Wiesław Molak: W
naszym studiu Sławomir Skrzypek, Prezes Narodowego Banku Polskiego. Dzień
dobry, witamy.
Sławomir Skrzypek:
Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.
Henryk Szrubarz:
Panie prezesie, kiedy Narodowy Bank Polski przestanie bić momenty 1–groszowe?
S.S.: To jest
bardzo skomplikowany problem. Z jednej strony mamy do czynienia z ustawą o
denominacji. Ona nakazuje NBP, Narodowemu Bankowi Polskiemu emisję monet do
końca 2010 roku, ponieważ do tego momentu każdy może wymienić te stare banknoty
sprzed denominacji, najniższą wartość to złoty, czyli 1 grosz. Czyli na pewno
nie do tego momentu. Poza tym są pewne prawne problemy. Jeżeli nawet nastąpi
umowa, że wszystkie ceny są zaokrąglane, domyślam się, że w górę...
H.S.: Albo w dół.
S.K.: Można i
na to liczyć. Że będą zaokrąglane do 5 groszy, wcale nie zmienia to faktu, że
ktoś może zastosować inną cenę, a wtedy brak monet na rynku może obciążać NBP.
My jesteśmy zobowiązani dostarczyć monet i banknotów w ilości wystarczającej i niezbędnej
dla naszej gospodarki.
H.S.: Dlaczego
pojawia się to pytanie? Po prostu bicie monet 1–groszowych jest nieopłacalne,
kosztuje więcej niż wartość tej monety.
S.K.: Nie
możemy ujawniać informacji handlowych, ile kosztuje nas bicie poszczególnych
nominałów, niemniej nie mogę zaprzeczyć temu, co pan powiedział.
H.S.: No właśnie,
będzie jakieś rozwiązanie tego problemu po 2010 roku?
S.K.: Będziemy
prowadzić stosowne analizy. Mamy jeszcze chwilę czasu i zobaczymy. Problem nie
jest tak prosty jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało, ponieważ jeśli
mamy określoną walutę, obowiązują nas określone zasady w tym zakresie. Narodowy
Bank Polski jest do tego zobowiązany. Z drugiej strony są też pewne przykłady z
innych krajów. To też warto wziąć pod uwagę.
H.S.: A gdyby to
od pana zależało, to co? Gdyby pan miał taką władzę.
S.K.: Racjonalnie
trzeba by... Racjonalniej byłoby z tego zrezygnować.
H.S.: W jaki
sposób Narodowy Bank Polski chce rozruszać akcję kredytową?
S.K.: Najważniejszą
kwestią jest, aby pieniądz, brak kapitału, który dostarczają banki, nie
szkodził, nie hamował nadmiernie naszej gospodarki. Stąd ostatnie instrumenty,
które przedstawiliśmy, instrumenty kierowane do całego sektora bankowego, czyli
zwiększenie płynności poprzez 12–miesięczne repo,
czyli przed 12 miesięcy bezpiecznie możemy finansować tak zwanym krótkoterminowym
pieniądzem, z drugiej strony wykup obligacji, zgodnie z nowymi uregulowaniami
wkrótce podejmie właściwą decyzję Komisja Nadzoru Finansowego, może to służyć zwiększeniu
kapitału, czyli zwiększeniu zdolności banków do udzielania kredytów, i nowy
produkt: kredyt depozytowy. Zgodnie z ustawą o NBP możemy go stosować. Do tej
pory nie był jeszcze wykorzystywany. On jest o tyle istotny, że on może służyć
wyłącznie... możemy takie zasady dla niego stworzyć, wyłącznie tworzeniu nowych
kredytów. Poza tym mamy działania nadzwyczajne, które będę wymagały uregulowań
ustawowych. Chcemy powołać Fundusz Rozwoju Systemu Bankowego, który będzie
wspomagał ten rozwój i miał swój udział, aby Polska szybciej wróciła na drogą
stabilnego wzrostu.
H.S.: Kilkanaście
dni temu w Krynicy razem z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem mówił pan o tym,
że na rynku pojawi się dodatkowo 10 miliardów złotych w formie właśnie
kredytów. Liczy pan przede wszystkim na jakie banki?
S.K.: Nasza
oferta skierowana jest do całego sektora bankowego, niemniej właśnie banki
spółdzielcze najszybciej jak do tej pory na tę ofertę odpowiedziały. Są różne potrzeby
różnych części sektora. Sektor spółdzielczy cierpi na wewnętrzną nadpłynność, a
z kolei pewne uwarunkowania formalne utrudniają rozwój akcji kredytowej. Nasze
instrumenty...
H.S.: Co to znaczy
nadpłynność wewnętrzna?
S.K.: Nadpłynność
to znaczy ponad... około 22% więcej mają środki z pozyskanych depozytów...
H.S.: Czyli banki
spółdzielcze mają więcej pieniędzy...
S.K.: ...niż
udzielają kredytów, tak.
H.S.: ...i nie
wiedzą, co z tymi pieniędzmi zrobić.
S.K.: No, one
są racjonalnie inwestowane w obecnych regułach prawa, niemniej gdyby one
trafiły do sfery realnej, zwłaszcza obszar małych, średnich przedsiębiorstw na
terenie działania tych banków, a na tych terenach nawet 10–20-tysięczne
wsparcie dla małej firmy jest ogromną wartością, więc 10 miliardów zaadresowane w
tę część gospodarki daje większy efekt niż podobne w aglomeracyjnym otoczeniu,
to to może rzeczywiście dużo zmienić. To, że małe i średnie mikroprzedsiębiorstwa tylko...
chociaż tylko to nie wiem, czy jest właściwie sformułowanie, 46% tworzonego
PKB, ale aż 70% miejsc pracy w czasie, kiedy rośnie bezrobocie przyspiesza,
cały czas rośnie, przewidujemy, że w tym roku może sięgnąć nawet 13%, to jest bardzo
istotne działanie. Z drugiej strony liczymy na państwowe banki, banki będące w
posiadaniu państwa. Jeżeli jest jakieś uzasadnienie, żeby państwo posiadało
banki, to właśnie takie, że powinny one nadawać standardy na rynku. I tu
liczymy, że te banki zaczną spełniać w większym stopniu tę rolę. To pobudzi
cały sektor, to wymusi konkurencyjne działania, to da duży zastrzyk dla naszej
gospodarki.
W.M.: Wspomniał
pan o bezrobociu. Jest jeszcze coś bardziej niepokojącego w tym rosnącym
bezrobociu, bo więcej młodych bezrobotnych zatrudnienia nie może znaleźć. Już
co piąta osoba poniżej 25 lat. Firmy chciałyby zaoferować staż, no ale nie mają
na to pieniędzy, nie dają etatów.
S.S.: Absolutnie
podzielam pana pogląd. To jest właśnie najgroźniejsze. Strukturalne
ukształtowanie się bezrobocia nie jest korzystne dla przyszłości naszej
gospodarki i może mieć później bardzo brzemienne skutki już za kilka lat, kiedy
gospodarka będzie na innym etapie rozwoju. Zatrzymanie pozostałych pracowników,
tzw. chomikowanie pracy, czyli liczenie na to, że sytuacja na rynkach, zwłaszcza
zewnętrznych, się poprawi, co pozwoli na zwiększenie produkcji, na zwiększenie
wykorzystania tychże pracowników w przyszłości, to jest to zjawisko, które
powoduje... z jednej strony hamuje nadmierny wzrost bezrobocia, co jest
pozytywne, ale z drugiej strony powoduje, że zmniejsza się możliwość absorpcji
nowych pracowników, zwłaszcza młodych. I to jest naprawdę niebezpieczne.
W.M.: 22%...
S.S.: Tak
jest.
W.M.: ...to są
młodzi ludzie, a 10% to jest ogółem bezrobocie.
H.S.: A w jaki
sposób...
W.S.: I jeszcze
rośnie.
H.S.: ...łatwiej będzie
można wziąć kredyt?
S.S.: No,
tutaj, pod tym względem...
H.S.: Bo przecież
banki zawsze liczą.
S.S.: Jednak banki
muszą liczyć. Muszą liczyć, szczególnie ryzyko, w obecnej sytuacji ryzyko
rośnie. Chodzi o to, żeby podchodzić do tego w sposób racjonalny i aby podaż
tego kapitału nie... jakby nadążyła za popytem. No, już w tej chwili
obserwujemy zmianę struktury tego popytu na pieniądz kredytowy. To już,
niestety, nie są środki inwestycyjne. To jest kredyt obrotowy. Jeżeli kredyt
obrotowy... Kredyt obrotowy to dla wielu firm, dla wielu podmiotów to jest
podtrzymanie życia, podtrzymanie funkcjonowania zakładów, funkcjonowania
produkcji. Ograniczenia w tym obszarze poza czynnikami popytowymi, czyli
popytem na produkcję danych firm mogą również wpływać na jej hamowanie, a więc
niestety na jeszcze pogarszanie sytuacji z zapotrzebowaniem na pracę.
H.S.: Czy
Międzynarodowy Fundusz Walutowy powinien być wzmocniony finansowo? Coś takiego
zaproponowała Polaka, polski rząd.
S.S.: To, oczywiście,
dyskusja w tej chwili na temat przyszłej roli Międzynarodowego Funduszu
Walutowego. Bardzo istotny jest... nasze perspektywy rozwoju sytuacji na
rynkach globalnych. Oczywiście, można dyskutować o tym, że jego rola powinna
być większa – czy rola jako formy współpracy w zakresie również regulacyjnym,
monitorującym ważne zjawiska jako instytucji mającej wpływ na wczesne
ostrzeganie przed tymi złymi zjawiskami, na przykład nową falą kryzysu. Z
drugiej strony nie powinno to polegać na samym mechanicznym zwiększeniu finansowania.
Istota jest dosyć skomplikowana, na ten temat toczą się międzynarodowe dyskusje
i mam nadzieję, że wnioski z kryzysu, który już zaczyna mijać, zaczyna się
kończyć, mówimy głównie o gospodarkach rozwiniętych, bo Polska była do tej pory
dotknięta skutkami tego kryzysu, takiego prawdziwego kryzysu w Polsce jeszcze nie mieliśmy.
H.S.: Jeszcze?
S.S.: Mam
nadzieję, że pozytywne sygnały z innych części świata, zwłaszcza z naszych
rynków bazowych (mówię o Unii Europejskiej) i nasze powiązanie z gospodarką
unijną zneutralizują ewentualne skutki, kiedy wejdziemy w tę fazę cyklu
koniunkturalnego. I w tych warunkach należy tę kwestię oceniać.
H.S.: No ale jeśli
chodzi na przykład o wzrost produktu krajowego brutto, to prognozy i czy
Komisji Europejskiej, czy wspomnianego Funduszu Walutowego są dla nas
korzystne. Fundusz ma skorygować szacunki tegoroczne.
S.S.: Tak, mam
osobistą satysfakcję, jak również instytucjonalną. Narodowy Bank Polski od
początku i nieprzerwanie mówił o tym, że mamy szansę i że według naszej
projekcji będziemy mieli pozytywny wzrost gospodarczy w roku 2009. Ja pamiętam, kiedy
zimą 2008 roku, kiedy coraz gorsze projekcje pojawiały się dla innych krajów,
kiedy byliśmy traktowani jako część homogenicznego regionu środkowoeuropejskiego,
z którego nie było wyłącznie pozytywnych sygnałów, moi rozmówcy na najwyższych
szczeblach poważnych instytucji międzynarodowych, finansowych wyrażali
wątpliwość, dlaczego akurat Polska ma być w odmiennej sytuacji. Mam tę
satysfakcję, że mieliśmy rację i że nasi partnerzy zaczną to doceniać.
W.M.: Ale jest
ogromny powód do niepokoju, bo tak: minister Rostowski mówi, że mamy 52
miliardy złotych deficytu, tymczasem profesor Balcerowicz mówi, że w finansach
publicznych może sięgać nawet 100 miliardów złotych. Mówimy o reformowaniu
edukacji, służby zdrowia, systemu emerytalnego i tak dalej, i tak dalej. No i
powstaje pytanie: skąd wziąć na to pieniądze, jak coraz bardziej jesteśmy
zadłużeni?
S.S.: Tak.
Sektor finansów publicznych to również samorządy, to jest ogromny... to
znacznie szersze pojęcie niż rzeczywiście deficyt budżetowy. A deficyt budżetu,
tak wysoki deficyt budżetu, no, jest to poważny sygnał, niepokojący sygnał, ale
ważne...
H.S.: Ale deficyt
zakładany jest jeszcze bezpieczny.
W.M.: Ale już jest
więcej niż miało być.
S.S.: Nie
wiem, że tak powiem... Dla mnie najistotniejszą kwestią jest to, w jaki sposób
z tego deficytu zamierzmy w najbliższych latach wychodzić, jaka jest
perspektywa, w ciągu ilu lat dojdziemy do bezpiecznego poziomu. Bezpieczny
poziom to są 3% i poniżej PKB. I tego bez reform nie da się przeprowadzić. Mówienie o tym, że głównym tutaj
instrumentem zasilającym budżet ma być prywatyzacja w tak niepewnym dla
kapitału momencie to jest dosyć ryzykowne.
H.S.: Dlatego, że
za tanio możemy sprzedać?
S.S.: Może się
okazać, że... Znaczy prywatyzacja jest niezbędna, jest bardzo ważna dla rozwoju
gospodarki. Możemy ściągać w ten sposób stabilnych inwestorów, którzy
przyprowadzą z sobą nowe technologie, know how, dają stabilność zatrudnienia...
H.S.: To na czym problem
polega?
S.S.: ...są
długoterminowe. Ale w obecnych czasach, kiedy kapitał staje się problemem,
przepływy kapitału stają się problemem na rynkach globalnych, jest ogromne
ryzyko, że te warunki nie zostaną spełnione, że nie uzyskamy ceny godziwej, że
intencje inwestora nie będą długoterminowe, a będą skupione na krótkoterminowym
zysku, że dojdzie po prostu...
H.S.: I te 8
miliardów złotych, które do końca roku powinniśmy uzyskać z prywatyzacji, to
stoi pod znakiem zapytania pana zdaniem?
S.S.: Do końca
roku nie wiem, ponieważ założenia na ten rok nie dotyczą takiej ogromnej skali
jak w roku przyszłym...
H.S.: No tak, ale mówi
się o stu miliardach, a do tej pory mamy około 4 miliardów złotych z
prywatyzacji.
S.S.: Będziemy
obserwować, co dalej się będzie z tym działo, i jeżeli już z tym są problemy,
to co będzie w roku 2010? To jest, jakby to powiedzieć, bardzo ryzykowne
podejście. Bez reform – i na tym, wydaje mi się, rząd powinien się
skupić – bez reform strukturalnych w obszarze budżetu, w obszarze czy polityki
fiskalnej, w obszarze polityki produktowej i rynku pracy, no,
powinniśmy... jeszcze mamy sporą przestrzeń do zmian.
H.S.: A co to
konkretnie znaczy reformy strukturalne w tym zakresie właśnie?
S.S.: Mamy w
tej chwili bardzo niski poziom elastyczności budżetu. Wiele wydatków jest
wydatkami sztywnymi. Praktycznie przy spadku dochodów może się okazać, że rząd
ma bardzo niewielki wpływ na kształtowanie się samego budżetu. Ale jak już
konkretnie one powinny wyglądać, to już jest decyzja polityków. Z jednej strony
mamy do czynienia z podejściem księgowym...
H.S.: Które
narażone są również na opór społeczny.
S.S.: A z
drugiej strony są określone koszty społeczne, które trzeba uwzględnić, i pewne
długoterminowe skutki tego bieżącego działania. Niemniej trzeba coś robić.
W.M.: Sławomir
Skrzypek, Prezes Narodowego Banku Polskiego, gość Sygnałów Dnia. Dziękujemy za rozmowę.
S.S.: Dziękuję
panom, dziękuję państwu.
(J.M.)