. Do podstawówki Im. Wandy Wasilewskiej nie mam specjalnego sentymentu, bo jak wspominać srogą dyrektorkę, która wymuszała na nas recytowanie formułki: - Dla-cze-go sztan-dar ro-bot-ni-czy jest czer-wo-ny? - Bo to ko-lor prze-la-nej ro-bot-ni-czej krwi!!!!! I fizyczka / albo chemiczka?.../ z zajęczą warga, któa nas uczyła miedzynarodówki wśród probówek, pipet i wzorów chemicznych lub co najwyżej fizycznych... Pamiętam,że z zemsty stojąc przy tablicy z totalną pustką w głowie kładłam owej nauczycielce nitki na perukę,żeby zrobić jej fikuśne pasemka....Obniżono mi za to stopień z zachowania,niestety...Ale już Liceum wspominam jak najlepiej - przyjażnie wtedy nawiązane trwają do dziś, a nasz Dyro i Polonista w jednym dotąd jest naszym Guru i Przyjacielem. To dzięki Niemu zgłębialiśmy Miłosza i Herlinga Grudzińskiego, a jego dyskretna przynależność partyjna w niczym nie wadziła. Dyskutowaliśmy otwarcie o Bogu, wartościach,Sztuce i kilku innych imponderabiliach. Chodził do niej Emil Barchański, ofiara systemu, którego śmierć do tej pory pozostaje niewyjaśnioną zagadką stanu wojennego. Po latach obejrzałam w teatrze TVP sztukę "Sprawa Emila B." i poczułam dreszcze... Uczniami Reya byli też Kazik Staszewski i Robert Brylewski, już wtedy bardziej związani z muzycznym undergroundem, niż z obowiązkiem szkolnym,ale ich barwne performance'y tworzyły specyficzną atmosferę cichego sprzeciwu na to, co dookoła. 14 grudnia roku pamiętnego mieliśmy zdawać próbną maturę z historii, ale - jak powszechnie wiadomo - w przeddzień zabrano nam Teleranek i odcięto telefony, a na ulicy stanęły koksowniki. Stawiliśmy się jednak w szkole, a nasza cudowna Historyczka dr Julia Tazbirowa, żelazna kobieta i wspaniały pedagog, pierwszy raz miała łzy w oczach i zapytała, czy w takich okolicznościach chcemy przystąpić do egzaminu...Szkołę zamknięto, ale chodziliśmy po cichu, po wielkiemu cichu, na tajne komplety bocznym wejściem, bo WRONa WRONą,a maturę trzeba było zdać. Pamiętam, jak chodziłam na tzw wabia pod koksownik stojący przed głównym wejściem i na głos ryczałam durnowate piosenki kołobrzeskie,aby odwrócić uwagę wartowników strzegących porządku od wchodzenia mojej klasy drugim wejściem / Witaj, Zosieńko, otwórz okienko na wschoodnią strooonęę - sami sobie otworzyli..../ - legitymowali mnie, pytali, co ja tutaj robię, puszczali wolno, co ja tutaj robię - oooo, kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi....Nie piękny,ale brzydki, nie koło domu,ale w Nowej Hucie - pomnikowi Lenina kolega z sąsiedniej klasy malował łapki czerwoną farbą, za co otrzymał stosowne bęcki i relegację ze szkoły. I na co komu to kombatanctwo? Ano po to,aby potraktowac szkołę jako czas nie tyle wkuwania wzoru na ruch...nnoo..jakiś tam przyspieszony,ale czas zdobywania pewnych umiejętności, dokonywania wyborów, kształtowania charakteru i gustu. Bo wszystko było kwestią smaku - że rzucę cytatem ze Zbigniewa Wielkiego Herberta. Im większe było ciśnienie - tym mocniej wybijaliśmy się na własne drogi świadomości. Dzisiaj moje Pacholęta pytają widząc jakiś program dokumentalny: - Kto to jest ten sztywny smutas w ciemnych okularach i w mundurze? - Kiedyś mamusia ci opowie, a na razie biegniemy po zeszyty w kolorowych okładkach, wybrane z kilkunastu dostępnych podręczniki, cienkopisy z wodotryskiem i inne niezbędne dzisiaj szkolne bzdetki. Tempora mutantur... i całe szczęście!
Komentarze do artykułu (10)
-
1
31.08.2009 20:57
Patronem mojej podstawówki był Feliks Dzierżyński i metody nauczania były godne patrona. Bito nas. Za wszystko. Za rozmawianie na lekcjach , za nieodrobione zadania domowe , za to , że nie potrafiło się rozwiązać przykładu. Do końca życia będę wiedział co to jest wskaźnik - wytoczony z litego drewna , długości około 1 metra , lakierowany , z jednej strony grubszy i stopniowo zwężający się w drugą stronę. Pan nauczyciel potrafił połamać taki wskaźnik na pupie kolegi Irka. Biły nim nauczycielki , bili nauczyciele. Bardzo często można było dostać po twarzy otwartą dłonią. Kolega Heniu musiał zdjąć okulary , a potem rozlegał się donośny plask i kolega Heniu przez kilka godzin miał czerwoną połowę twarzy.Małe miasteczko. Zacofana szkoła. Zacofani rodzice, którzy pozwalali nas bić. PRL - lata 1969 - 1977. Ogólniak w tym zacofanym miasteczku. Nikt nas nie bił , ale słowa nauczycielki -"Mam dosyć patrzenia na wasze durne gęby "- też się zdarzały. Jednak wspomnienia miłe. Następnie polonistyka na UAM w Poznaniu. Inny świat. Inny wymiar. Oczy szeroko otwarte.
Syna jakoś nikt nie bił w podstawówce , nie obrażał w LO , za miesiąc rozpocznie drugi rok studiów i mam nadzieję , że : oczy szeroko otwarte ...
Oraz , że od czasu do czasu coś zapisze , chociaż to chemia.
Verba volant...
Wszystkim małym i dużym dzieciakom powodzenia w roku szkolnym!
Pozdrawiam
Jacek z Poznania
-
2
03.09.2009 12:00
A trafiały się i szkoły takie jak moja - gdzie nikt nikomu nie przeszkadzał. Ani młodzież nauczycielom, ani na odwrót. Ale i pomocy od siebie nawzajem się nie dostawało. Ani wzorców do naśladowania, ani fascynujących osobowości wśród wychowawców...
Pytanie tylko, który model jest najlepszy.
I dlaczego mimo upływu lat i zmiany pokoleń dalej w niektórych szkołach różnie się dzieje...
Agata z Wrocławia
-
3
06.09.2009 10:56
Witam Panią Redaktor ! Szkoła to oczywiście moc wspomnień i emocji .Dla mnie szczególnie Szkoła Podstawowa. Nikt nas nie poniewierał ale za to było obowiązkowe czerwono-chuste harcerstwo . I apele i śpiew przed lekcjami /Tysiące rąk ... albo Ani góry wysokie.../. Potem Liceum /matura 1960 ,Łańcut/ , potem chemia i Łódź . Wreszcie wojsko i Poznań /też rodzaj szkoły, kwatermistrzostwo/ . Poznań zdobył moją wielką sympatię : wręcz urzekł mnie (co tam Kraków czy nawet Stolica). Nie załapałem się tylko na rogale marcińskie. Ale może kiedyś !
Wczoraj Pani red. M. Kielczyk tak „hałasowała” na rynku w Rzeszowie ,że musiałem okno zamykać : ale cel był piękny ,dlatego Jej wybaczam, w końcu człowiek JEDYNKI !!
Serdecznie pozdrawiam !
Adam
-
4
06.09.2009 21:34
Panie Adamie , za tak ciepłe słowa o Poznaniu, to ja prześlę Panu całą masę rogali marcińskich ! A może Pan osobiście sprawdzi ich smak w nasze Święto Narodowe. Dawna Wyższa Oficerska Szkoła Wojsk Kwatermistrzowskich zmieniła co prawda nazwę , ale budynki może nawet takie same , jak w latach kiedy Poznań zdobywał Pana sympatię.
Pozdrawiam
P.S.
Rogale naprawdę chcę Panu wysłać. Może Pan jako kwatermistrz , zajmie się stroną logistyczną tej operacji.
Jacek z Poznania
-
5
07.09.2009 10:51
Panie Jacku, no tak nie można: A Pani Małgosia? A JA? :-DDDDDDD
Agata z Wrocławia
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.