Wiesław Molak: W naszym studiu kolejny gość: Grzegorz Napieralski, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dzień dobry, witamy w Sygnałach.
Grzegorz Napieralski: Witam serdecznie, dzień dobry.
Henryk Szrubarz: Panie pośle, pan też świętował 20 rocznicę częściowo wolnych wyborów do sejmu?
G.N.: Też.
H.S.: W jaki sposób?
G.N.: W sposób godny i myślę niepolityczny i niekampanijny.
H.S.: Godny to znaczy?
G.S.: To znaczy, że wspominaliśmy tamte czasy, byłem w Szczecinie, w swoim rodzinnym mieście, mieście, które jest trochę też pomijane przyznam, a też działo się bardzo dużo i też był ten impuls do przemian również w Szczecinie. I niekampanijnie to znaczy, że nie wykorzystywałem tego święta do tego, aby prowadzić kampanię wyborczą i udowadniać Polakom, że wszystko, co działo się wtedy, jest zasługą jednej z partii politycznych, które dzisiaj funkcjonują w Polsce.
W.M.: A wczoraj były dwie Polski: jedna w Krakowie, druga w Gdańsku?
G.N.: Ja bym powiedział, że było nawet więcej tych linii podziałów, i z tego się bardzo powodu martwię. Otóż 20 lat po wielkich przemianach otóż dochodzi znowuż do takich...
H.S.: Początku wielkich przemian, trzeba by było powiedzieć.
G.N.: No, można też tak to nazwać, ale symbolicznie to zaczęły się wielkie przemiany w Polsce. Dochodzi do takiego paradoksu, że zaczynają się elity polityczne te prawicowe bardzo mocno kłócić. Ideą tamtych przemian i wielką wartością było to, że Polacy usiedli zgodnie do Okrągłego Stołu, rozmawiali o przyszłości i nie było sporów i podziałów. Dlatego Polska mogła się rozwijać, zmieniać. Dzisiaj Lech Kaczyński mówi co innego, premier Donald Tusk mówi co innego, dochodzi do sporu, do kłótni, każdy próbuje to wykorzystać pod siebie. I powiem, co mnie najbardziej jeszcze zabolało, patrząc na obchody te główne, organizowane przez rząd. No, Donald Tusk wymieniając wiele osób w swoim wystąpieniu, odnosząc się do tamtych czasów, pomija polityków lewicy, pomija Aleksandra Kwaśniewskiego, który w wielu sondażach pokazywany jako ta trzecia wielka postać odpowiedzialna za przemiany, rozpoznawalna z przemianami, z tym 20–leciem, no, to pokazuje też, że ten rów wykopywany jest coraz głębszy i spór, kłótnia jest po prostu domeną prawicy. Niezaproszenie generała Jaruzelskiego do sejmu pokazuje taką pewną małostkowość i Platformy, i PiS-u. I powiem szczerze, tego bardzo żałuję, bo myślałem, że 20 lat później, kiedy już w polityce też jest nowe pokolenie, moje pokolenie, kiedy w tamtych czasach miałem naście lat, że właśnie takie już podziały będą mniej widoczne, ale są bardziej widocznie niż były 5 lat temu, kiedy obchodziliśmy 15 lat tych przemian.
H.S.: A w jaki sposób czuje się pan spadkobiercą tej formacji, która 20 lat temu oddawała, właściwie musiała oddać władzę?
G.N.: Jestem młodym człowiekiem. Wtedy nie docierało do mnie aż tak wiele z tamtych przemian i z tamtych wydarzeń. No, oczywiście, jako nastolatek spoglądałem, co się dzieje, co się będzie działo dalej. Ja czuję się człowiekiem lewicy i człowiekiem, który uważa, że państwo polskie po II wojnie światowej było, dalej funkcjonowało i jest pewna ciągłość, a nie tak jak mówi prawica, że jest wielka czarna dziura. Ja jestem politykiem, który nie chce podziałów, ani kłótni, ani sporów na tle historycznym, często zafałszowanym, a przede wszystkim jestem dzisiaj politykiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Partia, która dwukrotnie rządziła, odnosiła sukcesy, wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej, zwalczyła bezrobocie i nie boi się historii, nawet tej trudnej, i nie szuka dzisiaj żadnych podziałów ani żadnych sporów, które są niepotrzebne, a woli łączyć, a nie dzielić.
H.S.: Te słowa przed chwilą wypowiedziane powtarza pan jak mantrę, ale przecież wyborcy, no, wystawili rachunek Sojuszowi Lewicy Demokratycznej właśnie za to.
G.N.: Bo nikt nas nie chce pochwalić za to, co zrobiliśmy dobrego w Polsce, natomiast dlaczego też się tak dzieje, że ten wynik być może nie jest dobry, chociaż dzisiejsze sondaże pokazują, że lewica w Polsce podnosi głowę do góry, że jest dzisiaj coraz bardziej popularna, że ludzie coraz bardziej nam ufają. Ale my zrobiliśmy jedną rzecz, którą ja uważam za rzecz znakomitą i rzecz godną pochwały. Otóż gdyby pan spojrzał na partie polityczne, które dzisiaj funkcjonują, popularną Platformę czy Prawo i Sprawiedliwość, to jednak to są partie, które przez lata zmieniały swoje nazwy i logo i moim zdaniem oszukiwały wyborców. My nie zmieniamy logo ani nazwy partii i mimo że popełniliśmy czasami błędy, do których się przyznaliśmy, to cały czas pod tą samą nazwą przypominamy o swoich sukcesach, a było ich bardzo dużo. I gdyby zważyć dwa razy nasze rządy SLD z PSL–em i zważyć rządy Prawa i Sprawiedliwości czy Platformy, to wychodzi to na korzyść Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I to trzeba Polakom przypomnieć.
W.M.: No tak, ale lewica też się podzieliła. Odeszli z Sojuszu Lewicy Demokratycznej ludzie, którzy byli zawsze kojarzeni z tą formacją.
G.N.: To prawda, ja nie ukrywam, że czasami popełnialiśmy błędy, to się zdarzało. Prawica też jest podzielona. Gdyby dzisiaj spojrzeć, ileż jest komitetów, jest ich 10, to przecież znakomita większość, bo chyba 7 tych komitetów można powiedzieć są komitetami prawicowymi. Dwa komitety jawią się jako lewicowe, jeden jako taki bardziej centrowy. Więc scena jest podzielona, ale są jakby 4 siły dzisiaj główne, to jest prawica, czyli Platforma Obywatelska i PiS, lewica – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Pracy, i Ruch Ludowy reprezentowany przez Polskie Stronnictwo Ludowe.
W.M.: No i o to mają te pozostałe partie i komitety wyborcze ogromną pretensję, że mówi się tylko o 4 partiach, a o reszcie właściwie się zapomina.
G.N.: Czasami nawet mam wrażenie, że mówi się tylko o dwóch, że my w Polsce dzisiaj w dobie kryzysu czy nawet kiedy powinniśmy świętować 20 lat przemian, kiedy powinniśmy spoglądać na nasze 5–lecie w Unii Europejskiej, to prowadzą dwie partie sztuczny spór. Myślę o PiS-ie i Platformie. Proszę zwrócić uwagę, że kłótnia już nie tylko o samolot czy o krzesło w Brukseli, ale kłótnia już jest o wszystko. Ta kampania prowadzona przez jedną i drugą partię myślę, że sięga bruku, wyciąganie dokumentów z BBN–u dotyczących śmierci Polaka, wyciąganie, kto jakie reklamówki nakręcił, podkopywanie, że Palikot taki czy inny – no, to pokazuje, jaki ten spór jest mały, płytki i niepotrzebny. I ja mam tylko o to żal. I faktycznie nie ma takiej debaty merytorycznej, nie ma takiej debaty takiej pogłębionej o nas, o Polakach, o Unii Europejskiej. I być może ta linia sporu, ta kłótnia premier–prezydent zdominowała scenę polityczną i inne środowiska. My też zresztą mamy o to wielki żal.
H.S.: W końcu zdecydował się pan poprzeć Włodzimierza Cimoszewicza, jeśli chodzi o jego kandydaturę na przewodniczącego Rady Europy.
G.N.: Z jednym się nie zgadzam. Nie „w końcu”, dlatego że ja od samego początku popierałem Włodzimierza Cimoszewicza. Miałem tylko żal do premiera Donalda Tuska, że w taki, a nie w inny sposób działa, bo przecież wszyscy wiemy, że to jest celowe działanie, aby eliminować potężnych kontrkandydatów w wyborach prezydenckich. Ale...
H.S.: Ale Donald Tusk kilka tygodni temu mówił w ten sposób: „Innej pomocy Włodzimierz Cimoszewicz od panów Olejniczaka i Napieralskiego nie potrzebuje, tylko tej jednej, żeby posłowie Sojuszu Lewicy tam, w Parlamencie, w Zgromadzeniu Rady Europy zechcieli poprzeć też Włodzimierza Cimoszewicza, bo na razie wygląda na to, że załatwimy wielkie poparcie wielu różnych frakcji z różnych państw, tylko jednych nie mogę przekonać”.
G.N.: No właśnie ja apeluję do pana premiera o naprawdę powagę, o to, żeby był prawdziwym politykiem, niemałostkowym, a przede wszystkim nie kłamał. Nie kłamał, bo w tym momencie kłamie i (...)
H.S.: No, to było kilka tygodni temu.
G.N.: Ja bardzo szybko zareagowałem...
H.S.: A list w sprawie poparcia ukazał się kiedy?
G.N.: Panie redaktorze, ja bardzo szybko zareagowałem i zwołałem konferencję prasową nazajutrz po tych słowach pana Donalda Tuska. Po pierwsze jak zostałem szefem rady krajowej SLD, jeden z ważniejszych listów, które wysłałem, były do pana premiera Donalda Tuska, w którym zadeklarowałem pomoc w sprawach międzynarodowych, dlatego że lewica w Europie i nie tylko w Europie rządzi w wielu krajach. Mamy silną frakcję w Parlamencie Europejskim. Więc moja deklaracja pomocy była. Jeżeli chodzi o deklarację pomocy panu Cimoszewiczowi, ona była sprawą jakby naturalną, to jest... i nic, co powinno w ogóle dziwić kogokolwiek. Donald Tusk tę sprawę absolutnie wykorzystywał do celów politycznych, a również celów kampanijnych. Mam to za złe, natomiast zostawmy to, bo teraz trzeba faktycznie zaangażować się w pomoc Cimoszewiczowi, natomiast później rozliczyć pana premiera Donalda Tuska, jak on się w to zaangażował. Naprawdę, a nie tylko w słowach.
H.S.: Ale zapewne liczył pan na to, że Włodzimierz Cimoszewicz poprze Sojusz Lewicy Demokratycznej jako całą formację w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a tymczasem ogranicza się do poparcia tylko kilku kandydatów.
G.N.: Ja bym nie chciał, żeby Włodzimierz Cimoszewicz był w taką kampanię partyjną uwikłany. Zresztą o tym rozmawialiśmy. I to mogłoby być niepotrzebne w ogóle. Zresztą nie wiem, czy w ogóle mógłby mieć czas dzisiaj występować na wiecach politycznych, bo musi być w Europie. Ja zadeklarowałem swoją pomoc w taki oto sposób, że zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego, czyli po 7 czerwca, razem z panem premierem Cimoszewiczem wybierzemy się do niektórych krajów europejskich, gdzie jeszcze można powalczyć o głosy, one nie są, że tak powiem, na jego stronę przechylone. I taka to będzie pomoc. Włodzimierz Cimoszewicz zaangażował się w poszczególnych kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej bardzo mocno, dał im listy referencyjne, pojawił się na ich plakatach, bilboardach. Są to ludzie, z którymi współpracował. I myślę to jest absolutnie wystarczające. I gdzieś jakieś spekulacje, które się pojawiały, że miał być na wiecach, naprawdę były niepotrzebne.
W.M.: A tymczasem według sondaży wynika, że zagłosuje tylko co piąty Polak w tych wyborach do Europarlamentu. To smutna wiadomość, no ale może jeszcze coś się zmieni. Grzegorz Napieralski, Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, był gościem Sygnałów. Dziękujemy bardzo.
G.N.: Dlatego apeluję o uczestnictwo w tych wyborach i proszę nie patrzeć – mówię tu do wszystkich słuchaczy – na kłócących się polityków prawicy, bo jest alternatywa w lewicy. Może wtedy ta frekwencja będzie większa. I apeluję o głosy i bardzo proszę.
(J.M.)