Grzegorz Ślubowski: W studiu w Szczecinie Grzegorz Napieralski, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dzień dobry.
Grzegorz Napieralski: Witam serdecznie, panie redaktorze, witam państwa.
G.S.: Panie przewodniczący, ten mijający rok niezbyt dobrze chyba dla pana się kończy – przegrał pan dwa ważne głosowania: jedno w sprawie odwołania Wojciecha Olejniczaka z szefa klubu SLD, drugie w sprawie emerytur pomostowych czy odrzucenia czy przyjęcia weta prezydenta. Czy to znaczy, że szef SLD dzisiaj nie kontroluje klubu parlamentarnego SLD?
G.N.: Nie, ten rok jest dla mnie bardzo dobry i kończący się rok 2008 dla Grzegorza Napieralskiego to rok bardzo udany, ale rok też i ciężkiej, wytężonej pracy. Klub parlamentarny, o którym pan wspomniał, klub parlamentarny Lewicy nie podzielił propozycji, którą zaproponowałem, miał takie prawo, szanuję, demokratyczne procedury, które panują w klubie są dla mnie ważną wartością. Natomiast jeżeli chodzi o emerytury pomostowe, myślę, że Lewica zachowała się bardzo konsekwentnie, roztropnie. Moja propozycja, którą zaproponowałem na klubie, aby skierować sprawę do... przepraszam, ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, została jednogłośnie przyjęta przez parlamentarzystów.
G.S.: Panie przewodniczący, pana przeciwnicy partyjni mówią o potrzebie zwołania konwencji partyjnej. W styczniu pisały o tym media. Na tej konwencji miałaby się pojawić propozycja czy próba odwołania pana ze stanowiska. Taki scenariusz jest możliwy?
G.N.: Wie pan, jeżeli ktoś tak mówi, to znaczy że źle życzy Sojuszowi Lewicy Demokratycznej i nie potrafi zrozumieć, że demokratyczny wybór, który dokonał się w czerwcu, wybrał Grzegorz Napieralskiego na przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, koniec, kropka. Jeżeli komuś tak się nie podoba, to zachowuje się tak jak w systemie totalitarnym: będziemy wybierać do tej pory, dopóki nie wybierzemy tego, który nam odpowiada. To są złe głosy. Przypominam, że za chwilę wybory do Parlamentu Europejskiego i ważne są przygotowania, a nie kolejne rozgrywki w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jeżeli ktoś cały czas próbuje rozrabiać w formacji SLD, wewnątrz, i próbuje szukać dziury w całym, no to niech powie o tym na Radzie Krajowej, a nie w mediach i nie do dziennikarzy.
Po drugie przypominam, że kiedy startowałem na przewodniczącego SLD, formacja moja, w której dzisiaj jestem przewodniczącym, miała 4, 3%, dzisiaj ma od 9 do 11%. To jednak wyraźny skok w notowaniach i jednak pokazaliśmy (myślę o całym kierownictwie), że Sojusz dzisiaj jest ważnym graczem na scenie politycznej, ale też partią, która jest wierna swoim ideałom i konsekwentna w działaniu. I to chyba są bardzo ważne rzeczy, które udało się zrobić. Więc tym, którzy myślą dzisiaj o nowych wyborach w partii, powiadam: nie tędy droga.
G.S.: A na czym polega wobec tego zasadnicza różnica pomiędzy panem a Wojciechem Olejniczakiem? To jest różnica w taktyce, w tym, jak powinna wyglądać Lewica? Pan uważa, że, no nie wiem, powinna popierać wszystkie ustawy propracownicze, nawet jeśli te ustawy zgłasza Prawo i Sprawiedliwość. Wojciech Olejniczak, tak się przynajmniej wydaje, jest mu bliżej do Platformy Obywatelskiej?
G.N.: Sojusz Lewicy Demokratycznej ma w nazwie „Demokratyczna”, więc są u nas różne głosy i bardzo dobrze, że ścierają się różne opinie, różne poglądy, różnego rodzaju spojrzenia na świat, ale SLD ma jeden nurt – nurt bardzo jasno i czytelnie określony naszymi dokumentami programowymi. Nie chcemy być przystawką ani dla PiS-u, ani dla Platformy Obywatelskiej. I to, że czasami dochodzi do dyskusji programowej w naszej partii, to bardzo dobrze. Różnice, jakie są pomiędzy poszczególnymi działaczami SLD są minimalne, ale dobrze, że są, bo partia jednolita jest partią nudną, partią wodzowską i partią, która nie ma przed sobą przyszłości.
G.S.: A czy SLD – partia nienudna, jak to pan powiedział – może się rozpaść?
G.N.: Nie ma takiej możliwości. Przeżyliśmy najgorsze chwile w swojej historii i przeżyliśmy je w sposób zwarty. Jesteśmy partią polityczną, która w sposób ciągły funkcjonuje od początku lat 90, która nie zmieniała szyldu politycznego w związku z różnymi zawiejami historycznymi w przeciągu ostatnich 18–19 lat, jesteśmy formacją, która ma jasno określony cel działania i swój program wyborczy. I ludzie, którzy są dzisiaj w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, są to ludzie, którzy są w tej partii na dobre i na złe. I to cechuje tę partię, że swobodnie może przeżyć kolejne kryzysy, ale też wierzę, że zaczyna się czas triumfów.
G.S.: SLD nie poparła ustaw zdrowotnych przygotowanych przez Platformę. Poparła ustawę ograniczającą ustawy pomostowe czy likwidującą ustawy pomostowe. A co z ustawą medialną? Czy w tej sprawie już zapadła decyzja?
G.N.: Panie redaktorze, jedno sprostowanie, jeżeli można – nie poparła ustawę o emeryturach pomostowych. Jesteśmy bardzo konsekwentni, przypominam, że kierujemy za chwilę tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego i wszyscy, którzy zarzucają nam tutaj niekonsekwencję i odejście od naszych ideałów programowych, chcę jasno i czytelnie powiedzieć – walczyliśmy już w Trybunale na przykład o ustawę lustracyjną, aby nie krzywdziła setek tysięcy ludzi, i wygraliśmy w Trybunale Konstytucyjnym. Dzisiaj kierujemy ustawę naszym zdaniem niesprawiedliwą i z błędami też do Trybunału i tam o nią będziemy walczyć. Więc SLD – tak jak i w ustawach zdrowotnych, tak i w tej ustawie o emeryturach pomostowych – jest konsekwentne.
Jeżeli chodzi o ustawę medialną, na początku roku, tak jak zapowiadaliśmy, przedstawimy nasze propozycje, które chcielibyśmy zgłosić do projektu ustawy przygotowane przez Platformę Obywatelską i czekamy na prace parlamentarne nad tą ustawą.
G.S.: „Szanse polskiego rozwoju w kryzysie” – tak się nazywa raport, raport, do którego dotarła Gazeta Wyborcza przygotowany przez ministra Michała Boniego między innymi. No, raport krytyczny, dużo bardziej krytyczny niż założenia Ministerstwa Finansów. Zakłada on między innymi, że wzrost gospodarczy może być na poziomie 2% w przyszłym roku. Jak pana zdaniem powinno wyglądać działanie polityków, nie tylko rządu, ale też opozycji w czasie kryzysu? Jak głęboki jest ten kryzys?
G.N.: No, cieszę się bardzo, że jest część polityków w rządzie Donalda Tuska, które dostrzegają niebezpieczeństwo kryzysu w Polsce, bo do tej pory w ustach pana premiera brzmiały tylko słowa, które mówiły: nie ma problemu, nic się nie wydarzy, Polska jest bezpieczna, kryzys nas nie dopadnie. Ale fakty wskazywały na co innego – kolejne zamykane zakłady pracy, kolejni zwalniani ludzie, kolejne prognozy wypowiadane przez ekonomistów, które mówią o problemach, które powstaną na początku roku 2009, brak kredytów mieszkaniowych, cały czas drogie mieszkania. No, to pokazuje, że jednak coś jest nie tak. Dostrzega to pan minister Boni w swoim raporcie. Pytanie: jak głęboko? I pytanie: czy dobrze analizuje sytuację? Czy rząd Donalda Tuska jest przygotowany na walkę z kryzysem? Moim zdaniem nie. Ostatni rok jego rządów pokazał, że skupia się tylko na rzeczach takich widowiskowych i tylko i wyłącznie na konflikcie z prezydentem, a nie na rozwiązywaniu konkretnych spraw. Często – tak jak przed chwilą rozmawialiśmy o ustawach – pan premier i jego rząd próbuje zwalać winę na inne ugrupowania bądź na prezydenta, a nie przygotowuje dobrych ustaw reformujących. Pytanie: co premier zaprezentuje i jak zareaguje na to pan prezydent? Jak powinna zachować się opozycja odpowiedzialnie, mając swoje uwagi, swoje propozycje i włączając się do debaty? Bo walka z kryzysem powinna być celem wszystkich partii politycznych.
G.S.: A czy kryzys jest szansą dla opozycji? Tak pan to postrzega? No bo jeżeli nastroje społeczne się zmienią, jeśli rząd zostanie uznany jako winny tego, co się dzieje, taki jest pewnie mechanizm społeczny, to wtedy będzie zyskiwało Prawo i Sprawiedliwość i SLD?
G.N.: Znaczy jeżeli ktoś myśli, że na kryzysie zbija się kapitał polityczny, to jest cynicznym politykiem i osobą krótkowzroczną. Opozycja w czasie kryzysu powinna być opozycją bardzo mocno przyglądającą się posunięciom koalicji rządzącej, musi być opozycją bardzo wnikliwie kontrolującą rząd w danych dziedzinach i jakby sprawiającą to, że premier i jego ekipa będzie czuła cały czas oddech na plecach, ale musi być też opozycją konstruktywną, wprowadzającą swoje sugestie, swoje propozycje do walki z tym kryzysem. I ja bym chciał być taką opozycją, a nie tylko żerującą na tym, że jeżeli komuś spada, to nam będzie rosło. To nie tędy droga.
Mamy swoje doświadczenia, myślę, tu jako Sojusz Lewicy Demokratycznej dwukrotnie rządziliśmy i wyprowadzaliśmy kraj z głębokiego kryzysu, przypominam, i w roku 93, i w roku 2001. Tu zasługa rządów lewicy, rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej doprowadziła, że kraj stał się krajem stabilnym, rozwijał się gospodarczo i malało bezrobocie. Więc te nasze doświadczenia będziemy chcieli przełożyć na konkretne działania parlamentarne. No, tylko że jest jeden mały problem – większość parlamentarna musi chcieć słuchać. Do tej pory, jak pan redaktor też zauważył w tej audycji, i Platforma Obywatelska, i koalicjant PSL niekoniecznie słuchają opozycji, a tym bardziej Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
G.S.: Dziękuję. Moim gościem był Grzegorz Napieralski, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
G.N.: Dziękuję.
(J.M.)