Grzegorz Ślubowski: Przy naszym
telefonie Sławomir Skrzypek, Prezes Narodowego Banku Polskiego. Dzień dobry.
Sławomir Skrzypek: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
G.Ś.: Panie prezesie, wczoraj NBP przedstawił raport o kosztach i
korzyściach przyjęcia euro i jak rozumiem, wynika z niego, że z powodu kryzysu należałoby
ten proces odłożyć, czyli wejście do strefy euro. Taki jest wniosek?
S.S.: Konkretny wniosek, który został sformułowany brzmi, że w
obecnej sytuacji trudno znaleźć argumenty ekonomiczne za niezwłocznym
przystąpieniem do ERM2, a reszta to już są wnioski, które nasuwają się same. Oczywiście,
jesteśmy otwarci na dyskusję. Jeżeli pan minister Kotecki,
który podtrzymuje tę decyzję, ma inne analizy, chętnie tę kwestię
przedyskutujemy. Niemniej poza analizami konieczne są wspólne rozmowy i
współpraca. I to chyba byłoby też bardzo potrzebne.
G.Ś.: A czy argumentem strony rządowej i Ministerstwa Finansów, jak pan
na pewno wie, jest to, że takie wejście do systemu ERM2 mogłoby powstrzymać np.
wahania kursowe, wahania kursu złotego, to, z czym mamy do czynienia ostatnio.
S.S.: Według naszych analiz nie powinno to w ten sposób zadziałać.
Po pierwsze dlatego, że w tej chwili jesteśmy traktowani jako jeden wielki
koszyk tzw. rynków wschodzących, inwestorzy poruszają się tutaj z swoim
kapitałem zgodnie ze swoim schematem. Po drugie – w obecnej sytuacji, kiedy
fundusze inwestycyjne dokonały ogromnych strat na różnych innych aktywach,
między innymi tak zwanych toksycznych, w tej chwili poszukują odbicia. I według
naszych analiz, według informacji naszych ekspertów w obecnych warunkach byłoby
to zaproszenie do bardzo daleko posuniętych spekulacji. W obecnej sytuacji,
kiedy wymienność naszej waluty jest powyżej 20%, aby ją utrzymać w korytarzu
ERM2 trzeba by niemalże bez przerwy interweniować, a jeśli chodzi o ten
mechanizm, interwencje, nawet werbalne, powinny mieć charakter epizodyczny, a
nie trwały.
G.Ś.: A czy pan nie uważa, że ten raport, który wczoraj ogłosiliście,
to też była jakaś interwencja, że to też mogło spowodować... negatywnie wpłynąć
na inwestorów, takie poczucie, że my jednak nie będziemy na razie przyjmować...
S.S.: Nie, inwestorzy... Po pierwsze analizowaliśmy minutowy przebieg
kursu i nie było żadnego śladu jakby tego typu interwencji, jeżeli pan to tak zdefiniował.
Więc to jest nieprawdą. Zresztą szereg analityków wypowiadało się na ten temat,
również nie podziela tego odosobnionego całkiem... nie spotkałem się wcześniej
z tego typu opinią. Natomiast jeszcze raz mówię – w obecnej sytuacji znacznie
ważniejsze jest to, czy w tym zakresie wykonuje się określone działania. Z
Narodowym Bankiem Polskim nikt nie rozmawiał do tej pory na temat rozpoczęcia procesu
przystąpienia do ERM2, dotychczasowa praktyka innych krajów mówi o tym, że
około 6 miesięcy trwają negocjacje z Komisją Europejską. Jeżeli ktoś potrafi
dodawać te wszystkie miesiące, sam wysunie wnioski.
G.Ś.: Czyli kiedy jest realna data przystąpienia do euro? Nie 2012, a...?
S.S.: Ja chciałem powiedzieć, że rok 2012 jako najszybciej możliwa
data z technicznego punktu widzenia to była data, którą ja po raz pierwszym
wymieniłem jeszcze w 2007 roku, było to około kwietnia. Narodowy Bank Polski
nie będzie się tutaj licytował datami. Musi być rzetelna praca i przygotowanie.
I raport wskazuje też na inne obszary konieczne do tego, aby Polska, kiedy
wejdzie do strefy euro, była wśród beneficjentów. Samo bycie w strefie euro nie
zastępuje innego działania, to nie jest lekarstwo na wszystko. Przykład Grecji,
ostatnio nawet Włoch, ale Hiszpanii, Portugalii, Irlandii bardzo wyraźnie pokazuje,
że aby w strefie euro odnosić korzyści, a nie ponosić koszty, aby odnosić
korzyści, trzeba do tego kraj przygotować. I ja zapraszam do tej pracy.
G.Ś.: Ale Słowacja, jak rozumiem, zyskała na tym, ten kraj, który nie
tak dawno wszedł do... dostał euro. Znaczy tam są, oczywiście, różne problemy,
inne problemy, ale z powodu euro akurat na przykład wzrostu cen znacznych, czego
się obawiali niektórzy polscy też eksperci, nie było.
S.S.: To doświadczenie, jak szeregu krajów, już taka sytuacja jak w
Niemczech przy wprowadzeniu euro, kiedy markę do euro zrównano praktycznie,
takich sytuacji już nie ma. Jest szereg możliwych działań, które mogą tę
sytuację zneutralizować. Potem już zostaje efekt Balassy–Samuelsona, który będzie pchał ceny w górę dla nie
powiem wyrównania poziomu, bo to nie w tym kierunku, ale jednak może tak to
mieć miejsce.
Co do przykładu słowackiego,
rzeczywiście osiągnęli oni w tej chwili pełną stabilizację swojej waluty i to
jest niewątpliwie sukces. Jak to się przeniesie na sferę realną gospodarki,
będziemy obserwować bardzo bacznie, bo Słowacja jest dla nas bardzo
interesującym przykładem. Na razie bardzo dobrze na euro w Słowacji korzystają
nasi handlowcy z południowej granicy, jak również nasze bazy turystyczne pełne
są w tej chwili słowackich gości. Więc i Polska odnosi pewne korzyści z tego, że Słowacja jest w
tej chwili w euro.
G.Ś.: To niewielkie korzyści, zważywszy, że Słowacy przyjeżdżają do
Polski na zakupy, bo tu jest po prostu znacznie taniej, dlatego że złoty spada.
Jak długo będzie złoty spadał, panie prezesie? Ja wiem, że to trudno
powiedzieć...
S.S.: Bank centralny nie powinien wypowiadać się na temat kursów.
To, że złotówka jest poniżej fundamentów to to jest oczywiste, z tym, że w tej
chwili nikt na takie rzeczy nie patrzy. W tej chwili inwestorzy poruszają się w
kierunku... znaczy zgodnie z sentymentami i jesteśmy tutaj traktowani jako
jeden wielki koszyk rynków wschodzących. Mam nadzieję, że w pewnym momencie,
kiedy kapitał w tej sferze dolara czy euro poczuje się bezpieczny i zacznie
szukać też bezpiecznych miejsc do inwestowania, to Polska, która ma ogromne
szanse, aby być krajem o dodatnim wzroście, myślę, że całkiem pokaźnym w
porównaniu z dotychczasowymi doświadczeniami niektórych krajów strefy euro, to
nawet w takiej sytuacji, podczas gdy inne kraje już weszły w techniczną bądź faktyczną
recesję, będzie to zachęta dla inwestorów, że Polskę należy traktować wyjątkowo.
My nie zasługujemy na to, aby być traktowani równo z innymi krajami rynków
wschodzących.
G.Ś.: Panie prezesie, pana zdaniem Polska ustrzeże się recesji w tym
roku? Ten wzrost, no, nawet niewielki, ale będzie?
S.S.: Na to wskazują nasze badania, z
tym, że nie są one bezwarunkowe. Wymaga to bardzo mocnej skoordynowanej akcji
po stronie banku centralnego, szczególnie po stronie rządu, który ma
ogromną paletę instrumentów, które mogą w tym wypadku działać antycyklicznie,
czyli spowalniające spowolnienie, czyli podtrzymujące słabnący wzrost
gospodarczy, regulatora, ale również jest to odpowiedzialność systemu finansowego,
który jest w rękach prywatnych. Wszystkie te strony powinny być zainteresowane
podtrzymaniem określonego poziomu wzrostu gospodarczego, ponieważ jeżeli nie
zapanujemy nad sytuacją w sferze realnej, może ona wrócić z powrotem do systemu
finansowego już nieco większą falą.
G.Ś.: Dzisiaj rząd będzie rozpatrywał czy zastanawiał się nad wnioskiem
wicepremiera Pawlaka. Ten wniosek dotyczy unieważnienia tzw. opcji, czyli
zakładów przedsiębiorstw z bankami na kurs euro. Wiele przedsiębiorstw na tym
bardzo dużo straciło, niektórym grozi nawet bankructwo. No ale w naszym studiu
kilkanaście minut temu Rafał Grupiński, minister w Kancelarii Premiera, mówił,
że poparcie tego wniosku Waldemara Pawlaka to nie jest dobry pomysł, że to by
spowodowało rzeczywiście, że my wszyscy zaczęlibyśmy mieć kłopoty, bo ktoś
bankom musiałby zapłacić. Jakie jest pana stanowisko w sprawie tak zwanych
opcji?
S.S.: No cóż, jak rząd podejmie określoną decyzję, będziemy oceniać
ten projekt. Na razie mamy do czynienia z pomysłami, które nie do końca są mi w
szczegółach znane. Umów się dotrzymuje, z drugiej strony są pewne klauzule, są
pewne warunki, które pozwalają na to popatrzeć trochę inaczej. Ja z pewną
rezerwą podchodzę do tego całego procesu...
G.Ś.: Ale z rezerwą do pomysłu pana Pawlaka czy...
S.S.: Były sytuacje... Nie znam pomysłu pana premiera Pawlaka, znam
go tylko z przekazów medialnych. I jeżeli rząd przyjmie taki projekt, wtedy
zapoznam się szczegółowo z każdym jego zapisem i wtedy na pewno Narodowy Bank
Polski będzie się do tego odnosił.
G.Ś.: Jak długo potrwa ten kryzys, światowy kryzys? No bo to przecież dotyczy
nie tylko Polski czy nie tylko Europy. Czy ktoś wie, czy ktoś może odpowiedzieć
na to pytanie?
S.S.: Tego nikt nie wie. Na wszystkich spotkaniach od Davos do
Bazylei, ostatnio również byłem na międzynarodowej konferencji w Azji, w
wszystkich tych miejscach dyskutuje się to z ogromną powagą w świadomości dużych niewiadomych i dużych
niepewności. Ostatnio minister finansów powiedział, stwierdził czy ocenił, że
obecny kryzys może potrwać 5 do 7 lat. Myślę, że Polska powinna się przygotować
na czarne scenariusze. W naszych warunkach mamy duże atuty, aby ten czas
przetrwać w lepszej kondycji niż inne kraje. Nasza zależność od eksportu jest
dwukrotnie mniejsza niż naszych sąsiadów, jak również innych krajów Unii
Europejskiej, a właśnie spadający eksport jest jedną z głównych przyczyn
przyspieszania kierunku (...) właśnie w tych krajach, w tych krajach, w których
ono się pojawiło. U nas nasz popyt wewnętrzny zarówno indywidualny, jak i
publiczny, czyli ten napędzany decyzjami władz publicznych, stanowią jeszcze
poważną część wzrostu gospodarczego.
Pytanie o inwestycje z kolei to
jest pytanie o nastroje wśród przedsiębiorców, jak postrzegają przyszłe scenariusze.
Tu też mamy dużo do zrobienia, żeby ten optymizm pod tym względem mógł być
większy. I ten czas niezależnie od tego, jak długo on będzie trwał, dzięki
siłom wewnętrznym możemy przetrwać w lepszej kondycji niż inne kraje.
G.Ś.: No, miejmy nadzieję...
S.S.: Potrzebna jest jednak bardzo duża, bardzo silna współpraca,
jak powiedziałem, Narodowego Banku Polskiego, rządu, KNF–u, ale również
głównych graczy sfery realnej.
G.Ś.: Miejmy nadzieję, że przetrwamy w lepszej kondycji niż inne kraje.
Sławomir Skrzypek, Prezes Narodowego Banku Polskiego. Dziękuję.
S.S.: Dziękuję bardzo, dziękuję państwu.
(J.M.)