Jacek Karnowski: Nasz kolejny gość to Anna Fotyga, Minister Spraw Zagranicznych. Dzień dobry, pani minister.
Anna Fotyga: Dzień dobry, panie redaktorze, dzień dobry państwu.
J.K.: Pani minister, jaka jest pozycja Polski po szczycie Unii w Brukseli? Sądząc po prasie, jest zła. „Zawalidrogi”, „hamulcowi” to tylko łagodniejsze cytaty z prasy niemieckiej.
A.F.: Panie redaktorze, Polska od wielu już miesięcy krok po kroku i w sposób dość skoordynowany buduje swoją pozycję w Unii. Ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że działania, które zostały podjęte tuż przed szczytem w okresie, kiedy prowadzone były tak intensywne konsultacje w Warszawie i poza Warszawą i podczas samego szczytu, czyli wielka praca pana prezydenta, zdecydowanie wzmocniły pozycję Polski. Jeśli nawet się spojrzy na obrazki, kto poruszał się najczęściej w głównych kuluarach szczytu i z kim rozmawiano i jaki jest efekt tego szczytu, że jego ostatecznym rezultatem jest jednak porozumienie – niezwykle trudne, negocjowane w zasadzie bez przerwy przez 18 godzin w wielkim napięciu – to możemy powiedzieć jedno: to Polska była tym krajem, który doprowadził do consensusu, który jest określany przez wszystkich jako wielki sukces Unii Europejskiej. I tą osobą był zdecydowanie pan prezydent.
J.K.: A czy w tym rachunku zysków i strat straty wizerunkowe także są brane pod uwagę?
A.F.: Ja myślę, że reakcje prasy, w tym prasy zagranicznej, są reakcjami wynikającymi z oszacowania wyników szczytu z punktu widzenia interesów politycznych państw, w których te media funkcjonują.
J.K.: Czyli Niemcy histeryzują, bo przegrali.
A.F.: Myślę, że prasa niemiecka zauważyła, jak bardzo wzrasta pozycja Polski po tym szczycie, a sądzę, że jest to po prostu zwykła konkurencja w regionie.
J.K.: Pani minister, ale były tygodnie aktywności dyplomatycznej i podczas szczytu Polska była sama z Czechami, Litwa w niektórych momentach. Czyli ta izolacja jest faktem.
A.F.: Panie redaktorze, nie było żadnej izolacji. Okres konsultacji przed szczytem to było rzeczywiście sprawdzanie stanowisk państw członkowskich. Te stanowiska były prezentowane. Przecież wszyscy znamy poetykę negocjacji pozycyjnych, czyli każdy się pozycjonuje w tym miejscu, z którego chciałby wyjść, i wiadomo, że w ostatecznym rozrachunku dokonuje się przewartościowanie tych pozycji, odbywa się niebywała gra nerwów. Bo rzeczywiście tak było, że w ostatecznym rozrachunku na tym szczycie wygrywała inteligencja i odporność psychiczna, bo presja była niewyobrażalna. Rzeczywiście w jakimś sensie byliśmy osamotnieni i na samym końcu, nawet w ostatnich minutach szczytu, bo mniej więcej około godziny 4 nad ranem wydawało się, że znowuż się odwraca kierunek i że jeszcze trzeba rozmawiać o Joaninie. I ta odporność wygrała, bo została wprowadzona Joanina w takiej formule, w jakiej nam zależało.
J.K.: Pani minister, ale dlaczego kraje nawet małe, średnie, te, które powinny być zainteresowane choćby systemem pierwiastkowym czy jakimś spłaszczeniem siły krajów, niedoprowadzeniem do sytuacji, w której czterech wielkich rozdaje w Unii karty, nie poparło nas? Z czego to wynika?
A.F.: Dobre pytanie i prawdę powiedziawszy sama je sobie nieodmiennie ze spotkania unijnego na spotkanie zadaję. I pewnie wypracują stosowną odpowiedź na to. Z natury rzeczy małe państwa członkowskie nie są pewne swojej siły. My tę swoją siłę też musieliśmy przetestować i proszę mi wierzyć, że nie był to test łatwy. Nie był łatwy również psychicznie dla tych, którzy to wykonywali, bo presja była niewyobrażalna. Żal powiedzieć, że była to również presja wewnętrzna, tutaj, w kraju. No, ale wytrzymaliśmy, przetestowaliśmy. Myślę, że takim testem... I tutaj chciałam się odnieść do tych wszystkich, którzy kwestionują wartość i wagę Joaniny. To jest znakomite narzędzie. Przypuszczam, że mózgiem całej konstrukcji, chociaż ja się stuprocentowo w tym zgadzam, jest sam pan premier, zresztą wielokrotnie też o tym rozmawialiśmy, że tak naprawdę w tym pierwszym okresie akcesyjnym, a udało nam się ten okres wydłużyć do 10 lat, nasza największa siła, możliwość wzrostu naszej siły wynika jednak z możliwości blokowania. Możliwości, nie z samego blokowania.
J.K.: A ta Joanina jest już tak zabezpieczona tak jak sobie Polska życzy? Bo tam było sporo spekulacji, że jest regulamin Unii, który jednak pozwala sięgnąć po prostu po zwykłe głosowanie większością i odrzucanie tych zastrzeżeń krajów.
A.F.: Proszę pamiętać, że Regulamin Rady jest dokumentem...
J.K.: Niższej rangi.
A.F.: Niższej rangi niż...
J.K.: Czyli to będzie załatwione.
A.F.: Traktaty to jest jedna kwestia. Wiele spraw będzie można wyjaśniać jeszcze, bo przecież mandat negocjacyjny jest z natury rzeczy dokumentem ogólnym. Jest w nim wiele takich postanowień, z których jesteśmy zadowoleni i które się nam udało uzyskać w toku negocjacji, nawet wcześniej prowadzonych. Natomiast jest jeszcze wiele takich, które trzeba dopracowywać. I między innymi to, czyli pewne wyjaśnienie rozbieżności między Regulaminem Rady a tym zapisem odnoszącym się... postanowieniami Joaniny. I od tego są nasi prawnicy, od tego są prawnicy Rady też.
J.K.: Pani minister, czy nie była błędem wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który przywołał straty wojenne, mówiąc o tym, że Polska miałaby 66 milionów ludności, gdyby nie agresja Niemiec? Zostało to bardzo źle odebrane jako takie podważanie fundamentu Unii, którym w tym myśleniu ma być pewne odcięcie się od wojny właśnie.
A.F.: A jak prawda może być błędem?
J.K.: Ale prawda wypowiadana w danym momencie może szkodzić, to też jest dyplomatyczna gra przecież.
A.F.: Ja bym powiedziała – trzeba wypowiedź pana premiera widzieć też w szerszym kontekście, bo przecież wszyscy wiemy, że są takie zjawiska w Niemczech, które bywają zjawiskami niepokojącymi.
J.K.: Premier wczoraj ostrzegał, wręcz mówił: „Ostrzegam, kieruję to do władz niemieckich jako polski premier – nie tolerujcie tego rodzaju rzeczy, bo to naprawdę prowadzi do nieszczęść, które mogą spotkać Europę”. „Tego rodzaju rzeczy” to właśnie pewien ton w prasie niemieckiej.
A.F.: Ja się tylko mogę do tego przyłączyć. Znaczy mówię o tym, co powiedział pan premier.
J.K.: A był konflikt w polskiej delegacji pomiędzy szerpami, tymi negocjatorami z zaplecza, a panią na przykład?
A.F.: Nie, jest to absolutna bzdura, nie było żadnego konfliktu. Ja naprawdę nie jestem osobą konfliktową. I chcę jedno powiedzieć wyraźnie – szczyt, a zwłaszcza już taki szczyt to jest z natury rzeczy teatr jednego aktora. I tym aktorem był prezydent. I powiedziałabym, że jedno trzeba docenić, bo to była rola oskarowa.
J.K.: Pani minister, premier mówi: jeżeli pani zechce, to pani dalej będzie ministrem tak długo, jak pani chce. To w odniesieniu do co jakiś czas pojawiających się spekulacji o pani możliwym odejściu. Chce pani być ministrem dalej?
A.F.: Chcę jechać na urlop. Ostatnie parę dni w zasadzie przespałam, po raz pierwszy w życiu chyba zdarzało mi się spać z otwartymi oczami. Też zdarzyło mi się obudzić o ósmej rano w pełnym makijażu i pełnym rynsztunku. I było to po raz pierwszy w życiu.
J.K.: Ale przetnie pani spekulacje o swoim możliwym odejściu? Choćby na stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta?
A.F.: Możemy nie omawiać tego tematu? Ja chcę odpocząć w tej chwili.
J.K.: Ale brak zaprzeczenia...
A.F.: Uzgodniłam... Nie, nie, naprawdę, myślę, że wszelkie spekulacje o planach ministra spraw zagranicznych czy o planach wobec ministra spraw zagranicznych bywają szkodliwe i należy je rzeczywiście przecinać. Moje plany w tej chwili to jest wyjazd, w poniedziałek jadę na urlop, uzgodniłam to z panem premierem...
J.K.: I w perspektywie kilku tygodni...
A.F.: ...i wracam do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
J.K.: Nie ma mowy o dymisji. Dziękuję bardzo. Anna Fotyga, Minister Spraw Zagranicznych, była gościem Sygnałów Dnia.
A.F.: Dziękuję bardzo.
J.M.