Pochwała kolejki.
Nie ma nic nadzwyczaj oryginalnego w stwierdzeniu,że kolejki są be i na
szczęście zyjemy w czasach, w których - poza patologicznymi sytuacjami
otwarcia lub wyprzedaży "nie-dla-idiotów", hue hue/ nie musimy się w
nie zanurzać. Aczkolwiek od każdej reguły są wyjątki - proszę sobie
wyobrazić długasny ogonek grzecznie stojących, nieprzepoconych i wcale
nie agresywnych ludzi stojących z jakimiś harmonogramami, pilnie je
studiujących i karnie czekających na dojście do kasy. Czasami owo
dojście kończy się częściową porażką, bo na coś zbrakło miejsc. Wtedy
niedoszły beneficjent pożądanego dobra szybko rzuca okiem na swoją
rozpiskę , nabywa uczciwą drogą kupna jakiś zamiennik i odchodzi z
błogostanem w twarzy. Nie, nie jest to bynajmniej wyprzedaż masażerów
do stóp, naleśnikarek za pół darmo,ani promocja dzieł zebranych Gosi
Andrzejewicz z autografem. Jest to normalny obrazek z Warszawskiego
Festiwalu Filmowego, który od lat siłą negacji wobec produkcji
hollywoodzkich przyciąga prawdziwe rzesze miłośników sztuki filmowej
przez bardzo duże "SZ". Niby rzecz lokalna, ale nie do końca, bo na
festiwal pieczołowicie organizowany przez nieocenionego Stefana Laudyna
zjeżdżają ludzie z całej Polski dosłownie koczując w kilku kinach
festiwalowych. Na szczęście z roku na rok pomalutku ich przybywa i
można trafić na wybrany film kilka razy, lub dostać się na seans za
którymś kolejnym podejściem. Bo kiedy i gdzie można zobaczyć w
normalnym rozpowszechnianiu filmy izraelskie, rumuńskie, mongolskie,
bułgarskie czy łotewskie? Żaden zdrowo myślący dystrybutor nie podejmie
takiego ryzyka, jakie od lat podejmuje Laudyn, uprzednio jeżdżąc po
całym swiecie i wyławiając prawdziwe perły. Niektóre z nich, przy
odpowiedniej promocji, czy modzie na dany kraj, pojawią się na moment w
kinach w 2-3 kopiach,ale przemykają jak złoty sen zostawiając
nas,sierotki, z "Miłością na wybiegu" albo "Rambo Trzysta -
wróciłem,żeby zabić". A na festiwalu ma się podane na talerzu menu
światowe, i to ze stosownym deserem w postaci znakomitych
dokumentów, no i spotkań z twórcami. To dzięki Festiwalowi polska
publiczność miała okazję poznać np nowe kino rumuńskie - film Cristi
Pui "Śmierć Pana Lazarescu", który utorował triumfalną drogę Rumunom
przez kina Europy. Również na tej imprezie można było zobaczyć głośną
animację "Walc z Bashirem" - kto mógł, ten mógł, ja na ten przykład
trzy razy odbiłam się od kasy bez sukcesu i dopiero Przyjaciółka z
Izraela przywiozła mi to wyjątkowe dzieło na dvd.
Również za sprawą Festiwalu zobaczyliśmy ukraińską
odpowiedż na "Spalonych słońcem" - czyli obraz "Kierowca dla
Wiery" z przejmującą rolą Bohdana Stupki. Ale-ale, do czego ja
namawiam, co ja chwalę - czy nie lepiej i prościej poczekać,az
coś zostanie wydane na płycie, albo i dołączone do jakieś pisma
typu "Urodziłam toster"? Otóż nie. Warszawski
festiwal Filmowy jest prawdziwym świętem, okazją do przezycia czegoś
absolutnie wyjatkowego i to w wymiarze społecznym, zbiorowym.
Poza tym filmy tu pokazywane są naprawdę
wyjątkowe i ciężko na nie trafić w week-endy spędzane w multipleksach.
Kiedy w ubiegłym roku zobaczyłam w kolejce pod kasą pewną celebrytkę
znaną z tego,że jest znana, poczułam do niej cień sympatii, a kiedy
zobaczyłam, na co kupuje bilety, szczerze ją polubiłam. Dlatego
wszystkich bezczelnie namawiam - chodżmy na filmy / a nie tylko do
kina..../. Kolejny festiwal już niebawem.
Komentarze do artykułu (4)
-
1
11.09.2009 12:47
Tak. To ostatnia enklawa dla kina ambitnego. Niestety.
Gusta nam spsiały, statystyczny Polak chodzi do kina 0.8 razy w roku.
Co tydzień box office zamieszcza, na co chodzą ludzie do kina, na popcorn, film jest na trzecim planie.
Waldemar
-
2
11.09.2009 20:48
Jak ma biedny Polak chodzić na filmy , skoro nie ma filmów oraz kin. W małych miastach kina umarły śmiercią tragiczną ( zagłada kin zawsze jest tragedią ) , a w dużych pobudowano monstra zwane multiplexami , w których łazi się podczas seansu , żre się popcorn i siorbiąc popija colę. W kinie byłem cztery lata temu i obiecałem sobie , że tak szybko do tego nowoczesnego chlewu nie trafię. Pomijając odgłosy rodem z prawdziwego chlewika - kwiki , mlaskanie i siorbanie , to repertuar wspiera przemysłowy tucz bezguścia oraz bylejakości. Polskie kino ochoczo wlewa do tego koryta pomyje typu " Kochaj i tańcz " " Miłość na wybiegu " itp. W tym miejscu napiszę , że mam żal do Jedynki , która także przyczynia się do promowania tej szmiry i zaprasza do studia żałosne aktorzyny , które mają kłopoty z poprawnym wypowiedzeniem się w języku polskim.Z drugiej strony jednak rozumiem - vox populi vox dei.
Chcąc obejrzeć inne filmy , trzeba być na bieżąco, a ja jakoś ostatnio nie jestem.Praca , praca i praca. Tak samo zapracowany kolega doradza mi , kupować książki na płytach ( można słuchać w samochodzie ) i wybierać dobre filmy w wypożyczalni. Sprawdziłem są tam takie. Niedawno chciałem obejrzeć " Obsługiwałem angielskiego króla ". Film świetny , ale ja po kliku minutach spałem jak niemowlę. W samochodzie filmu nie da się obejrzeć , do kina nie po drodze , na ekranie komputera wypatruję zamówień od kontrahentów i potwierdzeń przelewów z banku.
I zazdroszczę Pani Małgosi. Zazdroszczę jak diabli.
Pozdrawiam
Jacek z Poznania
-
3
13.09.2009 17:24
Nie każdemu dana bywa szansa na odstanie swego w takiej właśnie kolejce... Panie Jacku, głowa do góry! My tam nieco dalej od Warszawy z jej możliwościami, ale przynajmniej mamy świadomość, że musimy o siebie zadbać intensywniej we własnym zakresie...
Może jestem niepoprawną optymistką. Ale myślę, że dopóki są tacy, co mają taką świadomość, to dalej nie jest z nami tak bardzo źle!
Agata z Wrocławia
-
4
14.09.2009 21:29
Witam po powroci z (za krótkich )wakacji.
Przyznam, że rada kolegi Pana Jacka to i mój sposób na ... No własnie, na co? Na spędzanie wolnego czasu? No ale prawda: kupuję audiobooki (jeszcze bardziej tęsknię za słuchowiskowymi adaptacjami) a filmy wypożyczam. Niestety, często oddaję nieobejrzane do wypożyczalni.
Kolejki są jeszcze do Muzeum Narodowego.
No i na Kasprowy, ale to już zupełnie inna historia...
Pozdrawiam serdecznie
Basia z Krakowa
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.