Wiesław Molak: W naszym studiu zgodnie z zapowiedzią prof. Leszek Balcerowicz.
Dzień dobry, witamy w Sygnałach.
Leszek Balcerowicz: Dzień dobry państwu.
W.M.: Na pierwszych stronach dzisiejszych gazet roześmiane twarze
przywódców światowych: Barack Obama, Silvio Berlusconi, Dimitrij Miedwiediew, Abdullah bin Abdel Aziz, Hu Jintao i tak
dalej, i tak dalej. Wszyscy szczęśliwi. No, zaskakująca zgoda największych, jak
walczyć z kryzysem. Zaskakująca, panie profesorze?
L.B.: Nie, bo z góry było wiadomo, że po tym szczycie muszą pokazać
roześmiane twarze, bo inaczej uznano by to za porażkę. Trzeba wiedzieć, że
jeżeli takie szczyty następują co parę miesięcy, to nie można się spodziewać po
każdym z nich jakiegoś wielkiego przełomu, to jest niemożliwe...
W.M.: Że to już koniec kryzysu...
L.B.: W związku z tym...
Henryk Szrubarz: Przecież premier Wielkiej Brytanii ogłosił nowy porządek
światowy.
L.B.: Wiemy, że demokracja w skali masowej ma w sobie pewne
elementy nieuniknionego teatru politycznego i to zaliczałbym do teatru
politycznego, do takiego trochę działania pod publiczkę, z czego nie wynika, że
na tym szczycie nie przyjęto jakichś pożytecznych ustaleń. Owszem przyjęto, one
się zresztą pokrywają z niektórymi propozycjami raportu grupy na szczeblu Unii
Europejskiej, w której miałem okazję działać od listopada do...
W.M.: To była ta grupa, która miała szukać sposobów na wyjście z
kryzysu ekonomicznego.
L.B.: Raczej na to, jak sprawić, aby w przyszłości następny podobny
niepoważny kryzys się nie powtórzył, na przykład postulowaliśmy również, aby zwiększono
środki finansowe Funduszu Walutowego, tak aby mógł on na większą skalę
przychodzić z pomocą krajom ogarniętym kryzysem. Oczywiście, to jest bardzo
ważne, żeby uzgodniono rozsądny program, bo nie ma sensu finansowania złej
polityki gospodarczej, to tylko pogłębia problemy i to kosztuje, więc pod
warunkiem, że Fundusz będzie organizacją profesjonalną, fachową. To jest
pożyteczny krok...
H.S.: No i ma odpowiednio dużo pieniędzy, tutaj wszyscy komentatorzy,
politycy, dziennikarze
L.B.: No, proszę państwa, to...
H.S.: ...wymieniają tę sumę ponad bilion dolarów.
L.B.: No, z natury rzeczy uwaga opinii publicznej często
koncentruje się na skali dodatkowych pieniędzy, ale pamiętajmy, że
najważniejsze jest to, na co pieniądze są przeznaczane. Ponadto pieniądze są
zwykle pożyczane, a więc jeżeli się źle wykorzysta, to się jeszcze wpadnie w
dodatkowe kłopoty. I najlepszą
receptą na zapobieganie kryzysom oraz na jakąś większą odporność na skutki
zewnętrznych zaburzeń jest po prostu dobra, rozsądna polityka gospodarcza i sprawna
gospodarka, oparta na konkurencji, prywatnej własności, dobrym prawie.
To jest coś, co trzeba cały czas robić, a szczególnie w czasach kryzysu.
H.S.: Panie profesorze, jak będą wykorzystywane i przez kogo te
pieniądze?
L.B.: Po pierwsze...
H.S.: Ponad bilion dolarów, podkreślamy.
L.B.: Tak, ale po pierwsze pamiętajmy, że one stopniowo będą
udostępniane, że to nie jest nagle jakiś gigantyczny zalew pieniądze, że
niektóre rządy udostępnią poprzez swoje obligacje, zwiększone środki dla Funduszu
Walutowego, no i jeżeli dodatkowe kraje będą się zgłaszać do Funduszu z prośbą
o przejściowe wsparcie finansowe, w zamian jednakże za uzgodnienie programu, no
to Fundusz będzie miał większe możliwości działania. Ale jak powiedziałem, to
jest jeden tylko... jedno, jak sądzę, w sumie rozsądne ustalenie.
Drugie, bardzo ważne, oby
dotrzymane – to jest deklaracja, że będzie unikać się protekcjonizmu, czyli
izolowania się krajów od siebie, czyli że podtrzyma się coś, co często jest atakowane, mianowicie
globalizację, bo globalizacja oznacza, że kraje nie są w izolacji, że nie ma
barier, tylko że właśnie ludzie z różnych krajów również w sprawach gospodarczych
mogą ze sobą współpracować.
W.M.: Panie profesorze, politycy chcą zwiększyć nadzór nad rynkami finansowymi.
Jak można to zrobić?
L.B.: Tu potrzebne są konkrety, bo tu szczególnie diabeł jest, w
szczegółach. I mam nadzieję, że nie ustalano tam zbyt pośpiesznie jakichś konkretów. My zajmowaliśmy się na
szczeblu Unii Europejskiej tymi kwestiami i doszliśmy do wniosku, że sporo zła
zrobiły już istniejące regulacje. To nie jest tak, że każdy przepis, który
uchwala się na szczeblu politycznym jest dobry. Wiemy z naszej to praktyki i to
także z praktyki międzynarodowej. Okazało się, że część przepisów, które dotyczyły instytucji finansowych,
w tym zwłaszcza banków, przyczyniła się do kryzysu. Generalnie bardzo istotnym
powodem obecnego kryzysu były błędy lub zaniechania państw, zwłaszcza
dużych państw, takich jak Stany Zjednoczone...
H.S.: A nie pazerność bankierów i banków?
L.B.: Pazerność zawsze w jakiejś skali występuje, tyle tylko na ile pazerność czy nadmierne ryzyko
mają pole do działania, zależy od ram, w jakich funkcjonują rynki. I te ramy
były pod wieloma względami wadliwe. Na przykład było za dużo pieniądza
związanego zbyt luźno, zbyt niskimi stopami procentowymi w Stanach
Zjednoczonych, to przyczyniło się do ogromnego wzrostu kredytów, w takich
warunkach to się poszukuje łatwych, często zbyt ryzykownych lokat, jak i
ekspansja kredytów w Stanach Zjednoczonych podbijała ceny mieszkań, a to, co
szybko rośnie, po pewnym czasie się załamuje i wtedy przyjemne czasy zamieniają się w
nieprzyjemne czasy. Więc warto pamiętać, jak się dyskutuje, gdy się
dyskutuje o przyczynach kryzysu, że ci politycy, którzy teraz czasami zwalają winę na bankierów, na fundusze
hedgingowe sami przyczyniali się przez lekkomyślną politykę do powstania tego
kryzysu. W Wielkiej Brytanii na przykład moim zdaniem polityka za czasów
Browna, który był jeszcze przedtem był ministrem finansów, przyczyniła się do
problemów Wielkiej Brytanii, tam za szybko rosły wydatki budżetowe, tam nie
dostrzegano dostatecznie wcześnie, że zbyt ryzykowny jest wzrost kredytu, że
rozrost (...) finansowego jest także nadmierny i tak dalej.
W.M.: A jak państwo ma kontrolować, no, prywatne przecież banki?
L.B.: Tu nie chodzi o to, żeby przejść od kapitalizmu do
socjalizmu, czyli nagle nacjonalizować banki...
W.M.: No właśnie.
L.B.: ...czyli inaczej poddawać je politycznej kontroli. Tu chodzi
o regulacje, czyli pewne przepisy. Ale wspomniałem, że mądre regulacje opierają
się na analizie błędów wcześniejszych regulacji i sprawa, praca nie jest
zakończona. Tu potrzebna jest dalsza robota ze strony ekspertów i mam nadzieję,
mam wrażenie, że na szczycie nie uchwalono żadnych konkretów, tylko ogólną
deklarację, że prace będą trwały, tak przynajmniej powinno być.
Co do innych ustaleń, na
przykład że zrobi się czarną listę rajów podatkowych, to znaczy takich miejsc,
gdzie można się zarejestrować, płacąc bardzo niskie podatki, no to trzeba
uczciwie powiedzieć – żadne analizy nie wykazały, że akurat to była przyczyna
kryzysu, no ale widocznie politycznie popularna...
H.S.: Czyli to jest taki temat zastępczy, tak?
L.B.: To jest pod publiczkę. No, jest popularne znaleźć jakiegoś
winowajcę. Znamy przecież... to od tysiącleci jest pojęcie kozła ofiarnego. No
to mamy tutaj takiego kozła ofiarnego.
H.S.: Panie profesorze, a jeśli chodzi o płace i premie bankierów, to
też jest temat pod publiczkę?
L.B.: No, to z całą pewnością, oczywiście, łatwo podburzyć ludzi,
przy czym pamiętajmy...
H.S.: Ale z drugiej strony jeżeli na przykład upadająca firma otrzymuje
pieniądze od państwa na ratowanie tej firmy i na ratowanie rynku, a potem
prezesi sobie zasądzają czy przyznają wysokie nagrody pieniężne, no to wzburza
to opinię publiczną.
L.B.: Wyjaśnię – ja nie bronię takich praktyk i z całą pewnością
wtedy, kiedy do tego dochodziło, to zawiodła co najmniej ostrożność, tylko
warto wyjaśnić, że to często nie chodziło o prezesów, a o pracowników i często
to, co nazywa się premią, to jest stałym składnikiem wynagrodzenia. To u nas
też często nazywa się premią coś, co się dostaje systematycznie, a w związku z
tym, żeby utrzymać najlepszych pracowników, czyli utrzymać firmę, to często ci
prezesi instytucji, które są w tarapatach, decydowali się nie obniżać im płacy,
na przykład o 50%, czyli wypłacić im premie. Ale, oczywiście, powstało wiele
zamieszania, bo ludzie zwykle sądzą, że premia to jest jakaś nagroda, a tak nie
jest, nie zawsze tak jest, no i to się nadaje, oczywiście, na cel ataku
politycznego.
W.M.: Był też taki pomysł Pekinu i Moskwy, żeby na przykład zrobić
wspólną światową walutę zastępującą dolara.
L.B.: To nie jest nowy pomysł i do pewnego stopnia w skromnym
zakresie do tej pory był realizowany. To się nazywa „specjalne prawa ciągnienia
– SDR”, ale ja na razie to mamy dwie waluty światowej: numer 1 to jest dolar,
potem mamy euro. Skąd biorą się tego rodzaju sugestie ze strony zwłaszcza
Chińczyków? No, z tego powodu, że Chińczycy są największymi wierzycielami Stanów
Zjednoczonych. W Ameryce zbyt dużo konsumowano, zaciągając kredyty za granicą,
to ma postać deficytu, między innymi deficytu budżetu, ktoś kupuje obligacje
amerykańskie, to są głównie Chińczycy, potem kraje naftowe, no i oni się...
H.S.: Chińczycy powiedzieli, że dalej będą kupować te obligacje.
L.B.: No tak, ale zaczęli się zastanawiać, no, czy dolar będzie na
dłuższą metę stabilny. I dali wyraz jakimś swoim niepokojom i w powiązaniu z
tym niepokojem zaczęli wysuwać propozycje, że może by przejść do jakiejś waluty
światowej. Myślę, że to jest pewien ruch taktyczny, żeby skłonić Amerykanów do
silnej deklaracji, że polityka gospodarcza w Stanach Zjednoczonych nie będzie
szkodziła dolarowi.
W.M.: Co to daje Polsce – te wyniki tego szczytu? Euforia na giełdach,
WIG20 wystrzelił o prawie 7%...
H.S.: Złoty się umocnił..
W.M.: ...złoty coraz silniejszy.
L.B.: Trzeba popatrzyć, oczywiście, na nieco dłuższą metę, bo
mieliśmy i w przeszłości przykłady, że po jakichś spektakularnych zdarzeniach
giełdy wystrzelały i potem to się odwracało. Ja nie chcę tego w żadnej mierze
dezawuować czy osłabiać wymowy tego, ale nie to jest może najważniejsze... nie
takie spektakularne wydarzenia są najważniejsze. Dla naszego kraju to naprawdę
najważniejsza jest taka rozsądna polityka gospodarcza. Za rozsądną politykę uważam między
innymi nienaśladowanie tych, którzy są do nas niepodobni, na przykład Ameryki,
niezwiększanie jakieś gwałtowne deficytu, bo to by oznaczało w naszych
warunkach osłabianie złotego, a nie umacnianie, odróżnianie się pozytywne od
innych krajów właśnie taką stabilnością i rozsądkiem polityki gospodarczej.
H.S.: Panie profesorze, G20, jak premier Brown ogłosił, że będzie nowy
porządek światowy, pan powiedział, że jest to bardziej takie pod publiczkę
stwierdzenie, natomiast za tym powinny pójść jakieś konkrety. Jakie konkrety?
L.B.: No, tu trzeba zapytać premiera Browna, co on miał na myśli,
używając takiego wielkiego określenia...
W.M.: Za chwilę zadzwonimy, panie profesorze.
L.B.: Ja osobiście uważam, że to jest na wyrost. No przecież nowy
porządek to oznacza, że zmieniamy ustroje, na szczęście nie zmieniamy i nie
widzę gotowości do powrotu do socjalizmu.
H.S.: No i kto będzie decydował o tym nowym porządku? Czy właśnie G20,
jakaś nowa organizacja sformalizowana?
L.B.: Ale przede wszystkim, tak jak powiedziałem, na szczęście nie
widzę jakichś zasadniczych zmian poza tym, że zwiększy się wydatnie środki
Międzynarodowego Funduszu Walutowego, co może być pożyteczne, że na przykład
ureguluje się trochę mocniej czy inaczej...
H.S.: My też będziemy musieli większe składki płacić na Międzynarodowy
Fundusz Walutowy.
L.B.: Tak, ale to jest tak jak ubezpieczenie, prawda? Czasami warto
się ubezpieczyć, czasami warto zapłacić większą składkę, żeby w większym
zakresie się ubezpieczać. Więc mówiąc krótko, nie sugerowałbym się tymi
określeniami, które są często pod publiczkę, a patrzyłbym na konkrety.
W.M.: Awantura o pieniądze w polskim sejmie. Chodzi o finansowanie
partii z budżetu. „Bardziej zawstydzających spektakli niż ta rozpaczliwa obrona
milionów złotych wyciąganych z kieszeni podatnika ta sala nie widziała” – tak
mówił wczoraj premier. Jest pan za tym, żeby finansować partie polityczne,
zmniejszyć finansowanie, zawiesić?
L.B.: Ja tu widzę dwie rzeczy. Po pierwsze moim zdaniem potrzebna jest reforma finansowania
partii politycznych, tak aby nie było sytuacji, gdzie one zależą wyłącznie od
budżetu, co doprowadza do dwóch skutków. Po pierwsze ten, co raz wygra,
ma większe szanse, by wygrywać na przyszłość i ma większe pieniądze. Po drugie –
w ramach partii to umacnia centralizację, bo szef partii dysponuje pieniędzmi i
w związku z tym może od siebie uzależniać innych ludzi. I to jest także trochę niezdrowe dla...
H.S.: Czyli taka partia staje się mniej demokratyczna.
L.B.: No, w jakimś sensie, choć oczywiście partie nigdy nie są takim
pospolitym ruszeniem i nie powinny być. Z powodów dość poważnych moim zdaniem
potrzebna jest reforma finansowania partii politycznych, żeby zmniejszyć
udział, co najmniej zmniejszyć udział finansowania z budżetu na trwałe, a ma
zapewnić maksymalną przejrzystość finansowania. A po drugie rzeczywiście w
takich czasach jak teraz to jakieś samoograniczanie się jest właściwe i od tego
przecież demokracja w Polsce by nie upadła.
H.S.: No ale premier chce...
L.B.: Gdyby na 2 lata zawiesił, to przecież te partie polityczne,
które są w tej chwili w sejmie, nagromadziły poważne zasoby finansowe, jak
widać nie zawsze rozsądnie wykorzystywane (...)
H.S.: No ale to nie powiedzie się, jeśli chodzi o...
L.B.: No to można wyrazić ubolewanie...
H.S.: (...) Platformy i Donalda Tuska, natomiast...
L.B.: To, co w demokracji się powiedzie czy nie, to w ostatecznym
rachunku zależy od nacisku opinii publicznej. Mam nadzieję, że taki nacisk opinii publicznej
będzie, żeby skruszyć opór tych, którzy chcą utrzymać obecną, moim zdaniem
niedobrą sytuację.
H.S.: W każdym razie ograniczenie dotacji budżetowych jest pana zdaniem
celowe i słuszne.
L.B.: Starałem się wyjaśnić. Z dwóch powodów: na trwałe w ramach pewnej
reformy finansowania partii politycznych, no i przejściowo, zanim takiej reformy
nie będzie.
H.S.: No ale z drugiej strony ten system, który pozwala tylko i
wyłącznie na przykład na finansowanie partii politycznych ze składek członków
czy z dotacji danych firm może powodować też sytuacje korupcjogenne.
L.B.: Musimy od razu myśleć o skrajnościach. Jest wiele na świecie
rozwiązań, które dają rozwiązanie... możliwości mieszane. W dobrych rozwiązaniach
zawsze jest zapewniana maksymalna przejrzystość, tak żeby ludzie wiedzieli, kto
co daje na rzecz określonej partii politycznej i niech opinia publiczna
decyduje.
W.M.: Wczoraj dowiedzieliśmy się, że spłaciliśmy długi Edwarda Gierka,
ale tych długów mamy jeszcze ho, ho.
L.B.: Ale przypomnijmy sobie, że to były lata traktowane jako
najlepsze, jako bonanza, kiedy tymczasem to jest tak... miłe złego początki.
Potem to zbankrutowało, bo pieniądze w znacznej mierze zostały przejedzone, w
znacznej mierze zainwestowane, odsetki się gromadziły, w latach 80. Polska była
bankrutem i pamiętam, gdy w 89 roku podjąłem się zadania reformowania polskiej gospodarki,
to także jednym z najważniejszych priorytetów była redukcja długu. I to mi
zajmowało dużo czasu. Ileś rozmów z głowami państw krajów–wierzycieli. To,
przypomnijmy, się powiodło, bo przecież my uzyskaliśmy redukcję naszego
gigantycznego zadłużenia o połowę, ale tę dalszą połowę, oczywiście, trzeba
spłacać i obsługiwać.
H.S.: No, jeszcze przez dobrych kilka lat będziemy spłacać resztówki.
L.B.: Ale wniosek jest taki: bądźmy uważni jako wyborcy, nie dajmy
się nabrać na łatwe obietnice finansowane z zagranicznego kredytu.
W.M.: No i tak – ludzie w Paryżu, w Rzymie, w Warszawie, w Moskwie
popatrzą dziś na pierwsze strony gazet, uśmiechnięte twarze przywódców. Od razu
lżej się robi (...)
L.B.: No i dobrze. Lepiej, że się uśmiechają niż gdyby mieli się
pokłócić, ale z góry było wiadomo, że będą się uśmiechać.
W.M.: Profesor Leszek Balcerowicz w Sygnałach Dnia. Bardzo dziękujemy
za rozmowę.
L.B.: Dziękuję bardzo.
(J.M.)