Śmierci, próżno się pysznisz....
Rzadko się zdarza, abym pisała w tym miejscu o rzeczach naprawdę
smutnych i zdawałoby się - ostatecznych. A taka wydaje się śmierć
Postaci pomnikowej - Marka Edelmana. Jego sylwetkę poznałam najpierw
dzięki znakomitej książce Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem",
póżniej zaczął być obecny w
życiu społeczno-politycznym, ale nigdy na pierwszym planie, w świetle
fleszy i gorączce dorażnej dyskusji. Zawsze jako Autorytet - ach, ileż
nam takich zostało? Edelman poza historycznym rozdziałem w życiu, a
może właśnie dzięki niemu, był kimś absolutnie wyjątkowym - przez swoją
zwyczajność; zwyczajność bycia przyzwoitym człowiekiem, który w danym
momencie po prostu wie, co robić. Hanna Krall jednak pisze / mówi o
2óch cechach Edelmana, które kreują go na wyjątkową postać:
otóż Edelman nie czuł strachu, ani głodu - a te potrafią z
człowieka zrobić zwierzę. Może dlatego umiał jasno i wprost mówić to,
co inni owijają w bawełnę strachu, konwenansu i oczekiwań społecznych.
Od niego powinniśmy się uczyć bycia uczciwym człowiekiem, od niego
powinniśmy czerpać mądrość wychodzenia śmierci z pogodą wynikającą z
pogodzenia z nieuchronnym. To Edelman w 500 lat po śmierci
metafizycznego poety Johna Donne'a przemienił jego poetyckie przesłanie
w ciało: - Śmierci, próżno się pysznisz;cóż, że wszędy słynie/potęga
twa i groza; licha w tobie siła, skoro ci, których - myślisz - jużeś
powaliła,nie umrą, biedna śmierci, mnie też to ominie....W znakomitym
dokumencie Witolda Beresia i Artura Więcka - Barona, Edelman mówi też o
swojej zwykłej codziennej pracy kariologa w łódzkim szpitalu - nigdy
nie dbał o pieniądze, nigdy nie miał prywatnej praktyki, po prostu
służył ludziom, a nie swoim potrzebom choćby minimalnego luksusu.
Sprawy ważne i ostateczne nie wymagają oprawy ani jakichkolwiek ram
tworzonych zgodniez obowiązującą modą. Jedna z lekarek pracujących z
Edelmanem wspomina w tym filmie, jak w ich szpitalu umierał znany aktor
łódzki - na ostatnie godziny został przeniesiony na korytarz z braku
miejsc. Kiedy oburzona lekarka wyraziła kategorycznie swój sprzeciw
wobec takiej praktyki - ordynator Edelman jej powiedział spokojnie:-
Cóż, wolałem to miejsce dać komuś, kto ma szanse przeżyć....Okrutne?
Nie, poparte pamięcią tych dni kwietniowo-majowych, niespełna miesiąca,
widokiem samobójców
i umierających z głodu, rzucających się z płonących okien i zabijanych
przez Niemców - jeśli nie ma się dla wszystkich, trzeba zadbać o tych,
którzy z całą pewnością przetrwają. Komu dać kromkę chleba- temu, kto
może od niej natychmiast umrzeć, bo głód już poczynił nieodwracalne
spustoszenie w jego organizmie, czy temu, kto ma cień szansy?...
Edelman jako strażnik pamięci? Nie,
raczej jako strażnik ratującego jakiś kawałek świata racjonalizmu
w strasznych czasach, a i po nich -
głos, który w stadzie politycznych sępów brzmiał jakby nieco
ciszej...Bo mówił o rzeczach tak już dziś nieważnych, jak przyzwoitość
właśnie, jedyny słuszny wybór i śmierć, która próżno się pyszni...Bo
nasze czasy - jak ujął to Sandor Marai pisząc o współczesnej Europie -
bekają z przejedzenia...
Komentarze do artykułu (2)
-
1
03.10.2009 22:38
Poświatowska pytała w jednym z wierszy : Czy świat umrze trochę kiedy ja umrę...
Ci poeci... Świat ma inne problemy.
Odszedł Pan Marek Edelman. Świecie , umrzyj choć trochę.
Z wielkim szacunkiem.
Jacek z Poznania
Jacek z Poznania
-
2
05.10.2009 11:01
Odejście niektórych to koniec pewnej epoki...
No i Szymborska: "Minuta ciszy po umarłych czasem do późnej nocy trwa" - poeci to jednak wiedzą!
Agata z Wrocławia
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.