Henryk Szrubarz: W naszym studiu zapowiadany już gość: Bronisław
Komorowski, Marszałek Sejmu. Dzień dobry, panie marszałku.
Bronisław Komorowski: Dzień dobry, witam wszystkich słuchaczy,
witam panów.
Jacek Karnowski: Dzień dobry, panie marszałku. Czy już posprzątane
wszystko? Przygotowane do świąt?
B.K.: No, w trakcie, w trakcie sprzątania i w trakcie przygotowań
świątecznych. Najważniejsza rzecz w mojej rodzinie w ramach przygotowań to są
zawsze szpekuchy, takie tajemnicze...
J.K.: Szpekuchy?
B.K.: Szpekuchy, tak. To są takie specjalne pierożki, ciasteczka,
które są gdzieś przywiezione w ramach tradycji z dawnej Kurlandii z pogranicza
polsko–litewsko–niemieckiego, i te szpekuchy stanowią mityczne danie w mojej
rodzinie i są obiektem pożądania i jednocześnie okazją do wspólnego rodzinnego
ich lepienia przynajmniej przez jeden wieczór. I to mamy za sobą wczoraj.
J.K.: U mnie bardziej banalnie, ale równie smacznie – mazurki.
Panie marszałku, wczoraj prezydent Lech Kaczyński składał życzenia
żołnierzom, polskim żołnierzom w Afganistanie. Zapowiedział przy tej okazji, że
podpisze wniosek o zwiększenie kontyngentu do 2 tysięcy z obecnego poziomu 1600
żołnierzy. No i Dziennik rekonstruuje
nową strategię, która ma polegać na tym, że wszystko rzucamy na Afganistan,
zwijamy inne misje i wszystkie siły, jakie tylko mamy, na Afganistan.
B.K.: Po pierwsze to dobrze, że prezydent odwiedza żołnierzy
polskich przed świętami wielkanocnymi, po drugie – dobrze, że pan prezydent
wyraźnie daje sygnał, że chce wykonywać de facto politykę rządu polskiego, no
bo zapowiedział podpisanie tego, o co rząd do niego wystąpił. Natomiast mnie
osobiście martwi to, że niewątpliwie znaleźliśmy się w sytuacji dosyć trudnej,
bo przejmując odpowiedzialność za całą prowincję w Afganistanie, co jest
źródłem pewnych honorów, splendorów, ale także źródłem określonych problemów,
będziemy w sytuacji, kiedy w imię bezpieczeństwa tych żołnierzy, którzy już tam
są, będziemy wysyłali następnych, także w imię bezpieczeństwa.
J.K.: I śmigłowce, potrzebne są, Rosomaki są potrzebne.
B.K.: Misja afgańska, którą obecny rząd odziedziczył po
poprzednikach, jest misją kosztowną, dlatego że jest to misja natowska, a tam
obowiązuje zasada, że każdy kraj płaci za siebie. W Iraku część kosztów
ponosili Amerykanie, kosztów obecności wojska polskiego. Dzisiaj ta misja jest
nie tylko misją ryzykowną. Jest misją bardzo kosztowną...
J.K.: I możliwe, że będzie konieczne zwiększenie, dalsze zwiększenie
poziomu naszego zaangażowania w Afganistanie?
B.K.: Wie pan, no, przede wszystkim właśnie z tego powodu, że jest
kosztowna i ryzykowna, Polska ogranicza swoje zaangażowanie w innych obszarach,
zlikwidowano misję militarną w Iraku de facto, ograniczono w innych krajach i
koncentrujemy swój wysiłek na wspólnej misji natowskiej w Afganistanie, a
więc...
J.K.: Mamy wyjść między innymi z Libanu i z Syrii, no, z miejsc, w
których byliśmy od zawsze można powiedzieć.
B.K.: No, to jest właśnie dowód na to, że trzeba bardzo uważać przy
angażowaniu się w tego rodzaju misje, bo jak właśnie sam pan zauważył, była to misja
od zawsze i mogłaby być na zawsze.
H.S.: Chce pan powiedzieć, panie marszałku, że niepotrzebnie jesteśmy w
Afganistanie? Jak to należy rozumieć?
B.K.: Nie, nie, ja tylko uważam, że to nie jest przyjemność, to
jest przykry obowiązek uczestniczenia w tej operacji, ryzykowny obowiązek. I
państwo polskie powinno zawsze bardzo miarkować swoje własne decyzje, aby one
nie wychodziły poza realne możliwości i poza niezbędny poziom ryzyka.
J.K.: A zbliżamy się do tego poziomu?
B.K.: Według mnie tak, według mnie tak ze względu na koszta tej
misji. Polska powinna być liderem. Mówiłem o tym, to mam w tej chwili
satysfakcję, sporo mówiłem o tym rok temu i dwa lata temu...
J.K.: Panie marszałku, a może przemawia przez pana...
B.K.: Polska powinna być, wie pan, powinna to, co robi dzisiaj,
zapowiedział Obama – że trzeba zmienić jakby profil misji w Afganistanie,
przesunąć akcenty na misję cywilną z tej prostej zasady, że w Afganistanie,
tam, gdzie się kończą drogi, tam się zaczynają talibowie. Czyli samym bagnetem,
samym karabinem maszynowym tam się niewiele zmieni, trzeba przebudować
gospodarkę...
J.K.: A może przemawia przez pana, panie marszałku...
B.K.: ...społeczeństwo, mentalność.
J.K.: A może gorycz przez pana przemawia, że Radosław Sikorski tak
niskie poparcie zdobył jako kandydat na sekretarza generalnego, mimo tak
wyrazistego zaangażowania Polski właśnie w Afganistanie.
B.K.: Nie, ja bym tych dwóch rzeczy nie łączył, wie pan, natomiast
niewątpliwie poziom polskiego zaangażowania w Afganistanie powinien stanowić
pewien atut i pewnie stanowił atut w rozmowach na temat roli, którą Polska chce
i odgrywa w Sojuszu Północnoatlantykim. Tak postępują wszystkie kraje i Polska
również powinna to robić. Natomiast ja bym nie łączył bezpośrednio tych dwóch
kwestii. Afganistan jest,
jak powiedziałem, przykrym, trudnym obowiązkiem, który Polska powinna wykonywać
jak najlepiej, ale bardzo bacznie obserwując, aby nie przekroczyć bariery
absolutnego minimum zaangażowania. Polska nie powinna być stachanowcem w
misjach zewnętrznych.
J.K.: A zaskoczyło pana to dość nikłe poparcie dla Radosława
Sikorskiego w trakcie tej nieformalnej procedury wyłaniania sekretarza
generalnego? Dwa głosy, jak liczyła prasa – jeden polski, no i po pół tam
krajów sojuszniczych, takie...
B.K.: Wie pan, niewątpliwie dla kandydatury Radosława Sikorskiego
nie był najlepszy klimat, między innymi ze względu na wyraźne odprężenie w
relacjach amerykańsko–rosyjskich czy natowsko–rosyjskich, co powoduje pewną
wrażliwość na, że tak powiem, kwestie ostrości polityków polskich, którzy siłą
rzeczy jako kraj sąsiedni musi, mają zawsze i będą pewnie mieli ostrzejsze
spojrzenie na problem Rosji, także ich relacji ze światem zachodnim. To po
pierwsze.
Po drugie według mnie nawet
sam fakt posiadania jednego głosu poparcia albo nawet swojego własnego może być
znakomitą okazją do rozegrania z korzyścią dla Polski takiej batalii. Tak się
nie stało. Polska, z przykrością to muszę powiedzieć, że pan prezydent popełnił
błąd negocjacyjny, bo w negocjacjach trzyma się do końca możliwość powiedzenia
„nie” po to, aby coś w zamian uzyskać, gdzie się powie „tak”.
J.K.: Panie marszałku, ale to była jakby istota sporu o politykę
zagraniczną za poprzedniego rządu, kiedy Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński
bardzo często chcieli grać ostro, właśnie zbierać karty, wówczas spotykali się
z zarzutem, że są takim blokującym w Europie, że psują markę Polski, że ze
wszystkimi chcieliby się kłócić. Czy to nie była wobec tego pułapka zastawiona
na prezydenta, że jakby się nie zachował, jeżeliby trzymał do końca tę
kandydaturę, blokowałby, no to wówczas okazałby się pieniaczem?
B.K.: Po pierwsze pamiętajmy, że w poprzedniej kadencji to i
prezydent, i premier to byli bracia Kaczyńscy, więc raczej oni układali tę grę
w ramach, że tak powiem, trochę układu polityczno–rodzinnego, nie jak dzisiaj,
kiedy mamy prezydenta z jednej opcji politycznej...
J.K.: No tak, to oczywiste.
B.K.: ...a rząd z innej. To po pierwsze.
Po drugie powiem w ten
sposób, że cała sztuka w polityce polega na tym, żeby nie przeciągnąć, nie
naderwać relacji polskiej z innymi krajami, napinać do pewnego poziomu. Jeśli
się w ogóle nie napina tej sprawy, nie próbuje się grać, no to się nie wygrywa,
więc...
J.K.: No, premier też niespecjalnie intensywnie wokół tej sprawy
zabiegał.
B.K.: Ja tego tak nie potrafię ocenić. Pan tak to ocenia, że
niezbyt intensywnie. Być może, ja nie znam szczegółów, ale być może...
H.S.: No ale w tym przypadku chyba mamy do czynienia z brakiem jednak
wzajemnej współpracy i prezydenta, i premiera. Nie było...
B.K.: A to nie ulega wątpliwości.
H.S.: Nie było żadnego spotkania...
B.K.: To nie ulega wątpliwości.
H.S.: ...dłuższego przed tym szczytem.
J.K.: Woli spotkania ze strony premiera też nie było.
B.K.: Tym niemniej ja mówię
o sztuce negocjacji. Negocjuje się zawsze tak, że na końcu, nawet za własne
ustępstwo, za rezygnację z sięgania na przykład po stanowisko sekretarza
generalnego Sojuszu, coś się próbuje wytargować. Turcy, którzy przecież nie
narazili się na żaden bojkot w NATO ani na żadną izolację, grali do końca. I
ugrają. Dzisiaj za ich „tak” dla duńskiego premiera Turcja dostanie różne
stanowiska – w sekretariacie natowskim, w systemie dowódczym. My...
J.K.: Jest państwem bardziej fortowym.
B.K.: My niestety nie. I ja nie wiem, jaka była taktyka rządu polskiego. Być może o to właśnie
chodziło, żeby postawić problem kandydatury, żeby coś w zamian za to dostać. I
to się nie udało.
J.K.: Panie marszałku, rocznica katyńska się zbliża, rocznica
ujawnienia zbrodni. 13 kwietnia radio berlińskie, niemieckie podało, że odnaleziono
groby kilkunastu tysięcy oficerów. To było w roku 43. Sama zbrodnia w roku 40,
ale to już tradycyjnie marszałek sejmu w kwietniu jeździ do Katynia, leci do
Katynia, zabiera ze sobą Rodziny Katyńskie. Tak będzie również i w tym roku.
B.K.: Tak będzie również i w tym roku w ramach współpracy zarówno z
Urzędem ds. Kombatantów, jak i Rodzinami Katyńskimi. Leci samolot, jedzie
pociąg specjalny do Katynia. Jest to swoisty rodzaj takiej pielgrzymki. To
będzie akurat spotkanie wielkopiątkowe w Katyniu. Okazja do podkreślenia roli
pamięci o najtrudniejszych chwilach w dziejach narodu. Także wyrażenie nadziei,
bo przecież święta wielkanocne to jest święto Zmartwychwstania, a więc święto
pełne nadziei. Tu trzeba mieć nadzieję, że zbrodnia katyńska zostanie nie tylko
do końca przeżyta i opisana, ale również jakoś oceniona nie tylko w Polsce, ale
i w Rosji.
J.K.: No, tu jest problem ze stroną rosyjską, co chwila dobiegają do
nas informacje, że a to prokuratura któregoś szczebla nie uznała tego za
ludobójstwo, a to odmówiono rehabilitacji...
B.K.: Tak, tak...
J.K.: ...a to nie chce się ujawnić danych osobowych.
B.K.: Według mnie to jest pochodna zbyt wolno zachodzących procesów
głębokiej demokratyzacji w Rosji, bo to jest albo... jeżeli jest mentalność
demokratyczna, to i urzędnicy rozumieją potrzebę, i politycy, rozliczenia
systemu totalitarnego. W Rosji takiej potrzeby nie ma...
J.K.: Mamy kolejne doniesienia w gazetach o pobiciach kolejnych
działaczy opozycji w Rosji, dziennikarzy, obrońców praw człowieka.
B.K.: Tak, tym bardziej trzeba pamiętać na przykład, że właśnie
przy okazji zbrodni katyńskiej i polskich starań o jej rozliczenie trzeba
wyjątkowo podkreślić znaczenie i podziękować serdecznie środowiskom rosyjskiej
opozycji, w tym także Memoriału, który pomaga także w formułowaniu wniosków do
sądów rosyjskich o ukaranie za zbrodnię katyńską. Więc są Rosjanie i Rosjanie.
Polska powinna liczyć na to, że prędzej czy później, pewnie później niestety,
więcej będzie tych Rosjan o mentalności ludzi organizujących pracę dzisiejszego
Memoriału.
J.K.: Panie marszałku, polityka krajowa – Rzeczpospolita, duży artykuł, publikuje dziś duży artykuł: „Spółka
żony i kolegi ministra, firma geodezyjno–projektowa MGGP wygrywa przetargi
organizowane przez agencje rządowe i spółki Skarbu Państwa. Udziały w niej mają
żona Aleksandra Grada, czyli ministra skarbu, i jego kolega. Wygrała, ta firma,
samodzielnie lub w ramach konsorcjum ponad 30 przetargów organizowanych w
ramach ustawy o zamówieniach publicznych. Dominują kontrakty podpisane z
państwowymi agencjami i urzędami centralnymi oraz spółkami Skarbu Państwa”. Czy
to kolejna afera?
B.K.: No właśnie, „wygrała w ramach ustawy, w ramach przetargu”,
więc widocznie to jest bardzo dobra firma. Ja znam pana ministra Aleksandra
Grada, znam sprawę. Ona żyje od wielu, wielu lat, bo rzeczywiście żona pana
ministra prowadzi bardzo dobrze działalność gospodarczą. I jeśli wygrywa w
przetargach, a nie dostaje zamówienia z wolnej ręki, no to zanim się napisze
artykuł, który sugeruje, że coś może być nie w porządku, trzeba by podać
jakikolwiek dowód na to, że wygrała, a nie powinna wygrać. Jak wygrywa...
J.K.: No, są opinie (...)
B.K.: Konkurentów pewnie.
J.K.: Konkurentów...
B.K.: No tak, no...
J.K.: ...którzy nazywają spółkę „Gradówką”. Czemu? Bo bije innych po
głowach niczym solidny grad – opowiadają przedsiębiorcy.
B.K.: No to właśnie takie opowieści, które...
J.K.: Gdy ona staje do przetargu...
B.K.: ...mają tworzyć lepki klimat wokół ministra Grada, podczas
gdy w moim przekonaniu sprawa tu jest absolutnie w porządku, jest oparta po
prostu o dobry biznes. I daj Panie Boże, żeby wszyscy, którzy zajmują się
biznesem, tak potrafili prowadzić biznes. Nie prowadzi tego minister. Prowadzi
jego żona od lat, od wielu lat, zanim pan minister został ministrem.
J.K.: Ta sprawa pewnie będzie jeszcze szeroko dyskutowana.
Panie marszałku, w dobrych nastrojach chyba Platforma się rozjeżdża po
kraju, sondaże znowu do góry, pod 60% podchodzą. Czy to nie jest wynik właśnie
tej konfrontacji z prezydentem wokół wyborów sekretarza generalnego NATO? Czy innymi słowy nie jest tak, że Platforma
zyskuje zawsze, gdy skonfrontuje się ostro z PiS-em albo z prezydentem, na tym
tle się zaprezentuje?
B.K.: Powiedziałbym w ten sposób – to rzeczywiście jest jakiś
fenomen, absolutny fenomen, żeby po dwóch latach rządzenia partia rządząca
miała tak wysokie notowania. To świadczy według mnie w takim samym stopniu
dobrze o Platformie Obywatelskiej, jak i źle świadczy o jej konkurentach, no bo
konkurent pisowski, który niewątpliwie... ludzie według mnie widzą tylko i
wyłącznie w Platformie antidotum, lekarstwo na wszystkie mankamenty, słabości i
błędy zachowania popełniane przez Prawo i Sprawiedliwość. Myślę, że w tych
sondażach też swoje odbicie znalazła kompletna fiaska Prawa i Sprawiedliwości,
jeśli chodzi o próbę zmiany wizerunku...
J.K.: No, zarzucona jest ta próba, tak informuje dzisiejsza prasa, ma
być ostrzejszy język.
B.K.: Właśnie, taka nieskuteczna, nie w tę stronę. Znowu według
mnie wraca PiS raczej taki bardziej skłonny do awantury politycznej (...), to
być może i 65% będzie miała Platforma.
J.K.: Na koniec jeszcze, panie marszałku, pytanie o ustawę medialną, co
się z nią dzieje, no bo było duże tempo, szybkie negocjacje tej trójkoalicji
Platformy, PSL–u i SLD. I co teraz? Na jakim ona jest etapie? Cisza.
B.K.: Jest już... Nie, nie, nie, tak jak zapowiedziane, została już
w tej chwili przeanalizowana przez prawników sejmowych, dostałem wstępne
informacje, że kwalifikuje się do prac w parlamencie, w związku z tym na
pierwszej sesji sejmowej po świętach będzie wprowadzona prawdopodobnie do
porządku obrad i rozpocznie się normalna procedura już legislacyjna, która,
oczywiście, potrwa jakiś czas, bo to i sejm, senat, trzeba zakładać, że pan
prezydent pewnie znowu zawetuje ustawę, więc być może będzie kolejne jakby
uchylanie (...)
J.K.: Kiedy mogłaby wejść w życie pańskim zdaniem, panie marszałku? Bo
to jest także pytanie o finanse mediów publicznych (...)
B.K.: Pewnie w okresie wakacyjnym, myślę w okresie wakacyjnym, bo
ten proces legislacyjny pewnie nie może potrwać krócej niż 60 dni prezydenta,
te 3, 4 miesiące.
J.K.: Koalicja ostatnio pokazała, że potrafi szybko procedować.
B.K.: Ale mamy zawsze problemy z prezydentem, a tu jeszcze
prezydent musi też podpisać ustawę.
J.K.: Bardzo dziękujemy.
B.K.: Dziękuję bardzo.
H.S.: Szpeluchy, panie
marszałku, tak?
B.K.: Słucham?
H.S.: Szpeluchy.
B.K.: Szpekuchy, bo to jest od Speckkuchen, czyli
ciastko słoninowe.
J.K.: Masz, Henryku, problem z tą nazwą, bo będziemy utrwalać.
B.K.: Tak, to jest absolutnie stamtąd, z Kresów
Północno–Wschodnich.
J.K.: Kurlandia (...)
H.S.: Bronisław Komorowski, Marszałek Sejmu. Dziękuję bardzo.
J.K.: Dziękuję uprzejmie.
(J.M.)