Jacek Karnowski: Naszym gościem jest Grzegorz Napieralski,
Przewodniczący SLD. Dzień dobry, panie przewodniczący.
Grzegorz Napieralski: Dzień dobry, panie redaktorze, dzień dobry
państwu.
J.K.: Panie przewodniczący, Powstanie Warszawskie pana wzrusza?
G.N.: Myślę, że jak każdego Polaka. Przeżywamy to wielkie
wydarzenie, każdy z nas się uczył na tym na historii, nieważne, w jakiej szkole
był. O tym się mówiło, o tym się rozmawiało. Nie brałem z racji wieku w tym
udziału ani moi dziadkowie, ale wiele się o tym rozmawiało, więc jest to na
pewno przeżycie.
J.K.: Panie przewodniczący, polityka jakoś tak wakacyjnie wcale nie
zamarła, sporo się tam dzieje, działo. Zacznę od pytania: czy czuje się pan
„gałganem i hipokrytą, który kłamie”? Tak o panu powiedział Stefan
Niesiołowski.
G.N.: Ja nie zniżam się do poziomu pana Niesiołowskiego ani pana
Chlebowskiego, którzy opowiadają podobne słowa. Martwi mnie tylko, że mówi to
wicemarszałek Sejmu. Potem Platforma dziwi się, czemu Sejm ma takie notowania.
No właśnie ma takie notowania po takich wypowiedziach. Ale rozumiem, że brak
argumentacji dla polityków Platformy powoduje wielką frustrację i agresję i tak
się dzieje.
J.K.: Stefan Niesiołowski wypowiedział te mocne słowa po podtrzymaniu
weta prezydenta w sprawie ustawy medialnej. Czy dziś może pan powiedzieć, jak
to wyglądało, jak wyglądały te ostatnie godziny? No, taka dziennikarska
opowieść mówi o dość dramatycznych spotkaniach w ostatniej chwili, jeszcze
próbach przekonania ze strony Platformy, interwencjach różnych polityków z
rządu.
G.N.: Znaczy ja bym bardziej powiedział, że to SLD chciało
przekonać Platformę, a nie Platforma nas. Nasza oferta była bardzo prosta,
czytelna i krótka – otóż aby przełożyć głosowanie nad wetem pana prezydenta i
zacząć prace nad naszymi ustawami jako gest taki Platformy Obywatelskiej, który
pokazywał tak: „nasze pomysły faktycznie są złe, chcemy pracować nad dobrymi
pomysłami i pracujemy, przyspieszamy tę pracę, są eksperci w komisji, są
posłowie, którzy nad tym pracują”. To była bardzo czytelna oferta. Platforma ją
odrzuciła, chciała za wszelką cenę pokazać, że jest siłą, że jest silna, że
jest partią, która może dyktować warunki, ale może przede wszystkim dyktować
warunki takie, aby SLD zagłosowało nad złą ustawą. No, tak nie będzie.
Otóż SLD nie będzie głosować nad
złymi ustawami. Ustawami,
które niszczą pewien ład w Polsce. Ta akurat ustawa niszczyła ład medialnym w
Polsce. Po pierwsze niszczyła media publiczne, po drugie też zagrażała mediom
komercyjnyjm. I na to zwracaliśmy uwagę. Więc ja takiego upolitycznienia, jakie
proponowała ta ustawa w mediach i publicznych, i komercyjnych po prostu nie
chciałem.
J.K.: Teraz Grzegorz Schetyna, wicepremier Grzegorz Schetyna mówi, że,
no, nie będzie prac nad żadną nową ustawą dopóki nie będzie pewności, że będzie
większość zdolna odrzucić weto prezydenta. No, czyli taka cisza zapanuje teraz.
Ustawa ta ministra Zdrojewskiego, ta nowa taka większa, szersza, porządkująca
cały ład trafi do rządu, ale nie pójdzie do Sejmu.
G.N.: Czytam wywiad z panem Grzegorzem Schetyną, chyba już drugi w
tym tygodniu, i powiem szczerze: jestem przerażony. Otóż przerażony dlatego, że Platforma pokazuje rzecz
następującą – otóż demokracja się nie liczy, Parlament się nie liczy, my tu
sobie będziemy sami rządzić. No, to mi przypomina rządzenie dekretami.
Dekretami, jak na przykład wydawał Bierut, tak znienawidzony przez
Platformę Obywatelską. No, robi to samo Platforma. Bo cóż to znaczy „nie
będziemy rządzić ustawami, tylko dekretami czy rozporządzeniami”? Otóż to
proszę bardzo, niech pan premier Schetyna przyjdzie do Parlamentu i przekonuje
parlamentarzystów, przekonuje kluby, tak jak kiedyś premierzy i ministrowie
rządu SLD, do ustaw, pokazuje, jakie te ustawy są, co jest dobrego, niech
bierze też pomysły w pracach parlamentarnych od innych klubów parlamenarnych, a
nie tylko „my wiemy najlepiej”. To po pierwsze.
Drugie – zarzuca nam premier
Schetyna, że musimy dorosnąć, dojrzeć do normalnej pracy. My do niczego nie
musimy dojrzeć, bo jesteśmy partią dobrze zorganizowaną, świetnie przygotowaną
merytorycznie. I jeszcze raz jak usłyszę zarzut ze strony na przykład pana
Grzegorza Schetyny, że my tu coś kolaborujemy z PiS-em, to naprawdę będę się
śmiał najgłośniej, jak tylko można, bo przypominam sobie słowa Grzegorza Schetyny
z roku 2005, który mówił: „My dzisiaj musimy z Prawem i Sprawiedliwością razem
ramię w ramię przejąć władzę, aby zmienić Konstytucję, naprawić państwo. Razem
z Jarosławem Kaczyńskim będziemy naprawiali to państwo i odsuniemy raz na
zawsze lewicę od władzy”.
J.K.: No i właśnie nie rozumiem. Czy Platforma zarzuca lewicy, że ta
rozmawia ze strasznym PiS-em, czy zarzuca PiS-owi, że ten rozmawia ze straszną
lewicą?
G.N.: Ja nie wiem, znaczy Platforma chyba się pogubiła, znaczy nie potrafi jakby rządzić, nie
ma pomysłu na rządzenie, więc szuka winnych wszędzie – a to w SLD, a to w
PiS-ie. Otóż to, że czasami głosowania są w Parlamencie zbieżne opozycji, no to
jest rzeczą naturalną. Przepraszam, to co ja mam zrobić? W ogóle nie głosować, dlatego
żeby ktoś mi zarzucił, że głosuję z PiS-em? To jest po prostu chore, nienormalne. Platforma
Obywatelska nie ma pomysłu na rządzenie, tak jak powiedziałem, szuka dzisiaj
winnych i ja nie czuję się dzisiaj z nikim związany żadną umową koalicyjną. Ani
z Platformą, ani z PiS-em, ani z PSL–em. Ja czuję dzisiaj i tak czują posłowie
lewicy, tak czują działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej, że my bronimy
własnych przekonań i własnych wartości. Takimi wartościami akurat przy okazji
ustawy medialnej były te wartości, które zapisaliśmy w naszych ustawach. Rzecz
normalna i naturalna.
J.K.: A oberwał pan bardzo od swojego zaplecza za to głosowanie?
G.N.: Nie.
J.K.: Komplementuje pana za to Andrzej Urbański, mówi tak: „Wojciech Olejniczak
ciągle zapowiadał powrót do gry, a Grzegorz Napieralski po prostu wrócił”.
Komplementy ze strony prezesa Urbańskiego.
G.N.: Każdy komplement jest miły, również od pana prezesa, ale wolę
komplementy od działaczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, od mojej partii. I
takie też były. Były też...
J.K.: Dzisiaj Gazeta Wyborcza
cytuje anonimowego pana współpracownika, który mówi tak: „Idziemy po władzę,
Grzesiek to przyszły premier”.
G.N.: Czytałem ten artykuł, artykuł bardzo miły dla mojej osoby. I
ja cieszę się, że są takie poglądy. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało butnie.
Ja cieszę się, że są poglądy w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, że możemy wrócić
do władzy, bo to oznacza, że SLD czy w SLD ludzie uwierzyli, że można. To był
mój cel najważniejszy do osiągnięcia – aby ludzie uwierzyli, że ciężką pracą,
walką o własne przekonania będziemy mogli walczyć o rzecz najważniejszą dla
partii politycznej, no bo powiedzmy sobie: to jest cel każdej partii – powrót
do władzy. Ten powrót do władzy musi być okupiony ciężką pracą, bez pychy i
arogancji. Bez pychy i arogancji przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego,
bez pychy i arogancji wszystkich członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
J.K.: Gazeta Wyborcza pisze
też, że jest coraz mniej niezadowolonych z pańskiego przywództwa, że ta szala
się wyraźnie na pańską stronę przechyla, choć jak wiemy, głosowanie było
niemalże pół na pół.
G.N.: Jesteśmy partią, która nazywa się Sojusz Lewicy
Demokratycznej. Ja cieszę się bardzo, że są różne głosy. Cieszę się też, że są
głosy krytyczne wobec mojej osoby, bo to jest taki zawsze pakiet kontrolny czy
coś takiego, co bardzo mocno kontroluje każdego przywódcę. Cieszę się, że też
są głosy pozytywne. Ja wierzę w SLD, powiedziałem to wielokrotnie. Powiedziałem
również na kongresie, że nie chcę być syndykiem masy upadłościowej, bo lewica
dzisiaj w Polsce jest potrzebna i jak widać, jak kłóci się PiS z Platformą
Obywatelską o wszystko – politykę zagraniczną, o politykę obrony narodowej – no
to rośnie tutaj alternatywa: Sojusz Lewicy Demokratycznej.
J.K.: Premier Tusk zapowiadał już wcześniej zmiany w rządzie. Janusz
Piechociński, poseł PSL, w Sygnałach Dnia wczoraj powiedział, że to będzie dość
głęboka rekonstrukcja, we wrześniu prawdopodobnie. Pańskim zdaniem którzy
ministrowie powinni odejść w pierwszej kolejności?
G.N.: No, przede wszystkim pani minister edukacji. Ma fatalną
politykę edukacyjną, naprawdę źle przygotowaną i w niespełnieniu różnych
obietnic, które były składane w czasie kampanii wyborczej. Fatalna pani
minister zdrowia, nie mamy żadnych reform tak naprawdę przygotowanych przez
rząd Donalda Tuska. I tak można by wymieniać i wymieniać, panie redaktorze.
Więc te zmiany muszą być naprawdę głębokie, tylko pytanie: czy będą na lepsze?
J.K.: Rząd zapowiada też przyspieszenie na jesieni reformatorskie.
Nieoficjalnie, ale można wyczytać ten nastrój.
G.N.: Panie redaktorze, ja czytam co dwa miesiące o jakichś
przyspieszeniach, o nowych pomysłach, reformach, różnych rzeczach, po czym
słyszę pana premiera Schetynę, który mówi: „Ogólnie będziemy rządzić dekretami
bądź rozporządzeniami”. To ja sugeruję, że jak naprawdę nie mają żadnego
pomysłu posłowie Platformy, to niech odejdą. Bo, oczywiście, takim
nicnierobieniem można grać jeszcze na nastrojach przez jakiś czas, tylko że
potem ludzie się zorientują, że jest coś nie tak. Więc w ogóle taka wypowiedź
jest wypowiedzią skandaliczną, dlatego że to po co są parlamentarzyści? To w
takim razie niech złożą mandaty albo niech idą na urlop bezpłatny. Więc ja nie
wierzę w żadne przyspieszenia, to są po prostu takie zagrywki propagandowe.
Jest teraz okres wakacyjny, nie ma co powiedzieć, mówimy: „Na jesień
przyspieszymy”. Jesienią powiemy, że od nowego roku potężne otwarcie, nowe
otwarcie rządu. Przed wyborami do parlamentu usłyszymy: „A teraz europejskie otwarcie”.
A tak naprawdę przecież wiadomo, o co chodzi – chodzi o to, żeby Donald Tusk
był prezydentem, a państwo się nie liczy, Polacy się nie liczą.
J.K.: A tabloid Fakty dziś
pana atakuje, to już takie wakacyjne pytanie na koniec: „Grzegorz Napieralski”
– to taki nadtytuł i tytuł: „Zobaczyła wreszcie tatusia”, że pańska córeczka
zobaczyła wreszcie tatusia. Sugestia jest, że go nie widuje.
G.N.: Ja nie wiem, czy atakuje.
J.K.: Półsieroctwo.
G.N.: Artykuł bardzo miły, panie redaktorze.
J.K.: Ja powiedziałem żartobliwie, że „atakuje”.
G.N.: Jasne, oczywiście. Nie no, prawdą jest – polityka jest
zajęciem bardzo absorbującym, rodzina mieszka w Szczecinie, ja często jestem w
kraju bądź za granicą. No, taka jest praca każdego polityka. To, niestety,
odbija się na rodzinie, ale tak jak zauważył Fakt, każdą wolną chwilę staram się spędzać z córkami i wierzę
głęboko, że jakoś chociaż w ten sposób mogę to córciom zrekompensować, mojej
córci Ali, mojej córci Oli, bo są dwie przepiękne córki. Zbliżają się wakacje,
więc mam nadzieję, że to będzie niesamowity czas dla nas.
J.K.: Fakt dla równowagi też
pisze, że Przemysław Gosiewski to „prawdziwy supertata”. Ale musimy kończyć.
Dziękuję bardzo.
G.N.: Dziękuję bardzo,
J.K.: Grzegorz Napieralski, lider SLD, był gościem Sygnałów Dnia.
(J.M.)